piątek, 31 maja 2019

Sześć krótkich kawałków na dobry letni apetyt

No i minął nam ten miesiąc jak z bicza strzelił, a przed nami kolejny odcinek mojej Tablicy, którą publikuję od pewnego czasu w „Polsce Niepodległej”, ostatnio niestety już tylko miesięczniku. Polecam niezmiennie i przypominam, że kioski „Ruchu” zostały z dystrybucji wyeliminowane. Niech zdychają, ewentualnie przejdą na utrzymanie Państwa, czego im i sobie serdecznie życzę.

Kiedy to piszę, jesteśmy już po wyborach i wypadałoby poświęcić większą część tych refleksji wyborom właśnie, tymczasem jest jeszcze w kolejce parę kwestii, których lekceważyć nie wypada. Otóż, jak wiemy, dogorywa kwestia rzekomej pedofilii w Kościele, która przez pewien czas stanowiła preludium do wspomnianych wyborów, a która jednocześnie potrafiła, jak to swego czasu ładnie określił niegdysiejszy Tadeusz Woźniak, zabełtać nam błękit w głowie tak, że klękajcie narody! Nie wiem, czy czytelnicy „Warszawskiej Gazety” wiedzą, ale pierwsza i jednocześnie główna osoba oskarżająca śp. prałata Jankowskiego o to, że ją w dzieciństwie seksualnie molestował, to jednocześnie ktoś, kto składa publicznie następujące świadectwo:
 „Miałam trochę ponad 10 lat, kiedy na naszym podwórku zaczął się często pojawiać trzydziestoparoletni ksiądz, który rozpoczął pracę w parafii nieopodal. Gdyby ktoś go obserwował z zewnątrz, to pewnie by się dziwił, bo gdy wchodził na podwórko, wszystkie dzieci – dziewczynki i chłopcy – rozbiegały się po kątach, uciekały.
Interesowały go dzieci od ośmiu do kilkunastu lat. Jak miał kogoś upodobanego, to zaciągał go na strych albo do piwnicy, a nawet szukał go po piwnicach, gdy ten przed nim uciekł. Niekiedy we dwoje czy troje chowaliśmy się przed nim w kotłowni za stosami węgla. Nie rozmawialiśmy wtedy o tym, dlaczego tak się dzieje. Byliśmy dziećmi, jeszcze tylu rzeczy nie rozumieliśmy”.
Gdyby ktoś nie rozumiał, o czym ja tu opowiadam, to informuję, że mamy do czynienia z wypowiedzią osoby, która jest głównym świadkiem oskarżenia księdza Jankowskiego o pedofilię, a której świadectwo doprowadziło do skazania Księdza na wieczną hańbę. I tyle.

***

No ale mamy te wybory i nadzieję, że ich wynik rozpocznie nowy okres w naszej poplątanej, historii. Dla każdego kto miał okazję obserwować rozwój wypadków sprawa jest nadzwyczaj jasna. Choć oczywiście lepiej byłoby, gdyby Prawo i Sprawiedliwość uzyskało przewagę bardziej widoczną, a więc gdyby jego kandydaci otrzymali 70 procent głosów, większość z nas jest mniej lub bardziej zadowolona. Tymczasem, niemal w charakterze pierwszego komentatora owego wyniku, zgłosił się sam były prezydent – niech mu Polska i pan Bóg to wybaczą – Rzeczpospolitej, Bronisław Komorowski, i wypowiedział następujące słowa:
Myślę, że znaczenie miało, kto ma jakie pieniądze i jak je może wydać. PiS korzysta ze wszystkich możliwości finansowania kampanii. Wydali na propagandę i na telewizję publiczną. To powinny być pieniądze wliczone w ich wydatki kampanijne. Jest charakterystyczne i warte przeanalizowania to, że PiS wygrywało w tych kręgach wyborczych, które nie płacą podatków”.
Ktoś mnie pewnie zapyta, o co chodzi, a ja oczywiście na tak zadane pytanie odpowiedzi udzielić nie potrafię. To jest również z mojego punktu widzenia jakiś kompletny upadek człowieka wraz z jego rozumem. Natomiast przypominam sobie pewne dawne dość zdjęcie z czasów gdy Bronisław Komorowski pełnił swoją funkcję, zrobione podczas jednej z uroczystych Mszy Świętych, gdzie Prezydent z Małżonką być powinni, a na którym on i ona śpią jak dwaj zapruci na śmierć pijaczkowie.
A zatem, podejrzewam, że to jest jedyna odpowiedź, jakiej dziś potrafię udzielić w kwestii, o co chodzi.

***

Zacięty bój, do jakiego doszło w Warszawie między Danutą Hubner a Andrzejem Halickim, zakończył się praktycznie remisem, a więc mimo że Hubner zdobyła większą sympatię mieszkańców Warszawy od Halickiego, to oboje zejdą nam szczęśliwie z oczu. Pozostają jednak refleksje, a tu, ponieważ, jak rozumiem, Halicki jest dziś odpowiednio niedysponowany, na pierwsze miejsce wysuwa się pani poseł Hubner i pokazuje, że prawdziwy komunista to człowiek myślący:
Powinniśmy przestać patrzeć na to, dlaczego oni są tacy mocni. Trzeba więcej pomyśleć o nas. My za bardzo się skupiamy na tym, że walczymy z PiS-em, a powinnyśmy walczyć o coś. Na wszystkich moich ulicznych spotkaniach nie rozmawialiśmy przeciwko PiS-owi, tylko o tym, co można zrobić, żeby Europa była silniejsza. Ludzie potrzebują czegoś pozytywnego i wyraźnego programu”.
To oczywiście prawda. Problem w tym, że już w roku 2011, przed parlamentarnymi wyborami gdzie Platforma uzyskała prawo do dalszego okradania Polski, sam Grzegorz Schetyna zauważył, że owo nieustanne walenie w PiS musi się skończyć katastrofą. I co? I nic. Trzeba było kolejnych czterech lat, by wreszcie Polska nie wytrzymała. Następne wybory za parę miesięcy. Rozumiem, że ci durnie napinają już muskuły.

***

Poza oczywiście nadzwyczajną frekwencją, oraz pięknym zwycięstwem Prawa i Sprawiedliwości, mam kilka refleksji takich sobie. Pierwsza z nich dotyczy sukcesu, jaki odnieśli Ewa Kopacz oraz Włodzimierz Cimoszewicz. Dwie polityczne osobistości, które w normalnych warunkach, ze względu na swoje zarówno fizyczne jak i intelektualne walory, nie byłyby w stanie nawet z sukcesem uruchomić skromnego straganu sprzedającego gry w trzy karty, uzyskały wynik, jakiego pozazdrościć im może każdy. Kopacz i jej kumpel Cimoszewicz pojawili sie odpowiednio w Łodzi i w Warszawie, poprosili o polityczne wsparcie i je dostali. Rozumiem Miller, Belka, nawet Liroy – jeśli idzie o Kopacz, nie mam słów. A Cimoszewicz? Umieram.
Druga ze wspomnianych refleksji to sprawa wbrew pozorom znacznie poważniejsza. Otóż do Parlamentu Europejskiego, dzięki mieszkańcom Gdańska, ponownie awansował Janusz Lewandowski. Ja wiem, że nie jestem jedyny, by owego Lewandowskiego traktować z zimną bezwzględnością, jednak jest w naszej historii pewne zdarzenie, które w pewnym sensie determinuje całą naszą współczesną świadomość. O ile oczywiście mamy owego zdarzenia świadomość. Otóż jeszcze w dawnych latach 90, kiedy to wolna Polska dopiero co odzyskiwała swoją pozycję w Europie, w lokalu w Poznaniu doszło do spotkania, podczas którego negocjowano tak nierzadkie wówczas prywatyzacyjne deale. W smutnym efekcie owych rozmów zginął śmiercią samobójczą pewien człowiek, niejaki Dieter F. Brockman z Kolonii. Tak to jest w życiu, człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi. Co ja chcę przez to powiedzieć? Nic takiego poza tym, że obecne wyniki wyborów bardzo mi się podobają, z paroma wyjątkami.

***

Gdyby ktoś myślał, że w reakcji na wybory nie zabrali głosu ludzie kultury, nic bardziej mylnego. Oto odezwał się aktor Maciej Stuhr i wypowiedział swoje zdanie nie tylko na tematy nam najbliższe, ale w ogóle dotyczące marności tego świata. Wysłuchajmy fragmentu owego jak najbardziej intelektualnie wzmocnionego popisu:
Przemińcie tandetne odrzuty! Artyści i politycy, amatorzy błyskawicznych lunchów!
Przemińcie budowniczowie, bywalcy kawiarń i konferencji, którzy sprzedajecie kupy cegieł, nazywając je domami!
Przemińcie wieśniacy z euro-wiochy! Gaduły, półgłówki, ochłapy i resztki!
Przemińcie wegetarianie, abstynenci, kalwini, którzy nie chcecie się odpieprzyć, smutasy. Przemińcie, definitywnie przemińcie!
I obwieście głośno i wyraźnie, że nikt nie walczy o wolność, ani sprawiedliwość! Włączycie wyłącznie ze strachu przed wszystkimi innymi!
A wszyscy wasi przywódcy, mają po kilka milimetrów wzrostu!
Bełkot wojennych podżegaczy! Łajno! Europejski kibel, pełen wciąż tego samego!
Kto w nich wierzy?! Odesłać ich wszystkich do kuchni, niech obierają kartofle!
Wykopać całe to bezmyślne pandemonium!
Podczepić całą tę wojnę do lokomotywy, na smycz z nią, wysłać do Australii i pokazywać gawiedzi!
Ludzie, narody, cele, wszystko to wielkie zero!
Wszyscy są winni upadku wszystkiego!
Upadek wszystkiego jest winien ich istnienia!
Kompletnie, całkowicie i nieodwołalnie... GÓWNO!!!”
Gdyby ktoś myślał, że to młody Stuhr taki płodny, jest w dużym błędzie. On tylko w swoich powyborczych emocjach cytuje jakiegoś zagranicznego poetę. A ja wybrałem ten fragment zamiast dość powszechnie cytowanego: „Ty, świętej pamięci wolna Polsko, która nigdy nie byłaś wolna, ropiejący wrzodzie na samym środku europejskiej dupy!”, bo nie tylko chodzi mi o to, co ta banda idiotów sądzi o Polsce, co bardziej o stan, w jakim oni się znaleźli w momencie gdy się okazało, że to już koniec gry.

***

Na sam koniec dzisiejszej zabawy zajrzyjmy do naszej ulubionej Krystyny Jandy. Tam bowiem się dzieją rzeczy ostateczne:
Dla mnie to jest tak traumatyczne przeżycie, te ostatnie dwa lata, to jest tak ciężkie doświadczenie z każdej strony... Ja zapadłam na zdrowiu i na umyśle. Ja po prostu byłam zawsze optymistką i wydawało mi się, że zdrowy rozsądek zwycięża, że wszyscy jednak są dobrzy. Okazało się, że nie, że jest bardzo dużo ludzi, którzy chcą źle”.
Pani Krystyno, głowa do góry. Jest jeszcze Pani kolega Maciej Stuhr. On chce zdecydowanie dobrze.





3 komentarze:

  1. @toyah

    Ja bardzo przepraszam, że w tym powyborczym nastroju koncyliacji może zbyt brutalnie wejdę na tego B.Komorowskiego, jak on na krzesło.

    Przecież mieli 250.000.000.000 zł za co można było kupić wszystkich 30.000.000 wyborców po, bagatela, 8.333 zł za krzyżyk (za Krzyżyk????).

    Jeśli zaś odliczyć te 5.000.000 swoich, którzy ekwiwalentu nie potrzebują, to w ofercie wyszłoby po 10.000 zł.

    Uwzględniwszy zaś najbardziej optymistyczne pragnienia frekwencji (50%), to, zaraz, zaraz, ... 250.000.000.000 : (30.000.000 x 50/100 - 5.000.000) = 25.000 zł. Temu nawet min. Rafalska nie dałaby rady.

    Mając więc do dyspozycji nie tylko rację, ale i sutą kolację, można więc było zwyciężyć PiS w stosunku 99,9% do 0,1% i po swej stronie mieć każdą Grażynę i każdego Janusza. Dozgonnie.

    Rację ma Jarosław, że oni nie potrafią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      To jest tak dobre, że aż to przerzuciłem na Facebooka.

      Usuń
    2. @toyah

      Twoje też. Może będą przerzuty :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.