poniedziałek, 27 maja 2019

O nastawianiu drugiego policzka


Żeby nikt broń Panie Boże nie myślał, że ja się przestałem interesować polityką i nie wiem, że wczoraj były wybory. Oczywiście dokładnie wiem, co się nam przydarzyło, jestem też pod niemal każdym względem ukontentowany, nawet owa wisienka na torcie w postaci zaciętego boju jaką Konfederacja stoczyła minionej nocy nie uszła mej uwadze, cała rzecz jednak sprowadza się do tego „niemal”, czyli do Warszawy. Przepraszam bardzo, ale to miasto jest praktycznie wszystkim co mi dziś zaprząta umysł, a ja od czasu gdy wczoraj zacytowałem jeden z moich ulubionych Psalmów, jeśli idzie o pomysły jestem całkowicie zużyty. W tej zatem sytuacji, będzie znów o pedofilii i obrzeżach. O wyborach może jutro.     


      Jak większość z nas z pewnością wie, zamiast wygłosić jak Pan Bóg przykazał normalne kazanie, wczoraj w naszych kościołach księża odczytali list biskupów, w którym ci, w możliwie najbardziej uniżonej formie, przeprosili za grzech pedofilii. Ja oczywiście bardzo się cieszę, że wymieniając najróżniejsze krzywdy, jakie w różnym czasie oraz w różnych miejscach osoby duchowne wyrządziły spotkanym na swej drodze dzieciom, biskupi zdecydowali się nie przepraszać w imieniu śp. prałata Jankowskiego znanej nam tu co nieco Barbary Borowieckiej, którą ten w latach 60. rzekomo przez kilka lat dzień w dzień gonił po strychach i piwnicach, regularnie plamiąc jej sukienki swoją spermą. Cieszę się, bo tego rodzaju upokorzenia bym zwyczajnie nie zniósł. A i tak, przede wszystkim ton owego listu, ale również jego treść i w moim pojęciu jego całkowita bezużyteczność, wystarczyły, by mnie serdecznie zmartwić.
      W czym rzecz? Otóż, co już zostało wielokrotnie powtórzone, ale również bardzo starannie wykazane, Kościół, ale również księża w swojej ogromnej większości, nie mają się doprawdy z czego tłumaczyć. Mam dwóch blisko zaprzyjaźnionych księży, obu mniej więcej z mojego pokolenia, a więc, jak rozumiem, nadzwyczaj doświadczonych w towarzysko-zawodowe kontakty z innymi księżmi, i oni obaj powiedzieli mi jednoznacznie, że w całym swoim życiu nie dość że nie zdarzyło im się spotkać księdza homoseksualisty, czy tym bardziej księdza pedofila, to jeszcze, z wyjątkiem dosłownie pojedynczych wypadków, nie zdarzyło im się o takich słyszeć. Ale ja sam, oraz wielu moich znajomych, z którymi tę kwestię konsultowałem, ani nie spotkaliśmy, ani nawet nie słyszeliśmy o księdzu, którego można by było podejrzewać o jakiekolwiek występki tej natury. Owszem, słyszałem o księżach cudzołożących, słyszałem o księżach chlejących, księżach pazernych na pieniądze, a nawet księżach kapujących do milicji... no ale to wszystko. A zatem uważam, że zwyczajnie tematu nie ma, a jeśli tu i ówdzie się zaczyna taki pojawiać, to znaczy że za tym stoi najbardziej bezczelne kłamstwo, którego podstawowym i ostatecznym celem jest zniszczenie Polski. Zgodnie z opisem przedstawionym przez księdza kardynała Wyszyńskiego, który powiedział, że kiedy przyjdzie pora na Polskę, oni zaczną od Kościoła.
       Przykładów owego kłamstwa jest dużo za dużo, ja bym jednak chciał dziś opowiedzieć o dwóch rzeczach, na które wpadłem zaledwie wczoraj, a które, przyznaję, poruszyły mnie szczególnie mocno. Proszę sobie wyobrazić, że oto na portalu tvn24.pl, na który, owszem, dość regularnie zaglądam, ukazało się coś takiego:



a pod spodem rozmowa z owym seksuologiem oraz psychoterapeutą i już na samym początku taki fragment:
„- Prowadzi pan terapię z pedofilami. Czy wśród pana pacjentów są księża?
  - Było ich kilku. Zgłosili się do mnie sami. To byli księża w różnym wieku. Jeden z nich w stanie duchownym był od 20 lat. Przychodzili na indywidualną terapię. Trwała dwa lata, niekiedy trzy. Co ich skłoniło, żeby poprosić o pomoc? Nie akceptowali swoich zachowań. Mieli wyrzuty sumienia. Jeden z nich molestował seksualnie dzieci. Pozostali fantazjowali, czuli wyraźne podniecenie, kiedy przebywali w otoczeniu najmłodszych. Bali się, że przekroczą dopuszczalną granicę”.
       Dalej mamy już rozmowę wyłącznie o pedofilii jako chorobie, o jej przyczynach, o sposobach leczenia, czy wreszcie o braku sensu karania pedofilów więzieniem, a już zwłaszcza wieloletnim. O księżach w dalszej części tej rozmowy się nie wspomina. Mamy tylko tych „kilku” księży, którzy się sami zgłosili do psychoterapeuty z prośbą by im pomógł w zwalczeniu żądzy, którą uważali za złą i grzeszną, chcieli się jej pozbyć, i którym on, jak sam twierdzi, jakoś tam pomógł, do tego wręcz stopnia, że o ile oni na początku myśleli o porzuceniu stanu duchownego, ostatecznie zostali w Kościele. Tymczasem, jak widzimy, cały ten tekst ilustrowany jest zdjęciem jakiejś zaszczutej małej dziewczynki i księdza w koloratce, no i ten kompletnie idiotyczny – pomijając, że kłamliwy – tytuł: „Żaden z moich pacjentów nie przestał być księdzem”.
       Nie będę oczywiście ukrywał tego, co sądzę o psychoanalitykach, psychoterapeutach, psychologach, czy psychiatrach, a więc ludziach, którzy zawodowo pukają do ludzkich dusz, udzielając jednocześnie politycznie motywowanym mediom wywiadów na tematy z polityką nie mającym nic wspólnego. Otóż, moim zdaniem, jeśli psycholog, a więc ktoś kto rzekomo jest w stanie przejrzeć na wylot najbardziej -przeboiegłych pacjentów, daje się wystawić do wiatru komuś takiemu jak TVN24, w naiwnym przekonaniu, że oto uzyskał szanse podzielenia się swoją specjalistyczną wiedzą na ważny temat, to znaczy, że z niego jest dupa nie psycholog. No ale przyznaję, że tym bardziej należy mu się uznanie, że się nie dał wciągnąć tej cwaniarze, która go wypuściła na tę rozmowę i  rozmowy na temat księży zwyczajnie odmówił. No i przy okazji, należy mu zaliczyć do zasług to, że unikając tej prowokacji pokazał nam bardzo wyraźnie, z kim mamy tak naprawdę do czynienia, do czego to bydło jest zdolne, no i jak bardzo grubą nicią szyta jest cała ta afera pod nazwą „pedofila w Kościele”.
       Drugą z zapowiedzianych historii poznałem również z TVN-u i przedstawię ją bardzo krótko. Otóż parę tygodni temu gdzieś w Polsce pewna 17-latka popełniła samobójstwo, nie mogąc dłużej znieść plotek, jakie krążyły w okolicy na temat jej rzekomych romantycznych relacji z księdzem. I to tyle. 
       No a my niestety wciąż zostajemy ze świadomością, że nasi biskupi jeszcze długo się będą musieli uczyć sposobów postępowania z tymi gangsterami.


Jeśli ktoś ma ochotę kupić którąś z moich książek, proszę klikać w okładki tuż obok. Cześć z nich, zanim i te tytuły się sprzedadzą, jest wciąż aktywna. Polecam.


     
     



10 komentarzy:

  1. Oby jak najkrócej. Ale jeśli będą nachylali ucha na podszepty i komentarze autorytetów tzw. akademickich i medialnych, o co podejrzewam Kard. Nycza, to rzeczywiście długa przed droga przed takimi duchownymi. Nadzieja w przykładzie który daje Abp Hoser, Dzięga, Dec i Jędraszewski i kilku innych.

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurcze przyczepił mi się ten unknown i mogę go odkleić. To ja Wacek. Muszę pogrzebać w tych adresach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok. Jest Magazynier. Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć w obliczu takiego oka i ucha jak twoje powyżej zaprezentowane. Chyba tylko: uczciwa ciesiółka pisarska, dobra rąk twoich robota.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale za to tytuł dołożyli temu terapeucie taki, że założę się że wywiad nie jest autoryzowany.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słuchając wczoraj tego listu biskupów miałem dokładnie tę samą refleksję: drugi policzek. Żeby chociaż zaczęli, że obserwujemy oto kolejną odsłonę walenia w Kościół, niemniej postanowiliśmy... itd... Nie, posypywanie głowy popiołem, jakby to pedofilia była głównym zmartwieniem Kościoła. No ale nic to, mam nadzieję, że nie tylko w mojej parafii ksiądz to przeczytał tak monotonnym tonem, że właściwie nie ma o czym gadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawe, bo u nas w Opolu zmarł jeden emerytowany Biskup. I Ordynariusz napisał na tę okazję list, całkiem niezły. Zamiast tego listu Biskupów, był ten o Bp Bagińskim. Przecież mógł go napisać tydzień później. No widzisz, taki niby postępowy Biskup Andrzej a coś poczuł.

      Usuń
  6. @toyah

    To przypomniało mi pewną przygodę, jakoś z 1987 roku, gdy we Wrocławiu odwiedziły mnie moje dwie przyjaciółki Dunki, z którymi rok wcześniej podróżowałem po Nepalu. Obie z wychowania oczywiście protestantki. Później jedna weszła w hinduizm jakiś taki od tego Bhagwan Shree Rajneesh'a vel Osho, o którym kiedyś pisałeś (teraz jeździ na terapie do Kerali). Druga, bardziej neutralnie zeszła do zwykłego agnostycyzmu (potem urodziła trójkę dzieci, i oczywiście zaprowadziła je do ichniego pastora).

    Plus ja katolik - takie towarzystwo.

    No więc we Wrocku w ramach sightseeingu trafiliśmy do Katedry. Tam zaś, oprócz rzeczy do zwiedzania, one oczywiście zauważyły kilka dość długich kolejek do konfesjonałów. Zaraz więc zapytały: "właściwie na co ci ludzie tam czekają"? Ja zaś świadomy, że z nawracania i tak nic nie będzie, rzuciłem na odczepne: "no wiecie, ludzie czasem potrzebują z siebie wyrzucić co ich niepokoi. U was na przykład idą do psychologa, czy coś. A my tu mamy spowiedź, która jest za darmo".

    Te popatrzyły po sobie, pogadały po duńsku i mówią: "wiesz co, ten wasz sposób wygląda o wiele lepiej!"

    Tyle wspomnienia i anegdoty po to, aby w tutejszym temacie zapytać: Jeśli ci księża na tyle ciągle jeszcze pozostawali przy wierze, aby czuć niepokój względem skłonności podejrzewanych u siebie, czy nawet względem już postępków, to po jaką cholerę leźli do tego psychologa, jakby nie mogli pójść do spowiedzi?

    Nawet bowiem zakładając, że z którymś tam księdzem może być coś nie tak, to z pewnością każdy jest o wiele więcej rozgarnięty niż przeciętny wyborca Koalicji Obywatelskiej. Wypadałoby więc założyć, że psycholog, czy inna kozetka jest ostatnim miejscem, gdzie taki poszedłby się zwierzać. W tamtych czasach równie dobrze mógłby zatelefonować do SB.

    Jeśli jednak już poszedłby, to natychmiast powinien się później wyspowiadać z własnej głupoty. O ile bowiem słyszałem o prawnikach specjalistach prawa kanonicznego, to nie istnieją psychologowie specjaliści od osób powołanych do kapłaństwa. Chyba, że w odpowiednich organach, bynajmniej nie kościelnych.

    Po mojemu ta zreferowana rozmowa z psychologiem to typowa opowieść znad rzeki. Podobnie jak te odrealnione pogonie od piwnic po strych i po dachach za Basią.


    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    Wpisz sobie w googlu Daniel Cysarz. Będziesz miał ubaw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @toyah

      Ja cię nie mogę ...

      Bierze mniej niż kardiolog, ale też zajmuje się sprawami niższymi.

      Tylko raz zetknęło mnie z kimś takim na pewnej przypadkowej imprezie. Zauważyłem, że obecne panie oblegały go z podobnym zainteresowaniem jak fryzjera homoseksualistę.

      PS.: Przeczytałem te wywiady bez większego zainteresowania a tym bardziej bez emocji. Ja od dawna mam prywatne wątpliwości, czy to-to nie jest po prostu wylansowaną szarlatanerią.

      Nauka powinna być bowiem oparta o jakieś konkretne pojęcia podstawowe. Tymczasem - o ile oczywiście dobrze mi się wydaje, bo nie mam o to pretensji, ani ochoty to drążyć - psychologia NIE jest oparta na wspólnym naukom rozumieniu pojęcia podstawowego jako takiego. Ma rozumienie inne, niż w naukach ścisłych, albo w takich, które przynajmniej kierują się badaniem, jako podstawą swojego wnioskowania naukowego. W psychologii jest (po mojemu) na odwrót. Najpierw wnioskowanie, a potem podkładki.

      Tak mi to wygląda na oko, a nie mam ochoty tego zgłębiać. W każdym razie, ja raczej poszedłbym do księdza. Ci przynajmniej o tym co usłyszą wywiadów nie udzielają.

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.