czwartek, 9 maja 2019

O tych co myślą, że internet to taki guziczek w laptopie


      Dziś króciutko, bo tu tak naprawdę nie ma za bardzo o czym gadać.
      Jak większość z nas wie, do wielu polskich szkół, gdzie akurat odbywają się egzaminy maturalne, ale też do miejscowych posterunków policji, dotarły informacje o podłożonych w szkołach bombach. Z informacji, jakie do mnie dochodzą, sytuacja dziś jest taka, że w ponad sześciuset szkołach w całej Polsce, co ciekawe, głównie w Poznaniu, egzaminy maturalne odbywają się pod stałą opieką oddziałów antyterrorystycznych, a wszyscy zainteresowani zastanawiają się, co to do ciężkiej cholery się dzieje.
      Rozmawiałem nieco w ostatnich dniach z żoną, która, jak najbardziej, jest nieustannie konfrontowana z tym czy innym policjantem z psem wyszkolonym do odnajdywania ładunków wybuchowych, i ona twierdzi, że nikt nie ma pojęcia, co to jest w ogóle za szaleństwo i kto za nim stoi. Powiedziałem jej zatem wczoraj wieczorem, że w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak obiecać, że to ja, tak jak to miało miejsce wiele razy wcześniej, spróbuję przedstawić obraz tego, z czym mamy do czynienia.
      Zgodnie z podstawową zasadą pracy detektywistycznej, musimy założyć, że jeśli zależy nam na tym, by znaleźć sprawcę, powinniśmy przede wszystkim skoncentrować się na ustaleniu, kto w tym co się stało miał podstawowy interes. A zatem, z naszego punktu widzenia, sprawa jest nadzwyczaj prosta: ten kto miał interes w zakłóceniu matur, to ktoś, dla kogo spokojny przebieg egzaminów stanowiłby ciężką biznesową porażkę. A zatem, z punktu widzenia ludzi tak jak my, zorientowanych w tym, co się w ostatnim czasie dzieje w naszym kraju, sprawa jest oczywista: za tymi ostrzeżeniami muszą stać osoby najbardziej ostatnio zaangażowane w próbę niedopuszczenia do egzaminów maturalnych.
      I tu mamy dylemat. Czy chodzi o jakichś pojedynczych, wesoło się zabawiających uczniów, czy  może strajkujących nauczycieli, czy też tych, którzy ich do tego strajku wynajęli, czy może wreszcie sprawcami tego szaleństwa są osoby w ten czy inny sposób poświęcający cały swój czas na walkę z obecną władzą?
      Ponieważ, wedle swojej podstawowej wiedzy, muszę założyć, że tam nie ma uczniów – w tym choćby jakichś mniej udanych maturzystów – którzy doskonale wiedzą, że nie ma żadnego sposobu, by w sytuacjach naprawdę kryzysowych zachować w Sieci anonimowość. Pozostają więc tylko albo jakieś półprzytomne nauczycielki, ewentualnie osoby związane z antypisowską opozycją. Nauczycielki, w sposób naturalny rozczarowane gwałtownym zakończeniem strajku przez przewodniczącego Broniarza,  moim zdaniem nie wchodzą w grę. One przede wszystkim są zbyt głupie, by potrafić wysłać mail, czy odnaleźć numer telefonu do lokalnego posterunku policji, no a poza tym mają dziś przede wszystkim problem taki, że właśnie otrzymały wypłatę w wysokości 500 złotych i nie bardzo wiedząc, jak za to coś przeżyć kolejny miesiąc, nie mają czasu na wygłupy. Nie zdziwiłbym się natomiast, gdyby za tymi bombowymi alarmami stali nawet nie bezpośrednio politycy, ale przeróżni kibice, którzy bardzo liczyli na to, że dzięki tym strajkom uda się obalić rząd Prawa i Sprawiedliwości, a dziś widzą, że jest nagle jeszcze dalej niż bliżej. Mam tu na myśli – oczywiście niczego nie sugeruję, lecz zaledwie próbuję nakreślić jakiś mocno surowy portret – choćby jakichś aktorów, czy piosenkarzy, czy pisarzy, którzy w ostatnich dniach dostali takiego pomieszania zmysłów, że ogłosili, że kończą z internetową działalnością, bo dziś już widzą, że nie ma w ogóle z kim gadać.
      Oni oczywiście nie są aż tak głupi jak niektóre ze wspomnianych nauczycielek, mimo to mam dla nich pewną wiadomość, która pewnie ich zaskoczy: tego typu żarty są ostatnio identyfikowane bez zarzutu i za nie idzie się siedzieć. Mówiąc „siedzieć”, mam oczywiście na myśli więzienie. I na to nie ma rady. Nawet jeśli swój laptop wyrzucą na śmieci.
       Ale jest jeszcze coś. Chciałbym mianowicie poprosić wszystkich z nas, byśmy zachowali cierpliwość wobec tego, co się ostatnio wokół nas dzieje, i nie chodzi mi naturalnie tylko o te bomby. Dziś jest najważniejsze to, by spokojnie doczekać czerwca, a kiedy minie już ten maj, możemy mieć do czynienia z prawdziwym spektaklem. Dlaczego? Dlatego że PiS ostatnio idzie jak burza i nic nie wskazuje, by to się miało niedługo skończyć.



Gdyby ktoś był zainteresowany którąś z moich książek, zapraszam do naszej księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, ewentualnie do kontaktu mailowego. Mój adres: k.osiejuk@gmail.com
       
           

3 komentarze:

  1. KIlka dni przed fałszywymi alarmami dostaliśmy, jako instytucja publiczna, email z CBŚ o tym, ze takie emaile o fałszywych alarmach bombowych mają być rozsyłane i ich prawdopodobieństwo zostało ocenione przez CBŚ jako niskie. Administracja szkoły potraktowała je jednak poważnie i mieliśmy cały ten cyrk. Była to zorganizowana akcja, więc zapewne stała za nimi jakaś organizacja, lub fundacja pozarządowa. Skoro Centralne Biuro Śledcze policji wiedziało za wczasu, to znaczy, że służby zadziałały jak należy, ale problem był w dalszej części, a konkretnie w komunikacji, pomiędzy CBŚ policji a administracją szkół. Z doświadczenia wiem, że nasze szkoły zmieniają adresy email, zwłaszcza po zmianie z gimnazjów na szkoły podstawowe;gdzie np. zamiast gimnazjumnrx@coś.pl na szkolapodstawowanrx@coś.pl, zwłaszcza małe szkoły często mają nieaktualne dane e-mail. Stąd najbardziej to dotknęło placówki większe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na jakichś kodziarskich forach instruowano aktywistów, jak mają wywołać alarmy, korzystając z Darknetu, jednak, znając ich poziom, ekhm, intelektualny liczę na szybkie i urocze wpadki. Polecam artykuł: https://niebezpiecznik.pl/post/czy-policja-moze-namierzyc-sprawcow-falszywych-alarmow-bombowych/

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.