czwartek, 18 stycznia 2018

Porównali mnie do Józefy Henellowej! Czy Patryk Jaki się za mną ujmie?

      Gdyby ktoś nie wiedział, to chciałem poinformować, że Krzysztof Pieczyński, to, jak wielu innych polskich aktorów, zaledwie polski aktor, dla nas natomiast interesujący z dwóch powodów. Pierwszy to ten związany z jego karierą aktorską, a więc rolami w takich perłach polskiego kina, jak „Krzyk”, „Tanie pieniądze”, „Prowokator”, „Pokuszenie”, „Grający z talerza”, „Enduro Bojz”, „Daleko od okna”, „Uwikłanie”, „Ziarno prawdy” i daję słowo, że wielu, wielu innych – a przy okazji równie wybitnych – a drugi, dotyczący już jego życia osobistego, które potoczyło się w taki sposób, że on pewnego dnia doszedł do wniosku, że jest tak przystojny, że powinien zaryzykować w samym Hollywoodzie, wyjechał tam, po pewnym czasie wrócił, rozpił się, a następnie oszalał i dziś – oczywiście nadal wystepując w kolejnych arcydziełach polskiej kinematografii – stanął na czele założonej przez siebie organizacji, której celem statutowym jest zdelegalizowanie Kościoła Katolickiego.
     Choć pewnie nie jest to dla mnie powodem do szczególnej chwały, ja o tym Pieczyńskim słyszałem wcześniej, a to mianowicie przy okazji jego działalności społecznej, która staje się niekiedy tak ekstrawagancka, że o kolejnych jego wybrykach donoszą wszystkie spragnione krwi media, no a ja, chcąc nie chcąc, muszę w tym brać jakiś tam udział. Ostatnio na przykład dowiedziałem się, że ów Pieczyński – przypominam, że w pierwszym rzędzie aktor filmowy – ogłosił ni mniej ni więcej, jak to mianowicie:
      „Co to za świat, ten świat snów? To jest świat uwolniony od ego, od tej męskiej zasady. Świat bliższy tej części bóstwa, która reprezentuje żeńskość, księżyc, boginie. Ten świat bogini rodzi, czyli nadaje formę wszystkiemu. Mężczyzna zapładnia. Ten świat daje nam nieustanne impulsy. Nasza dusza, kiedy jest pozbawiona ego, jest zabierana z ciała, jest informowana przez kolory i przez światło wyższych inteligencji kosmicznych, jest pouczana. Przez kody światła ta dusza wraca i odbywa się nieustanny proces ewolucji. Dlatego Kościół chce kontrolować sny.
      A zatem, jak widzimy, jest nieciekawie, ale nikt nie powie, że nieinteresująco.
      I oto, proszę sobie wyobrazić, że w dniu wczorajszym wszystkie nasze media obiegła sensacyjna wręcz informacja, że ów Krzysztof Pieczyński szedł sobie ulicą gdzieś w Warszawie i nagle zatrzymał się przy nim obcy człowiek, i nazwał go „pedałem”. Pieczyński na to, zamiast wzruszyć ramionami i pójść dalej, wdał się z tym dziwakiem w dyskusję, no i od słowa do słowa doszło do bijaktyki, która skończyła się wezwaniem policji i wszystkim tym, co się zwykle z tym wiąże. Stan rzeczy na dziś jest więc taki, że obaj panowie oskarżają się wzajemnie o napaść, policja prowadzi dochodzenie, a ja się zastanawiam, jak ja bym się zachował w sytuacji, gdyby ktoś do mnie na ulicy powiedział „pedale”. Przyznaję, że raz zdarzyło mi się, że grupa młodzieży na pobliskim osiedlu zaczęła na mnie krzyczeć „Owsiak, ty chuju”, ale raz, że ja na te złośliwości nie zareagowałem, a dwa, że nawet gdybym jednak zareagował i za to dostał od tych dzieciaków po łbie – zwracam uwagę na to, że ani Pieczyńskiemu, ani temu drugiemu nic się poważnego nie stało – to nie bardzo sobie wyobrażam, bym miał wzywać w tej sprawie policję, a tym bardziej, by z tego zdarzenia ktokolwiek miał ochotę czynić sprawę publiczną... No dobra, ja wiem, że tytuł „Został pobity, bo wzięli go za Jurka Owsiaka” brzmi nieźle, jednak bez przesady. Jest w końcu jakaś hierarchia.
       Tymczasem mamy dziś do czynienia z sytuacją, gdy jakiś wariat wdaje się w bojkę z innym wariatem, który go nazwał „pedałem” i w jednym momencie sprawa nabiera wagi ogólnopaństwowej. Proszę zwrócić uwagę raz jeszcze na to, co tu się dzieje. Mamy dwie osoby, o zbliżonej publicznej rozpoznawalności, które się pokłóciły, a następnie się nieco poprzepychały i całe ogólnokrajowe media nie mówią o niczym innym, jak o tym właśnie.
     Mało tego. Jak się okazuje, sprawa nabrała charakteru wydarzenia o takiej randze, że głos zabrał sam wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który na – jak by inaczej – Twitterze oświadczył co następuje: „Pobicie Krzysztofa Pieczyńskiego to skandal. Musimy z takimi zachowaniami walczyć. Jutro poproszę o nadzór MS na tą sprawą”. A więc, jak widzimy, sprawa już idzie na biurko samego ministra Zbigniewa Ziobro i dopóki nie wyjaśni się, jak to było z tym „pedałem” i całą resztą, Polska nie zazna spokoju.
       Prowadzę ten blog już niedługo 10 lat i bywało różnie, włącznie z epitetami typu „mieszanka żydowsko-katolicka” z bezpośrednim odniesieniem do „Tygodnika Powszechnego”. Przepraszam bardzo, ale ja już naprawdę wolałbym być „pedałem”. No ale w tej sytuacji, co ja mam robić? Prosić Patryka Jakiego, by się za mną ujął i moją sprawę objął bezpośrednim nadzorem rządu Dobrej Zmiany?
      Nie jest dobrze. Powtarzam: nie jest dobrze. Ale damy radę. Nawet jeśli od czasu do czasu ktos taki jak aktor Pieczyński będzie musiał otrzymać fangę w nos.

Moje książki niezmiennie są tam, gdzie były wczoraj, a więc w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. Zapraszam z całego serca.


1 komentarz:

  1. ''jest nieciekawie, ale nikt nie powie, że nieinteresująco'' :D perełka...

    OdpowiedzUsuń