czwartek, 11 stycznia 2018

Być jak Aleksander Ścios, czyli jak podzieliłem polską prawicę

     Odwołanie Antoniego Macierewicza z rządu wywołało w niektórych środowiskach prawicowych atak histerii, który można faktycznie  porównać  tylko do – jak to ładnie zauważył nasz nieoceniony Coryllus – harmideru, jakim hinduscy taksówkarze dręczą pasażerów, puszczając im muzykę na cały regulator, w przekonaniu, że skoro ma się wybór między 1 a 10, to zupełnie naturalnie należy wybrać 10. Jednak mimo że poziom owego obłędu, ale też jego wymiar czysto merytoryczny, robią na mnie pewne wrażenie, staram się do niego podchodzić z pełnym zrozumieniem, zwłaszcza mając na uwadze to, o czym pisałem parokrotnie miesiące temu, a mianowicie fakt, że pozbawienie funkcji ministra kogoś takiego jak Macierewicz niechybnie zostanie przez niektóre środowiska odebrane, jako wręcz zamach stanu, o czym Jarosław Kaczyński musiał wiedzieć, podchodząc do kwestii rekonstrukcji przez wiele miesięcy, jak pies do jeża.
       Jest jednak coś, czego nie przewidziałem. Otóż wiedząc, że nie da się utrzymać Dobrej Zmiany z Macierewiczem na pokładzie,  a jednocześnie mając świadomość emocji, jakie on przez te wszystkie lata zdołał wzbudzić u swoich sympatyków, nie spodziewałem się, że mamy do czynienia z autentycznym kultem jednostki, gdzie nawet nabardziej oddani zwolennicy demokracji, gdy przychodzi co do czego, uznają wprawdzie, że mamy prezydenta, premiera, wybory, parlament, jednak wszystko to traci znaczenie przy Umiłowanym Przywódcy. Jeszcze przedwczoraj zajrzałem na dwa prawicowe portale, wpolityce.pl oraz niezalezna.pl, na co dzień mocno ze sobą skłócone, i ku swemu zdziwieniu i tu i tam znalazłem ten sam tekst, napisany przez niejakiego Adama Sosnowskiego, jak czytam, „redaktora prowadzącego miesięcznika ‘Wpis’, autora kilku książek oraz wielu artykułów publicystycznych i naukowych”, gdzie jak byk stoi takie oto zdanie: „Gdy na początku lat 2000. z ramienia ruchów narodowo-katolickich Macierewicz ubiegał się o fotel prezydenta Warszawy, prezydent Andrzej Duda – który dziś tak naciskał na jego dymisję – był członkiem kosmopolitycznej Unii Wolności”. Rozumiecie Państwo co my tu mamy? Oto zarówno Tomasz Sakiewicz, jak i bracia Karnowscy, jednym głosem, ogłaszają dziś, że kiedy Antoni Macierewicz, starując w wyborach na prezydenta Warszawy przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, realizował swój narodowo-katolicki patriotyzm, Andrzej Duda wspólnie z Leszkiem Balcerowiczem budował Świątynię Szatana. Wprawdzie na temat narodowo-katolickiego zaangażowania Macierewicza pięć lat później oba media milczą – być może dlatego, że wówczas Duda już dawno wydoroślał, a o wyrwanie Polski z rąk Millera i Kwasniewskiego walczył, jak zawsze samotnie, Jarosław Kaczyński – no ale rozumiem, że czasem bez drobnych kłamstw ani rusz.
       I znów, mimo tego, że wciąż staram się rozumieć te wszystkie emocje, nie mogę nie zauważyć, że oto na scenę wchodzi nie kto inny jak sam bloger Aleksander Ścios – po dekonspiracji blogerki Kataryny, ostatni już Tajny Rycerz Zakonu Wolnego Słowa – a za nim ludzie z transparentem głoszącym, że Ścios to „autor analiz niezwykle trafnych i bardzo często proroczych”, z sugestią, jak rozumiem, że to co się właśnie stało, a więc ostateczne oddanie Polski w łapy Żydów z WSI, on akurat przewidział już lata temu.
      Otóż, z mojego punktu widzenia, pojawienie się w kontekście dzisiejszych wydarzeń owego, tak zwanego, Ściosa, jest o tyle znaczące, że w pewnym sensie cały problem ostatecznie zamyka. Ja publicystyki tego kogoś nie znam i szczerze powiedziawszy nigdy nie starałem się poznać, natomiast oczywiście znakomicie znam całą tę legendę, która się za nim wlecze od ponad już dziesięciu lat, kiedy o niej myślę, widzę wyłącznie głęboką brązową czeluść, a w owej czeluści zaledwie jeden konkret, czyli wiadomość, jaką on osobiście wysłał do mnie po tym, jak w pierwszym roku mojego blogowania Onet obdarował mnie jako blogera roku laptopem. W owym mailu Aleksander Ścios przedstawił mi swoją analizę, w której dowodził, że Onet dał mi tego laptopa wyłącznie po to, by podzielić polską prawicę, a jedyne co ja mogę teraz zrobić, jeśli chce być traktowany jako polski patriota, to zwrócić im ten laptop. Kto pamięta, ten pamięta, ale niech ci, co nie pamiętają, wiedzą, że stało się mianowicie tak, że ja laptopa Onetowi nie zwróciłem, natomiast sprzedałem go Coryllusowi, no i dziś – z tego co słyszę – widzimy skutki owego tragicznego posunięcia. Prawica została ostatecznie podzielona, z jednej strony mamy Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudę i resztę, a z drugiej Ściosa i Macierewicza i, jak zapowiada sam Grzegorz Schetyna, przed nami już tylko wojna domowa.
     A skoro już doszliśmy tak daleko, to ja mam dla wszystkich coś znacznie ciekawszego. Oto, w nawiązaniu do informacji, że Ścios to „autor analiz niezwykle trafnych i bardzo często proroczych”, chciałbym pokazać, że ja również potrafię tworzyć analizy nie tylko trafne, ale wręcz prorocze, i to na nie gorszym poziomie, niż robi to Maestro.
      Oto, bardzo krótko, bo nie ma czasu na głupstwa, proszę sobie wyobrazić, że, moim zdaniem, Antoni Macierewicz, jeszcze w czasie tworzenia rządu premiera Olszewskiego, został wydelegowany przez Służby, by jak najdalej trzymać braci Kaczyńskich od władzy. Tak zwana „lista Macierewicza”  to był wynik spisku Służb właśnie, w wyniku którego Macierewicz wspólnie  z Korwinem-Mikke doprowadzili do obalenia rządu Olszewskiego. Po czerwcu 1992 roku Macierewicz praktycznie zniknął ze sceny, by powrócić w roku 2000, kiedy już było wiadomo, że nadszedł czas ostatecznej likwidacji tak zwanej postkomuny i trzeba było się zająć ewentualnymi przyszłymi zwycięzcami. To wtedy właśnie Służby wyznaczyły Macierewiczowi zadanie budowania nowej prawicy. Kiedy już wszyscy widzieli, że z niego, jako człowieka, który poza niszczeniem, umiejętności jakichkolwiek nie posiada, nie będzie wielkiego pożytku, znalazł Macierewicz miejsce przy boku Lecha Kaczyńskiego, no a po jego śmierci jeszcze bliżej „centrali”, czyli samego Prezesa i tam grzał swoje miejsce aż do roku 2015 i podwójnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości. Gdy okazało się, że  Dobra Zmiana szaleje w najlepsze i nie ma sposobu, by ją zniszczyć bezpośrednio, powstał taki oto plan, by Macierewicz, jako minister obrony, doprowadził do takiego konfliktu między Prezydentem, a rządem, żeby to wszystko trafił jasny szlag. No i doprowadził. Na szczęście, dzięki niezwykłej wręcz cierpliwości z obu stron, oraz ich równie wielkiemu poczuciu odpowiedzialności za Polskę, najpierw udało się zachować między oboma Pałacami w miarę poprawne relacje, a następnie – i tu mamy cały kunszt Jarosława Kaczyńskiego – pozbyć się tego szczura w taki sposób, by straty były jak najmniejsze.
      I co? Nie mówiłem, że też tak potrafię? A oni mi wyskakują z jakimś, panie, Ściosem.
      Jak zatem widzimy, dziś jest tak, że pani poseł Krystyna Pawłowicz na chwilę się pogubiła, Tomasz Sakiewicz zadeklarował, że będzie jednak głosował na Tuska, któryś z tak zwanych bardów Solidarności postanowił zwrócić order, jak zawsze trochę zawrzał Internet, gdy jednak chodzi o reakcje poważniejsze, chyba nic większego niż małżeńska chryja między redaktorami Rachoniem a Hejke nam już nie grozi. A więc – Alleluja i do przodu!

Właśnie uzyskałem raport z grudniowej sprzedaży moich książek. Od czasu gdy wydaliśmy listy od Zyty, czegoś takiego nie przeżyłem. Bardzo wszystkim dziękuję i polecam się na przyszłość. Można albo klikać w okładki na moim blogu, ewentualnie udać się do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. Tam naprawdę jest w czym wybierać. Wystarczy uwierzyć.



10 komentarzy:

  1. Warto może dodać, że Andrzej Duda to znacznie lepszy polityk od Macierewicza. W końcu wygrał wybory prezydenckie i już jako prezydent wyraził wsparcie dobrej zmiany w trakcie kampanii PiSu. W tym czasie, Macierewicz nie tylko nie włączył się do kampanii, ale siedział cicho nie komentując nawet spraw bieżących. Bo taki był plan. Politycznie Macierewicz niewiele znaczy, merytorycznie ma swoją wartość, ale i ambicje, przyzwyczajenia, nieznośny moralizatorski ton. Wszystko to sprawia, że jest ciężki we współpracy co widzieliśmy na przykładzie konfliktu z prezydentem. A powinien pamiętać, że Andrzej Duda to rasowy polityk, nie szara eminencja. I taki niby mądry Macierewicz, a tak prostej rzeczy nie potrafił zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucas Beer
      To jest jasne jak słońce, że Macierewicz, jako polityk, jest nikim. Gdyby go Kaczyński nie ztrudnił w roku 2006, do dziś obserwowalibyśmy go jak sie szamsoce na peryferiach polityki.

      Usuń
  2. A ja myślę znacznie gorzej o PAD i jego zdolnościach. 5 razy fatygował się Kaczyński do Pałacu niby negocjować ustawy a tak naprawdę negocjować Macierewicza. 5 razy usłyszał, że Antoni musi odejść. No to odwołali go i powołali na jego miejsce Błaszczaka, Sławoja - Składkowskiego naszych czasów. Chciało by się powiedzieć panu Prezydentowi: sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Piotr Oleś
      Ani Ty ani ja nie wiemy, o czym Prezes rozmawiał z Duda podczas tych spotkań.

      Usuń
  3. Drogi Toyah'u, procz pewnej bazowej logiki rozumowania, wystarczy przeczytac co mysla na ten temat przerozne matki kurki zeby wiedziec czy masz racje. Przeczytalem i wiem :)
    Goraco pozdrawiam. Alek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Alek
      To była zawsze najskuteczniejsza metoda. Ja ją stosowałem od dziecka.

      Usuń
  4. Obiecałem Panu komentarz. Tylko dlatego reaguję. Niestety Pańska "analiza" opiera się na zwykłych sofizmatach, kiepskich bon motach (oddanie Polski w łapy Żydów z WSI), resentymencie (historia z laptopem) i nieznajomości tematu, do której sam się Pan otwarcie przyznaje (nie czyta Pan Ściosa). Scenariusz nakreślony przez Pana jest jeszcze bardziej kłamliwy i głupi niż książka Tomasza Piątka. Mimo że obrażało Pana rzekomo moje przywołanie tej persony w polemice na Facebooku. Zanim Pan coś napisze powinien Pan zapoznać się z tematem. Wszystko jest w Interenecie. Nie trzeba nawet czytać książek, które deklaratywnie tak Pan ceni. W sieci można przeczytać, co to była tzw. lista Macierewicza, wykonanie zgodnie z prawem uchwały sejmowej przez Macierewicza, "noc teczek". Można przeczytać czym były WSI zlikwidowane przez Macierewicza. Powinien się Pan właściwie wstydzić tego tekstu,który jest tak "kosmiczny" jak wynurzenia blogera Free Your Mind po jego słynnej "przemianie", ale Pański wstyd to już jest prywatne uczucie i mnie nic do tego. Proszę nie mylić rzekomego kultu jednostki z umiłowaniem prawdy, traktowanej po arystotelesowsku, gdy stan faktyczny opisany przez jakiś tekst ma rzeczywiście miejsce.Scenariusze kreślone od lat przez Ściosa mają potem odbicie w faktach. Pańska wizja jest fantasmagorią wypływającą z nieświadomego (brak wiedzy) albo intencjonalnego (sączenie dezinformacji) deformowaniu faktów. Z poważaniem Bogdan Zalewski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Errata: deformowania.

      Usuń
    2. @Bogdan Zalewski
      Odpowiem Panu podobnie jak na Facebooku. Cały fragment dotyczący rzekomej agenturalnej działalności Macierewicza był oczywistą parodią Ściosa. To że nie zorientował sie Pan świadczy o poziomie Pańskiego wzburzenia. Jestem przyzwyczajony. Prowadzę ten blog od niemal juz dziesięciu lat i zmaganie się zludzkim wzburzeniem to niemal mój biznes.

      Usuń
    3. Toyah, po pierwszym zdaniu poczułam się lekko niepewnie, a moja reakcja była prosta niczym ja: cooo?!!!! to Toyah też zwariował??? to tak pół żartem. Przy drugim zaczęłam się śmiać. No żesz chłopie, przerosłeś mistrza. Co niektórym proponuję trochę dystansu, odrobinę dystansu.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.