niedziela, 1 października 2017

O Tomku i Jacku, kolegach z boiska

           Nie wiem, czy ktoś z nas tu wie, a ja mam szczerą nadzieję, że nikt, ale od pewnego czasu cena tygodnika „W Sieci” wzrosła i dziś każdy, kto ma ochotę się dowiedzieć, co ma nam do powiedzenia prawicowy mainstream, musi za tę wiedzę zapłacić tygodniowo siedem złotych bez 10 groszy. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która przez wzgląd na te siedem złotych przestała kupować wspomniane pismo, natomiast mam pewność, że dokładnie z tych samych przyczyn, dla których wciąż ukazuje się „Tygodnik Powszechny”, redaktorzy „W Sieci” mogą spać spokojnie. Są bowiem projekty, oraz reprezentowane przez nie interesy, którym upaść pozwolić nie można, a skoro nie można, to znaczy że nawet jeśli większość nakładu wspomnianych pism będzie musiała zostać przeznaczona na zmielenie, one będą się nadal bezpiecznie ukazywały, a ich cena będzie rosła wraz z apetytami coraz bardziej rozpaskudzonych redaktorów.
      Dlaczego postanowiłem się znów zająć, jak najbardziej „naszym”, tygodnikiem „W Sieci”? Otóż dowiedziawszy się, że wypowiedzi na bieżące tematy udzielił im sam prezes Kaczyński, postanowiłem po dłuzszej przerwie sobie pofolgować i przyznaję, że te siedem złotych im jednak dałem. Dzis już wiem, że, tak jak się należało spodziewać, oni dziś są jeszcze gorsi, niż byli wcześniej, jednak nie to jest pierwszym powodem, dla którego przyszło nam się dziś zajmować tym właśnie tematem. Zanim jednak przejdę do rzeczy, chciałbym przypomnieć temat, jaki zdominował wszystkie media od lewej do prawej w zeszłą sobotę i niedzielę. Otóż zbliżał się poniedziałek, kiedy to prezydent Andrzej Duda miał ogłosić swoje projekty ustaw o sądach, i oto pojawiła się informacja główna, że Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu tygodnikowi „W Sieci”, w którym oświadczył, że „musimy wiedzieć, czy Prezydent jest z nami”, oraz informacja dodatkowa, że wedle posiadanych przez Redakcję informacji, Prezydent jednak już najprawdopodobniej z nami nie jest. W tym momencie rozpętało się medialne piekło – piekło naturalnie na miarę czasów, gdzie nawet śmierć tysiecy ludzi zabsorbuje publiczną uwagę zaledwie przez parę dni – i każdy z nas zamarł w oczekiwaniu na mordobicie jakie już za chwilę się zacznie. Chyba nawet któryś z Czytelników w pewnym momencie spytał mnie, co sądzę o wypowiedzi Kaczyńskiego, na co ja odpowiedziałem, że aby tę wypowiedź skomentować, muszę się z nią zapoznać osobiście, bo do wszelkiego typu medialnych doniesień mam zaufanie szczątkowe, i choć przyznaję, że spodziewałem się jakiejś lekkiej manipulacji w postaci wyrwanego z kontekstu zdania, lub lekkiego przesunięcia akcentów, to w życiu bym się nie spodziewał, że dziś się takimi drobiazgami nikt już nie przejmuje.
      A zatem, wracając do poprzedniej kwestii, chciałem poinformowac, że, owszem, kupiłem to akurat wydanie „W Sieci”, z tym właśnie wywiadem z Jarosławem Kaczyńskim i faktycznie już na okładce przywitał mnie najjaśniejszy profil Jarosława Kaczyńskiego, oraz wielki tytuł: „CZY PREZYDENT JEST Z NAMI”, a dalej sam wywiad i równie wielki tytuł: „MUSIMY WIEDZIEĆ, CZY PREZYDENT JEST Z NAMI”. I proszę sobie wyobrazić, że dałem się zaskoczyć. Otóż, dalej nie ma ani śladu manipulacji. Żadnych kontekstów, żadnych niedopowiedzeń, żadnych wręcz tak charakterystycznych dla Prezesa niezręczności. Tam wszystko jest podane czysto i jasno, a kwestia, czy Prezydent jest z nami… w ogóle nie jest poruszona.
      Właśnie tak. Przez cały ten wywiad Jarosław Kaczyński jednym słowem nie porusza kwestii, czy Prezydent jest z nami. Owszem, tam pojawia się temat prezydenckich ustaw, jednak Prezes na ten temat wypowiada się z maksymalnym umiarem. Dylemat, czy Prezydent jest z nami, czy nie, w ogóle się nie pojawia, on okazuje się być w całości wymyślony przez redakcję tygodnika „W Sieci”. Pierwsza puszczona plotka, podobnie jak tytuł na okładce tygodnika i wreszcie tytuł samego wywiadu to nawet nie manipulacja, ale zwykłe, brutalne kłamstwo.
      Pozostaje teraz się już tylko zastanowić, dlaczego oni to robią, jakie oni stawiają sobie cele. Otóż oczywiście pierwszym z nich jest sprzedaż i to im z całą pewnością udało, przynajmniej gdy chodzi o moje siedem złotych, gdy jednak sięgniemy głębiej, to tam jest już bagno, w które lepiej nam nie wchodzić, bo ono nas zwyczajnie zadusi. Jest jednak coś, co wiemy już na pewno – prawicowe media to dokładnie ten sam mainstream, jaki znamy od lat. Mainstream żywiący się intrygą, kłamstwem i zwykłą podłością.
     Dokładnie w tym samym tygodniu, gdy bliźniacy Karnowscy odpalili aferę z prezydentem Dudą (w omawianym numerze tygodnika jest nawet tekst Jacka Karnowskiego zatytułowany „Dlaczego PiS powie prezydentowi ‘nie’”), który rzekomo ostatecznie zdradził Dobrą Zmianę, ich kumpel z branży, Tomasz Lis, na portalu newsweek.pl opublikował tekst zatytułowany „Piwo dopiero po 23. Tak rząd chce walczyć ze spożyciem alkoholu”, z równie jednoznacznym podtytułem: „Rząd idzie na wojnę z piwem. I być może właśnie wypuścił dżina z butelki”, sprawiając, że pod ową informacją eksplodował bezprzykładny hejt w takiej oto kwestii, jak to „dobra zmiana” chce nas pozbawić konstytucyjnego prawa do spożywania piwa. Gdyby jednak komuś się chciało zajrzeć glębiej, doczytałby, że chodzi o to, by reklama piwa w telewizji była emitowana, nie tak jak dziś od godziny 20, a od godziny 23.20. Swój tekst Tomasz Lis kończy refleksją: „Efekt? Być może siłą zdolną obalić obecny rząd okażą się miłośnicy picia piwa pod chmurką”. Jacek Karnowski jest równie konkretny: „Dlaczego PiS powie prezydentowi ‘nie’
     A więc mamy to co mamy, i po raz kolejny jedyne co nam pozostaje, to mieć uszy czujnie nastawione na każdy syk, który do nas dochodzi. Z którejkolwiek strony.
     Zrobiło się jakoś smutno, a więc na koniec kilka słów ze wspomnianego wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, których oni akurat przezornie nie uznali za przekaz dnia, a które nam akurat dają nadzieję, że jest ktoś, kto nad tym wszystkim jednak panuje: „Są w naszej partii ludzie, którzy uważają, że jest dobrze i będzie już zawsze dobrze. To niebezpieczne myślenie”.
       Niech Bóg da mu zdrowie i długie życie.



Oczywiście, gdy chodzi o książki nic się nie zmieniło. Większość wciąż liczy na to, że „Znak” zacznie znów publikować coś, co się da czytać, a ci co wiedzą, jask jest, kupują na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Wiem, że to nie jest łatwe, ale mimo to zachęcam. Gdy chodzi o książki, to jest ostatnia stacja.

17 komentarzy:

  1. Tytuł Lisa typowy dla nich i skuteczny. Nikt nie pomyśli czytając go, że chodzi o reklamę.

    Natomiast co do wywiadu z JK, taki wywiad chyba musi być autoryzowany zanim się ukaże? Dziwne więc trochę, jak ten tytuł przeszedł. Chyba, że autoryzowana jest tylko treść a tytuł to już sobie dają sami. W takim razie patrząc na powyższe przykłady, autoryzowanie tytułu może być teraz ważniejsze nawet niż treści - bo tą przeczyta dużo mniej osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @marcin d.
      Moim zdanie czasy są takie, że już chyba tylko my przejmujemy się takimi sprawami. A fakty są takie, że to jest typowe tak samo dla Lisa, jak i Karnowskiego.

      Usuń
  2. Toyahu, poruszyłeś bardzo istotny problem. Zawsze trzeba pisać na temat. Tytuł książki, artykułu w gazecie ma prawo być szokujący, bo ma zachęcić czytelnika, ale też zobowiązuje autora, by treść była uzasadnieniem i rozwinięciem tytułu. Te dwa przykłady tytułów nieadekwatnych do treści to kropla, nie ma na to paragrafu, to sobie robią, co chcą. Nie, nie jestem naiwna. Ja po prostu nie chciałabym sprawić sobie lepszej fury, bo "ciemny lud" kupił
    sobie na raty moje kłamstwa. Czasem dla rozrywki wybieram sobie w onecie, albo gdzieś tam kontrowersyjny tytuł, czytam treść i z lubością przechodzę do komentarzy. Im bardziej kontrowersyjny tytuł, tym głupsze wypowiedzi, a przecież mogliby po prostu zapytać autora, czy komentowanie podług tytułu nie zrobi z nich idiotów. Są oczywiście przytomni komentatory, ale, że im się chce.....

    OdpowiedzUsuń
  3. ...„Są w naszej partii ludzie, którzy uważają, że jest dobrze i będzie już zawsze dobrze. To niebezpieczne myślenie”...
    To zdanie odniesć do Karnowskiego - zmienić tylko partię na gazetę - i pasuje jak ulał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o tzw. mainstream prawicowy, to oni raczej są zawsze spokojni. Bo zawsze są potrzebni. Najwyżej raz jest dobrze, choć krytykujemy nieswoją władzę, a raz jeszcze lepiej, choć nie zawsze chwalimy swoją.

      Usuń
    2. @marcin d.
      Trochę racja. Lewicowo-liberalni raczej nie krytykują swoich

      Usuń
  4. @autor
    Zachęca pan do kupowania książek, a nie umie pan wstawić poprawnego linku!!!
    Prawidłowy lin.
    https://coryllus.pl/products-page/

    OdpowiedzUsuń
  5. @anna d.
    Prawidłowy lin? Chce Pani komentować, a nie umie poprawnie zapisywać słów!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę pana.
    Nie zwykłam komentować bełkotu nie przystającego do rzeczywistości- to dotyczy komentowania notki.
    Co do linku, to chciałam zobaczyć książki- tylko tyle.
    Nie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @anna d.
      To ostatecznie, o co Pani chodziło? O lin czy o link?

      Usuń
  7. O słowo dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chce tylko przypomniec ze lin to slodkowodna ryba z rodziny karpiowatych i jest bardzo smaczna.

      Usuń
    2. Lin nie wymaga skrobania, bo podczas smżenia łuski ulegaja samorozpuszczeniu.

      Usuń
  8. @anna d.
    Widzę, że jest coraz gorzej. Najpierw Pani ze mnie szydzi z powodu literówki w podanym przeze mnie linku, a teraz sama Pani bełkocze tak, że ja w ogóle nie rozumiem, co Pani do mnie mówi. Jaka gramatyka stoi za zdaniem "O słowo dziękuję!"

    OdpowiedzUsuń
  9. "@autor
    Zachęca pan do kupowania książek, a nie umie pan wstawić poprawnego linku!!!"

    Proszę pana, stwierdzenie faktu, nie jest szyderstwem!
    Szyderstwem by było, gdyby napisała:
    Mam nadzieję, że ma pan ukończone chociaż Gimnazjum!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @anna d.
      No to jesteśmy kwita. Ja też tylko stwierdziłem fakt, że kiedy chce Pani napisać o linku, nie potrafi Pani tego zrobić i zamiast tego pisze o jakimś "linie".

      Usuń
  10. W internetach taki tytuł nazywa się clickbite chyba, to tu pewnie buybite. Co prowadzi mnie do wniosku że gdyby w internetach klikniecie kosztowało 7zł, ludzie by chyba uważniej wybierali co klikają.

    OdpowiedzUsuń