środa, 4 października 2017

Daleko od szosy, czyli jak się to robi w Arizonie

Wygląda na to, że krótka historia moich kryminalnych kawałków, które tu nam raz w miesiącu umilały czas, dobiega końca, jednak wciąż pozostają jeszcze dwie bardzo interesujące historie, z których pierwszą przedstawiam dziś. Bohaterami będą dziś panie.


      W miejscowości Florence, w amerykańskim stanie Arizona, w działającym przy miejscowym Towarzystwie Historycznym muzeum, wśród wielu lokalnych pamiątek, można również trafić na elegancką gablotkę, w której znajduje się stryczek, na którym 21 lutego 1930 roku zawisła niejaka Eva Dugan. Wielu Czytelnikow w tym dokładnie momencie z całą pewnością zada sobie pytanie, cóż takiego uczyniła owa nieszczęsna kobieta, że najpierw trzeba ją było powiesić, a następnie przez kolejne dziesiatki lat czcić jej pamięć w tak szczególny sposób. Otóż, proszę sobie wyobrazić, że nic takiego. Jej pech polegał przede wszystkim na tym, że przyszło jej żyć w czasach, gdy stara biblijna zasada „oko za oko, ząb za ząb” była powszechnie traktowana przez prawo z najwyższą powagą i naprawdę nie trzeba było się wykazać ani szczególną morderczą pomysłowością, ani nawet szczególnym okrucieństwem, by skończyć aż tak fatalnie. Ale było w historii Evy Dugan coś jeszcze, co sprawiło, że ona na tego typu wyróżnienie zasłużyła bardziej, niż inni współczesni jej zabójcy. Otóż kiedy wspomnianego 21 lutego pamiętnego roku Eva Dugan najpierw, zwracając się do sądu, który skazał ją na śmierć, oświadczyła: „Umrę w swoich pięknych kozaczkach na nogach i w pełnym zdrowiu, a samo to jest już czymś więcej, niż to, czym wy, dupki, będziecie się mogli kiedykolwiek w swoim życiu pochwalić”, następnie poprosiła, żeby, wbrew jej wcześniejszym życzeniom, nie wieszać jej jednak w jej pięknej jedwabnej sukience, żeby ta się „nie pomięła”, a w końcu z dumnie podniesioną głową powiedziała, że nie ma nic więcej do dodania, poza tym, by strażnicy więżienni nie trzymali tak mocno, bo jeszcze nie daj Boże „ludzie pomyślą, że ona się boi”,  ostatecznie otworzyła się pod nią owa fatalna otchłań, a szarpnięcie jakie nastąpiło, urwało jej głowę. Wedle zpisanych relacji, w tym właśnie momencie, kiedy owa głowa potoczyła się im pod nogi, pięciu świadków egzekucji, trzech mężczyzn i dwie kobiety, zemdlało, a już w 1934 stan Arizona, ze względów jak najbardziej humanitarnych, zrezygnował z szubienicy na rzecz komory gazowej. I to zatem Evie Dugan i jej ponuremu przypadkowi przypisuje się ów rewolucyjny w gruncie rzeczy gest.
     Wypada jednak przynajmniej parę słów powiedzieć na temat tego, co takiego Dugan zrobiła, że przez to ostatecznie zdecydowano urwać jej głowę. Stało się zatem tak, że, urodzona w roku 1878 gdzieś w Ameryce, prawdopodobnie w okolicach Nowego Jorku, Dugan najpierw zawędrowała aż na Alaskę, gdzie zatrudniła się jako piosenkarka w kabarecie, a następnie przeniosła się do Arizony, gdzie zatrudniła się jako gospodyni domowa u miejscowego hodowcy drobiu, niejakiego Andrew J. Mathisa. Nikt jej wprawdzie za rękę nie złapał, natomiast w wyniku krótkiego, choć ściśle poszlakowego procesu, ustalono, że któregoś dnia owa dziwna kobieta zatłukła swojego dobroczyńcę siekierą, skradła mu samochód i wszystkie znajdujące się w domu pieniądze i zwiała gdzie pieprz rośnie. Na temat pięciu mężów, których podobno Dugan miała wcześniej, a którzy gdzieś się w międzyczasie zawieruszyli, nikt już nie wspominał.
       Od roku 1930 minęło już dużo czasu i choć Dugan pozostaje do dziś jedyną kobietą, która stan Arizona zdecydował się przynajniej spróbować powiesić, jest doprawdy wiele ciekawych historii związanych z poruszanym dziś tematem. My byśmy się może dziś skoncentrowali na trzech kobietach, które wciąż jeszcze żyją, natomiast co do których przyszłości stan Arizona ma ściśle określone zamiary i prędzej czy później, jak znamy życie, je zrealizuje.  Dwie z nich to przypadki niemal tak mało ciekawe, jak to, co uczyniła niemal już sto lat temu Eva Dugan.
       Shawna Forde to, wedle wszelkich znanych nam standardów, pospolita wariatka, która jako swój cel życiowy postawiła walkę z nielegalną imigracją z Meksyku, wspólnie z paroma innymi wariatami założyła ruch pod nazwą Minutemen American Defense Corps., a nastepnie uznała, że najlepszym sposobem na pokonanie wszelkiego zła tego świata będzie zabijanie Meksykanów. Zgodnie z tym założeniem, 30 maja 2009 roku, wraz z kilkoma, równie jak ona obywatelsko zaangażowanymi towarzyszami, napadła na dom 29-letniego obywatela Stanów Zjednoczonych Raula Floresa, zabijając jego i jego 9-letnią córeczkę, oraz ciężko raniąc żonę. Z tego co wiemy, sama Forde osobiście nikogo nie zabiła, natomiast ponieważ to ona zorganizowała całą akcję i to ona wreszcie wydała ostateczną komendę, poległa tak samo jak faktyczny zabójca i dziś czeka na swój dzień.
     Drugą z osadzonych dziś w jednym z więzień w Arizonie i czekających na śmierć trzech kobiet jest niejaka Wendy Andriano. I ona, podobnie jak Forde, nie ma zbyt wiele do powiedzenia, by wzbudzić nasze szczególne zainteresowanie.  Została skazana na śmierć w roku 2004 po tym, jak w miejscowości Ahwatukee zabiła swojego męża, którego z jakichś powodów nie mogła dłużej znieść. Swoją zbrodnię Andriano zaplanowała w taki sposób, że najpierw przyprawiła swojemu mężowi zupę jakimś środkiem przeciwko domowemu robactwu, następnie pozbawiła go przytomności, waląc go po głowie krzesłem, by w końcu wbić mu w kark kuchenny nóż. Obrona Andriano oczywiście tłumaczyła, że to co się stało było wynikiem wieloletniego dręczenia owej biednej kobiety przez męża-brutala, jednak sąd uznał, że sprawa była o wiele bardziej pospolita, a więc związana z tym, że Andriano się zakochała, swojego męża miała dość i wymyśliła to co wymyśliła. A więc standard. A że w stanie Arizona standardy póki co są traktowane dokładnie tak samo, jak absolutne wyjątki, stało się to co się stało i w związku z tym Wendy w końcu będzie musiała umrzeć przed czasem.
     No i wreszcie mamy historię ostatnią, z ostatnich dosłownie dni, a dotyczącą kobiety nazwiskiem Sammantha Allen i jej zaledwie 10-letniej kuzynki, Ame Deal. Historię autentycznie nie z tej ziemi. Spróbujmy się jej jednak przyjrzeć nie od strony sprawczyni, lecz ofiary.  Ame Lynn Dea urodziła się 24 lipca 2000 roku gdzieś w Pensylwanii ze zwiazku niejakiej Shirley Deal i jej męża Davida Deala. Po kilku latach najróżniejszych, choć dość zwykłych dla pewnego typu osobników przejść, rodzina, z trójką dzieci, przeniosła się do domu matki owego Davida i jego siostry, Cynthii Stoltzman, w Phoenix, skąd Shirley została ostatecznie wyrzucona na zbity pysk, z tym co miała na sobie. Rodzina przez całe lata przenosiła się z miejsca na miejsce, jednak za każdym razem, wedle relacji sąsiadów, dzieci, w tym z jakiegoś powodu szczególnie Ame, były bardzo często dręczone, bite i narażane na wszelkie rodzaju, często najbardziej wymyślne cierpienia. I oto nadszedł dzień, kiedy stało się nieszczęście. Córka napomkniętej tu już Stoltzman, również naturalnie wspomniana wcześniej Sammantha Allen, za karę, że Ame rzekomo zjadła bez pozwolenia lody,  zamknęła dziewczynkę w szafce na buty metr na metr i zostawiła ją tam, by się udusiła. Jak ustalił sąd, zanim Ame została wciśnięta do szafki, by tam ostatecznie umrzeć, była zmuszana przez swoją kuzynkę do wykonywania serii odpowiednich gimnastycznych ćwiczeń,  w tym biegania przez godzinę w temperaturze niemal 40 stopni. W śledztwie, rodzina Allen przyznała, że Ame faktycznie była szczególnie dręczona, jednak owo zachowanie było usprawiedliwione tym, że wszyscy podejrzewali, że ona akurat jest dzieckiem nieślubnym. Sammantha i jej mąż John Allen 27 lipca 2011 roku zostali aresztowani pod zarzutem morderstwa, ale również wcześniejszych przestępst związanych z dręczeniem dziecka.  Ojciec dziewczynki został uwolniony od zarzutów bezpośrednio dotyczących śmierci swojej córki, natomiast, owszem, został skazany na 14 lat więzienia za jej systematyczne dręczenie, do czego sam się zresztą przyznał. 10 sierpnia 2011 roku babcia Ame, Judith, jej siostra Cynthia, oraz oczywiście Allenowie zostali formalnie oskarżeni o wszelkiego rodzaju zbrodnie wobec owego biednego dziecka. Cynthia Stoltzmann 13 września 2013 roku skazana została na 24 lata więzienia. Judith Deal, babcia Ame, przyznała się do winy i dostała 10 lat.
     No i wreszcie przyszedł czas na ową Sammanthę. Ona i jej mąż zostali oskarżeni o morderstwo. Sammantha została uznana winna morderstwa pierwszego stopnia i niespełna miesiąc od dnia, kiedy ukazuje się ten tekst, 7 sierpnia 2017 roku, skazana na śmierć. Jej mąż, John Allen ma najprawdopoodbniej przed sobą podobny wyrok, jednak jego proces zaplanowany dopiero na 9 września tego roku.
     A my? Co my? My już tylko możemy powiedzieć, że nie możemy się doczekać.
     Oto Arizona w roku 2017. Trzy kobiety czekają na dzień, w którym przyjdzie im zakończyć swoje podłe życie. Na pierwszym planie mamy oczywiście ową Sammanthę i jej męża, w tle natomiast wciąż pojawia się ów niezwykły wprost obraz Evy Dugan, gdy ów sznur odrywa jej głowę. A my pozostajemy z wciąż tym samym pytaniem: cóż to jest takiego owa sprawiedliwość?


Zapraszam jak zawsze do ksiegarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie można niezmiennie kupować moje książki. Swoją drogą, bardzo polecam.

17 komentarzy:

  1. Sęk w tym, że nie było żadnej Evy Dungan. Była Eva Dugan. Wszystkie tu wspomniane kobiety mają się nijak do "legendy" Aileen Wuournos. No i podoba mi się, że w USA traktuje się wyjątkowych zbrodniarzy wyjątkowo, tj, skazuje się ich na karę śmierci. Mam nadzieję, że Europa powróci do tych praktyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucas Beer
      Literówki to moja specjalność. Problem w tym, że tu doszło nie tyle do literówki, co zwykłej niestaranności. Szkoda, ale tym bardziej dziękuję. Już poprawiam.

      Usuń
  2. No i sam zrobiłem literówkę. Oczywiście Aileen Wuornos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucas Beer
      Ostatnia z moich historii podoba mi się bardziej, ale trzeba przyznac, że ta Aileen była niezła. Cudownie ją zagrała Charlize Theron. Co za aktorstwo!

      Usuń
  3. "Czym jest życie? - powiedział po długiej chwili - To tylko długa droga do śmierci. Nic więcej."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @kat
      Nieprawda. To jest plotka puszczona przez Francuzów.

      Usuń
  4. Nie ma Pan racji.
    Marek Hłasko – Sonata marymoncka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @kat
      Ależ ja wiem, że to Hłasko, tyle że on sam tego nie wymyślił.

      Usuń
  5. Wiadomym jest, że to napisał Hłasko.
    Jeżeli Pan wie, że jest inaczej, to proszę o podanie źródła- interesuję się taki rzeczami.

    OdpowiedzUsuń
  6. @kat
    Potwierdzam. To napisał Hłasko i to jest rzecz wiadoma. Nie wiem nic o tym, żeby było inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  7. https://en.wikipedia.org/wiki/John_Trudell

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawdopodobnie podpalil flage stanow przed blokiem fbi i polazl siedziec na 5 lat. Taki nawet aktywista

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie prawdopodobnie tylko na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mary Chaine, the Jesus nadaja w Glasgow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @red cloud
      The Jesus and Mary Chain? Nie słuchałem ich. Jak dla mnie, to już było zbyt późno.

      Usuń
  11. Wchodze do zakladu, pierwszy raz jestem zmuszony do obrania doktorka we Francji, tego wlasnego. Taki mi sie trafil, ktory sluchal wlasnie w swoim gabinecie The Jesus and mary chaine. Wiec zadaje pytanie doktorkowi, skad zna ta kapele. I tak zaczelismy gadac przez 15min. o muzyce az w koncu mnie zapytal czy cos mi dolega. Zgodnie z prawda odpowiedzialem, ze nie. Powiedzialem, ze tak tylko wpadlem zeby wybrac doktorka. Ten akurat doktorek byl cwanczy niz ja. Kiedy zapytalem dlaczgo sie poce z rana po wypiciu kawy, odparl. Nie pij.

    OdpowiedzUsuń