czwartek, 15 października 2015

O hejcie spod znaku żelaznego krzyża

Jak już część z nas wie, dziennik „Los Angeles Times”, w swoim wydaniu z dnia 13 października dziennika, piórem niejakiego Sashy Frere-Jonesa wyszydził naszą walkę o wyprowadzenie z krakowskich kościołów grupy… no właśnie – podobno pobożnych chrześcijan. Tekst jest dość długi, więc nie będę go tu tłumaczył na polski, chciałbym tylko wyrazić przypuszczenie, że nadspodziewanie duża ilość zawartych w tekście bardzo szczegółowych informacji na mój temat i na temat politycznej sytuacji w Polsce, w sposób oczywisty wskazuje na udział w owym przedsięwzięciu lokalnych przyjaciół Frere-Jonesa z branży. Jak kto chce to czytać, podaję link:
http://www.latimes.com/entertainment/music/posts/la-et-ms-unsound-festival-internet-troll-satanism-20151012-story.html
Ponieważ tekst z „Los Angeles Times” jest fałszywy jak pięciozłotowy banknot i stanowi jedno wielkie pomówienie, uznałem za stosowne wysłać zarówno do Autora jak i Redakcji odpowiednie wyjaśnienie. Oto jego treść:

Szanowni Państwo!
Dowiedziałem się właśnie, że we wczorajszym wydaniu Los Angeles Times opublikowali Państwo cały artykuł pod tytułem „Jak oskarżenia o satanizm oraz kultura internetowych trolli zablokowały krakowski Unsound Festival” mojej osobie, oraz blogowej notce, którą opublikowałem w zeszłym tygodniu, i którą poświęciłem tak zwanemu Unsound Festival w Krakowie.
Mimo że przez znaczną część artykułu zajmują się Państwo polityczną sytuacją w Polsce i moim do niej stosunkiem, nie mam zamiaru odnosić się do tych kwestii, jako że w mojej opinii nie mają one jakiegokolwiek znaczenia dla sprawy, która dziś nas interesuje.
A sprawa polega na tym, że jako osoba religijna poczułem się urażony tym, że w paru krakowskich kościołach planowane są muzyczne wydarzenia, które z samej swojej zasady stoją w opozycji do tego, co znaczna część Polaków uznaje jako święte i byłem zmuszony zareagować. I proszę mi wierzyć, że tak naprawdę, nie chodziło o żaden satanizm. Ja się znakomicie orientuję w kulturze popularnej, o Davidzie Tibecie i jego muzycznych projektach słyszałem od lat, podobnie jak słyszałem o innych muzycznych realizacjach, w które był on zaangażowany, i doskonale wiem, na czym ów interes polega.
Wiem również o jego bardzo aktywnej współpracy z zespołem o nazwie Death in June, którego płyty i występy zostały swego czasu zakazane w Niemczech, Szwajcarii i w Chicago z powodu oskarżeń o nazistowskie sympatie – i kiedy mówię ZAKAZANE, mam właśnie to na myśli; ZAKAZANE. I jestem pewien, że kto jak kto, ale Państwo akurat o tym słyszeli. A zatem, w sytuacji, kiedy David Tibet ni stąd ni z owąd zjawia się w Krakowie i wyposażony w swoje okultystyczne i czarodziejskie sprzęty czuje potrzebę występowania akurat pod Najświętszym Sakramentem, jest oczywiste, że ja nie mogę stać z boku.
I nic mnie nie obchodzi, co David Tibet i jego towarzysze myślą na temat Boga i Szatana, oraz jak spędzają czas w swoich domach i na trasach koncertowych, bo nie jest to w żadnym wypadku moja sprawa, ale mogę Państwa zapewnić, że będę zawsze protestował, jeśli którykolwiek z nich ośmieli się zjawić w miejscach, które są ważne dla ludzi wiary.
I proszę mi wierzyć, że jeśli któregoś dnia dowiem się, że któryś z nich zamierza wejść do synagogi, by tam odprawiać swoje ponure rytuały, a ci którzy są powołani do tego, by strzec owego świętego miejsca, z jakiegoś powodu przegapią sens tego, co się tam dzieje, zrobię wszystko, by bić na alarm.
I powtarzam: proszę nie wmawiać nikomu, że tu chodzi o politykę. Polityka nie ma tu nic do rzeczy.
I jeszcze coś. Otóż możecie mieć Państwo pewność, że gdy idzie o Breivika, jego czyn wyrasta z korzeni znacznie bliższych idei propagowanych przez Davida Tibeta, niż te, które wyznaję ja.
Z poważaniem,
Krzysztof Osiejuk

Jak dotychczas – i przypuszczam, że tak już zostanie – od Redakcji nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, natomiast Autor na swoim twitterowym profilu napisał co następuje: „Facet który przestraszył się Szatana przysłał mi właśnie maila. Robi się ciekawie. On nie ufa naszemu kumplowi Tibetowi”, i tym samym uruchomił pełną szyderstw dyskusję.
Oczywiście będę informował o wszystkim na bieżąco.

Przypominam, że wszystkie moje książki są do kupienia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl, natomiast już w przyszłym tygodniu na targach w Krakowie będziemy debiutować z najnowszą książką o pięknym tytule „39 wypraw na dziewiąty krąg”. Zapraszam wszystkich.

5 komentarzy:

  1. A czemu nie opublikujesz tego w komentarzach do artykułu w tym LA Times? I tak pewnie od tutejszych donosicieli wiedzą, że władasz angielskim.

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    Czekam jeszcze na ewentualną odpowiedź. Jak nie zareagują, wstawię to jako komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem, że list był po angielsku, tylko tłumaczenie jest tu dla nas?
    Mam silne przekonanie, że osoba, której udało się dostać do publicystyki w Stanach i do tego lewackiej, jest zbyt zafascynowana swoją "inteligencją" by się przejmować i reagować na jakiekolwiek maile. No może sam fakt, że jego artykuł porusza ludzi na całym świecie, jest godny odnotowania na tweeterze, by podbudować ego. Jeśli odpowie, mocno się zdziwię.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. @wegil606
    Oczywiście że po angielsku. To jest, wbrew temu, co piszesz, dość ważny tam dziennikarz muzyczny, no ale nie na tyle wybitny, by rozumieć po polsku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze, ze dal im Pan do wiwatu. Musialo ich zabolec, musialo. Ale to nie chodzi nawet o nich. To chodzi o godnosc miejsca o ktora Pan slusznie walczy i o ktora sie Pan upomnial. Zaczyna sie niewinnie od imprez kulturalnych a konczy sie na pchlich targach organizowanych moze jeszcze nie w nawach glownych, ale na plebaniach na pewno. Mam tu na mysli Niemcy, gdzie od lat mieszkam i widze jak bardzo w tamtym kosciele sol utracila swoj smak.

    Ja mysle, ze te cwoki z LA Times w ogole Pana nie rozumieja. To sa poganie, albo w porywach letni chrzescijanie w stylu katechizmow "Jesus gives joy"... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń