sobota, 17 października 2015

Zły napada, a u nas wieczna licytacja

Oto mój najnowszy felieton dla "Warszawskiej Gazety". Bardzo proszę:

Kiedy w zeszłym tygodniu wysyłałem do „Warszawskiej Gazety” felieton o tym, jak to w Krakowie sataniści organizują muzyczny festiwal, którego podstawowy pomysł sprowadza się do tego, by poszczególnym artystom udało się sprofanować jak najwięcej kościołów, nie planowałem organizowania sprzeciwu przeciwko Złu. Pragnąłem jedynie wskazać zło palcem i ewentualnie zwrócić uwagę na to, jak niebezpieczna może być dla nas ignorancja proboszczów, którzy zamiast chronić znajdujący się pod ich opieką Przenajświętszy Sakrament, przez czystą bezmyślność pozwalają na to, by owo Zło rozpanoszyło się tam, gdzie akurat nie powinno go być nigdy.
I oto ów tekst ukazał się najpierw w „Warszawskiej” następnie na moim blogu w Salonie24 i okazało się, że obaj proboszczowie w jednej chwili zostali zasypani apelami ze strony wiernych, by nie dopuścili do tego, by w ich kościołach występowali muzycy uzbrojeni w pogańskie, okultystyczne, czy wręcz satanistyczne symbole. Kiedy wieść o proteście się rozniosła, portal Salon24 otrzymał pismo od organizatorów festiwalu, skutecznie żądające natychmiastowego usunięcia „oszczerczego” tekstu. Na szczęście, fala już ruszyła, w efekcie czego, wszystkie zaplanowane w kościołach koncerty zostały odwołane, z jednej strony stawiając organizatorów festiwalu w sytuacji niezwykle trudnej, by nie powiedzieć beznadziejnej, a z drugiej, uruchamiając przeciwko Kościołowi, krakowskiej Kurii, obu proboszczom, ale być może głównie przeciwko blogerowi, seans nienawiści o zasięgu międzynarodowym. A kiedy piszę „międzynarodowym”, w żadnym wypadku nie przesadzam – wiadomość o tym, że przez donos jednego „religijnego fanatyka”, Kościół w Polsce zakazał organizacji popularnego muzycznego festiwalu, została podana przez największe światowe agencje, wraz z informacją, że organizatorzy owego sabatu zamierzają skierować przeciwko oszczercy, który określił ich mianem „satanistów”, sprawę do sądu.
W Polsce, jak się można było spodziewać, atak poszedł w „Gazecie Wyborczej”, „Onecie”, oczywiście w krakowskim „Tygodniku Powszechnym”, a także w innych reżimowych, zarówno papierowych, jak i elektronicznych, mediach, i kiedy wydawało się, że w sytuacji tego typu agresji, za człowiekiem, który jako pierwszy podniósł alarm, wstawią się tak zwane „nasze” media, okazało się, że z tej strony nastąpiła przejmująca cisza, której nie zakłóca nic nawet teraz, kiedy piszę ten felieton. Ani takie prawicowe portale, jak niezależna.pl, czy wpolityce.pl, ani „Gazeta Polska Codziennie”, ani TV Republika nie uznały za stosowne poinformować o zdarzeniu podwójnie przecież znaczącym. Oto z jednej strony, po raz pierwszy jak sięgnę pamięcią, praktycznie w ciągu jednego dnia, przez publiczną aktywność ludzi wiernych i pobożnych, udało się tak bardzo skutecznie powstrzymać atak agresywnego pogaństwa i obronić Kościół przed profanacją, a z drugiej strony skromny bloger, który postanowił bronić Kościoła przed profanacją, dziś jest straszony sądem. Przy powszechnej nagonce ze strony Systemu i milczeniu tych, po których można by się było spodziewać przynajmniej jednego solidarnego słowa komentarza.
I myślę że to też zostanie przez wielu zapamiętane. Jako świadectwo pewnej małości, której nic nie usprawiedliwi.

Przypominam wszystkim, że już w najbliższy czwartek w Krakowie rozpoczynają się doroczne targi książki, na których będziemy obecni ja i Gabriel i gdzie też będziemy debiutować z moja kolejną, siódmą już książką. Zapraszam wszystkich bardzo uprzejmie. Jednocześnie zachęcam do odwiedzania księgarni Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl. Tam też jest z czego wybierać.

2 komentarze:

  1. Dopiero co się dowiedziałem o tym wszystkim - i patrze na różne artykuły i komentarze do nich - od LA Times po antyradio i gw - oj się narobiło!
    Pozdrawiam,
    A

    OdpowiedzUsuń
  2. @adthelad
    Antyradio też? Nie wiedziałem.

    OdpowiedzUsuń