czwartek, 3 września 2015

O zbieraczach smieci na poważnie

Szczerze powiedziawszy, nie bardzo miałem ochotę na komentowanie przygarnięcia przez Platformę Obywatelską Dorna i tego drugiego. Wygląda na to, że jednak bez paru słów się nie obędzie.
Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na fakt, że przejście Dorna nie jest żadnym zaskoczeniem, jako że już kilka miesięcy temu w wywiadzie dla „Do Rzeczy” – czy może do „W Sieci”? – on sam jasno zadeklarował, że w kolejnych wyborach jest gotów kandydować właśnie z Platformy. W pewnym momencie pojawiła się – i o tym też była mowa – że zostanie on zatrudniony w kancelarii prezydenta Komorowskiego, jednak wyszło jak wyszło. Dziś więc, kiedy Dorn się zarzeka, że to co się stało, to nie jego, w końcu politycznego emeryta, inicjatywa, ale Halickiego z Siemoniakiem, którzy do niego zadzwonili po prośbie, to zwyczajnie zawraca głowę, bo ja już tylko mogę sobie wyobrazić ów dreszcz, kiedy zadzwonił telefon, a on zobaczył, że tym razem to nie z banku…
No i teraz druga refleksja, a propos samej już Platformy. Otóż kiedy oni zaczęli zbierać owe popisowskie odpady, najpierw w postaci Zalewskiego, potem Kluzikowej, następnie Giertycha, czy Kamińskiego, pomyślałem sobie, że to jest zjawisko niezwykle symboliczne. Czym lepsza dzielnica tym więcej można tam spotkać różnej nędzy, która krąży po okolicznych śmietnikach, z nadzieją, że znajdzie coś naprawdę wartościowego. I zbierają te stare telewizory, żelazka, kuchenki mikrofalowe, których już nikomu nie chciało się myć i wiozą je wózkami do domów w poczuciu, że znów udało się przeżyć dzień na jakimś poziomie.
Wczoraj Platforma odnotowała pod tym względem sukces niezwykły – znaleźli samego Dorna. Wprawdzie niemal w ostatniej chwili, zanim on został nieodwołalnie wywieziony na miejskie wysypisko, jednak trzeba im przyznać, że to jest znalezisko nie byle jakie. Mnie jednak ciekawi bardziej ten drugi, bo wszystko wskazuje, że tam już doszło do takiego poziomu desperacji, że on się rozpełzli po innych, znacznie gorszych już, dzielnicach.
Pozostaje już tylko wypatrywać, co słychać u Kukiza i Stonogi.

Przypominam tradycyjnie, że moje książki są do kupienia w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.