wtorek, 6 listopada 2012

Prezydent tańczy gangnam

Dziś pomyślałem sobie opowiedzieć tu króciutką, lekką dość historię, która ma jednak w sobie coś bardzo ważnego, a przy okazji, mam nadzieje, optymistycznego. Otóż proszę sobie wyobrazić, że oglądałem wczoraj fragment programu „Szkło Kontaktowe” i trafiłem akurat na fragment gdzie pokazano prezydenta Komorowskiego na jakimś spotkaniu z – diabli wiedzą – młodzieżą szkolną, czy może ze studentami? To co akurat zobaczyłem to był moment, kiedy te dzieci miały zadawać Prezydentowi pytania. W pewnym momencie zgłosiła się jakaś dziewczyna – z pozoru całkowicie zrównoważona – i zupełnie poważnie zapytała Komorowskiego „Czy polskie siły zbrojne przygotowane są na odparcie ataku zombie apokalipsa?”
Komorowski uśmiechnął się chytrze i zaczął coś bredzić o tym, że są różne zagrożenia, nawet z pozoru całkiem niewyobrażalne, ale polska armia ma to do siebie, że chyba najbardziej na świecie jest przygotowana na wszystko. Kiedy to usłyszałem, w pierwszej chwili pomyślałem sobie, ze ktoś postanowił sobie z Prezydenta zażartować, ale widząc że ta dziewczyna jest jak najbardziej poważna, na sali nikt się nie śmieje, a z kolei sam Komorowski tylko szarmancko podkręca wąsika, uznałem, że to musiała być jakaś szkolna wariatka i wszyscy postanowili zachować dyskrecję. Wyłączyłem telewizor i poszedłem do najmłodszej Toyahówny, która chce w przyszłości być psychiatrą i zbiera takie ciekawostki, a ona mi od razu powiedziała, że jestem kompletnie nieprzygotowany, bo „zombie apokalipsa” to jest hasło wśród intelektualnie rozszalałej młodzieży niemal tak samo popularne jak „gangnam style”, i jej zdaniem to że ta dziewczyna zadała Komorowskiemu takie właśnie pytanie musiało być na sto procent umówione. Że to że ona akurat go zapytała o stan gotowości polskiej armii na odparcie ataku „zombie apokalipsy” to dokładnie taka sama ustawka jak Róża Thun na żerdzi. Chodziło wyłącznie o to, by Komorowski mógł zabłysnąć, że on jest na bieżąco ze współczesną kulturą młodzieżową. Że on zna te żarty, zna ten język, ten sznyt, a przy okazji umie się w kontaktach z młodzieżą odpowiednio znaleźć.
A ja oczywiście od razu – czym jestem starszy, tym bardziej mnie ta refleksyjność dopada – wpadłem w zadumę. No bo proszę popatrzeć. Najpierw mamy europosłankę Thun wspinającą się z tym swoim opasłym dupskiem na ławkę w parku, w dodatku ławkę pomazana jakimś graffiti i częściowo połamaną przez okolicznych bandytów, a wszystko po to, byśmy sobie pomyśleli, że ta Platforma jest taka wypasiona nawet na poziomie starszych pań z torebkami. No a teraz nagle dają nam tego leśniczego, który oczywiście ma swój wiek, ale za to świetnie zna wszystkie najnowsze młodzieżowe grepsy.
O czym to świadczy? Na moje oko tylko o jednym: oni już autentycznie zaczynają pożerać własny ogon. Przez kilka dobrych lat – dopóki niemal kompletnie nie wyłysiał i nie utracił zmysłów –za pierwszego młodzieniaszka III RP, co to i U-2 posłuchał i też umiał rzucić lekki żart na temat marihuany, uchodził powszechnie Donald Tusk. Dziś czasy już się bardzo zmieniły, futbolowa jedenastka Platformy Obywatelskiej zdecydowanie opadła z sił i albo poszła w biznesy, albo wpadła w taki strach, że już nie jest w stanie zasnąć i się obudzić bez wrzasku, więc specjaliści od wizerunku uznali, że spróbują może odświeżyć kadry. A że sami są kompletnie pogubieni, zaczęli od Thun i zięcia państwa Dziadzia.
Bardzo dobrze. Na to czekałem długie lata. Mam nadzieję, że następnym krokiem będzie zaproszenie Anny Komorowskiej do programu „Mam Talent”. Ciekawy tylko jestem, co ona zaprezentuje? Hip-hop czy sztuczki na rowerze?

Wszystkich przyjaciół tego bloga, ale też i osoby tu goszczące po raz pierwszy pragnę zwyczajowo poinformować, że mój kumpel i wydawca Gabriel Maciejewski podjął ostatnio poważne kroki na rzecz poszerzenia rynku dla naszych książek, w tym mojego „Liścia” i „Elementarza”. Dziś sytuacja jest taka, że można obie zamawiać w każdej księgarni w kraju. Natomiast, jeśli ktoś woli przez Internet, to albo u Coryllusa na stronie www.coryllus.pl, lub u mnie tutaj. Dokładnie te same, tyle że z osobistą dedykacją, i bez kosztów wysyłki. No i oczywiście proszę wszystkich tych, którzy lubią tu bywać o uprzejme wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

PS. Bardzo przepraszam Dorotę z Gniezna za opóźnienie. Książkę wysyłam dziś.

10 komentarzy:

  1. Jedno jest pewne, na estradę wprowadzi ją Hołownia lub ktoś taki, a oceniać będzie jury.
    My możemy co najwyżej wysłać sms.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Juliusz Wnorowski
    Chrzanić sms. Grunt to się dobrze zabawić. Ja bym bardzo chciał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdybym nie wiedział, że możliwe, to bym uznał, że konfabulujesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Andrzej.A
    Gdybym ja tego nie widział na własne oczy, też bym sądził, że konfabuluję.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    Ale co to w końcu jest zombie apokalipsa?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Marylka
    O kurde! Zapomniałem zapytać. Dam Ci znać w ciągu dnia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja sprawdziłem na wiki i już wiem. To taki film, w którym atakuje wirus zmieniający ludzi w zombie. I wiesz co? Nie wykluczam, że nasz Dziadzia jest fanem tego filmu, to może być jego poziom. W końcu Wałęsa rozwiązywał krzyżówki, a Dziadzia też musi coś robić, może filmy ogląda? Na pewno są dostępne polskie napisy do tego dzieła.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Otóż proszę sobie wyobrazić, że oglądałem wczoraj fragment programu „Szkło Kontaktowe”"

    Jestem lepszy od Pana, bo w życiu nie oglądałem "Szkła kontaktowego":)

    Kiedyś moja sąsiadka, serialowo uzależniona, spojrzała na mnie jak na UFO, gdy jej powiedziałem, że nie oglądałem ani jednego odcinka M jak Miłość i nie mam pojęcia, kto tak gra, a kto nie gra i czy serial jest polski, czy amazoński:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Toyah, przepraszam, że kopiuję tu zaprzeszły komentarz zawierający odpowiedź dla YBK, bo nie wiem, czy przeczytał. Zresztą Pana również może to zainteresować, choćby ze względu na Sowińca:)

    Yagotta B. Kidding,

    "Postanowiłem sobie, logując się kiedyś raz pierwszy na Salon, że przy pierwszej próbie cenzurowania moich opinii, lub poczuciu nierównego traktowania, wylogowuję się. I tak zrobiłem.

    Ołkidołk, można i tak, ale taki wist oznacza oddanie się (i swojego bloga) w ręce Adminów ES-2-4. Dla mnie jest w tym zagraniu za wiele ustępliwości."

    Ma Pan sporo racji. Zadziałałem impulsywnie, aczkolwiek nie do końca irracjonalnie, ponieważ:
    1) byłem konsekwentny w swym pierwotnym postanowieniu.
    2) co ważniejsze, bycie na s24 zależy od punktu siedzenia. Na przykład Coryllus prowadzi tam swój biznes, a przynajmniej reklamuje go. Gdyby wylogował się z S24, to zapewne straciłby trochę marketingowo. Aczkolwiek uważam, że i na niego przyszedł już czas. Czas opuszczenia S24. Powinien reklamować się i pisać przede wszystkim na własnej stronie. Ale to jego sprawa. Ja mam ten mały luksus, że nie muszę nigdzie pisać. Mogę, ale nie muszę. Moje główne źródło dochodów pochodzi z pensji na etacie.

    Przy okazji, trudno mi przestać myśleć o blogerze poznanym na S24, mam na myśli Sowińca.

    To jest moje prywatne największe rozczarowanie. Nie Pokrętne Myśli, którego rozpykałem szybko jako równie dennego dziennikarza w "oficjalnych" mediach, co mętnego, zgrywającego się blogera; ani nie Pan trrr wiśta wio (Pantryjota), przypominający mi podstarzałego jegomościa biegającego po blogosferze w niemodnych już bermudach.

    Dlaczego Sowiniec?

    Po pierwsze, to za sprawą Sowińca dowiedziałem się o istnieniu czegoś takiego jak S24. I dzięki niemu zacząłem ten Salon czytać.

    Po drugie, dlatego, że o ile ja "zadawałem się z hultajstwem", jak to ujął Toyah, to nie byłem z tym towarzystem za pan brat. Pantryjota całkowicie u mnie przepadł w momencie, gdy ważył się sprofanować Hymn o agape. Grzechy przeciwko Duchowi Świętemu są niewybaczalne.
    Sowiniec zaś z tym towarzystwem zbratał się w najlepsze.

    Mam wiele podobieństw z Sowińcem, przede wszystkim jesteśmy pracownikami naukowymi. Ale różnię się od niego fundamentalnie w tym, że on jara się każdym kontaktem z mediami. On w gruncie rzeczy nie szanuje nawet Salonu. Dla niego liczy się telewizja i występy w TVNie, Polsacie, czy TVP regionalnej. On w tym upatruje swą wartość, czyli w mediach "mejnstrimowych".
    Na Salonie on się reklamuje, jak w "Tele Tydzień", gdzie ogłasza rozkład swoich występów telewizyjnych w kolejnym tygodniu oraz wypisuje tam w wielu tysiącach swoje sakramentalne "bingo".

    Miałem już prawie na ostrzu pióra notatkę adresowaną do Sowińca, notatkę niezwykle krytyczną. Nie zdążyłem jej zapodać przez to właśnie, że wylogowałem się z Salonu.

    Treścią tej notatki miało być przywrócenie Sowińca do pionu i przypomnienie mu, że jego głównym zadaniem, jako pracownika naukowego, jest ślęczeć nad książkami i pchać naukę do przodu. Bo za to bierze pieniądze. Natomiast zaangażowanie medialne jest sprawą drugorzędną, niekonieczną i być może nawet mało istotną.

    To wyjaśnia również moje osobiste podejście do mediów, czy S24, na którym pojawiłem się na chwilę. Mogę tam być, a nie muszę. Muszę być natomiast w nauce. To jest mój święty obowiązek.

    "W sumie wyszło na to, że jedyne twarde zagranie (skasowanie całości bloga) dotknęło czytających uważnie i być może życzliwie, a więc tych zainteresowanych kontaktem."

    Rzeczywiście, poniewczasie uświadomiłem sobie, że mogło tak być. W tym momencie nie skasowałbym wpisów i komentarzy. Z drugiej strony, mało kto odpowiadał mi życzliwie, więc nie miałem poczucia, że komuś może na nich zależeć:)

    Wydaje mi się również, że te wszystkie wpisy żyją przez chwilę, jeden, dwa dni, potem giną, przytłoczone przez inne. Zostały przeczytane w momencie pojawienia się, więc odegrały na scenie swoją rolę:)

    Pozdrawiam
    KMrówka

    OdpowiedzUsuń
  10. @Mrówka

    Jeśli Pan chce tu robić jakąś habilitację, to stanowczo odradzam. Proszę to traktować jako groźbę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.