środa, 21 listopada 2012

Życie, i to co je uwzniośla albo upadla

No i znów muszę prosić o wybaczenie, ale jak się coś zacznie, to często nie chce się skończyć. Wczoraj w autobusie skradziono mi komórkę, co oczywiście załatwiło mnie na cały dzisiejszy dzień do tego stopnia, że pewnie już dziś nie napiszę ani słowa. W dodatku oczywiście, straciłem wszystkie swoje numery. W związku z tym bardzo proszę, albo o przysyłanie mi ich esemesem na dotychczasowy numer, albo mailem na toyah@toyah.pl.
A do czasu aż się pozbieram bardzo proszę sobie słuchać tego człowieka. Nagrałem go osobiście parę lat temu w Londynie. Jak się przyjrzycie, to tam stoi taki ładny blondyn. To młodszy Toyah. No ale przy tym artyście, to oczywiście drobiazg.
No i jeszcze jedno. Ja zdaję sobie sprawę z tego, ze bez pracy nie ma kołaczy, niemniej jednak, ze względu na naszą starą znajomość, gdyby komuś coś zbywało, to bardzo proszę.

4 komentarze:

  1. Pisz tę książkę.
    A wpisy na bloga dawaj raz na tydzień- nie częściej.
    Wytrzymamy.
    A zapisy i przedpłaty to od kiedy Gabriel zacznie przyjmować?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jan Bernat
    Nie mam pojęcia. On jest tak nieprzytomny, że od wczoraj - mimo że go ze wszystkich stron proszę, by mi przesłał swój numer - zachowuje się jakby mu się coś stało w głowę.
    Co do pisanie, tak nie mogę. Jutro będzie nowy tekst. Zwłaszcza że ta komórka mnie poważnie rozbiła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie pisz nowego tekstu.
    I nie przejmuj się telefonem.
    Takie odcięcię się od wirtualnej rzeczywistości jest potrzebne.
    Jak mam Ci to wytłumaczyć?
    Żadnych telefonów, żadnego dostępu do sieci.
    Zeszyt i długopis.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Jan Bernat
    O nie. Ja telefon mieć muszę. Z wielu powodów. I go oczywiście już mam. To była pierwsza rzecz, jaką musiałem dziś załatwić. I to mam na myśli mówiąc, że leżę i kwiczę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.