piątek, 30 grudnia 2011

Pfizer vs. ZUS - remis ze wskazaniem

Pewnie i ze względu na wiek, ale też przez mało zdrowy tryb życia, korzystam z usług przemysłu farmaceutycznego również poza zwykłą kolejnością, wynikającą z tego, że, jak wiemy, każdy człowiek od czasu do czasu musi się pochorować. W moim wypadku owo korzystanie sprowadza się do regularnego kupowania czterech lekarstw, przy czym każde z nich ma za zadanie podtrzymywać moje funkcje życiowe na poziomie układu krążenia. Konkretnie chodzi o lekarstwa o nazwach Bisocard i Prestarium na nadciśnienie, Acard, jak mi się zdaje, przeciwko ewentualnym zakrzepom, i Sortis na obniżenie cholesterolu. Acard jest tani jak barszcz – jakieś 5 zł. za 60 tabletek – sprzedaje się go bez recepty i, gdyby tylko komuś zależało na tym, byśmy my Polacy nie padali zbyt często na zawał, chyba możnaby go nawet reklamować w telewizji, tak jak się reklamuje Rutinoscorbin. 30 tabletek Biscocardu kosztuje jakieś 12 czy 13 złotych, co akurat w moim wypadku składa się na około 30 zł. miesięcznie. Nienajlepiej jest też z Prestarium, bo tu już za 30 tabletek trzeba zapłacić co najmniej 25 złotych. Ponieważ tu jednak mam brać tylko jedną tabletkę dziennie, można to jakoś przeżyć. Niestety, jak widać, wszystko zliczone do kupy daje nam już nieco więcej, a mianowicie jakieś 60 miesięcznie.
I teraz pojawia się ten Sortis. Mówią mi zaufani specjaliści, że Sortis to naprawdę dobra rzecz. Nie jakieś gówno, które biednym, naiwnym durniom, najwidoczniej wyłącznie po to, by kiedy ich wreszcie szlag trafi, nie wiedzieli do końca, co ich dopadło, wrzuca pewien oazowicz z TVN-u nazwiskiem Zubilewicz, ale naprawdę porządny pfizerowski produkt pierwszej klasy. No i ten Sortis już niestety kosztuje. Kiedy zacząłem go brać, 30 20-gramowych tabletek kosztowało ponad stówę, później wszystko trochę staniało, natomiast okazało się, że jeśli będę kupował tabletki 40 gramowe i przegryzał je na pół, to mogę nawet płacić jakieś 70 zł. Z biegiem czasu te 70 zł. w niektórych aptekach zeszło do 50 i tak już zostało, co utrzymało moje miesięczne wydatki na lekarstwa na poziomie poniżej stu złotych.
I proszę sobie wyobrazić, że parę dni temu zaszedłem do apteki, żeby się zaopatrzyć w swoją kolekcję tabletek, i pani aptekarka zapytała mnie, ile ja tego Sortisu mam przepisane brać dziennie. Powiedziałem jej, że jedną 20 gramową tabletkę pod wieczór, ale ponieważ czterdziestki wychodzą taniej, od lat już kupuję czterdziestki i je sobie przegryzam na pół. I na to, ta miła pani zaproponowała, żebym nie przegryzał, tylko jednak kupował dwudziestki, bo wtedy wyjdzie mnie to pięciokrotnie taniej. W jaki sposób? A w taki oto, że od dłuższego już czasu jedno opakowanie dwudziestek kosztuje pięć złotych, a to spowoduje, że za dwumiesięczna kurację będę płacił nie 50 zł. ale 10.
Ja zdaję sobie sprawę, że wśród czytelników tego bloga jest dużo młodych i zdrowych, ale może też i starych, jednak równie zdrowych, osób, dla których temat lekarstw jest na tyle egzotyczny, że zwyczajnie nieinteresujący. Niewykluczone, że mniej jeszcze interesujący, niż czytanie fragmentów z „Vivy”, co może sprawić, że wszystko co napisałem powyżej, nie pozwoliło się im na tyle skoncentrować, by w ogóle zrozumieli, o co mi chodzi. Zapewniam jednak, że zmierzam do czegoś naprawdę poważnego, a w związku z tym proponuję, by się jednak skupić. Otóż chodzi o to, że firma farmaceutyczna Pfizer produkuje lek na zmniejszenie poziomu cholesterolu i sprzedaje go po 5 zł. – jak się domyślam, nie na zasadzie działalności dobroczynnej, ale tak by odpowiednio zarobić – tyle że w momencie gdy ma do czynienia z osobami bardziej, że tak powiem „cholesterolowo”, zaawansowanymi, każe im płacić już nie 10 zł, ani też 20 zł, ani nawet 30, lecz równe 50 z jakimiś groszami.
I nie ma też mowy, by kierunek tych kalkulacji był tu odwrotny. Że 1200 gramów Sortisu kosztuje 50 zł, natomiast z jakiegoś szczególnego powodu wyprodukowanie 600 jego gramów robi się nagle tak tanie, że można je sprzedawać po 5 zł. Nie wierzę też, by ni stąd ni z owąd, producenci tego leku doszli do wniosku, że te dwudziestki tak słabo idą, że trzeba obniżyć ich cenę aż tak drastycznie, żeby je jednak móc sprzedawać. Dla mnie sprawa jest prosta. Pfizer kalkuluje w sposób następujący: Wszyscy ci, których choroba wieńcowa nie złapała jeszcze za gardło na tyle, by się musieli fatygować do lekarza, skorzystają z życzliwych porad tego świętego człowieka z TVN-u, i dopiero po kilku latach tej kuracji, kiedy nagle dostaną pierwszego zawału i nie będą mieli już wyjścia, dostaną receptę na 60 czterdziestek miesięcznie i dopiero wtedy dadzą ludziom zarobić. Jak mówię – sprawa jest dramatycznie prosta. Wyprodukowanie tego Sortisu kosztuje grosze, natomiast na poziomie wstępnym Pfizer kooperuje z producentami jakiegoś ersatzu, którzy mu napędzają klientów na czterdziestki, a on im za to pozwala funkcjonować na rynku, i dopiero wtedy, gdy sprawa się robi poważna, informuje swoich klientów, że ponieważ sytuacja jest poważna, poważna też musi być cena. Oczywiście może być też inaczej, a ja nie wiem jak, natomiast w zyciu nie uwierzę, że Pfizer handluje swoim towarem poniżej ceny.
Wychodziłem z apteki uzbrojony w tę swoją nową wiedzę i od razu przy wejściu zostałem zaczepiony przez jakieś dziecko z Radia Katowice z mikrofonem w dłoni, które chciało wiedzieć, czy znam sprawę kontrowersji w sprawie mającego obowiązywać od nowego roku systemu refundacji leków, i że skoro znam, to co na ten temat mógłbym do mikrofonu powiedzieć. Opowiedziałem więc historię z Sortisem i w nawiązaniu do tego zaproponowałem, by się tą całą awanturą z refundacjami za bardzo nie przejmować, ponieważ przede wszystkim nic na ten temat tak naprawdę nie wiemy, a poza tym owe refundacje – bez względu na to, jaka myśl za nimi stoi – to zaledwie drobny ułamek tego całego przekrętu, jaki połączone siły legislatorów, farmaceutów i właścicieli aptek na nas przeprowadzają. Że ja nie jestem w stanie ocenić decyzji ministra Arłukowicza, ponieważ nie mam najmniejszego pojęcia, czym on się zajmował od momentu jak wlazł do swojego nowego gabinetu, z kim się przez ten czas spotykał, co z kim ustalał i za ile. I że wreszcie, cokolwiek tu wspólnie wymyślimy, nasza sytuacja, jak idzie podtrzymywanie przy zyciu, pozostanie dokładnie taka sama. Ci co już mają umrzeć – umrą, a ci, z których jeszcze da się coś wyciągnąć – jeszcze trochę pożyją. A jeśli przemysł farmaceutyczny któregoś dnia stwierdzi, że liczba ich klientów zaczyna raptownie spadać, to albo coś zrobi, żeby ludzie zaczęli trochę więcej chorować, albo żeby przestali w takim tempie umierać. A jeśli, nie daj Boże, okaże się, że sprawa zrobiła się tak skomplikowana, że samą dystrybucją lekarstw wszystkiego załatwić się nie da, zawsze będzie można wysupłać trochę gotówki na opłacenie tak zwanych „podmiotów zewnętrznych”, choćby ZUS-u, który z kolei, jak wiemy, ma jeden jedyny interes – by maksymalną długość życia każdego obywatela skrócić do 60 lat. A tu już pole do działania jest wręcz nieskończone.
Oczywiście mówiłem do tego mikrofonu to wszystko, ani przez moment nie mając nadziei, że moje słowa gdziekolwiek dotrą, no ale gadałem, bo wierzę, że słowo staje się ciałem nawet na tak marnym poziomie jak ten. I w rzeczy samej, to biedne dziecko w końcu mi podziękowało i pożyczyło zdrowia, a ja sobie pomyślałem, że gdybym jechał tramwajem, to by mi pewnie nawet ustąpiło miejsca, co mi się niestety coraz częściej zdarza.
Ale tak to już jest z nami starymi dziadami. Jedyne co tu jest pocieszające, to to, że jeszcze od czasu do czasu potrafimy się odwinąć, i trafić jednego z drugim bydlaka dokładnie między oczy. Dla dobra wspólnego.

Już niedługo, bo w przyszłym tygodniu, książka o liściu będzie do kupienia w Katowicach w księgarni „Wolne Słowo” na ul. 3-maja na przeciwko VIII LO. Szczerze zachęcam, no a jak ktoś ma zbyt daleko, to wciąż pozostaje sklep Coryllusa. Blisko. O jedno kliknięcie w tę piękną okładkę po prawej u góry. Niezmiennie też proszę o finansowe wspieranie tego bloga. Dziękuję.

61 komentarzy:

  1. @toyah

    Jest też taki renomowany lek (chyba serce + nadciśnienie?) o nazwie Inspra (eplerenonum) produkcji tejże Pfizer. Nie wykluczam, że stosowanie owego Sortisu i Inspry jest komplementarne, ale ja się nie znam.

    W każdym razie to też wyrób Pfizer'a.

    Otóż opakowanie 30 tabl. Inspry w tabletkach 25mg kosztuje 75 zł, zaś opakowanie 30 tabl. 50 mg kosztuje 69 zł. Z tego wynika, że ten sam specyfik w tabletkach 50mg jest ponad dwukrotnie TAŃSZY niż w tabletkach 25 mg.

    Rozsądni kupują więc tabletki większe i je tną. Tę bezczelność Pfizer utrudnia, bo tabletki są małe i romboidalne, zatem trudne do równego cięcia.

    Zatem, u tego samego Pfizera raz mniejsze jest nieproporcjonalnie tańsze (Sortis) a innym razem mniejsze jest droższe (Inspra).

    Obie te sytuacje sobie nawzajem przeczą. Nie ma więc Pfizer żadnej polityki cenowej opartej na kwestiach zwrotu kosztów wytwarzania + zysk. Nie ma więc mowy o cenie uczciwej według jakiegokolwiek kryterium uczciwości kupieckiej. Ustala więc ceny według perspektyw wciskania towaru droższego i wyciskania w ten sposób większego utargu.

    Zachodzi pytanie, czy i kto pomaga w tym wciskaniu i wyciskaniu tworząc odpowiedni popyt ilościowy w przepisywaniu leków.

    Nie ma natomiast zagadki, że odpowiedzialny jest przede wszystkim ten urząd państwowy, który jest odpowiedzialny za dopuszczanie leków do obrotu w Polsce.
    Gdy dopuszcza powinien brać pod uwagę interes obywateli zawarty w zasadzie równości dostępu do ochrony zdrowia. Równość ta wyraża się także w ochronie przed wyzyskiem cenowym.

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    To jest trochę tak jak było z tym Sortisem przed paru laty. Dwudziestki i czterdziestu miały podobną cenę za opakowanie, a więc lepiej opłacało się kupować te większe. Jednak wtedy przynajmniej była w tych cenach jakaś logika. Że niby i jedni i drudzy za swoją porcję mieli teoretycznie płacić mniej więcej tyle samo.
    Natomiast tym razem te pięć złotych na przeciwko 50 robi wrażenie i daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja dzisiaj zajrzałem sobie na Nowy Ekran, portal którego nadmierną sympatią nie darzę i przeczytałem artykuł Jacka Kurskiego na którego punkcie również jakoś nie szaleję. Ale polecam: http://jacekkurski.nowyekran.pl/post/46048,w-trosce-o-dobre-imie-ryszarda-krauzego

    W polskim sektorze zdrowia nic nie jest zdrowe i farmaceutyczne rekiny żerują na tym znakomicie. Mój kolega lekarz przedstawił mi to kiedyś w takim obrazku: wyobraź sobie, że państwo postanawia refundować w np. 50% zakup jakiejś marki samochodów. Wyobrażasz sobie jaką łapówkę skłonny jest zapłacić producent aut by załapać się na taką refundację?

    Więc dla paru spryciarzy sektor ochrony zdrowia to jeszcze jedno narzędzie do robienia wielkich pieniędzy - obok autostrad, stadionów na Euro, energetyki, telekomunikacji itp. Jak człowiek o tym pomyśli to Miro i Zbycho ze swoimi przekrętami na automatach wyglądają jak poczciwy Gang Olsena.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah
    Z tymi lekami to ciekawy temat, w dyskusję nad którym ostatnio wmanewrowano prawie wszystkich.
    Wygląda na to, że młodzi-wykształceni-z-wielkich-miast nie do końca rozumieją, ze wkrótce staną się stałymi bywalcami aptek i nic tu nie pomoże ewentualna liberalizacja w dostępnie do tzw. narkotyków lekkich, którą - prędzej czy później - rządząca koalicja wraz z najaranymi-kotami dopuści.

    Tak się składa, ze już od 19 lat jestem stałym konsumentem medykamentów obniżających ciśnienie tętnicze i cholesterol. I konsumpcja ta wcale nie wynika z tego, że jestem lekomanem czy lekarze nadgorliwie mi te leki zapisują.
    Ówczesny charakter pracy zawodowej i związany z tym stres spowodował, przy braku przyczyn wynikających z choroby organów wewnętrznych, konieczność pogodzenia się ze stałym przyjmowaniem leków.
    Później niestety nawet całkowita zmiana miejsca i charakteru pracy nie pozwoliła na odstawienie leków.
    I tak trzeba się było pogodzić z tym, że - chcąc nie chcąc - konsumentem leków będę do końca mych dni.

    Całymi latami wydawałem kupę (kupując m.in. dawkę podwójną za kwotę niewiele wyższą od pojedynczej, tabletki oczywiście dzieliłem) pieniędzy na owe medykamenty aż do czerwca ubiegłego roku, kiedy w aptece po podaniu mi kwoty jaką mam zapłacić za stałą dawkę leków usłyszałem kwotę dwukrotnie niższą od dotychczasowej...
    Okazało się, że jeden z leków wypadł z listy leków refundowanych - w związku z czym producent obniżył jego cenę do poziomu niższego niż cena innego leku o tym samym składzie i działaniu ale będącego na liście leków refundowanych.

    Nie muszę dodawać, że producentem jednego z leków jest firma Pfizer...

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah

    O gangsterstwie i dżungli w farmacji pisałem tutaj: http://jazgdyni.nowyekran.pl/post/45762,leki-reforma-artykul-kontrowersyjny

    Mogę Ci podrzucić dalszą setkę przykładów szalbierstw i jak się z Polaków robi idiotów.
    Ale trzeba sobie uzmysłowić, że jest zacne grono ludzi, tam gdzie trzeba, które pozwala na robienie idiotów z tychże Polaków.
    Pfizer jest największą firmą na świecie, więc robi największe przekręty.

    A od właścicieli aptek to się odpieprz. Rację będziesz miał, jak napiszesz właściciele sieci aptek, bo to oni kręcą lody.
    Właściciele rodzinnej apteki walczą o przeżycie, albo już bankrutują.

    Ps. Masz leki dobrane standardowo, lecz gdybyś miał pytania, jak ci dobrać najlepszą lub najtańszą kompozycję to zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah

    Substancja czynna Sortisu jest atorwastatyna, rzeczywiscie dobra molekula, ktora stworzyl Pfizer. Patent na nia juz dawno wygasl i Sortis ma na polskim rynku liczne tansze odpowiedniki (tzw. generyki, czyli leki odtworcze), np. Larus czy Tulip. Acard tez jest zreszta generykiem. To zwykla aspiryna (kwas acetylosalicylowy) niskiej dawce. Byl kiedys intensywnie reklamowany w tv, jeszcze nachalniej niz to gowno pana Zubilewicza. Z tym ze niska dawka aspiryny w profilaktyce zawalu to dzis zloty standard w medycynie. Tu nie ma zadnego przekretu.

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan

    epleneron to lek na nadcisnienie tetnicze, a Sortis jest na wysoki cholesterol, czyli hipercholesterolemie. Wykazuja niewielkie dzialanie komplementarne.

    OdpowiedzUsuń
  8. @tadeusz1965

    Fajnie mieć tu fachowca ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. @jazgdyni

    ale, niestety, jestem z mafii farmaceutycznej.. Zastrzegam: nie Pfizer! :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. @tadeusz1965

    Ja też poprzez żonę i córkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. @
    To tak dla uzupełnienia dorzucę mój zestaw: Norvasc i Zocor

    OdpowiedzUsuń
  12. @Kozik
    Ależ oczywiście, że te refundacje to świetny interes. Problem w tym, że jak się robi w interesach, to wszystko może być interesem. Są refundacje, można spokojnie podwyższyć cenę lekarstw, bo i tak część pokryje państwo; nie ma refundacji, znajdzie się jakiś inny sposób na to, by się na ich braku odkuć - tu dobrym przykładem jest ten Sortis, który akurat refundowany nie jest.
    Dlatego uważam, że cała ta dzisiejsza dyskusja i zmianach w refundacji jest kompletnie pusta, bo ona nie sięga źródła problemu.
    Lekarstwa, banki, rozrywka, reklama... Przyjacielu, jak mówię, przerabiają nas na ruski szaszłyk.

    OdpowiedzUsuń
  13. @raven59
    Bardzo ciekawy komentarz i nawet nie mam go jak komentować. Powiem tylko, że mój Sortis, o ile wiem, nie był i nie jest refundowany, a jak widzisz te 5 złotych i 50 złotych jakoś sobie radzą.

    OdpowiedzUsuń
  14. @jazgdyni
    Już się odpieprzam. Miałem oczywiście na myśli właścicieli sieci aptek i faktycznych właścicieli tego biznesu.
    Za życzliwość dziękuję. Jednak nasz dawny kolega Gemba też jest aptekarzem, więc, jak będę miał problem, to do niego mam znacznie bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  15. @tadeusz1965
    Nie wiem, czy on mnie nie zwodzi, ale mój lekarz twierdzi, że te tańsze odpowiedniki są tak samo dobre jak tańsze odpowiedniki czegokolwiek, więc wolę się trzymać oryginałów.
    Co do Acardu i aspiryny - sprawa jest jasna. Dlatego tez napisałem, że właściwie mogliby - i właściwie powinni - go reklamować jak rutinoscorbin.

    OdpowiedzUsuń
  16. @tadeusz1965
    To ja się pochwalę, że moja dobra koleżanka z liceum jest wiceprezesem Pfizera w Filadelfii. Nawet mam jej numer w telefonie. Prawie jak numer do Dona Corleone, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  17. All,
    jako lekarz ze tak powiem 'nieludzki'jestem w komfortowej sytuacji poniewaz w mojej branzy refundacji brak.
    Sa rozne podchody tzw.repow w celu promowania ich lekow lecz skala jest nieporownywalna z sytuacja w dziale medycyny ludzkiej.
    Wlasciciele naszych braci mniejszych placa za leki bez mrugniecia okiem i wszyscy sa zadowoleni.Wniosek?

    OdpowiedzUsuń
  18. @tobiasz11
    Wiesz jak to jest. Gdybyś napisał, że w branży, jak mówisz, nieludzkiej leczenie jest tańsze, więc wszyscy płacą bez mrugnięcia okiem, to ja bym może nawet się tym przejął. Kłopot polega na tym, że jak idzie o zdrowie, to nie mrugamy okiem bez względu na to, czy wydajemy na siebie, czy na nasze zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
  19. @ toyah

    Twoj Bisocard to przeciez tez generyk! Polski, z Polfy Rzeszow. Wiec gdyby Twoj doktor byl konsekwentny, powinien Ci wypisac oryginalny bisoprolol, czyli Concor firmy MSD ;-))
    Ale ja sie nie wtracam...

    OdpowiedzUsuń
  20. @ toyah

    gdzies przeczytalem, ze budzet Pfizera odpowiada budzetowi sredniego panstwa. Wiec to chyba nawet wiecej niz kontakt z Don Corleone...

    OdpowiedzUsuń
  21. raven 59

    Zocor (symwastatyna) ma moze nieco gorsza prase od Sortisu, ale to tez jest bardzo dobry lek. Swietnie przebadany.

    OdpowiedzUsuń
  22. @tadeusz1965

    Z mojej wiedzy bisocard jest nieco gorszy od concoru (technologia niestety), ale niemiecki generyk bisohexal jest świetny.

    Więc to różnie bywa.

    OdpowiedzUsuń
  23. @ toyah

    z tym Acardem i Rutinoscorbinem to nie do konca jest tak. Rutinoscorbin reklamowany jest jako lek zapobiegajacy przeziebieniom, na co nie ma literalnie zadnych dowodow. Natomiast skutecznosc niskiej dawki aspiryny (Acard, Polocard, Aspirin Protect 100 itp.) w profilaktyce zawalu serca jest doskonale udokumentowana u w badaniach z udzialem setek tysiecy pacjentow. W leczeniu bolu, objawow grypy czy przeziebienia stosuje sie wysokie dawki aspiryny. To jest zupelnie inna para kaloszy.

    OdpowiedzUsuń
  24. @tadeusz1965
    To ciekawe, bo wygląda na to, że nawet na tym poziomie istnieje podział na leki oryginalne, bardziej oryginalne i najbardziej oryginalne. Mnie na przykład w aptece wciąż proponują tańszy odpowiednik Biscocardu za jakieś grosze. Raz to kupiłem, ale od razu poczułem różnicę.
    Powiem Ci, że im dłużej na ten temat rozmawiamy, tym bardziej czuję jakiś przekręt.

    OdpowiedzUsuń
  25. @tadeusz1965
    Ona jest onkologiem, więc bardzo liczę na to, że jak mnie dopadnie rak, to będę wiedział, gdzie się zwrócić.

    OdpowiedzUsuń
  26. @ jazgdyni

    nie przecze, aczkolwiek nie ma na to dowodow w postaci dobrych badan porownawczych. W praktyce lekarskiej moze jednak sie okazac, ze jakis generyk jest nieco gorszy od innego generyku, czy tez preparatu oryginalnego. Nie mozna jednak wykluczyc efektu zwiazanego z niewiara/wiara lekarza w przewage oryginalow nad generykami ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. @tadeusz1965
    zocor - jak mawia mój brat lekarz - po prostu przedłuża życie...
    dlatego specjalnie nie przejmuję się dietą (oczywiście nie przesadzając) :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. @tadeusz1965
    A jest coś na co Rutinoscorbin na pewno pomaga?

    OdpowiedzUsuń
  29. @ Toyah
    Pamietaj, ze wiekszosc lekarzy znajduje sie pod presja firm farmaceutycznych.

    Na rynku jest zwykle drogi oryginal (choc nie zawsze bardzo drogi), tanie generyki i bardzo tanie generyki. Generalnie brakuje dowodow na przewage kliniczna oryginalow nad generykami. Ja z powodzeniem stosuje Bisocard. Concoru probowalem i nie dostrzeglem roznicy, mierzac sobie cisnienie w domu

    OdpowiedzUsuń
  30. @ toyah

    "A jest coś na co Rutinoscorbin na pewno pomaga?"

    Medycyna nie zna wyrazenia "na pewno". Skutecznosc kazdego leku okresla sie zawsze z jakims prawdopodobienstwem, wyliczonym za pomoca metod statystycznych. A wiec jesli np. 100 pacjentow z nadcisnieniem i wysokim cholesterolem (takich jak Ty) przyjmuje Acard, to przed zawalem uchroni on statystycznie 20-30 osob, a przed zgonem gora 10-15. Ale kto to bedzie, nie wiadomo. Niestety ;-)

    Dowodow klinicznych na to, ze Rutinoscorbin wplywa na przebieg przeziebienia czy grypy nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  31. raven59

    lekarz ma racje. W wielkich badaniach klinicznych (tzw landmark trials) aktywny skladnik Zocoru istotnie zmniejszal smiertelnosc z przyczyn sercowo-naczyniowych

    OdpowiedzUsuń
  32. All
    Mam bardzo ważne pytanie: czy jest coś co pomaga na rutinoscorbin?
    Wszystkim życzę szczęśliwego Nowego Roku!
    Bez lekarstw!

    OdpowiedzUsuń
  33. Toyahu,
    ceny lekow dla zwierzat sa tak skalkulowane,ze stac na nie prawie wszystkich wlascicieli czworonogow.
    Mam na mysli rowniez leki stosowane w chorobach przewleklych np.krazenia lub zwyrodnieniowych.
    Poza tym system ubezpieczeniowy zwierzat pozwala na zwrot poniesionych kosztow leczenia(zarowno uslug jak i lekow).
    Podsumowujac,jesli firma farmaceutyczna ma zamiar sprzedawac swoj lek na rynku weterynaryjnym to kazda z nich jest w stanie tak skalkulowac cene by byla przystepna dla kazdego.
    Dodam,ze procedura dopuszczenia leku na rynek weterynaryjny wcale nie jest krotsza i tansza.
    Pozdrawiam wszystkich i zycze Wam Szczesliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  34. @tobiasz
    To może w Anglii. Tu nie.

    OdpowiedzUsuń
  35. @tobiasz11
    z tymi lekami i ich kalkulacją to pozwolę się nie zgodzić:
    1. Weterynarze jakoś silnie naciskają na to aby ABSOLUTNIE nie stosować leków "ludzkich" dla zwierząt.
    2. Leki wcale nie są takie tanie - leczenie z wyliczoną co do pojedynczej tabletki gdzie jedna sztuka - tak "sztuka" - kosztuje często powyżej 10 zł.
    3. O ubezpieczeniu leczenia, leków i usług dla psów w Polsce nie słyszałem choć z ubezpieczeniami miałem przed laty - nazwijmy to - "kontakt zawodowy".

    Przykład z wczoraj 2 tabletki leku uspokajającego dla psa powyżej 30 kg - 22 złote, tzw "głupi jasio" aby pies spokojnie przewegetował "powitanie" Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
  36. Rutinoscorbin pomaga dziś na tzw. chorobę filipińska i dysfunkcję goleni, aczkolwiek, jak podał we wstrząsającym artykule "Lancet", zanim dowiedziono skuteczność żółtych tabletek najsłynniejszy polski przypadek tych jednostek chorobowych leczony był lewatywą z podwójnego mydła. Skuteczność porównywalna.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Marylka
    Przepraszam, że Cię przegapiłem, ale cały czas się zastanawiałem, co Co na ten rutinoscorbin napisać i nic nie wymyśliłem.
    Ale terasz już wiem. Odczep się od rutinoscorbinu, bo ja raz byłem chory, wziąłem chyba z 50 tabletek rutinoscorbinu i wyzdrowiałem.

    OdpowiedzUsuń
  38. @zawiślak
    Wolę rutinoscorbin.

    OdpowiedzUsuń
  39. witam w nowym roku
    Miałem szczęście trafić na lekarza właściwie Lekarkę która powiedziała mi że ten cały system jest powiązany przemysł spożywczy produkuje nadcisnieniowców a przemysł farmaceutyczny ich nomen omen konsumuje .... mi zaleciła jak mam siłę i wolę jedzenie nieprzetworzone i ruch a proszki w ostateczności. I bym pamiętał że po nich nie ma odwrotu. Jak zacznie brać to do końca...

    OdpowiedzUsuń
  40. @All

    Aż do wieczora spędziłem czas pomagając żonie z aktualizowaniem systemu do nowej ustawy o lekach.

    Mimo, że nadal sądzę, że jest to krok w dobrym kierunku, zastanawiam się, dlaczego on jest taki opresyjny?
    Nie dziwię się lekarzom, choć trochę zachowują się jak święte krowy, że nie chcą do końca wypisywać tych recept. Ale tak postępując, zwalają całą odpowiedzialność na aptekarzy.
    A i oni i aptekarze, za głupi błąd, nie ze swojej winy mają ustawowe kary do 50 tyś zł.

    To takie autorytarne myślenie tuskowej ferajny rozlewa się po wszystkich obszarach działalności.
    I w końcu widzimy, że ta cała demokracja jest gówniana.
    Że jak się pomylisz, to możesz stracić cały majątek.

    Do dupy z takimi wyspami, lepsze szare niż zielone.

    OdpowiedzUsuń
  41. @Cmentarny Dech
    No tak. Faktycznie do końca. Jednak jeśli już masz to nadciśnienie, nie za bardzo jest je jak obniżyć bez lekarstw. Trzeba więc uważać od młodości.

    OdpowiedzUsuń
  42. @jazgdyni
    A mi się bardzo spodobało, że kiedy Dorn coś chlapnął o kamaszach, pamięta się mu to do dziś. Natomiast to, że Tusk wczoraj ostrzegł lekarzy, co im zrobi, jak mu będą podskakiwać - zniknęło wśród wystrzałów petard.

    OdpowiedzUsuń
  43. @Toyah

    Bo jest ważne, kto rzuca pogróżki.

    Dorna można było obśmiać i głośno się oburzyć, bo co im zrobi? No?

    Tusek każdemu może przykręcić śrubę i na prawdę posłać w kamasze, ku służbie na rodu, na ironię.

    Więc uszy po sobie!

    OdpowiedzUsuń
  44. @Toyah

    Wracając jeszcze do Twojej uwagi o Tusku, czy zauważyłeś, jak małymi kroczkami rozprzestrzenia on strach, pacyfikując co raz większe obszary.

    "nie chcą mnie szanować i kochać, to niech przynajmniej się boją" - takie motto mu przyświeca.

    A to natrzeć uszu niesfornemu internaucie przy pomocy brygady antyterrorystycznej, pokazać wała kibicom, osobę, która okłamywała społeczeństwo uczynić marszałkiem, napuścić szaleńca by zabijał przeciwników politycznych.

    I z najświeższych, pokazać wszystkim, że ma się konstytucję w dupie, starając się zmusić NBP do finansowania polityki.
    Albo - pif-paf jedna z ostatnich niezależnych, Anna Streżyńska już nie jest prezesem Urzędu Kontroli Elektronicznej. I co? I Radio Maryja nie dostało przydziału na multipleksie.
    A teraz jeszcze ostre słowa do lekarzy.

    Strach powolutku poprzedza każdą jawną, czy ukrytą dyktaturę.

    OdpowiedzUsuń
  45. @Toyah
    Słyszałam o takim, co zjadł muchomora i przeżył, a przy okazji wyleczył się z raka. To chyba przypadek podobny do Twojego. W każdym razie cieszę się, że żyjesz.

    OdpowiedzUsuń
  46. A czy ktoś znający się na farmaceutykach coś wie o nagłym pogorszeniu się skuteczności zimowego leczenia astmy?

    OdpowiedzUsuń
  47. @Marylka

    Bezprzerzutowego raka wątroby?

    OdpowiedzUsuń
  48. @jazgdyni

    Strach zależy od strachliwości, a nie od straszydła.

    Słyszałem, że do katalogu "mowy nienawiści" zamierza się podnieść slogan ubezpieczeniowy:

    Tfu! Na psa urok!

    Ponoć dana ustawa już u laski (Tfu! Te poodwracane znaczenia.)

    OdpowiedzUsuń
  49. @orjan
    Co to jest zimowe leczenie astmy?

    OdpowiedzUsuń
  50. @Marylka

    Taka przypadłość biegaczek narciarskich ostatnio o skuteczności zmniejszonej w skali odniesienia Kowalczykówny.

    OdpowiedzUsuń
  51. @orjan

    la,la,la...
    od straszydła mówisz?

    No dobrze, nie strach, tylko ostrożność.

    Taki paprykarz był nieostrożny i dostał kontrolę. Tak bez strachu.

    OdpowiedzUsuń
  52. @All

    Jest możliwe, że jestem winien przeprosiny firmie Pfizer za oceny, które zawarłem odnośnie leku Inspra.

    O merytoryczne rozjemstwo proszę tych komentatorów, którzy wyżej wskazywali na swoją orientację w rynku i specyfikach farmaceutycznych/

    Otóż szukałem sytuacji, w której lek w dawce o połowę mniejszej byłby ZASADNIE ponad dwukrotnie droższy. Wydawało mi się to niemożliwe w zakresie kosztów produkcji. Zatem przyczyny upatrywałem w kategorii, powiedzmy, kosztów handlowych, względnie we wciskaniu ceny nieuczciwej.

    Dzisiaj u znajomego konsumenta owej Inspry dokładnie obejrzałem opakowania obu wag tj. 25 i 50 mg. Wszystko, poza wagą, okazało się to samo z jednym wyjątkiem:

    Na opakowaniu Inspry 25mg jest powołane: "Pozwolenie Nr 12290", zaś na opakowaniu 50mg: "Pozwolenie Nr 12291", zatem całkiem odrębne dwie bumagi!

    Przyszła mi w zw. z tym taka myśl, że koszt wydania każdego z tych pozwoleń, w tym opłaty publiczno-prawne i prywatno-prawne, mogą być różne względem obu wagomiarów leku.
    Ewentualnie mogą być takie same, lecz rozliczane odrębnie, mogą się rozkładać na różne ilości sprzedaży (ordynowania w receptach) tych i tamtych wagomiarów tabletek.

    Gdyby zachodziła jedna z tych sytuacji, to firma Pfizer byłaby oczywiście niewinna, a ja byłbym winien przeprosin.

    Niemiły wniosek jest zaś taki, że obojętnie od powyższych przypadków, wtedy za zróżnicowanie cen odpowiedzialne byłoby miłościwe państwo i zwieszające się z niego urzędasy.

    Co bowiem szkodziłoby operować jednym pozwoleniem na oba wagomiary? Wszak to tylko bumaga.

    Ale dwie bumagi, to także podwójna sposobność.

    PS. Pani Orjanowa powiada, że w tym ustroju prawdziwa jest wersja gorsza.

    OdpowiedzUsuń
  53. @orjan
    Nie wiem. To była taka stara historyjka sądowa. Żona chciała otruć męża, który miał już wprawdzie raka, ale jej się spieszyło. Wiec dodała mu do grzybków muchomora, facet przeżył, a organizm tak się podobno zmobilizował w walce z trucizną, ze przy okazji ukatrupił raka.

    OdpowiedzUsuń
  54. @Marylka

    Zbrodnia to niesłychana

    OdpowiedzUsuń
  55. @orjan
    Właśnie próbowałam sobie przypomnieć, a Ty na pewno wiesz, jakie to było drzewo, co rosło szeroko, jak pan leżał głęboko?

    OdpowiedzUsuń
  56. @Marylka

    No przecież drzewo poznania dobra i zła!

    :)

    Co innego nad strumykiem. Tam rósł poczciwy buk. Tuż koło chatki pustelnika.

    OdpowiedzUsuń
  57. @orjan
    Coś mi ten buk nie pasował, więc odleniłam się i sprawdziłam. To nie było drzewo, tylko lilije! Waść byle co gadasz prostej kobiecie.

    OdpowiedzUsuń
  58. @Marylka

    Ale buk też był, do rymu, koło chatki pustelnika.

    OdpowiedzUsuń
  59. @orjan
    Był, ale nie rósł wysoko jak pan leżał głęboko.

    OdpowiedzUsuń
  60. @Marylka

    Takeśmy się zagadali, że toyah z felietonami uciekł ze cztery długości do przodu.

    A może ze cztery głebokości? Bo on i w pionie i w poziomie działa, choć w lewo, to już nie (przestrzeń 2,5 wymiarowa).

    Przeprowadzka?

    OdpowiedzUsuń