poniedziałek, 18 lipca 2011

Prawo i Sprawiedliwość - nie dla idiotów

Pisząc ten tekst mam nie lada kłopot, i to kłopot podwójny. Przede wszystkim, nie bardzo mam ochotę, po raz kolejny w ciągu niedługiego bardzo czasu, dokuczać wszystkim tym, którzy, podobnie jak ja, dzielnie się opierają tej nawałnicy kłamstwa i najbardziej brutalnej przemocy, i wspierają Jarosława Kaczyńskiego i Prawo i Sprawiedliwość w ich, tak bardzo nierównej, walce z Systemem. Drugi powód moich rozterek jest taki, że sam temat tych refleksji bardzo niebezpiecznie zahacza o coś, czego osobiście nie znoszę i czego bardzo bym chciał uniknąć, a co wiąże się ze zgłaszaniem do ludzi pretensji o to, że są, mówiąc pospolicie, głupi. Niestety, w ostatnich dniach tego wszystkiego nagromadziło się tak bardzo dużo i pcha się do mnie drzwiami i oknami, że nie bardzo widzę jakiekolwiek z tej sytuacji wyjście.
Jest jednak jeszcze coś, co sprawia, że bardzo mnie coś od pisania tego tekstu odpycha. Chodzi mianowicie o to, że to wszystko, co mi chodzi po głowie, jest materią tak skomplikowaną, że zwyczajnie się boję, że sobie nie poradzę. Bo gdyby to tylko chodziło o to, że uważam znaczną część ludzi deklarujących podobne do moich polityczne emocje uważam za bałwanów, to bym zwyczajnie powiedział, o co mi chodzi, i liczył na to, że oni wszyscy – jeśli tylko przeczytają te słowa – zareagują na to tak, jak reaguje dobry kumpel, gdy się mu zwróci uwagę, że to co robi, jest głupie. A więc przede wszystkim, przynajmniej ze spokojem. Tak jak, powiedzmy, zareagował mój kolega Freeman, gdy mu napisałem, że ta jego fascynacja Bareją, źle o nim świadczy. Niestety tu jest gorzej. Bo przede wszystkim, ja nie do końca mam pewność, czy to co mnie tak irytuje, jest rzeczywiście czymś naprawdę godnym tego oburzenia, a poza tym, zupełnie nie wiem, czy to o czym myślę, nie jest jedynie wynikiem bardzo parszywej propagandy, której sam, jak najgorszy osioł, uległem. Tak czy inaczej, najwyższy czas, żebym powiedział konkretnie, o co mi chodzi.
Na poziomie najbardziej podstawowym, chodzi mi o coś, co właściwie stanowi drobiazg. A że mnie irytuje, to być może tylko wina moja i mojego czepialstwa. Mam na myśli to nieustanne pisanie i mówienie przez wielu i moich kolegów i osoby mi kompletnie nieznajome, a często bardzo obce, o Komorowskim per albo „Komoruski” albo „pRezydent”, lub po prostu „Bul”, a o Platformie Obywatelskiej „POpaprańcy”, lub w jakikolwiek inny sposób, byleby w tym epitecie literki „p” i „o” były pisane dużymi literami. Ja biorę pod uwagę, że za tym nie stoi nic więcej, jak tylko ta zwykła, ludzka potrzeba szydzenia z kogoś, kogo się nie lubi, zwłaszcza gdy te szyderstwa są jedynym, co nam pozostało. Jednak, ponieważ jestem przekonany, że to wszystko, za co i Komorowski i Platforma Obywatelska będą musieli w końcu odpowiedzieć, jest naprawdę wielkie i poważne, uważam też, że to nieustanne sprowadzanie dyskusji na ich temat do wymyślania kolejnych tego typu kpin, lub powtarzania starych grepsów, od których chce się już tylko rzygać, świadczy w tym samym stopniu o bezradności, co o kompletnym niezrozumieniu skali problemu. I sam już nie wiem, co z tych dwóch jest gorsze.
Ktoś mi powie, że nie mam się tak co nadymać, bo sam na przykład o żonie Komorowskiego nie mówię inaczej, niż „Kaszalot”. Uważam jednak, że to jest sytuacja zupełnie inna. Z paru powodów. Przede wszystkim Komorowska nie jest moim problemem w ogóle. Jak szlag wreszcie trafi Komorowskiego, Tuska i cały ten parszywy projekt o nazwie Platforma Obywatelska, po tej nieszczęsnej kobiecie nie zostanie nawet wspomnienie. A więc co ja mam na jej temat do powiedzenia, poza tym jednym epitetem, który i tak świadczy nie tyle o niej, co o jej mężu? Po drugie, kiedy ja już o niej przy jakiejś okazji wspominam, to mówię na nią „Kaszalot” na takiej samej zasadzie, jak kogoś innego nazywam durniem, czy ruskim bucem. Natomiast, jak każdy świetnie widzi, owo słowo „Kaszalot” nie funkcjonuje tu nigdy, jako argument stricte polityczny. W przypadku „POpaprańców”, czy „pRezydenta” – jak najbardziej. I to jest bardzo przykre. A przykre szczególnie wówczas, gdy widzimy, że przez stosowanie tego typu grepsów, zbliżamy się bardzo niebezpiecznie do tych wszystkich baranów, którzy, kiedy chcą nam powiedzieć, dlaczego nie lubią PiS-u, to przerzucają się nawzajem trzema słowami: „Borubar”, „Irasiad” i „Jaruś”. Co ja mówię, zbliżamy się? Stajemy się nimi. I tego faktu nie zmieni to, że Komorowski faktycznie zachowuje się jak rezydent, a nie prezydent, natomiast Lech Kaczyński wcale nie powiedział, że Boruc ma na nazwisko Borubar.
Ale to są wszystko jednak tylko drobiazgi. To co mnie natomiast męczy już od dawna i wszystko wskazuje na to, że będzie już tylko gorzej, to coś, o czym pisałem już kiedyś przy okazji omawiania kącika humoru, jaki swoim czytelnikom dostarcza „Gazeta Polska”, a co nazwałem naszą współczesną, polską i patriotyczną odpowiedzią na ruskiego „Krokodiła”. Nie wiem, czemu kiedyś wierzyłem, że to musi w końcu minąć, i my, dla których Polska i to zaprzaństwo, jakie ją dotknęło, to z jednej strony miłość, a z drugiej ból niewysłowiony, będziemy mogli powiedzieć, że to był tylko taki eksces wynikający z tej naszej tragicznej bezradności. Może to przez to, że nawet Krzysztof Wyszkowski, jak się domyślam, trochę też solidarnie z moją notką, zwrócił uwagę swoim kolegom z „Gazety Polskiej”, że powinni przestać się kompromitować, a ja pomyślałem, że jego akurat posłuchają. Niestety, nic takiego nie nastąpiło, a wręcz przeciwnie – Sakiewicz ze swoimi paniami zaczęli wręcz wydawać te idiotyzmy w postaci osobnego zeszytu zatytułowanego „Pinezki” Że niby nie „Szpilki”. W końcu „Szpilki” to był PRL, a my PRL-u nie lubimy, prawda? I ani im w głowie, że oni dziś, tym, co tu wyprawiają, nawet nie są w stanie niegdysiejszym „Szpilkom” podskoczyć do kostek.
Ponieważ jednak z „Gazetą Polską” mam kontakt ograniczony – nie z jakiś istotnych przyczyn, ot tak, trudno czytać wszystko co ważne – te „Pinezki” też nie sa moim wielkim problemem. Natomiast, jak niektórzy wiedzą, piszę co tydzień dla „Warszawskiej Gazety”, i sytuacja, w której mój tekst musi, w ten czy inny sposób, sąsiadować z czymś, przy czym nawet te „Pinezki” robią wrażenie czegoś nieistotnego, jest bardzo niewygodna. Powiem krótko o co chodzi. O ile – nie mam pewności, ale chyba tak właśnie tam było – w „Gazecie Polskiej” ten kącik patriotycznego humoru miał swoje własne miejsce i się za bardzo nie rozpychał, w „Warszawskiej Gazecie” żarty z Tuska i Komorowskiego i Sikorskiego i Niesiołowskiego wypełniają cały numer, poczynając od okładki, przez osobny dział zatytułowany naturalnie „Donek i Bronek”, a kończąc jako ilustracje do pojedynczych artykułów. Również niemal w całości – w odróżnieniu od „Gazety Polskiej”, którą przynajmniej stać było na zatrudnienie osobnego artysty-rysownika – są to nie rysunki, lecz fotomontaże, lub zdjęcia z „dymkami”. I co tam takiego się dzieje? Otóż widzimy na przykład Stefana Niesiołowskiego przerobionego na małpę i podpis: „Jestem politycznym małpoludem, ale dla Platformy intelektu cudem”. Obok stoi Donald Tusk, w różowych fatałaszkach z jakimś gównianym pekińczykiem na rękach i podpis: „Nie wiem, co dzieje się w Europie i na naszej planecie, bo jestem najgłupszą blondynką na świecie”. Zaglądamy na kolejną stronę, a tam Komorowski i podpis: „Donek, niech Ci się nie wydaje, że od prezydencji Prezydentem się staje. To ja mam żyrandola większego, więc mi nie podskakuj, partyjny kolego”. I tak dalej, zawsze w ten sam sposób, w tym samym stylu i na tym samym poziomie.
Najprościej byłoby teraz pewnie objaśnić wszystkim, dlaczego ten rodzaj żartu, w sytuacji w jakiej znalazła się Polska, jest dla nas – właśnie dla nas – kompromitujący, zwłaszcza że pewnie pojawią się tu głosy tłumaczące, że to jest tak zwany humor ludowy, że nie każdy musi być przecież intelektualistą, że przecież za okupacji też nikt nie silił się na jakieś mądrości, tylko śpiewało się o siekierze i motyce. Jednak nie będę tego robił, bo, w odróżnieniu od redaktorów „Gazety Polskiej” i „Warszawskiej Gazety” mam głębokie przekonanie, że czytelnicy tego bloga – a przy okazji wyborcy Prawa i Sprawiedliwości – mają na tyle choćby rozumu, żeby wiedzieć, jaka jest różnica między niemiecką okupacją, a dzisiejszą walką. Natomiast bardzo chciałbym się zastanowić, co sprawia, że tak potężne środowiska opiniotwórcze, jakimi są „Gazeta Polska” i „Warszawska Gazeta”, uważają nas za idiotów. Bo to, że za publikacją tego rodzaju humoru przez obie gazety musi stać ta właśnie myśl, nie ulega dla mnie wątpliwości. Wydaje się wręcz niemożliwe, by, czy to Tomasz Sakiewicz, czy Piotr Bachurski, próbowali nas rozśmieszyć w ten właśnie sposób w dobrej wierze. Po prostu nie widzę takiej możliwości, żeby którykolwiek z nich – nawet trudno mi jest uwierzyć, żeby ktokolwiek w ogóle – dowcip o tym (przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać), jak to Julia Pitera pyta przebranego za Czerwonego Kapturka Donalda Tuska: „Dlaczego, Czerwony Kapturku, masz takie wybałuszone gały”, a Tusk jej odpowiada: „Bo mnie w dzieciństwie wychowywały pedały”, uważał za ofertę dla ludzi godnych szacunku.
Można oczywiście na to pytanie odpowiedzieć prosto. Oni uważają, że wyborcy PiS-u – a może w ogóle wyborcy, jako masa – to banda idiotów. Oni być może są bardzo typowymi przedstawicielami swoich środowisk, które ludzi mijanych na ulicy od zawsze i niezmiennie traktowały jak hołotę, tyle że czasem bardziej wrażliwą na proste prawdy i kłamstwa i czasem mniej. To wyjaśnienie jednak muszę od razu odrzucić z paru powodów. Przede wszystkim, ja naprawdę spotkałem w swoim życiu ludzi, o których miałem zdanie jak najgorsze, natomiast ani przez moment nie przyszło mi do głowy, żeby oceniać ich w sposób aż tak podły. Wyobraźmy sobie, że ja bym uznał, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, to w dużej części ludzie tak prości i tak nieinteligentni, że, jeśli chcę się z nimi skomunikować, to muszę bardzo, ale to bardzo, zaniżyć poziom. Pierwsze więc co bym zrobił, to zacząłbym mówić do nich krótkimi, prostymi zdaniami. Starałbym się przekazywać swój komunikat w sposób bezpośredni i jednoznaczny. Oczywiście, z całą pewnością podparłbym się jakąś ilustracją. Jednak, choćbym niewiadomo jak niską miał o nich opinię, to nie zrezygnowałbym z tego, by jakiś, choćby najbardziej podstawowy komunikat, im jednak przekazać. Komunikat, a nie rymowankę o tym że gały – pedały. A więc, z pewnością musiałbym w tę pracę włożyć odrobinę – a może i całkiem dużo – wysiłku. W końcu, mówić prosto, to nie lada sztuka.
Ja nie wiem, jak wygląda praca intelektualna człowieka, którego pan Piotr Bachurski wynajął do tworzenia tych dowcipów, ale podejrzewam, że on jednak odstawia tu zwykłą fuchę. Otrzymuje polecenie, by zrobić parę obrazków na poziomie takim, by prosty człowiek ich sens łatwo zrozumiał i, zamiast siąść i pomyśleć, odstawia zwykłą parodię esemesów do „Szkła kontaktowego” a rebour. W dodatku, parodię na poziomie Niemieckiej Republiki Demokratycznej. A więc nawet jeśli założyć, że redakcje „Warszawskiej Gazety” i „Gazety Polskiej” uważają, że swoją ofertę kierują głównie do bałwanów bez cienia wrażliwości i smaku, to efekt jest i tak znacznie, ale to znacznie, przesadzony.
Jest jednak drugi trop, który chciałem tu przedstawić. Może być otóż tak, że ludzie, którzy ryzykują własne pieniądze, wydając obie gazety, wiedzą coś, czego ja nie wiem. Może oni otrzymują całą kupę listów od czytelników, z których wynika, że oni ten produkt kupują – bo w tym momencie możemy tu mówić już tylko o produkcie – tak naprawdę tylko dla tych obrazków. I że całe te redakcje nad stanem, w jakim znalazł się człowiek, ubolewają, a może wręcz płaczą, tyle że nie mają innego wyjścia, jak tylko się z nim pogodzić. A człowiek, który przygotowuje te zdjęcia i wpisuje swoje żarty w te dymki, jest równie zrezygnowany i pełen bólu, jak ci, którzy go do tej roboty wynajmują. Tyle że jeśli tak jest, to to kłamstwo jest już najstraszniejsze. Jeśli to co widzimy, to swego rodzaju spirala, gdzie dwa obłędy się wzajemnie nakręcają, i nie ma sposobu, by ten proces zatrzymać, to możemy się właściwie zacząć pakować. Więc tę opcję też odrzucam.
Ale oto przychodzi mi do głowy jeszcze jedna ewentualność. Otóż, może się okazać, że to ze mną jest coś nie w porządku. W końcu, mieliśmy tu kiedyś magazyn o nazwie „Karuzela” i ktoś go przecież czytał. Tego „Krokodiła”, o którym już było i tu i wcześniej, też ktoś swego czasu kupował i nim żył. Weźmy współczesne polskie komedie filmowe, czy kabarety. Przecież ich poziom zaledwie minimalnie przewyższa to, co nam pokazuje Tomasz Sakiewicz i Piotr Bachurski na łamach wydawanych przez siebie gazet. Popatrzmy na – też tu już wspomniane – „Szkło kontaktowe” i wysyłane tam esemesy. Przecież je wysyłają ludzie, którzy z całą pewnością są przynajmniej w stanie wpisać poprawnie numer odbiorcy. A zdania, które się pokazują na ekranie, też są najczęściej raczej zrozumiałe. A więc może to wszystko moja wina? Może zarówno Tomasz Sakiewicz, jak i Piotr Bachurski uważają, że ten rodzaj humoru, któremu poświęciłem dziś cały tekst, to zwykły, porządny humor na miarę czasów? I w tym co oni robią, nie ma ani pogardy, ani jakichkolwiek innych złych intencji? Może jest coś w tym, co mi powiedział mój kolega Michał Dembiński – a on powinien przecież to wiedzieć – wszystkie najlepsze seriale komediowe BBC, w tym „Latający Cyrk Monty Pytona”, były robione dla jakichś 10% społeczeństwa, podczas gdy reszta oglądała jakieś gówna? I może to jest fakt, z którym musimy się pogodzić? A skoro tak, to może jest i tak, że jeśli nagle pojawi się jakiś powszechnie znany komentator i powie, że to co ta „Warszawska Gazeta”, czy „Gazeta Polska” odstawiają na polu satyry politycznej, to wstyd i żenada, to wystarczyłoby, żeby zmienić te obrazki, i zamiast Sikorskiego dać Hofmana, a zamiast Komorowskiego Kaczyńskiego, i nagle by się okazało, że jest bardzo dobrze?
Cały czas patrzę na te obrazki i dumam, dumam i dumam. I tak naprawdę, jestem w tym samym miejscu, w którym byłem na początku. I nadal kompletnie nie wiem, co tu się dzieje. Obawiam się, że to moje ostatnie rozwiązanie jest prawdziwe, ale, kiedy sobie o tym pomyślę, to jeszcze bardziej się boję, że może prawdziwe jest to poprzednie, albo jeszcze wcześniejsze. A tego już bym zupełnie nie zniósł. I w tej sytuacji, żeby nas wszystkich jakoś pocieszyć, myślę, że powinienem opowiedzieć jeszcze pewną historię, co oczywiście przedłuży ten, i tak już okropnie długi, wpis do granic wytrzymałości, ale myślę, że warto.
Otóż, wspominałem tu już, że mam bardzo liczną rodzinę na Podlasiu, która w całości, jak idzie o politykę, popiera w pełni i bezwzględnie Polskę. I jest tak też, że oni wszyscy czytają ten blog. Otóż, ja zdaję sobie sprawę, że pewna część z nich, nie jest w stanie zrozumieć choćby i połowy z tego co tu jest napisane. Przede wszystkim dlatego – o tym już była mowa – że te zdania są za długie, że za dużo tu dygresji, i w ogóle wszystko tu jest, jak najbardziej złośliwie, strasznie niejednoznaczne. A mimo to, oni czytają ten blog bardzo uważnie i z pełnym zaangażowaniem. Popatrzmy na moją ciocię, o której tu już też wspominałem. Ona ma niemal 90 lat, nie ma żadnego poważnego wykształcenia, całe swoje życie przeżyła na swojej wsi i jedyne co dziś wie, to to, że „Donald Tusk patrzy jak złodziej”. Inna sprawa, że jej się pewnie Tusk myli wciąż z Komorowskim, który z kolei – przynajmniej jak idzie o nazwisko – myli jej się z Kaczyńskim. I ona też każe sobie czytać ten blog i robi wszystko, by z niego cokolwiek mieć dla siebie. I teraz jest tak, że ja – teraz już tak – jestem pewien, że gdybym, zamiast słów, które się tu pokazują niemal każdego dnia, zaczął tu publikować dowcipy o tym, że Tusk to pedał, a Niesiołowski to małpolud, im – a na pewno części z nich – by się też to bardzo podobało. Czemu więc tego nie robię? Z bardzo prostej przyczyny. Bo ja od samego początku, od pierwszego dnia, jak zacząłem prowadzić ten blog, byłem szczerze przekonany, że go prowadzę dla ludzi co najmniej tak mądrych i wybitnych jak ja. Co najmniej. I nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby prowadzić jakieś badania, które by mi pozwoliły zweryfikować tę moją socjologiczną jak cholera wiedzę. I tak jak jest, bardzo mi się podoba.
Na sam koniec, może mnie ktoś spytać, dlaczego tego tekstu – skoro jestem taki dzielny – nie opublikuję w swojej „Warszawskiej Gazecie”. Odpowiedź jest prosta. To jest zbyt wszystko skomplikowane, by zwracać się z tym do osób, których tak naprawdę w ogóle nie znam. Zwłaszcza, że kto chce, może mnie bardzo łatwo tu znaleźć, a jeśli mnie już znajdzie i uzna, że to co tu wyżej z siebie wydarłem, warte było uwagi, zechce też mnie i moją rodzinę wesprzeć pod podanym obok numerem konta. O co i tak wciąż wszystkich proszę.

48 komentarzy:

  1. Serdecznie witam i wtrącam swoje filozoficzne i może nieco abstrakcyjne 3 grosze.

    Przede wszystkim problem jest. Od 10.04 (prawdę mówiąc - wcześniej - ale zwłaszcza od 10.04) mam wrażenie, że sprawy są o wiele, wiele poważniejsze niż codzienny poziom medialnej a nawet blogowej dyskusji, a naprawdę ważne jest to, o czym mówi się względnie mało albo zbywa się uspokajającymi ogólnikami (przykłady: umowa USA-Rojsa tzw. Nowy START, deficyt budżetowy USA).

    A teraz okazuje się, że właśnie tam gdzie trzeba mówić a wręcz walczyć (na razie piórem) o sprawy najpoważniejsze - tam robi się zupełnie niepoważnie. Nie sposób nie zapytać: "o co tu chodzi?" Ten wpis blogowy jawi mi się raczej jako zwrócenie uwagi na problem, niż próba ostatecznej odpowiedzi. Autor zresztą nie ukrywa pewnej bezradności wobec tej zadziwiającej sytuacji. Zapewne jestem tu nie mniej bezradny, i też z tej bezradności przedstawię jeszcze jedną - moją - teorię.

    Może właściciele tzw. prawicowych mediów ani nie są sami idiotami, którzy śmieją się z dowcipów na poziomie wczesnego gimnazjum, ani nie uważają za takich idiotów wyborców PiS. Może jest tak że oni wyznają te same patriotyczne, chrześcijańskie wartości, co my, identyfikują się z tradycyjną polską inteligencją, ale... wiedzą coś więcej. Może jest tak, że System dziś jest tak silny, że w tych wyborach szanse są bliskie zeru. Pisząc System, mam na myśli wyrafinowaną na miarę XXI wieku sieć rosyjsko-niemieckich wpływów oraz oligarchów rodem z WSI, którzy są u nas faktycznymi namiestnikami i ustawiają miejscowe pionki w stylu Tuka. Może oni dysponują takimi możliwościami sterowania mediami, inżynierii społecznej, szpiegowania niepokornych obywateli, pacyfikowania protestów (uwaga - mają względne przyzwolenie europejskich elit!), a przede wszystkim brutalnego oszustwa wyborczego, że przy tych możliwościach ich problemem nie jest wygrać wybory, tylko zrobić to jak najniższym kosztem - tak by pozostawić sobie jak największe pole manewru na kolejne lata. Zamordyzm też trzeba dawkować, ostateczne środki zostawić na gorsze czasy. Biorąc to wszystko pod uwagę, może "nasi" w tzw. prawicowych mediach po prostu wykalkulowali, że jedyna - choć i tak bardzo mizerna! - szansa, to oszukiwać System, udając idiotów, którzy bezmyślnie grają w jego grę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupiłam raz Warszawską Gazetę: z ciekawości, z entuzjazmu, że jest, że powiew wolności itd., i z zamiarem propagandowym, żeby przejść się deptakiem z tą gazetą pod pachą, żeby ludzie widzieli.

    Weszłam do takiego małego saloniku Ruchu, triumfalnie wymieniłam tytuł, zapłaciłam, spojrzałam, przez krótką chwilę zrobiło mi się bardzo gorąco, schowałam gazetę do nieprzezroczystej siatki i poszłam do domu (na skróty).

    Podpisuję się pod tym, co napisałeś.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Dobry tekst w samo sedno ale zanim przejdę do rzeczy, słowo wstępu:

    Sam używam określenia p.Rezydent na określenie Bronisława Komorowskiego.
    Czynię to ponieważ:
    pan Komorowski nie może być uznawany za Prezydenta RP z tego prostego powodu, że nie złożył przysięgi wymaganej przepisami Konstytucji RP.
    W związku z czym może jedynie posługiwać się mianem prezydenta elekta, ja dla uproszczenia określam go rezydentem Pałacu Namiestnikowskiego. Czynię to jak najbardziej odpowiedzialnie i świadomie.
    Obecny marszałek Sejmu, który poświadczył nieprawdę stwierdzając, że Komorowski wypowiedział rotę przysięgi zgodnie z wymaganą treścią prędzej czy później odpowie za to przed Trybunałem Stanu.
    Pomijam tu całkowicie dyskusję na temat tego czy jako Marszałek Sejmu Komorowski miał prawo o godz. 13.00 objąć stanowisko PO Prezydenta. W myśl Konstytucji wtedy na pewno nie. Myślę, że będzie to jeszcze przedmiotem rozważań prawnych.

    To tyle tytułem wstępu.

    Jeżeli chodzi o Gazetę Polską i Warszawską Gazetę (Pinezki nigdy nie kupiłem) to niestety odczucia mam podobne. Ja tych rysunków nie trawię i po prostu ich nie oglądam.
    Wolałbym aby w to miejsce pojawiały się grafiki czy zdjęcia wyższego lotu.
    Zastanawiałem się dlaczego tak miernej jakości i mizernego poziomu rysunki tam są obecne.
    Czy rzeczywiście inni ludzie takich rysunków pragną?
    Czy może Ci którzy decydują o tym aby takie rysunki tam umieścić chcą pokazać, że taki jest poziom ich czytelników...

    Więcej nie napiszę ponieważ jak wiesz zamieszczam na notki na NE, portalu na którym piszą - jak wyraził się pewien znamienity bloger - ci którym nie przeszkadza "atmosfera moczaryzmu i smród sowieckich onuc". Z tego powodu krytykując zwłaszcza Gazetę Polską mógłbym narazić się na zarzut agenturalności...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kompromitacja tzw. elit i najwyższych przedstawicieli organów państwowych, także postępująca degradacja naszej narodowej kultury, tradycji i obyczajowości wskutek zamierzonej promocji, aprobaty, zachęty, czy jakiegokolwiek przyzwolenia do publicznego prezentowania, bądź rozpowszechniania szmiry, tandety, wszelkich dewiacji, patologii, czy niegodziwej rozrywki i zabawy nie jest dziełem przypadkowym, lecz przede wszystkim docelowym i konsekwentną realizacją określonej i narzuconej strategi.
    Kult zła i jego pochodne, coraz częściej są emitowane w licznych programach rozrywkowych, a ich apogeum występuje szczególnie w TV i innych mediach ogólnie dostępnych. O dziwo znajdują one aplauz, poklask, a nawet uznanie u wielu widzów, czytelników, czy odbiorców, a razem stanowią istotne zagrożenie i powodują wielkie spustoszenie w społeczeństwie. Niegodziwe rozrywki i zabawy szczególnie deprawują i demoralizują dzieci i młodzież, o czym zapewne wielu decydentów, czy animatorów rozrywki nie chce pamiętać, wiedzieć, ani słyszeć, choćby z powodów ideowych lub komercyjnych.

    OdpowiedzUsuń
  5. @filozof grecki
    teoria jak teoria - ciekawa. Natomiast ma jeden słaby punkt. Redaktorzy nie wiedzą nic, poza tym, czego się dowiedzą od zaprzyjaźnionych polityków. A politycy, tak się składa, najczęściej też nic nie wiedzą. Tyle że robią mądre miny.

    OdpowiedzUsuń
  6. @latinitas
    Pewnie że Cię rozumiem. Natomiast wciąż mamy problem: Czemu tak jest? Czy jest to reakcja na popyt, czy za tym stoi jakiś plan? Czy może komuś się coś okropnie pomyliło? Ja bym chciał to wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  7. @raven59
    Twoje wyjaśnienia przyjmuję bardzo chętnie i z pełną otwartością, tyle że, o ile się nie mylę, to nie Ty wymyśliłeś ten greps. Prawda? No i jeszcze coś. Zapewniam Cię, że ci co go wymyślili, mieli na myśli coś zupełnie innego, niż to, o czym Ty piszesz.
    Obawiam się, że w podobnej sytuacji są ci wszyscy, którzy próbują wyjaśnić, dlaczego na Jarosława Kaczyńskiego, zamiast "Kaczyński", mówią "Jaruś", ewentualnie "Kartofel".

    OdpowiedzUsuń
  8. @Zibik
    A teraz spróbuj może powiedzieć coś własnymi słowami, no i dobrze by było, gdyby jednak na temat.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah
    dzięki za odp. Rzeczywiście - wykazałem pewien poziom naiwności, zakładając, że ci co powinni coś wiedzieć (za to się im płaci), coś wiedzą. Ten brak autorytetów (przepraszam za słowo), drogowskazów w przestrzeni publicznej daje się we znaki. Jeden Jarosław Kaczyński nie może tu z definicji wystarczyć, zastąpić porządnych prawicowych dziennikarzy dokonujących wiarygodnej syntezy sytuacji politycznej. Stąd takie teorie, jak ta moja powyższa. Zresztą - raczej intelektualna prowokacja z elementami autentycznej troski o Polskę niż teoria.

    A w praktyce zapewne jest tak jak to w praktyce: zwodnicze ogłupiające samozadowolenie prowadzące do błędnej oceny sytuacji, zwyczajna nieudawana bezmyślność, nierzadko zdrada z premedytacją.

    Pozostaje więc trwać na przekór wszystkim i wszystkiemu. "Rzeczpospolita" (ze wszystkimi ich wadami akurat rysunek satyryczny mieli niezły!) - trafiona i wkrótce będzie "zatopiona" (kwestia krótkiego czasu - czekają z uderzeniem na najlepszy moment przed wyborami). Jak Sakiewicz wykręci jakiś numer, a w PiS ujawnią się jakieś kolejne śpiochy, to ja się chyba nawet bardzo nie zdziwię. Po prostu będę trwał przy swoim. Twój blog w tym pomaga :) A gdy ktoś mnie pyta o preferencje wyborcze, to już się nie rozwodzę, jak kiedyś - mówię po prostu, że jestem "za Polską". Kto nie rozumie, że dziś ratunek dla Polski to rozwalenie pookrągłostołowego układu, a jako taką szansę na to daje jedynie Kaczyński - kto tego nie rozumie i rozumieć nie chce, tego i tak nie ma sensu przekonywać, bo to próżny trud...

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałem już nic nie pisać, ale nie wytrzymalem.
    Zacznę od tego, ze GP do ręki nie biorę i uważam za szczególne gowno na miarę Wyborczej, chociaż z inna częściowo funkcja. Przede wszystkim służy do publikowania rzeczy typu Hel w smolensku, czyli łatwe do osmieszenia i wysmiania. Nie znajdzie się tam nic na oziomie Twoich tekstów i każdy, kto weźmie to do ręki uzna, ze pisowcy to idioci. Taki jest tego cel, podobnie jak akcja reklamowa tej szmaty pod kryptonimem Obciach, służy do zrobienia z PiS i całej niepodleglosciowej opozycji glupcow i obciachowcow. Dodatkowo sam Sakiewicz to tepy bubek.

    Druga sprawa to taka, ze GP i podobne to cześć biznesu, który nazywam Hate Industry, sluzacego do eskalacji emocji spolecznych na taki poziom,ze ludzie gotowi są mordowac w imię nieistotnych w sumie spraw,. Takie zarządzanie nienawiścią, powodujące sytuacje o których pisales w poprzednim tekście. W ostatnich latach ten biznes niezłe się rozwinął, a jest potężna bronią, która sKuteczniej i taniej jest w stanie zniszczyć spory kraj, niż wojskowa inwazja. Nie dzieje się to przypadkiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah
    Niewątpliwe "p.Rezydent" wymyślono jako określenie namiestnika Moskwy czy WSI.
    Natomiast do określenia "Rezydent Pałacu Namiestnikowskiego" wraz uzasadnieniem dlaczego rezydent a nie prezydent - to już nieskromnie powiem: mam tu pewien malutki wkład...

    OdpowiedzUsuń
  12. @filozof grecki
    "Jak Sakiewicz wykręci jakiś numer, a w PiS ujawnią się jakieś kolejne śpiochy, to ja się chyba nawet bardzo nie zdziwię"

    ładnie to ująłeś..
    a:
    "mówię po prostu, że jestem "za Polską"
    jeszcze lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Obawiam się, że niestety ale poziom i charakter wymienionego przez Pana "dowcipu" zamieszczanego na łamach WG i GP rzeczywiście do wielu czytelników trafia. I nie tyczy się to tylko wyborców PiSu, zwolenników Polski etc. ale ogółu społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czort wie, pewnie wszystko razem plus tzw. przegięcie odreagowujące - gwałt niech się gwałtem odciska, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Toyah
    Czasem rozwiązanie może być niezwykle proste i banalne. Na przykład autorem tych debilizmów jest chory na śmiertelną chorobę przyjaciel redaktora naczelnego lub jego koleżanki i drukowanie go jest z ich strony aktem poświęcenia. Obiecali sobie, że udostępnią mu łamy na ten jeden raz, a tu się okazało, że zachorowała cała jego rodzina i nie ma wyjścia, trzeba kontynuować. Albo ów twórca jest całkowicie zdrowy, ale jest najbliższym kolegą strategicznego udziałowca, który w dodatku uważa go za geniusza humoru.
    To miał być żart, ale jak już napisałam, zaczęło mi się wydawać całkiem prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
  16. @filozof grecki
    A ja, wyobraź sobie, bardzo liczę na ludzi takich jak ta moja rodzina z Podlasia. Uważam, że jest ich legion. I żadne akcje-nieakcje naszych niezwykle przebiegłych strategów temu nie zapobiegną. I tego legionu nie zatrzymają.

    OdpowiedzUsuń
  17. @redpill
    Czemu miałeś już nic nie pisać? Pisz. Dobrze się Ciebie czyta. Tyle świeżości tu dawno nie było.

    OdpowiedzUsuń
  18. @raven59
    Rób jak chcesz. Ja go będę nazywał Komorowski, albo Prezydent, a jeśli jemu przyjdzie do głowy sobie to co ja o nim piszę przeczytać, to nie będzie miał wątpliwości, w czym rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  19. @nicker
    Biorę to bardzo mocno pod uwagę. Bardziej, niż bym sobie tego życzył.

    OdpowiedzUsuń
  20. @latinitas
    Otóż to. Ty nie wiesz i ja nie wiem. Ciekawe, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  21. @ Marylka
    To by był figiel, czyż nie? Tylko czemu oni mu nie dali jakiegoś kącika, żeby pisał felieton, albo kronikę sportową? Przecież prawica też sport lubi.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah
    Bo on całe życie marzył właśnie o rysowaniu dowcipów. Wiesz, marzenie umierającego jest święte, a oni czczą świętości.

    OdpowiedzUsuń
  23. Sz. Panie nauczycielu Toyahu to, co wcześniej napisałem nt. kompromitacji, degradacji, kultu zła, idiotycznej rozrywki, czy rozpowszechniania szmiry, tandety etc. chyba zbytnio nie odbiega od tematu, ani nie stanowi dysonans wobec myśli przewodniej Twojego tekstu?.....
    Ponadto byłbym bardziej zadowolony i usatysfakcjonowany, gdybyś innych nie traktował zbyt obcesowo, także bardziej doceniał i szanował ich udział w dyskusji, oraz starał się raczej nie stosować wobec mnie i wybranych interlokutorów swoich belferskich nawyków.
    Z poważaniem - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah
    Swoją drogą, jakaś część społeczności propisowskiej pewnie tym się ekscytuje. Są ludzie, którzy każdą wypowiedź zaczynają mniej więcej tak: zbolszewizowana stalinowsko-WSIowska agentura komunistycznych sprzedawczyków... itd., i znajdują słuchaczy i czytelników, którzy wraz z nimi nakręcają się patriotycznie takimi słowami. Czują się wówczas wśród swoich, odważnie i bezkompromisowo. Łysiak, cynik i prostak, budził przecież uwielbienie subtelnych starszych pań naładowanymi w ten sposób felietonami.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zainspirowany komentarzami i kwestią Hate Industry - jeszcze raz zabiorę głos w dyskusji.

    Od 2005 r. obserwujemy u nas nie tylko bardzo ostrą walkę polityczną, jak próbuje się wmawiać ludziom. Ja niemal od początku medialną nagonkę na PiS nazywałem niszczeniem debaty publicznej. Można zrozumieć, że ktoś ma na tyle znikomą wiedzę i wyczucie, że autentycznie z serca i troski o Polskę, jest przeciw PiS oraz za PO. Jednak w momencie, gdy każdy najbardziej nawet spokojny i pojednawczy gest po stronie PiS traktuje się jedynie z nienawistnym rechotem, to następuje erozja debaty. Logiczna argumentacja rozbija się o mur takich "elokwentnych", lecz budzących entuzjazm w towarzystwie wypowiedzi: "Patrzcie, kaczka w telewizji!", "Co ten Jarek znowu wymyśla?" Wydawało się niemożliwe, że ta część wyborców PO, którzy są porządnymi ludźmi, da się tak upodlić, ale czas zrobił swoje i to się dokonało.

    Obserwując reakcje zwykłych ludzi, widać, że coś jednak się zmieniło. Dziś - ponad rok po Smoleńsku - już tylko najsłabiej wyposażeni intelektualnie spośród pospolitych zwolenników PO wyskakują w towarzystwie z "kaczką", niczym filip z konopi. Symbolem tego etapu jest schowanie Palikota. Jaka zmiana nastąpiła w ludziach? Sądzę, że etap niszczenia debaty publicznej metodą zmasowanego prania mózgów przez media został zakończony z sukcesem. Ludzie ci trwale i całkowicie zinternalizowali takie dogmaty jak to, że PiS to banda nieudaczników i obciachowców "chorych na władzę". Co ciekawe: nie posiadają oni właściwego języka, by tę swoją wiedzę opisać. Ten rechot bowiem - jak wspomniałem - jest już passé, a normalnych argumentów oni nie posiadają. Powoduje to, że dziś ludzie na ogół już wiedzą, kto w ich otoczeniu jakie ma poglądy polityczne i całkowicie unikają dyskusji, by uniknąć nerwów i spięć. Ale wcale nie jest tak, że zwolennicy PO jakoś wydorośleli. Oni sami przed sobą nie chcą się przyznać, że ich wiedza i poglądy polityczne to stek prymitywnych i pełnych nienawiści sloganów. Wybierają więc argument - nie rozmawiajmy o polityce, byśmy uniknęli niepotrzebnych nerwów i spięć. Czują się lepiej, udając że to nie oni są winni zniszczenia debaty oraz skrywając swoją niezdolność do rzeczowej argumentacji.

    Chciałem wyżej wykazać, że debata między PiS a tym, co nazywamy PO, jest dziś niemożliwa - zarówno na poziomie polityczno-medialnym, jak i zwykłych ludzi - te 2 poziomy w końcu jakoś się odzwierciedlają.

    Niniejszy wpis i dyskusja pozwoliły mi zrozumieć sens kolejnego etapu obróbki społeczeństwa. Niestety w ten kolejny etap - świadomie lub nie - wpisują się wymienione tu media tzw. prawicowe. Otóż sytuacja dla systemu jest pod jednym względem niekomfortowa. Rozglądając się w przestrzeni publicznej, także na blogach, widać zdegenerowany i żałosny poziom zwolenników PO, którzy - jeśli już zdecydują się zabierać głos - są zmuszeni grać zgrane antypisowskie nuty - to jest zupełnie niestrawna potrawa. Z drugiej strony mamy na prawicy całe mnóstwo ludzi autentycznie zaangażowanych w dyskusje. Skoro rozmowa z politycznym przeciwnikiem stała się praktycznie niemożliwa ze względu na opisane wyżej zniszczenie debaty, to dyskutują oni między sobą. Nawet, jeśli pominie się polityczne racje, to jest w tych dyskusjach autentyczność i intelektualna inspiracja. Dla ludzi, którym zmasowana propaganda nie wyprała mózgów - prawicowa dyskusja jest dziś bardzo atrakcyjną ofertą, w ogóle nie ma tu porównania z jałowością innych partii i ich zwolenników. Ta sytuacja jest potencjalnie niebezpieczna dla systemu. I tu dochodzimy do sedna. Celem tych zagrań tych niby "naszych" mediów w postaci tego żenującego wczesnogimnazjalnego humoru jest próba pacyfikacji prawicy od wewnątrz. Pacyfikacja ma polegać na zniżeniu naszego poziomu na poziom zwolenników PO. Tak by zniknęła atrakcyjność prawicowej oferty, jeśli chodzi o debatę publiczną. W tym szaleństwie jest więc widoczna metoda.

    Pierwszym krokiem, by się obronić jest oczywiście świadomość zagrożenia, dlatego świetnie, że ten temat się pojawił.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah

    Zabiłeś klina tym problemem. Sam to widzę od dawna, a na temat rysowników, satyryków itp. dyskutowaliśmy już wielokrotnie.
    Mierziło mnie i ciągle mierzi to używanie tych różnych deprecjujących określeń. Może to kwestia kultury i kindersztuby?

    Ostatnia teoria filozofa greckiego z 6:36 wydaje się bardzo atrakcyjna i wielce prawdopodobna.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Marylka
    To okropne co mówisz. Ty wiesz, jak ja się teraz czuję? ę?

    OdpowiedzUsuń
  28. @Marylka
    To co mnie pociesza, to fakt - chyba fakt - że ten rodzaj smaku jest wspólny dla obu stron. Kiedy zaczęłaś cytować te epitety, to ja w pierwszej chwili spodziewałem się usłyszeć coś o pisuarach i kaczych fuhrerach.
    I jest jeszcze coś. Kiedy się przyjrzeć tym ludziom, to, mam wrażenie, choćby oceniając ich po podstawowej elokwencji, że tamto bałwaństwo jest zdecydowanie bardziej częścią ich elit, niż nasze - naszych. Dobrze by tylko było, gdyby nasze elity zechciały to zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  29. @filozof grecki
    To bardzo miłe uczucie, kiedy się czyta takie komentarze, wiedząc jednocześnie, że się je osobiście zainspirowało.

    OdpowiedzUsuń
  30. Trudno odpierać argumenty odwołujące się do ocen wartości takich, czy innych, mniej lub bardziej eleganckich publikacji.

    Jeszcze trudniej podstawiać pod to własne wymagania, bo świat niekoniecznie jest skłonny toczyć się w kierunku przez nas ulubionym.

    Wydaje mi się jednak, że dotychczasowe oceny wyrażone w powyższej dyskusji (pozdro dla filozofa, tak trzymaj!) pomijają pewien czynnik bez którego ocena jest niekompletna.

    Tym czynnikiem jest RUCH. Nie ten z kioskami, lecz tzw. ruch w interesie. Bez długiego wyjaśniania najlepiej sobie zadać pytanie, gdzie byłaby droga nam mobilizacja społeczna wokół drogich nam spraw, gdyby nie te pożałowania godne GP, itd.?

    Ja potrafię sobie wyobrazić, że już nikogo by ta mobilizacja nie obchodziła.

    A doraźna estetyka? No cóż! kapusta jak kiśnie, to musi nieco śmierdzieć zanim stanie się smaczna. A co dopiero w bigosie.

    Z Bigosława?

    OdpowiedzUsuń
  31. @Toyah
    No przecież wiesz, jest duża różnica między rzucaniem w gniewie i wsciekłości ch...ami i ruskimi bucami a takimi uczonymi patriotycznymi wiązankami w stylu Łysiaka czy Andy-andyy-jak mu tam. One na mnie działaja jak ostrzeżenie, żeby sie trzymać od tego towarzystwa z daleka. Za nimi nie ma żadnej emocji, to jest język jak z WKP(b) a rebours.

    OdpowiedzUsuń
  32. @orjan
    Dobrześ powiedział, ale my chyba wszyscy nie kwestionujemy ich zasług, tylko teraz o akurat przewinach jest mowa. Inna sprawa, że Wałęsa czy różni TW na jakimś etapie swej działalności zasłużyli się społeczeństwu bardziej niż to przewidywał ich plan.

    OdpowiedzUsuń
  33. miało być: też zasłużyli sie spoleczeństwu.

    OdpowiedzUsuń
  34. @orjan
    Wszystko jasne. Tyle że ja wciąż potrzebowałbym wiedzieć dwie rzeczy. Czemu oni to robią, i czy jeśli za tym stoi pogarda, czy ona jest naprawdę uzasadniona?

    OdpowiedzUsuń
  35. @Marylka

    Mój znajomy (robi w ubezpieczeniach) używa takie powiedzonko:

    "On nie panuje nad oszustwem"

    Jak ulał do Bolka!

    OdpowiedzUsuń
  36. @Marylka
    To jest własnie to, o czym pisałem wcześniej. My przynajmniej mamy prawdziwe elity. Marne, ledwo zipiące, ale elity. Jak idzie o nich, tam już jest pełna komuna.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah

    Weźmy współczesne polskie komedie filmowe, czy kabarety.
    Moim skromnym zdaniem to jest odpowiedź. Ja nawet skłonny jestem twierdzić, że autorom tych foto komiksów czy innych humoresek normalnie podobają się te płodzone przez nich potworki. Tak naprawdę może być: oni to robią z pełnym zaangażowaniem.
    Dno, serdeńku, dno.

    @Red Pill
    Cholera, jak miło Cię znów widzieć. A czemu "miałeś nie pisać"? Brakuje Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Kozik
    Te godziny mijają, a ja wciąż coraz bardziej utwierdzam się w podejrzeniu, że to właśnie tak może być. I co wtedy?

    OdpowiedzUsuń
  39. @Toyah

    żeby Cię pocieszyć, powiem tylko, że na 10 Norwegów tylko 2 czyta prawdziwe książki, a reszta jakieś straszne komiksy. Ci lepsi z nich te z Kaczorem Donaldem (nie ma tu żadnych aluzji!)
    Mnie się mocno zdaje, że to ogólnoświatowy upadek. Czy sterowany?
    Oto jest pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Moim zdaniem mówimy tu o kilku warstwach pewnego problemu. Jest ten problem na tyle istotny moim zdaniem, że pozwolę sobie jeszcze zabrać trochę miejsca. Uważam, że powinniśmy uporządkować sobie warstwę najogólniejszą, gdyż potem łatwiej odnosić się do szczegółów, takich jak np. co strzeliło do głowy redaktorom Gazety Polskiej, by uprawiać tak prymitywną propagandę.

    Moim zdaniem podstawowy komponent problemu, o którym mówimy, polega na prymitywnej, żerującej na najniższych instynktach krytyce obecnej władzy. W internecie pojawiają się nieszczęsne epitety typu POpaprańcy i inne - koniecznie z wyróżnionymi literkami `PO`. Prezydent pisany za pomocą rozmaitej twórczej ortografii - w założeniu prześmiewczej. W żadnym razie nie zamierzam tu zgrywać kogoś kto gorszy się byle mocniejszym słowem. Chodzi mi o to tylko, że taka krytyka władzy może być przeciwskuteczna. Gdybym był na miejscu Tuska, to sam bym zarządził, by jacyś prowokatorzy krytykowali mnie na tym poziomie. Dlaczego powinniśmy takiej krytyce stanowczo przeciwdziałać?

    1. Słusznie tu zauważono, że za tą prymitywną propagandą kryje się czasem takie retoryczne pytanie: Czyż nie powinniśmy pozwolić sobie na odreagowanie za lata nagonki na zwolenników PiS? Tymczasem to jest w ogóle błędnie postawione pytanie. Sugeruje ono bowiem, że społeczeństwo jest zantagonizowane i wobec tego nie pozostaje nam nic innego jak nawzajem okładać się: oni nam od PiSiorów, to my im od POpaprańców. Błąd logiczny polega na tym, że tym samym od razu sobie zamykamy furtkę do ewentualnego zwycięstwa. Przyjmijmy roboczo, że wybory nie są u nas fałszowane. Wtedy - jeśli damy się wciągnąć w spiralę wyzwisk - to w najlepszym przypadku tylko wzmocnimy nienawiść tych, co głosowali przeciw PiS, układ sił nie zmieni się i partie systemowe zostaną przy władzy. Tymczasem jeśli mamy wygrać, to musimy zrozumieć, że społeczeństwo zostało sztucznie zantagonizowane. Tych którzy należą do systemu nie przekonamy do PiS żadną siłą: ani namowami, ani wyzwiskami. A jeśli chodzi o tych, którzy zostali przez system oszukani, zwiedzeni, to wyzwiska w ich kierunku tylko utwierdzą ich w nienawiści, którą w nich wyhodowano. Jeśli mamy wygrać, to trzeba mieć jakąś ofertę dla tych, którzy dziś pałają nienawiścią do PiS. I nie może to być pogarda do nich. Musi być za to otwartość, gotowość do rozmowy. Humor jest zresztą tu jak najbardziej też wskazany, ale zdecydowanie wyższych lotów, niż ten, o którym tu debatujemy. Czy można zatem nazwać premiera matołem a prezydenta Pan Wpadka, itd. itp.? Moim zdaniem - tak. Ale należy dostosować to do rozmówcy, tematu i ciężaru rozmowy. W dużej większości przypadków takie ubarwienia są zbędne i tylko zaciemniają ogromne oszustwo, jakim są rządy PO.

    2. Ci, którzy chcieliby odreagować lata nagonki na zwolenników PiS, zapominają o jeszcze jednej ważnej sprawie. To nie było tak, że antypisowskie grepsy powstawały wśród ludu i z czasem przedostawały się do przestrzeni publicznej. To były od początku do końca akcje prowadzone przez specjalistów najwyższej klasy od inżynierii społecznej. Zaczynając od przemowy Tuska, w której napisano mu tekst o moherowej koalicji, poprzez szereg medialnych wypowiedzi i akcji internetowych, doprowadzono do tego, że wyzwisko `mohery` zaczęło żyć własnym życiem. Podobnie było z `kartoflami` i setkami innych akcji. W tej konfrontacji nie mamy szans. Oddolne stworzenie fajnego grepsu, który przejmie lud, jest prawie niemożliwe - jeśli nie ma się super dobrego pomysłu i planu, to lepiej się nie porywać. Pamiętajmy, że dla obecnej władzy plusem jest także trwonienie energii społecznej. Lepiej dla nich, by zaangażowany bloger użerał się z jakimś prowokatorem, wymieniając z nim epitety, niż naświetlał rozmaite kompromitacje rządu i prezydenta.

    (cdn)

    OdpowiedzUsuń
  41. 3. Ten punkt jest moim zdaniem najważniejszy. Chodzi o to, że rozmawiając językiem propagandy opartej na prymitywnych wyzwiskach zamykamy drogę do wytłumaczenia, o co nam naprawdę chodzi. Co gorsza, grozi nam to, że sami utracimy z oczu sprawy najważniejsze. Grozi nam też odebranie powagi sprawom kluczowym dla państwowego bytu Polski, bo to - jeśli się nie mylę - głównie nam wszystkim leży na sercu. Przykład: Jeśli ja nazwę Grasia `Cieciem`, to może i na chwilę mi ulży, ale przecież w żadnej mierze nie załatwię w ten sposób z nim porachunków za to, że upokorzył Polskę przepraszając jako polski minister rosyjskich siepaczy w ich języku. A mój rozmówca mógłby pomyśleć, że ja Grasiowi mam za złe tylko tego nieszczęsnego ciecia, a to przecież zupełna błahostka... Nie rozmieniajmy za pomocą paru marnych wyzwisk Trybunału Stanu i kary, która należy się Tuskowi za przehandlowanie żywotnych interesów Polski (mój Boże, ile ten nieszczęśnik na tym zarobił???). Podobnie nie sprowadzajmy Komorowskiego jedynie do klauna z Ruskiej Budy, gdyż powinien on odpowiedzieć za swoje związki z WSI i swoją rolę w pierwszych daniach po katastrofie. I tak dalej - można wymieniać niemal bez końca. Ta odpowiedzialność za utrzymanie powagi spraw, o które nam chodzi, ciąży szczególnie na tych, którzy mają jakiś dostęp do szerszej publiczności - w przypadku, o którym tu dyskutujemy chodzi o właścicieli i redaktorów ostatnich niezależnych - jak zakładam - mediów. Swoją pozycję osiągnęli oni ciężką pracą, ale też nie mieliby tej pozycji, gdyby nie miliony ludzi, których łączy nie tyle ta czy inna gazeta, ale troska o Polskę. Ci redaktorzy moim zdaniem powinni przedstawione tutaj problemy wziąć pod rozwagę - szczególnie teraz, przed tak ważnymi wyborami - i jeszcze raz przemyśleć sens publikowania tych swoich prymitywnych historyjek. Po najbliższych wyborach - niezależnie od ich wyniku - nie będzie śmiesznie. I na to trzeba ludzi przygotować.

    Kolejnym punktem byłaby sprawa, o której już wcześniej pisałem. Idee prawicowe są dziś na tyle atrakcyjne, że władza jest zmuszona administracyjnie je rugować z przestrzeni publicznej. Nie psujmy więc tego atutu tanimi historyjkami, godnymi "Nie" czy jakiejś "Angory". Tyle moich punktów, dalsze uwagi, podsumowania pozostawiam już innym.

    OdpowiedzUsuń
  42. Drogi Toyahu to o czym piszesz to lenistwo umysłowe pomieszane z chęcią zaistnienia w przestrzeni medialnej za wszelką cenę i jak najtańszym kosztem. Do zjawiska tego niechybnie przykładają swój palec wiadome siły w celu dyskredytowania środowisk prowicowych. W Internecie można też zauważyć wiele głupich, pozbawionych jakiegokolwiek sensu pisanych jedynie po to by zaśmiecać te fora dyskusji rzeczami drugo, trzecio-rzędnymi lub wcale nie istotnymi. Takie inicjatywy jak „Las smoleński”, „czytamy obciachowe gazety” czy „baloniki pamięci” to inicjatywy moim zdaniem kompletnie chybione nie potrzebnie angażujące społeczność internetową w uboczne działania zamiast angażowania się w już istniejące i poważne przedsięwzięcia takie jak chociażby Solidarni 2010 lub Ruch im Lecha Kaczyńskiego.
    PS. Dzięki za ten tekst. Jest ważny i potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  44. TOYAH & consortes

    "Bacz, abyś nie zgłupiał od mądrości swojej"
    - mówi stare porzekadło.

    Gazeta Polska robi świetną robotę.
    Chwała jej za to.

    Toyahu, Twój przekaz dociera do 0,5 - 1,0 % potencjalnych wyborców. I nie chodzi mi o medium.
    Pamiętasz jak na S24 byłeś proszony o krótsze teksty?

    GaPol prawdopodobnie dociera do 30-40% elektoratu.

    Jesteś i zawsze będziesz niszowy. Po prostu jesteś za trudny i tyle. I nie jest to zarzut, a raczej pochwała. To samo można odnieść do wielu oficjalnych i "profesjonalnych" publicystów.

    Rety! Nie twórzmy sekty jedynych sprawiedliwych, mądrych, wybranych, kulturalnych itp.

    Za chwilę wpadniemy w samozachwyt, siedząc na kanapie medialnej.

    Jeszcze raz powtórzę, Gazeta Polska jest OK! To nasz sprzymierzeniec!


    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  45. @james
    A może teraz, dla odmiany, coś w temacie?

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie wiem czy to coś Panu pomoże, ale jakiś czas temu redaktor Sakiewicz sam ubolewał, że prawie nie ma w Polsce dobrych rysowników satyrycznych.

    Jest to nawet nagrane: http://www.youtube.com/watch?v=iAiWz24jqTU od 30:30 przez 2 minuty mówi o satyrze

    OdpowiedzUsuń
  47. @Sizar
    To wielkie szczęście dla polskiej prawicy, że jemu akurat udało się zatrudnić u siebie jednego z najlepszych.

    OdpowiedzUsuń
  48. @Sizar
    Dobrze, że dałeś ten link. Teraz już wiem, jak się nazywa ten geniusz politycznej satyry: MIREK ANDRZEJEWSKI.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.