sobota, 2 lipca 2011

Jacek Santorski - psychokiller w służbie reżimu

Mieliśmy tu już kiedyś okazję rozmawiać sobie na temat wszelkich specjalistów od ludzkiej duszy, których profesja zaczyna się od przedrostka ‘psy-‘ i, o ile sobie dobrze przypominam, udało mi się w owym tekście zrobić im wszystkim dokładnie tyle krzywdy, na ile oni sobie w moim odczuciu zasłużyli. Oczywiście, jak zwykle w tego typu sytuacjach, musiałem się uciec do pewnej – być może niekiedy nie do końca uczciwej – generalizacji, niemniej cel został spełniony. Bardzo zależało mi bowiem na tym, by powiedzieć, ze do psychologów, psychoanalityków, psychiatrów i wszystkich możliwych ‘psy’’ mam stosunek, w najlepszej dla nich sytuacji, nieufny, i wyjaśnić skąd ta nieufność się wzięła.
Punktem wyjścia dla tamtej refleksji była zaobserwowana przez mnie sytuacja – moim zdaniem, wysoce patologiczna – kiedy to w ostatnich latach, człowiek, otrzymując niemal za darmo paszport do szuflady, sklep wielobranżowy, Internet i telewizor z niemal tysiącem różnych kanałów, otrzymał na to wszystko jeszcze, niemal jak extra bonus, psychologa z jego mądrościami. Kiedy pisałem tamten tekst, zastanawiałem się, jak to się stało, że System uznał, że współczesny człowiek nie jest w stanie skutecznie korzystać z wszystkich dobrodziejstw nowej cywilizacji bez świadomości, że kiedy się zrobi naprawdę ciężko, już za progiem będzie miał psychologa, który da mu tak w łeb, że ani mu w głowie będzie narzekać. Czy ten psycholog był w pakiecie w sposób naturalny i od początku, a moje niepokoje są tylko wynikiem moich fobii, czy może fobie są jak najbardziej na miejscu, a System doskonale wie, że jeśli nie będzie psychologa, w miarę jeszcze przytomny człowiek po wszelkie duchowe rady pójdzie do księdza i wówczas może przestać być konsumentem, numerem i towarem, ale człowiekiem? A więc, czy oni nam tego psychologa sprowadzili dla rozrywki, czy może jako kogoś, kto ma nas wziąć za pysk i przytrzymać przy samej ziemi?
Nie pamiętam w tej chwili, czy doszliśmy do jakichś konkluzji, a nie bardzo też mam ochotę czytać swoje stare teksty. Mam jednak wrażenie, że jedyne co potrafiliśmy stwierdzić na pewno, to fakt, że psychologowie, psychoanalitycy i psychiatrzy, w swojej zdecydowanej większości są zwykłymi uzurpatorami, tyle że szczególnie irytującymi przez swoją, większą, niż zwykle się spotyka, bezczelność. Kiedy piszę o uzurpacji, mam na myśli to, że wystarczy rzucić okiem na pierwszego z brzegu psychologa, który, jeśli jakimś cudem dziś jeszcze nie wystąpił w telewizji w każdej dowolnej sprawie, to z pewnością do końca dnia wystąpi. I to parokrotnie. Najczęściej jest to jakaś ledwo po studiach, lub ewentualnie tuż przed doktoratem, lala, która z wielce uczoną miną plecie dyrdymały na tematy tak trywialne, że zamiast niej możnaby z podobnym skutkiem posadzić jakieś średnio sprytne dziecko, albo wręcz przeciwnie – tak tajemnicze i niezbadane, że o nich nie ma pojęcia nikt, a ona już najbardziej. A więc jest to zwykle ktoś całkowicie przypadkowy, dokładnie w takim samym stopniu, jak przypadkowi są dziennikarze Superstacji, lub panienki czytające pogodę w TVN-ie. Bezczelność natomiast sprowadza się do tego, że oni wszyscy mają ten typ charakteru, który im każe stawiać diagnozy w sytuacji, kiedy sytuację i osoby, które mają komentować znają tylko z opowiadań, lub ze zdjęcia.
Dowiadujemy się na przykład, że gdzieś w Norwegii jakieś dziecko ukradło karabin swojemu ojcu i wymordowało pół swojej klasy. Na tę wiadomość zlatują się natychmiast jakieś cizie z tytułem magistra i opowiadają nam wszystko, co ich zdaniem powinniśmy wiedzieć na temat tego dziecka. Gdzieś spaliła się chałupa i ludzie stracili dach nad głową, a my w jednej chwili dostajemy bardzo pogłębioną opinię na temat tego, co się dzieje w duszy pięciu osób, których ta mądrala ani nie zna, ani nawet nie miała okazji z nimi zamienić jednego słowa. Natomiast ma bardzo silne przekonanie, wpojone jej przez 5 lat tych nędznych studiów, że trzeba być asertywnym, a w jej rozumieniu asertywność równa się bezczelność.
A zatem, ostatnie lata, jakie przyszło mi przeżywać w nowoczesnej Polsce, w dużym stopniu wiążą się z zadręczaniem się wszechobecnością tej panoszącej się wokół przedziwnej grupy. I oto nagle, jak grom z jasnego nieba, spadło na nas coś, co z jednej strony bardzo mocno uzupełniło naszą dotychczasową wiedzę na temat roli, jaką wszyscy ci „psy-” pełnią w nowej Polsce, a z drugiej, jak się wydaje, wskazało na bezpośrednie przyczyny obdarowania tej grupy aż taką atencją Systemu. Otóż, jak się okazuje, część z nich oczywiście dalej będzie tkwiła w tej swojej smutnej poczekalni, zajmując się ofiarami wypadków i szkolnych nieprzyjemności, natomiast swoją twarz pokazali też ci, którzy dotychczas pozostawali w cieniu, czekając na odpowiedni moment. To oni zajmą się realizacją zamówienia Systemu na ostateczny odstrzał tych, którzy okazali się zbyt silni, by można ich było pokonać przy pomocy środków konwencjonalnych. A zatem, psychiatria w służbie totalitarnego państwa. Znamy to świetnie. I to tu prawdopodobnie leży odpowiedź.
Wszystko, jak wiemy, zaczęło się od dnia, w którym pewien sędzia, poinformowany przez reżim o tym, że są kłopoty, uruchomił cały proces tropienia choroby psychicznej u Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście, nikt nie ma wątpliwości, że osoba Jarosława Kaczyńskiego była tu tylko pretekstem do tego, by ów nowy element, mianowicie zastosowanie psychiatrii do walki politycznej, stał się oficjalną częścią naszej współczesnej rzeczywistości. Każdy kto zachował jeszcze minimum świadomości, wie, że Jarosław Kaczyński jest tu całkowicie bezpieczny, natomiast – jeśli przyjrzymy się całej rozpętanej wokół tego zdarzenia kampanii propagandowej z chorobą psychiczną w tle – nie ulega wątpliwości, że tu leży przyszłość. Przynajmniej przyszłość poważnie przez reżim planowana.
Ledwo wczoraj doszła do nas informacja, że kiedy okazało się, że – prawdopodobnie nieco onieśmielony atmosferą wokół rzekomego szaleństwa Jarosława Kaczyńskiego – wspomniany sędzia został czasowo odstawiony na boczny tor, Radio Zet zorganizowało sondaż pod hasłem „Kto jest za tym, by Kaczyński trafił do psychuszki” i ogłosiło, że zdecydowana większość. Zatrzymajmy się na chwilę nad samym tym dziwnym zdarzeniem. Otóż wyobraźmy sobie, że Jarosław Kaczyński faktycznie, na skutek straty, która go spotkała 10 kwietnia 2010 roku – oszalał. Wyobraźmy sobie, że istotnie, na skutek tej straty – on postradał zmysły. Czy może być coś bardziej przygnębiającego? Coś bardziej rozpaczliwego? Pewnie tak, ale dziś mi to coś akurat do głowy nie przychodzi. Kim trzeba być, jaki trzeba mieć umysł, by urządzać z tej okazji tego typu turniej? Moim zdaniem takiego rodzaju podłość w przyrodzie nie istnieje. Ona nie istnieje nawet wśród ludzi pracujących dla Systemu. Natomiast jest bardzo prawdopodobne, że właściciele i redaktorzy Radia Zet świetnie wiedzą, że ta choroba to tylko czarna propaganda, a więc – z ich punktu widzenia – moralny standard. I dlatego, robią to co robią. A więc się bawią w politykę, tak jak ją widzą.
Prawdziwy problem zaczyna się w momencie pojawienia się psychologów, psychoanalityków i psychiatrów. I to nie jakiejś kupki ledwo wyrośniętych dzieciaków, ale tych starych psów Systemu – zepsutych i gotowych na wszystko. Otóż w jednym z programów telewizji – a jakże! – TVN24, pojawił się człowiek o nazwisku Santorski i przez bardzo długi – dużo za długi – czas, dał się prowadzić z kolei kobiecie o nazwisku Pochanke w takim oto kierunku, by analizować psychiczną kondycję Antoniego Macierewicza. Santorski jest bardzo znanym polskim psychologiem i nie ma wątpliwości, że tak jak my się znamy na nim, on zna się też na swojej robocie. Zna się na niej na tyle dobrze, by zgodzić się przyjść do telewizyjnego studia i wziąć udział w programie, którego jedynym celem jest zdiagnozowanie psychicznej choroby u człowieka, z którym on prawdopodobnie nigdy w życiu nie miał chwilowego choćby kontaktu. A więc przychodzi ów Santorski do telewizji TVN24, zapewne świetnie wiedząc, po co tam został zaproszony, i z wyżyn swojego zawodowego autorytetu ogłasza, że Antoni Macierewicz jest psychicznie niezdrowy. I to niezdrowy tak, że to może stanowić bardzo poważny problem dala Polski i Polaków. Tak było. Słyszałem tę diagnozę na własne uszy.
A my zadajemy już tylko jedno pytanie. Czy Santorski, podobnie jak redaktorzy Radia Zet, wie że bierze udział zaledwie w politycznej wojnie? Że to, w tych smutnych, nowoczesnych czasach, stanowi tylko taki, nikomu nie szkodzący, rytuał? Czy Santorski – mówiąc kolokwialnie – wie, że kłamie? Obawiam się, że nie. On tego nie wie. A nie wie tego z tej prostej przyczyny, że jest bardzo ważnym, przedstawicielem kasty tak zwanych ‘psy-’, dla których każdy – dosłownie każdy – jest podejrzany. A to z tej prostej przyczyny, że z punktu widzenia ich interesów, każdy kolejny zdrowy, to tysiąc mniej w kieszeni, i niedługo może dojść do tego, że oni w jednej chwili tracą rację bytu. A ponieważ on z tą swoją wiedzą, nie jest w stanie zrobić nic konkretnego – by nie powiedzieć ‘pożytecznego’ – bo trudno się spodziewać, żeby jego odkrycia poważnie traktował ktokolwiek o jakiejkolwiek umysłowej sprawności – a ambicje ów człowiek ma potężne – jedyne co mu pozostaje, to zatrudnić się na służbie reżimu. Tam dopiero będzie mógł pokazać wszystkie swoje możliwości. To tam właśnie on wskaże tych wszystkich, którzy są smutni, przybici, czy wreszcie autentycznie chorzy. Ja to po prostu wiem, że Santorski, i jego koledzy po profesji, są szczerze przekonani, że tak naprawdę, to co oni robią, czemu poświęcili całe swoje życie i talenty, potrzebne może się okazać wyłącznie totalitarnej władzy. Władzy która, w sposób zupełnie dla siebie naturalny, chce zniszczyć wszystkich tych, których nie lubi, a jednocześnie wie, że najprostszą drogą do ostatecznego sukcesu, jest uznanie wszystkich myślących inaczej, za obłąkanych. A więc przychodzi ów Santorski na miejsce, na które go przygwizdano, i mówi to co wie, i to co – tak się składa – akurat świetnie pasuje Systemowi.
Oto Jacek Santorski – człowiek symbol. Symbol czasów, które dotychczas były opisywane wyłącznie w podręcznikach do historii dwudziestowiecznych totalitaryzmów, a dziś wracają do nas – zgodnie z tym co prorokował sam Karol Marks – w formie farsy. A farsy z tej prostej przyczyny, że z tego nic nie będzie. Gdyby bowiem Jacek Santorski żył w czasach autentycznego terroru, to jego wiedza i jego charakter – czy, jak mówią niektórzy, człowieczeństwo – kazałyby mu do tej diagnozy dodać zalecenie ostatecznego rozwiązania, lub przynajmniej skutecznych tortur, w postaci przytapiania, rażenia prądem, czy co oni tam mają w tych swoich podręcznikach. To jest bowiem Jacek Santorski – człowiek, który potraktował swój życiowy wybór na tyle poważnie, że ten w sposób całkowicie naturalny, przeniósł go w miejsce zarezerwowane dotychczas przez postaci takie jak Stalin, czy Hitler. Ale jak mówię – z tego nic nie będzie. Bo Santorski jest w tym całym szaleństwie zaledwie pionkiem. On, jak już to zostało powiedziane, jest tylko symbolem. Jeszcze parę miesięcy i, jeśli tylko znajdzie się ktoś o tak dobrej i wnikliwej pamięci, jak my – to on akurat trafi na ulicę. Jak zwykły śmieć. I tak będzie dobrze. Bardzo dobrze.

29 komentarzy:

  1. @Toyah

    Ty mi tu z tą generalizacją wszystkich psy- uważaj. Obrażasz mnie jako ojca, bo syn mój jest twórcą muzyki psy-trance, więc również podpada pod paragraf.

    Z innej beczki dodam: do, jak to zręcznie nazwałeś, kasty psy- należy jeszcze dodać psychopatów. Mamy wówczas pełen obraz.

    Ale żart na bok.

    Czytając właśnie "Neurophilosophy" Patricii Churchland (wybitna w swojej dziedzinie), zwróciłem uwagę, że sporo ona poświęca tzw. folk-psychology. To jest właśnie to co reprezentują nadobne panienki-magisterki w TV i nasz wybitny Jacek Santorski.

    Narobiło to i robi nadal, co widać u nas, ogromne szkody i spustoszenia i z nauką ma niewiele wspólnego.
    Ale Systemowi przyda się jak najbardziej.

    Wstrząsającym obrazem nadużywania tych fatalnych trendów w psychiatrii był "Lot nad kukułczym gniazdem".
    Jak by oni chcieli na miejscu Jacka Nicolsona zobaczyć Jarosława Kaczyńskiego.
    Szczególnie po lobotomii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Problem jest znacznie szerszy niż się z pozoru wydaje. W ramach współczesnym nam "wiekach upadku" i dewaluacji wszystkiego, przyzwyczailiśmy się do tego, że ten "magisterialny bełkot" to nauka.
    Tym czasem to dość dyskusyjna kwestia. Polecam ten artykuł napisany przez psychiatrę:
    http://www.nerwica.com/post210102.html
    naprawdę warto. Można się między innymi z niego dowiedzieć, że nowe jednostki chorobowe ustalane są przez ... głosowanie. System chce, wszystko zmierzyć i policzyć. Nawet to co niemierzalne i niepoliczalne. To co opisujesz to wyłącznie odbite światło. Jednak jak zwykle gratuluję obserwatorskiego zmysłu.

    Oddzielna kwestia polega na tym, że za chwilę być może obaj zostaniemy przez "magistrów" uznani na obłąkanych i zamknięci w jednej psychuszce. W taki towarzystwie - proszę nie mam nic przeciwko. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Andrzej
    Jak idzie o mnie, też nie mam zastrzeżeń.

    OdpowiedzUsuń
  4. @jazgdyni
    Psy trance? Fajna nazwa. Chętnie bym posłuchał.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah

    Proszę bardzo.
    Wejdź sobie na
    http://www.nocomment-records.com/index.php?strona=artists
    i tam znajdziesz Jakuba i muzykę.

    Tylko proszę, nie oskarżaj mnie potem o nic.

    OdpowiedzUsuń
  6. @jazgdyni
    Ani mi w głowie Cię o cokolwiek oskarżać. Masz bardzo utalentowane dziecko. Tyle że on chyba jednak tego nie wymyślił. Ja takiej muzyki słuchałem 30 lat temu. Tyle że może bardziej nieregularnej. Cabaret Voltaire. On musi to znać.
    Ale jestem za. Jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  7. @toyah
    W normalnym kraju po takiej wypowiedzi Santorski zostałby przez władze towarzystwa psychologicznego co najmniej ukarany - to w normalnym kraju ale przecież my żyjemy w dzikim kraju.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah

    Oczywiście, że znamy.
    Również przeze mnie poznał pierwsze moogi i inne klocki.

    Ps. ale z tego kasy nie ma. A on, psiakość, nie chce się skomercjalizować.

    OdpowiedzUsuń
  9. @jazgdyni
    Jak idzie o kasę, to z komercji tez nie ma. Kasa jest wyłącznie dla wybranych. A jak - Bóg Jeden razy wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Takich śmieci duchowych jak Santorski jest bez liku, pamiętacie sprawę Samsona? Przy okazji nie mogę nie myśleć o diable. Diabeł w zasadzie nic nie wygenerował sam, jest takim krzywym zwierciadłem Pana Boga. Moim zdaniem problem leży w tym , że nie mamy elit (albo jak je mamy to ich nie słychać - co na jedno wychodzi)Santorski wydaje książki, ktoś to przecież czyta.Psychologia w biznesie to już normalna religia, i to obowiązkowa! Popatrzcie na dzisiejszych studentów psychologii czy psychiatrii - to jest w dużej mierze czytelnicza klientela Santorskiego. Kępiński z drżącą z oburzenia wargą kiedy mu student oświadczył , że jakiś pacjent mu (studentowi)się już "znudził" byłby dzisiaj uznany za wariata. Nie ma elit które jednoznacznie wyznaczały by jakieś minimum moralne. Jeżeli mamy np młodego dominikanina , po studiach doktoranckich z z teologii dogmatyczno-fundamentalnej na UAM w Poznaniu,który jest wykładowcą Studium Chrześcijańskiego Wschodu przy klasztorze na Służewie i jest dyrektorem oficyny wydawniczej "W drodze" - który płodzi coś takiego : http://dominikanie.pl/blogi/maciej_biskup_op/wpis,1112,kto_zlustrowal_apostolow.html - to o czym my mówimy? Toż to jest świat wróżek, kabał, szamanek,itp.. w którym Santorski, Eichelberger, i kto tam jeszcze, to bardzo mądrzy i fajni ludzie. Spieprzyliśmy ostatnie 20 lat, czego dowodem były zeszłoroczne wybory. Czas chyba zejść do podziemia (jako przeciwnieństwa mainstreamu), zacząć organizować elity i docierać z nimi pod strzechy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz co Toyahu? Znowu w życiu zostałem "pojechany" :( Zaangażowałem się w nE... i kupa...:( Kolejny raz zostałem oszukany :( Troszeczkę jestem załamany.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Dedykuję Ci:
    http://www.youtube.com/watch?v=NyyOgVZ4S6Y

    OdpowiedzUsuń
  13. @xe

    Toż ja to mówię od lat. Daliśmy się wmanewrować. Daliśmy się oszukać.
    System rozegrał nas jak dzieci. Właśnie 20 lat temu. Zawierzyliśmy nieopatrznie różnym Kuroniom, Michnikom i Wałęsom. A oni nas przehandlowali.
    Nie było zdecydowanego zerwania ciągłości. Pozwolono nadal się panoszyć ubekom i macherom. A na dodatek rozdano zasłużonym majątek teoretycznie należący do nas wszystkich. Przez 20 lat nie ma winnych! Nikogo nie ukarano!
    Degrengolada trwa.
    Płaci się już wiernym sługusom, choćby tym najniższym, jak Wojewódzkiemu i Maternie, czy Majewskiemu.
    Co da zejście do podziemia? Jakie ataki stamtąd można wyprowadzać?
    Ale walczyć trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  14. @xe
    Niestety to jest dramatyczny fakt. Elit nie ma. Najgorsze w tym jest to, że to już nawet nie chodzi o politykę. Ich nie ma po żadnej stronie tego konfliktu. Ich nie ma ma żadnym poziomie życia publicznego. Politycy, naukowcy, księża, artyści, profesorowie - wszystko kompletna nędza. I jeszcze na dodatek okazuje się, że co czwarty uczeń oblał maturę.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Bendix
    No tak. Z tym Ekranem, to faktycznie głupia sprawa. Ja od początku byłem ostrożny, ale i tak się nie spodziewałem, co to za projekt.

    OdpowiedzUsuń
  16. @toyah

    Płakać mi się chce :(
    Głupi i naiwny jestem :(

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah

    Poturbowany jestem. Nie wiem czy szybko się pozbieram :(

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Toyah

    Pociesz mnie proszę :( Bo chyba na główkę wyskoczę z 5 piętra :(((((

    ps. mam zdecydowanie zły humor :(((

    OdpowiedzUsuń
  19. @jazgdyni
    Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, bo przede wszystkim część się dała oszukać Kuroniom i Michnikom, a część Wałęsom. I to nie byli ci sami. Była też część, która uwierzyła na przykład Kaczyńskiemu i Macierewiczowi i Olszewskiemu i Rydzykowi i wielu, wielu innym, i oni akurat oszukać się nie dali, bo akurat nikt ich nie oszukiwał.
    Była też cała wielka grupa ludzi, która nie uwierzyła nikomu. Więc siłą rzeczy też oszukać się nikomu nie dała.
    A więc,jak mówię, nie ma co próbować problem załatwić przy pomocy jednego czy dwóch zdań.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Bendix
    Czyżby na tym Ekranie stało się coś, o czym nie wiem?

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah

    http://nathanel.nowyekran.pl/post/19468,blogosfera-na-listach-wyborczych

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah

    Ależ całkowicie masz rację. Tak było. Ale...

    Ale ci co oszukiwali, nieważnie jacy, stworzyli grupę, głównie ludzi o nieczystych sumieniach i to właśnie oni rządzą i robią co chcą.
    To są banały, lecz niestety, właśnie ci co nie dali się oszukać są przegrani i cierpią.

    No i oczywiście, to temat na dłuższą debatę - nie na dwa zdania.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Bendix
    No tak. To był prawdopodobnie plan oryginalny. Trzeba to będzie jakoś przełknąć.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestes moim mentorem Krzysztofie.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Bendix
    Jakoś to przeżyję. Jak wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Bendix
    a czy mógłbyś objaśnić co z tym nE?
    We wspomnianym linku niczego się nie dopatrzyłem - a i w samym nE niczego złego nie widzę. Kiedy startował trochę raziła mnie forma, 2 mln "unikalnych odsłon", akcje, itp.. jednym słowem kolos. Wolę mniejsze, skromniejsze inicjatywy jak niepoprawni, Solidarni2010,itp. Później ŁŁ napisał , że chce robić partię i zaczęła się chryja. Ja akurat znam parę osób zmasakrowanych przez media, które już na PiS nie zagłosują (prędzewj już na PJN - ale z drugiej strony głosować na pjn? toż to upadek moralny)- więc nie zagłosują prawdopodobnie nigdzie. I oto Łazarz wycxhodzi z pomysłem dla nich. Tak to widzę. Później doszedł artykuł Ściosa który praktycznie ten pomysł położył. Ale w tym artykule nie było żadnych twardych dowodów na wsi. W rezultacie , wg mnie po prostu uwalono nieparyjną inicjatywę.

    OdpowiedzUsuń
  27. @xe
    Sytuacja jest taka, że coś takiego jak "niepartyjna inicjatywa", jeśli w ogóle istnieje, to istnieje tylko przez ułamek chwili. Są bowiem tacy, którzy się natychmiast wszelkimi "niepartyjnymi inicjatywami" odpowiednio zaopiekują. Bo na tym polega ich zajęcie.

    OdpowiedzUsuń
  28. @xe
    "..... nie było twardych dowodów na wsi."
    Jeżeli to nie jest naiwność to jak to nazwać?

    Opara za komuny jest studentem Wojskowej Akademii Medycznej czyli żołnierzem, ale wyjeżdza na praktyki studenckie do Szwecji. Następnie kończy studia i , po uzyskaniu specjalizacji, zwalnia się z wojska, ot tak (pewnie napisał, że jest pacyfistą i armia to łyknęła i w nagrodę dała mu paszport do KK, he, he, he) i wyjeżdża do Australii. Może chcesz powiedzieć, że to było normalne i znasz niejeden taki przypadek, co? Naprawdę poczytaj człowieku co to były za czasy, bo dajesz o sobie nieciekawe świadectwo......

    OdpowiedzUsuń
  29. @toyah
    Ależ oczywiście mam świadomość, że "niepartyjne inicjatywy" zostają natychmiast zagospodarowane. Pytanie tylko: co dalej, czy istnieją jakiekolwiek mechanizmy "zabezpieczające" pierwotne interesy. Podobał mi się sam pomysł i próba ruszenia się, zrobienia czegoś. Bardzo podoba mi się inicjatywa Stankiewiczowej z namiotem, puszczania baloników, paradowania z gazetami, czy cokolwiek jeszcze co pozwala nam się pokazać że jest nas więcej i nie "wstydzimy się". Generalnie chodzi mi o to żeby wszelki opór wobec ryżego reżymu nie był automatycznie przypisywany ruchowi partyjnemu (w tym przypadku PiS). Nie mam absolutnie nic do pisu ale jeżeli przyjmniemy punkt PO że wszelkie protesty społeczne to jest "partyjniactwo" czyli walka PO-PiS no to mamy część ludzi zniechęconą do czegokolwiek.
    @JJSZ
    "bo dajesz o sobie nieciekawe świadectwo......" - czyli co: głupi jestem czy agent? .Nie mam zamiaru z tobą przerzucać się domysłami "kto jest a kto nie jest" bo np dla mnie to ty jesteś agentem, który chce sobie wyrobić tutaj "legendę". I udowodnij mi że nie jesteś niczyim agentem. Widzisz jak łatwo? Jeżeli zatem agent Opara z agentem Łazarzem podejmują jakieś działania to zastanówmy się co my z tego możemy mieć? Jakie są gwarancje? Jeżeli jedyną gwarancją jest to "że oni są ok i będzie dobrze" - to można sobie darować. I tak samo w drugą stronę. Co innego rzeczowa dyskusja, z jasno wyrażonymi koncepcjami. Powtarzam sam pomysł mi się podobał, ryzyko wejścia agentów (a gdzie ich nie ma?) upatrywałbym raczej w momencie tworzenia owych list. Ale tu został na początku sflekowany sam pomysł i to właśnie argumentami w postaci "a on jest agentem!".

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.