wtorek, 12 lipca 2011

I widział, że wszystko co uczynił...

Racjonalizm, jaki mnie chyba od zawsze wiąże w moim podejściu do życia, do ludzi i do świata, jest z reguły tak bezdyskusyjny, że czasem aż się tym martwię. Oczywiście najbardziej w sytuacjach, kiedy na przykład jest czas wakacji, człowiek ma poczucie, że będzie żył wiecznie i z tej radości mógłby się na przykład upić… ale się boi, że straci czujność, a to już jest prawie tak, jakby umarł. Albo gdy życie nagle robi się tak cudownie chaotyczne i naprawdę nie byłoby źle się w tym chaosie zanurzyć, a tu nie ma na to sposobu, bo wszystko musi być poukładane, i to w dodatku poukładane tak, by prawda była prawdą, kłamstwo kłamstwem, a szaleństwo szaleństwem. Bardzo ciężko jest żyć tą obsesją.
Weźmy wczorajszy – ale przecież nie tylko wczorajszy – występ Stefana Niesiołowskiego w telewizji TVN24. Gdybym był człowiekiem o duszy i sercu dziecka, prawdopodobnie patrzyłbym na marszałka Niesiołowskiego i słuchał jego słów z zachwytem, lub przynajmniej z rozbawieniem, i czuł ten dreszcz emocji, jaki się pojawia u ludzi wrażliwych, kiedy nagle przed ich oczami zaczyna się rozciągać widok zupełnie nieznany i tak bardzo egzotyczny. Na przykład, nie widzę zupełnie takiej możliwości, żeby moja najmłodsza córka słuchała tego człowieka, patrzyła na jego oczy, i jej serce rozrywało pragnienie, by ktoś przyszedł i pomógł jej rozwiązać tę zagadkę. Ona nie ma potrzeby, by wstawać na dźwięk budzika, by schować do zmywarki naczynia po obiedzie, by powycierać brudny stół, a więc tym bardziej nie ma też potrzeby, by zadręczać się pytaniem, co się dzieje w umyśle kogoś, kto przypomina plazmę.. Tymczasem ja, z całą tą swoją nieszczęsną potrzebą porządku, w którym każde pytanie ma swoją odpowiedź, siedzę jak osłupiały i się zadręczam. A już najgorzej, gdy chcę na ten temat coś powiedziec, a tu nie ma jak.
Są, na szczęście – choć wcale nie jestem pewien, czy rzeczywiście to jest taka szczęśliwa okoliczność – dwie sytuacje, kiedy mój racjonalizm diabli biorą. Dosłownie diabli, zwłaszcza w sytuacji pierwszej. Pisałem już o tym przy okazji rozważań na temat ateizmu. Dziś tylko przypomnę. Otóż nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że nasza religijność i w ogóle wiara w Boga są wynikiem nie tego, co niektórzy nazywają złudzeniem, marzeniem, czy zwykłym prymitywnym lękiem, lecz najbardziej ewidentnym zwycięstwem rozumu. Jeśli wierzymy w Boga, to nie dlatego, że słyszymy grzmot, widzimy błyskawice i nasze serce woła o ratunek, ale odwrotnie – nasze serce woła o ratunek, kiedy nagle uznajemy, że Boga nie ma. Kiedy nagle z jakiegoś powodu nasze serce i duszę ogarnia zwątpienie i zaczynamy drżeć. To właśnie ateizm jest wynikiem najbardziej prymitywnych lęków i zabobonów. To ateizm się budzi, gdy zasypia rozum. I tu, przyznaję, niekiedy – wbrew wszelkim racjonalnym argumentom, wbrew żywym dowodom, wbrew rozumowi – ogarnia mnie zwątpienie i lęk. Że co będzie, jeśli się okaże, że to co widzę, to tylko złudzenie? Że nie ma nic, jak tylko chaos i przypadek. Że to zmarły niedawno Maciej Zembaty miał rację, spędzając – jak nam donoszą i świadkowie, i on sam przecież na swoim blogu – swoje ostatnie dni na idealnie fizycznym upojeniu seksem, narkotykami i w efekcie obłędem, a nie my – ludzie odpowiedzialni, wierni, czujni i zawsze gotowi.
Druga sytuacja, kiedy mój racjonalizm przestaje funkcjonować to mój patriotyzm, moja miłość do Polski. Ktoś powie, że o ile rzeczywiście, w poprzednim przypadku uwaga, że mój rozum„diabli biorą” jest całkowicie na miejscu, to tu akurat nie bardzo. Bo wszyscy przecież wiemy, że Polska to nasze szczęście, nasza radość i nasza duma. Że kiedy Rymkiewicz mówi, że polskość „przetrwała, bo jest wieczna. Polskość to jest szczęście Polaków. Polacy mają w swoich domach to, co jest najpiękniejsze na świecie, i dlatego są szczęśliwi”, to ma całkowitą rację. Tyle że nie oszukujmy się. Za tymi słowami nie może stać przecież rozum. One tak naprawdę rozum kwestionują. One niosą w sobie wyłącznie wiarę i nadzieję. No i własnie miłość. A więc upojenie właśnie.
Wspomniałem Macieja Zembatego nie dlatego, że był on w moim odczuciu człowiekiem wybitnym, a jego życie może dla nas stanowić jakąś inspirację. Wspomniałem o nim, bo był znany, niedawno zmarł, no i zostawił po sobie parę interesujących nas wspomnień. No i też trochę dlatego, że niedawno w „Przekroju” ukazało się na jego temat wspomnienie zaprzyjaźnionego z nim Marka Raczkowskiego, które trochę koresponduje z tym, co ja tu dziś piszę, a w którym czytam:
Potrafił zadzwonić i zakomunikować, że jest u niego jakiś nieuprzejmy kierowca z agencji towarzyskiej. Pojawił się problem, bo pochopnie przedłużył czas pobytu dziewczyny (wyjątkowo dobrze mu się wtedy śpiewało). Zabrakło mu pieniędzy, więc wysyła do mnie tego kierowcę po brakujące 300 zł. […] Opowiadał, że jego ostatnią wolą jest, by po śmierci go spalić i wciągać przez nos, bo składa się głównie z kokainy”.
A ja, choć wiem już wprawdzie, że Maciej Zembaty z całą pewnością był ateistą, to nie mam pewności, czy był patriotą? Czy kochał Polskę? A czy jeśli ją kochał, to na tej samej zasadzie co ja, czy Rymkiewicz, a więc przez kompletnie nieprzytomny odruch serca, czy może on coś wiedział na ten temat takiego, czego nikt nie jest w stanie zakwestionować w sposób rozumny. A jeśli jej nie kochał, to czy dlatego, że w ogóle najczęściej był kompletnie nieprzytomny i nie miał nawet jak o Polsce myśleć, czy może też coś o niej wiedział takiego, czego nie wiemy my? Czego nie wiem ja. Jest jeszcze coś, o czym już Raczkowski nie wspomina, ale o czym pisze sam Zembaty w swoim wpisie na blogu. Otóż zachodzi on – stary, półprzytomny, niemal ślepy – na jakiś ‘event’ organizowany w Muzeum Powstania Warszawskiego i czuje się źle, bo to miejsce budzi w nim wyłącznie obrzydzenie i wściekłość. W pewnym momencie tym swoim jednym, ledwo czynnym okiem, widzi, jak dyrektor Muzeum demonstruje jakiemuś zwiedzającemu Piat, czyli przeciwczołgowy granatnik z czasów Powstania. I myśli sobie tak:
Do dzisiaj w razie potrzeby mogę wyjąć żółte papiery i zrobić właściwie wszystko, z mokrą robotą na zlecenie włącznie. To bardzo krzepiąca wiadomość, bo jest na tym świecie parę osób, które zamordowałbym z przyjemnością, gdyby tylko pozwolił mi na to mój kodeks, kurwa, etyczny wykluczający stosowanie przemocy”.
I dalej:
Nie ukrywam, że przez chwilę pomyślałem i to zupełnie serio, by korzystając z okazji, wynieść z muzeum Piata, a także kilka błyskawic w celu wszczęcia kolejnego Powstania Warszawskiego dla uczczenia jego jakże okrągłej rocznicy. Że jednak konserwator nie chciała mi w tym pomóc, musiałem z żalem zrezygnować, choć wiedziałem dokąd udałbym się z Piatem i w co odpaliłbym rakietę. Pisząc tego bloga, żywię nie skłamaną nadzieję, że jego - co bardziej krewcy czytelnicy, wcielą mój pomysł w życie”.
Nie mam pojęcia, kogo by Zembaty zamordował, gdyby nie był pacyfistą i nie wiem też, gdzie by poszedł z tym Piatem, gdyby mógł. Czy on by pojechał z nim do Milanówka, czy może pod siedzibę redakcji TVN24? I, co może dla nas dziś tu najważniejsze, czy za tym jego czynem stałby odruch serca, czy rozumu. Mogę się oczywiście tego wszystkiego domyślać - on to pisał jeszcze przed Smoleńskiem - ale nie wiem.
Patrzę na to, co dziś tu piszę, i myślę sobie, że strasznie dziwny jest ten mój dzisiejszy wpis. W pewnym sensie złożony z samych dygresji, przez co bardzo niebezpiecznie zbliżający się do tego, co robił na swoim blogu sam właśnie Maciej Zembaty. I jedyne, co mnie przy nim – nie przy Zembatym, ale przy tym tekście – jeszcze trzyma, to przekonanie, że ci, którzy czytają te słowa są już na tyle przyzwyczajeni do tych wszystkich moich kaprysów i zakrętów, że jakoś sobie ostatecznie z nim poradzą, a kto wie, czy nie znajdą i tu swojej odpowiedniej porcji satysfakcji. A plan miałem bardzo konkretny. Chciałem pisać o Polsce i o mojej do Polski miłości. Całkowicie irracjonalnej i niczym nie usprawiedliwionej. Przyszedł mi bowiem ten temat do głowy wczoraj, tuż po wspomnianym już występie Stefana Niesiołowskiego w „Kropce nad i”, kiedy Tomasz Sekielski, aby podeprzeć główną tezę swojej audycji, że oto Polska to kraj nędzy i obciachu, wypowiedział następujące słowa:
Gwiazdy sportu to znakomity towar marketingowy i eksportowy, pod warunkiem, że się je ma. Niestety, poza nielicznymi wyjątkami, nie ma w Polsce wybitnych sportowców, którymi zachwycałby się cały świat”.Przyznam że zdębiałem. Ja oczywiście świetnie wiem, co w Polsce jest nędzne, a co obciachowe. Wiem też, że są rzeczy, które Polska jest nam wszystkim winna i za które prędzej czy później będzie musiała odpowiedzieć. Co więcej, czuję gdzieś podskórnie, że moja miłość do Polski jest bzdurą i złudzeniem. Mimo to jednak, kiedy słucham Sekielskiego, jak mówi coś na temat owych „nielicznych wyjątków”, to zaczynam się poważnie niepokoić. I to nie o Sekielskiego, ale o siebie. Bo co to znaczy, że w Polsce, poza nielicznymi wyjątkami, nie ma wybitnych sportowców? Co to znaczy, że świat się zachwyca Belgią i Grecją, natomiast już nie Polską? Ja mógłbym już w tej chwili przestać pisać swoje kolejne linijki, a zamiast tego zacząć już do końca tej strony wymieniać tylko nazwiska, zaczynając od Justyny Kowalczyk, a kończąc na bokserze Adamku, w międzyczasie zahaczając o tego chłopca, który wczoraj, czy przedwczoraj stał się bohaterem światowego snookera. Nie będę tego jednak robił, bo każdy sobie świetnie poradzi beze mnie. Ale mógłbym też zacząć sprawdzać w ‘googlach’, jakich to „licznych” sportowych mistrzów mają inne kraje na świecie, które w głowie Tomasza Sekielskiego jawią się jako kraje mniej od Polski nędzne i mniej obciachowe. Ale też tego robić nie będę, bo wiem, że rezultat tych poszukiwań będzie dramatycznie mizerny.
Natomiast chętnie się zastanowię, dlaczego Tomasz Sekielski powiedział to co powiedział? Czy on informując nas o tym, że Polska nie ma wybitnych sportowców, wiedział że kłamie, czy on mówił całkowicie szczerze? A jeśli wiedział że kłamie, albo jeśli mówił szczerze, to co takiego stało z tą jego przytomnością, czy może bezprzytomnością? Dlaczego on to zrobił? Otóż jestem przekonany, że – bez względu na to, czy wygłaszając tę horrendalną bzdurę, Sekielski wiedział co robi, czy nie – faktem jest to, że on Polski nienawidzi. On nienawidzi Polski w taki sposób, jak nienawidzą Polski ci wszyscy ludzie, którzy nie mogą znieść tego, że ta Polska wciąż nie jest do końca taka, jak oni by ją sobie wyobrażali. Że ona wciąż jest taka przepołowiona, taka nie do końca zepsuta, taka dumna, taka święta i taka wierna. I taka, jak to mówi Rymkiewicz, szczęśliwa. Myślę, że w pewnym sensie Tomasz Sekielski nienawidzi Polski tak samo, jak Stefan Niesiołowski nienawidzi polskiego Kościoła, polskich księży, polskich biskupów i wiernych temu wszystkiemu Polaków. I nagle, mając w głowie i tego Adamka i tę Kowalczyk, i tych siatkarzy, i tego Gortata, i tę Radwańską – jedną i drugą – i tego Kubota, i nawet tego nieszczęsnego Blanika, a wszystkich tak strasznie ambitnych, zdolnych i wybitnych – wbrew wszystkiemu i naprzeciw wszystkim – myślę sobie, że chyba jednak irracjonalny nie jest patriotyzm, lecz jego brak. Tomasz Sekielski, nagle, tym jednym swoim wybrykiem – jak mówię, niezależnie od tego, czy kłamał, czy był szczery – udowodnił, że ten rodzaj ślepoty musi wynikać z kompletnego opętania. Z tego samego opętania, z jakiego prawdopodobnie wynikało to, jaki kształt przybrały ostatnie lata życia Macieja Zembatego, tego samego opętania, jakie stoi za obecnym postępowaniem Stefana Niesiołowskiego i – zapewne – z tego samego opętania, jakiemu ja ulegam, kiedy nagle zaczynam się bać, że nie ma nic, jak tylko chaos.
A więc, nagle mi przyszło do głowy, że jednak racjonalne jest wszystko. Racjonalny jest cały ten świat, który dostaliśmy od Boga, racjonalna jest nasza wiara, racjonalne jest nasze życie i racjonalne jest wszystko dobro, które je wypełnia. A więc, zapewne, też i myśl Jarosława Marka Rymkiewicza na temat Polski, Polaków i tego naszego szczęścia jest jak najbardziej rozumna i usprawiedliwiona. I jeśli ktoś tego nie rozumie, to wyłącznie dlatego, ze coś mu się pomyliło, albo może się zagapił, czy nagle ogarnął go zwykły ludzki lęk przed nieznanym i na chwilę stracił rozum. I pomyśleć tylko, że po to, bym doszedł do tego przekonania, musiałem na chwilę zainteresować się sportem, który na co dzień mnie obchodzi tyle co pogoda w Warszawie.

Wszystkich tych, którzy, mimo wszystko, wciąż tu jednak znajdują tę swoją codzienną "porcję satysfakcji", bardzo proszę o wsparcie. Ono jest nam dziś potrzebne może bardziej niż kiedykolwiek.

19 komentarzy:

  1. @Toyah

    Mimo, że w pierwszej chwili wygląda to na wewnętrzne rozterki, napisałeś bardzo mądry i bardzo tomistyczny tekst.
    Uświadomienie sobie tylko i wyłącznie innego położenia akcentów, a za tym przekonań i ten cały muchołap nagle staje się wyłącznie wybrykiem.

    Bo tam gdzie nie ma miłości, szczęścia i radości, jak również piękna, bo przecież w swoim obłędzie ten obserwator ciem jest obrzydliwy, tam jest tylko i wyłącznie zło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Symbolem tego co napisałeś jest fakt, że premierem kraju zostaje człowiek, który uważa, że „Polskość to nienormalność”. Elity III RP są najbardziej zakompleksione i nieświadome zupełnie swojego położenia. Wypowiadanie nieprawdopodobnych głupstw i tworzenie mitów, stereotypów o nas ich charakteryzuje w sposób naturalny. Myślę, że dla Sekielskiego i mu podobnych, to jest sprawa oczywista, oni tacy już są. Na takiej samej zasadzie co o sportowcach, szerzy się jeden z największych idiotyzmów, że Polska historia, jest tak zagmatwana, a przez to niezrozumiała/nieprzekazywalna i nieinteresująca dla zewnętrznego odbiorcy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tą sekielszczyzną jest rzeczywiście dramat. Dramat prymitywizmu, do którego uczuć nie potrzeba.

    Gdy ktoś taki sprawdza swój stosunek do Polskości, to według tego jak tę Polskość inni widzą z zewnątrz.
    On nie chce być szczęśliwy tutaj. On chce być podziwiany stamtąd.

    No to niech wypier... Szengen rulez!

    Takie podejście przypomina męża, który ma pretensje do żony, że się nie podoba (ta żona) sąsiadowi. Tak to męża męczy, że nawet podłączyłby sąsiada do tej żony.

    To może żona w ramach rozumu przypomni sobie, gdzie położyła wałek do ciasta?

    OdpowiedzUsuń
  4. @jazgdyni
    Mam nadzieję, że to "tomistyczny" to komplement.

    OdpowiedzUsuń
  5. @JSW
    Kompleksy. Wszystko to kompleksy. To chyba znów Rymkiewicz nazwał to mentalnością niewolnika.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah

    w sprawie tego "rozumu" aż polazłem do półek z książkami i odszukałem nieocenionego J.Bocheńskiego i jego "Sto zabobonów - krótki filozoficzny słownik zabobonów" (Philed 1992). Nikt by tego bowiem nie ujął lepiej:

    Rozum według niego ma co najmniej trzy różne znaczenia:

    1) tyle co rozsądek - przeciwieństwo bezrozumu, głupstwa.
    Moim zdaniem, w tym znaczeniu, rozum absolutnie nie uchybia wierze, bo rozsądne, ergo rozumne jest dążenie do zbawienia.
    Tak samo nie uchybia Polskości, miłości, itp. dążeniom rozumnym.

    2) tyle co umiejętność wnioskowania, wyciągania wniosków, czyli przeciwieństwo intuicji.
    Moim zdaniem, ta umiejętność zanika, a w modzie jest właśnie jakiś prymitywny "intuicyzm" wypierający ten rodzaj rozumu.

    3) wreszcie jest "oświeceniowe" (fuj!) rozumienie rozumu związane z pojęciem "racjonalizmu". Że, mianowicie, rozum da odpowiedź na wszystkie pytania. To zaś jest oczywistym zabobonem.

    Tyle tylko, że skutkiem zaniku umiejętności wnioskowania na rzecz telewizornego intuicyzmu (por. pkt 2), coraz mniej nam grozi, że rozum odpowie na jakiekolwiek pytania.
    I w ten oto uroczy sposób, na naszych oczach, oświecenie zżarło swój ogon. Jeszcze tylko kopytka i różki.

    Nie jest źle!

    OdpowiedzUsuń
  7. @ tobiasz
    Bardzo mi miło, bo - powiem zupełnie szczerze - to jest jeden z tych, o który się bałem najbardziej. Pisałem go całe przedpołudnie. Chyba najdłużej w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan
    I po to, ostatecznie, chyba są te wałki. Albo kije bejsbolowe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Te kompleksy, mentalność niewolnika oni okazują na każdym kroku. Z takich ciekawostek, to nie wiem czy zwróciliście uwagę, kiedy z dumą ogłaszali jakie to „wielkie” osobistości będą w komitecie poparcia Komorowskiego to przy Wałęsie stała adnotacja: „laureat pokojowej Nagrody Nobla, były Prezydent RP”. Nie żartuję dokładnie w tej kolejności! Nie wiem może się nie znam jak takie rubryki, zgodnie z kanonami należy wypełniać, ale mi intuicyjnie w głowie się nie mieści, by jakąś prestiżową nagrodę stawiać, przed najwyższym urzędem państwa, i nota bene ciało polityczne postanowił tak rozłożyć tu akcenty.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah
    No pewnie!
    A oto najwyższy dowód - sam jestem tomistą.
    O resztę proszę naszego Księdza.

    OdpowiedzUsuń
  11. @orjan

    Z tym rozumem to nie jest tak dokładnie, jak ty to cytujesz i, podejrzewam, rozumiesz nieco inaczej.

    Na początek, i powiem tylko, że jadę tutaj expresem, rozróżnienie rozumu od inteligencji jest ważne. To drugie to wartość potencjalna. A rozum, to wykształcony zestaw poglądów i doświadczeń pozwalający na szybkie podjęcie optymalnej decyzji.
    Definicję ta stworzyłem tutaj w tej chwili i zapewne dołączę ją do setki definicji, które używam w moich pracach nad badaniem umysłu (kognitywistyka).

    OdpowiedzUsuń
  12. @jazgdyni

    Skoro ja cytuję, to za pogląd odpowiada autor cytowany.

    Ja te poglądy tylko po swojemu apdejtowałem, bo od czasów objętych rozważaniem Bocheńskiego postęp nieco postąpił. Wszystko pozostaje jak było za jego czasów, a tylko nastąpiły dalsze skutki.

    PS ja bym do rozumu inteligencji nie mieszał. Widziano niejednego inteligentnego głupka.

    W końcu inteligencja, to raptem sprawność korzystania z tego, co się wie, a nie z tego, co w ogóle wiedzieć można.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah

    Dziękuję. Znów przywracasz wiarę w proste prawdy. Zdarzyło mi się obejrzeć - trochę przypadkiem - polski film "Komornik". Jedna scena jest tam wstrząsająca: kiedy kobieta przychodzi do urzędasa i chcąc zaświadczyć, że mówi prawdę, wypowiada słowa "ale tu chodzi o uczciwość" i w zamian to bezgraniczne osłupienie, ten genialnie znaleziony ton przez aktora (cholera, nie wiem jak się nazywa), który pyta "przepraszam, o co?". Bo ona mówi innym językiem, używa słów, które nijak nie chcą przystawać do nowego świata. Jak taki Sekielski ma je rozumieć?

    OdpowiedzUsuń
  14. @orjan
    Bo całe to Oświecenie to jeden zabobon. Sama nazwa jest już zabobonem. Stąd właśnie ludzie niewierzący w Boga, wierzą w kosmitów i w horoskopy.

    OdpowiedzUsuń
  15. @JSW
    Dobre. Tego nie wiedziałem. Inna sprawa, że ja chyba wiem, o co poszło. Bo tylko pomyśl, kto tę prezydenturę traktuje poważnie? Ten Nobel przynajmniej w teorii był za coś.
    Ale, kto wie? Może za tym stoi ten kompleks? I to by było straszne.

    OdpowiedzUsuń
  16. @jazgdyni
    Ja bym na to nie liczył. Ksiądz ma takie zaległości, że do końca wakacji się z nich nie wygrzebie.

    OdpowiedzUsuń
  17. @melania
    Nie widziałem tego 'Komornika'. Ale to chyba Falk. Tak? 'Wodzirej' był wielki.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.