piątek, 14 stycznia 2011

Smutna refleksja o ludziach z pociągu

Mijające dni znów nam niestety każą – wśród oczywiście wielu innych spraw – zastanawiać się nad tą jedną rzeczą, o której nie mamy najmniejszego pojęcia, a mianowicie nad stanem społecznej świadomości nas Polaków. I, niestety, wygląda na to, że czym dłużej się zmagamy z tą konkretną materią, tym bardziej i niezmiennie dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę, jedyne co na ten temat możemy powiedzieć, to to, że sami jesteśmy tacy jacy jesteśmy, ale że do końca nawet tego przyczyn nie rozumiemy.
Weźmy mnie. Kiedyś miałem chyba tu okazję wspomnieć, ze ja nie mam najmniejszego pojęcia, jak to się stało, że moje polityczne poglądy są takie a nie inne. I jak to się stało, że jestem do nich aż tak bardzo przywiązany. Jak to się stało, że jestem im tak wierny, i to wierny z taką intensywnością, że gotów jestem dla nich poświęcić aż tak wiele. Przyczyny tego stanu rzeczy ani nie są historyczne – a więc nie wiążą się z jakimś konkretnym, innym niż u innych ludzi mojego pokolenia, doświadczeniem. Nie są też rodzinne, a więc nie ma mowy o tym, że moi rodzice, czy dziadkowie w jakiś szczególny sposób mnie wychowywali. Nie czytało się u mnie w domu Trylogii, nie śpiewało pieśni patriotycznych, nie wieszało na ścianie portretów Marszałka. A jeśli idzie o moich rodziców, to oni też w najmniejszym stopniu nie angażowali się ani faktycznie, ani emocjonalnie w politykę. Więcej. Oni nawet nie byli ludźmi szczególnie pobożnymi. Ja zresztą też nie. Nigdy. Ale też za tym kim jestem, jeśli idzie na przykład o przeżywanie smoleńskiej masakry, nie stoi moje osobiste zaangażowanie polityczne. Rozumiem, że gdybym od lat 80. był aktywnym członkiem ruchu Solidarności, gdybym był działaczem którejkolwiek z polskich, niepodległościowych organizacji, jakiegoś – cholera – KPN-u, mogłoby się zdarzyć, że to ukształtowało jakoś moją przyszłość. Tymczasem nic z tego. Ani nie działałem, ani nawet nie goniłem się z milicją po ulicach mojego miasta.
A mimo to, kiedy – będąc na tyle niesolidnym i leniwym studentem, by się nie czuć ani przez moment bezpiecznie – zostałem wezwany na esbecką rozmowę i zachęcony do, wedle wszelkich pozorów, najbardziej miękkiej i delikatnej współpracy, z czystym, niczym nie skażonym strachem i pewnością, że to już koniec, powiedziałem temu szaremu człowiekowi, żeby się ode mnie odpieprzył. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Dla mnie ta kwestia była zawsze całkowicie oczywista.
Przy okazji tego co się aktualnie wokół nas dzieje, tak bardzo się pochylamy nad sobą, jako społeczeństwem i narodem, i zadajemy sobie wciąż te same pytanie. Dlaczego? Jak to się stało, że części z nas udało się tak pięknie zachować w sobie tę Polskę i tę Walkę, a z kolei tylu z nas pozwoliło sobie na to, by się tak łatwo znaleźć po tamtej stronie? I tego, wbrew temu, co się nam od czasu do czasu może wydawać, też nie rozumiemy. Wczoraj oglądałem przez chwilę program Sekielskiego o tym, że – jak się domyślam, wbrew temu, co przydarzyło się w zwykłym gapstwie zasugerować Jarosławowi Kaczyńskiemu – białe nie jest czarne, a czarne nie jest białe. W pierwszej części audycji, Sekielski, w sposób maksymalnie jasny i jednoznaczny, pokazał i przeprowadził odpowiedni dowód na to, że rząd Donalda Tuska nie ma podstawowego prawa do rządzenia Polską, a jeśli idzie o ostatnie wydarzenia, ponosi oczywistą odpowiedzialność. Na zakończenie natomiast, pokazał demonstrację pod Kancelarią Premiera zorganizowaną przez ludzi, którzy w pełni podzielają wyrażone wcześniej tezy, tyle że w sposób bardziej aktywny.
Sposób, w jaki Sekielski pokazał tych ludzi, był dla TVN-u i w ogóle całego tego strasznego projektu, bardzo charakterystyczny. A więc zobaczyliśmy dziki tłum, złożony głównie z jakichś wariatów, z którymi nikt z nas nie chciałby mieć nic do czynienia. I ja oczywiście wiem, że to jest manipulacja. Ja wiem doskonale, jakie myśli za tą manipulacją stoją. Ja wiem też, że to co oni wczoraj pokazali, to perfidne kłamstwo. My tacy nie jesteśmy. My jesteśmy tacy, jak ludzie, których w pamiętnym filmie pokazał Jan Pospieszalski. Z drugiej jednak strony, ja naprawdę nie wiem, kim my w takim razie jesteśmy i jacy jesteśmy, skoro właśnie nie tacy, jak nas pokazał Sekielski. Ja, będąc zaangażowany na tyle na ile mi się zdarzyło w dzisiejszą Polskę, siłą rzeczy znam wiele osób, które stoją po stronie, po której i ja jestem. A więc znam też znaczną liczbę właśnie takich ludzi, jakich widziałem wczoraj w kłamliwym reportażu Sekielskiego. Ale wiem też, że nawet jeśli oni nie są tacy, jak to nam wmawia Sekielski, to oni w żaden sposób nie są tacy, jak ja, czy w ogóle my tutaj. Powiem więcej. Niektórzy ludzie, których znam, a którzy podobnie jak ja kochają Polskę i o nią się troszczą, są mi nie mniej obcy, niż niektórzy z tych, którzy o Polskę się nie troszczą i jej nie rozumieją. I jeśli ja się zastanawiam, dlaczego oni wszyscy są tacy, a nie inni, to i w jednym i w drugim wypadku czuję, że stoję przed zagadką, której rozwiązać nie potrafię.
Obserwujemy te smutne wydarzenia, które nam System zrzucił na głowę i nieustannie dręczy nas myśl, co się z nami stało. Czytamy wyniki badań sondażowych, z których wynika, ze wprawdzie większość z nas uważa, że raport moskiewski w sprawie smoleńskiej katastrofy jest nierzetelny, jednak z drugiej strony niemal połowa społeczeństwa twierdzi, że jest rzetelny jak najbardziej. Ja oczywiście rozumiem, że i to, podobnie jak niemal wszystko, co nam się wmawia, to prawdopodobnie wierutne kłamstwo. Ale też mam w pamięci wynik wyborów prezydenckich, a on jest też dla nas nie najkorzystniejszy. Biorę naturalnie pod uwagę, że wyniki wyborów zostały sfałszowane – sam zresztą tu o tym pisałem – no ale znam tez wielu ludzi, ludzi mądrych, dobrych, często wręcz wspaniałych, którzy tak nie uważają, i to nie tylko dlatego, że sami postanowili wziąć sobie za prezydenta tego strasznego myśliwego z jego straszną żoną. A to już daje do myślenia. No i myślimy – jacy tak naprawdę jesteśmy?
W komentarzach na naszym blogu temat ten w sposób zupełnie naturalny wraca raz za razem. I jeśli się przyjrzeć dokładnie, to jeśli ktoś daje odpowiedzi konkretne, to tylko jedną – że jesteśmy zwyczajnie beznadziejni. Że jako naród przegraliśmy tę bitwę. Że jesteśmy nic nie warci i właściwie na to co mamy, sobie w pełni zasłużyliśmy. Poza tym, nie przypominam sobie innych diagnoz, a już z całą pewnością nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek z nas poważył się na opinię, że Polacy to wielki i wspaniały naród. Nie dziś. Dziś już nie. Dziś jesteśmy wyłącznie źli, głupi, bezmyślni i obojętni. I dobrze nam tak. I kto jeszcze ma w sobie resztki instynktu niech stąd wieje. Najlepiej do Portugalii.
A ja nie chcę stąd wyjeżdżać. Oczywiście przede wszystkim dlatego, że już jestem za stary na tak poważne ruchy, ale przede wszystkim dlatego, że kocham Polskę i Polaków miłością wręcz histeryczną. I nawet jeśli mogę się zgodzić, że moja miłość jest głupia i całkowicie nieodwzajemniona, nic na to nie poradzę. A więc kocham Polskę i Polaków, a mimo to, mam do niej i do nas nieustanne pretensje. I bardzo chcę wiedzieć, czemu my sobie wyrządzamy taką krzywdę. Czy dlatego, ze jesteśmy źli, głupi, i bezmyślni, czy może dlatego, że okazaliśmy się tak słabi, że w pewnym momencie zrobiło nam się wszystko jedno?
I nie znam odpowiedzi na to pytanie. Natomiast znam ludzi, i to ludzi z każdej strony, a więc zarówno tych tak zwanych „wspaniałych i niezłomnych Polaków”, jak i , też tak zwanych, „zdrajców, katów i tchórzy”. Tyle że, przepraszam bardzo, ale oni nieustannie mi się mylą. Wciąż mi się, cholera, mylą. Każdy kto czyta ten blog od dłuższego już czasu, pamięta być może, jak wyglądały jego losy w okresie Salonu24. Pamięta więc też, jak wiele osób, którzy zaczynali tu, jako nasi przyjaciele, skończyli jako nasi wrogowie. I to wcale nie dlatego, że nagle zapalali nową sympatię do projektu o nazwie Platforma Obywatelska. Każdy kto czyta ten blog od dłuższego czasu, pamięta tez pewnie, w jakiej atmosferze te rozstania nastąpiły. Ja natomiast mogę tyle tylko powiedziec, że jeśli już mam wybierać, to wybieram dzisiejsze czasy, ze StudentemSGH i Michałem Dembińskim, niż tamte – z jakimś Sowińcem. I, przepraszam bardzo, ale, jeśli ktoś mnie pyta, jacy jesteśmy, i czy warto tu zyć, to ja oczywiście wiem, co odpowiedzieć – jesteśmy różni. Ale jak już idzie o przyczyny, mam dylemat.
Znam wielu ludzi. Niektórych osobiście, innych z przypadkowych spotkań i z opowiadań innych. Wspominałem o tym już też (wygląda na to, że o wszystkim już kiedyś wspominałem; aż głupio myśleć, że doszło do tego, że muszę się wciąż powtarzać) jak pewna moja znajoma – kobieta wykształcona, elegancka i z całą pewnością bez jakichkolwiek kompleksów – powiedziała mi, że ona nienawidzi Kaczyńskiego, bo to Żyd. Natomiast uwielbia Tuska, bo to miły i elegancki człowiek, i Kutza, bo go zna osobiście. Wspominałem też już z pewnością (wszystko już było), jak moje dzieci wracały pociągiem z wakacji, i w przedziale miały okazję siedzieć z dwiema miłymi starszymi paniami, z których jedna w pewnym momencie powiedziała, że „podobno za tę całą katastrofę odpowiada jakiś Arabski, ale to jest zrozumiale, bo takich to właśnie ludzi dobierał sobie ten Kartofel”. Wspominałem też tu (a jakże!) o tej słodkiej pani z kościoła, która w przerwie między tą słodyczą – to tu to tam – opowiada mi, jak ona już nie może patrzeć na tę mordę.
Ale ja też tu wspominałem – a czasem już nawet nie musiałem wspominać, bo wszystko było jak na szpilce – o tych wszystkich ludziach, którzy stali murem za Jarosławem Kaczyńskim, bo to „prawdziwy Polak”, podczas gdy Tusk i Wałęsa to Żydzi, albo ruscy agenci. Wspominałem o tych, co by mnie utopili w łyżce zupy, tylko dlatego, że powiedziałem im, żeby się z mojego bloga wynosili, bo ich zwyczajnie i po ludzku nie lubię. I znów się muszę zapytać, czy jeśli ja mam zacząć szykować dobrą przyszłość dla moich dzieci gdzieś w Portugalii, czy Nowej Zelandii, to ze względu na tę moją znajomą z kościoła, czy mojego kumpla Dembińskiego, czy może odwrotnie – ze względu na tamtych szurniętych patriotów?
A najważniejszy problem pozostaje nierozstrzygnięty. Jacy jesteśmy i dlaczego? Przede wszystkim dlaczego? Jak mogliśmy się, jak naród doprowadzić do takiego upadku, żeby – znów muszę o nim wspomnieć – wybrać sobie na prezydenta zwykłą ruską swołocz i się jeszcze tym szczycić? Jak mogliśmy się dać tak upodlić, żeby wspierać całym swoim polskim sercem kogoś tak dramatycznie beznadziejnego, jak Donald Tusk i ci jego niby-ministrowie? Jak mogliśmy wreszcie uznać, że postać tak krystalicznie wybitna jak Jarosław Kaczyński jest – zgodnie z sączonym w te biedne umysły propagandowym przesłaniem – głupcem i świnią?
Nie znam się na tym. Nie jestem socjologiem i nie mam żadnych realnych podstaw, żeby stawiać jakiekolwiek diagnozy. Ale mogę sobie skromnie spekulować. I oto, co sobie myślę. Wszyscy z pewnością pamiętam ten niewypowiedziany dramat, jaki dotknął życie tamtej dziewczyny sprzed lat, która miała tego pecha, że na swojej drodze spotkała dwóch bezwzględnych morderców. Jechała sobie spokojnie pociągiem i została przez nich zarówno fizycznie, jak i przede wszystkim psychicznie zniewolona. Przez dwa dni wykonywała każde ich polecenie, szła za nimi krok w krok, ani jednym skromnym gestem nie sprzeciwiła się ich podłej, czarnej woli. Przez wiele długich godzin spokojnie, bez słowa sprzeciwu, przerażona i samotna w swojej bezradności, powoli zbliżała się do swojego strasznego końca. I w końcu, kiedy już przestała być im potrzebna, a może tylko ich swoją nędzą zirytowała, została wyrzucona jak śmieć.
Ja i moje dzieci do dziś czasem zastanawiamy się, jak to się stało, że oni ją tak skutecznie zniewolili? Jak ona mogła dać się tak potraktować? Co się stało w jej głowie, że straciła wszelką wolę walki? Że zatrąciła najbardziej podstawowy instynkt życia? Czy ona była głupia? Czy może tylko słaba? A jeśli słaba, to dlaczego aż tak słaba? A może, wręcz przeciwnie, ona była pełna nadziei i wiary w to, że zło nie istnieje? A przynajmniej nie takie? Może ona spokojnie się juz tylko modliła? Może gdybym ja tam się pojawił z ognistym mieczem i zapragnął ją z ich rąk uwolnić, a ich samych wtrącić w wieczną przepaść, ona by stanęła po ich stronie? Może ona by mnie znienawidziła? Za to że jestem taki podły i bezlitosny? Kto wie? Może i tak by się stało.
Nie wiem, czy mam rację, a – co więcej – nie mam wcale przekonania, że to co mi chodzi po głowie, to bluźnierstwo, czy celna diagnoza. Jestem jednak skłonny założyć, że los tej dziewczyny – w ten czy inny sposób objaśniany – stanowi doskonały symbol tego, przez co my dziś przechodzimy. A jeżeli mam racje, to nie mam żadnego powodu, by tych wszystkich, którzy nie podzielają moich emocji potępiać. Mogę co najwyżej ich spokojnie poobrażać, ale potępiać nie potrafię. A już z całą pewnością nie jestem w stanie przed nimi wiać do Portugalii czy Australii.
No i jeszcze coś. Mogę cierpliwie wtłaczać im do głowy najprostsze prawdy. Co niniejszym czynię.

59 komentarzy:

  1. Myślę, że stało się z nami to, co z Francuzami po I Wojnie Światowej. Co prawda wojnę wygrali, ale kręgosłup im złamano i postanowili poddać się od razu, gdyby ich kiedykolwiek zaatakowano.

    OdpowiedzUsuń
  2. @SilentiumUniversi
    Ludzie są tyko ludźmi. Wszędzie. Wystarczy na nich wysłać kogoś wystarczająco złego, silnego i zdeterminowanego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę o tym wspomniałem w poprzedniej notce, ale korzystając z okazji rozwinę temat, Otóż trafiłem swego czasu na arcyciekawy blog - artykuł bodajże Upartego, w którym udało mu się w miarę jasno i klarownie wyłożyć istotę patriotyzmy, ideowości, bycia Polakiem. Teraz zamiast Narodu mamy towarzystwa, układy sitwy, gehenny itd... Bo tak na dobrą sprawę Ołdakowski robi tak samo w patriotyzmie jak Owsiak w dobroczynności, a Jakubiak szukając nowego "ojca", chce się podpiąć pod nowe towarzystwo (o ile prawdą są jej słowa) - to odpowiedz Jarka, jest dla mnie ostatecznym potwierdzeniem wielkości Tego człowieka i nic już tego nie zmieni...
    Dla czego twój blog wydał mi się autentyczny i prawdziwy?, ano dla tego, że nie robisz w blogach, jak Soiwńce, GW1980 i reszta salonowa.
    Nie wiem czy się dobrze zrozumiemy ale inaczej tego napisać nie potrafię, po prostu blogujesz a nie robisz w blagach...
    Tak jak Jarek jest politykiem i patriotą, a nie robi w polityce i patriotyzmie...

    A co do ogólnego naszego stanu, może nie ma innej możliwości na przezwyciężenie tego raka co nas toczy, jak podziałać ostrą chemią?
    Może to taki mały sąd nad nami, nas samych, byśmy zobaczyli rzeczy takimi jakie są, by ta Nasza Polska był naprawdę! NA Prawdę!

    OdpowiedzUsuń
  4. @Cmentarny Dech
    "na dobrą sprawę Ołdakowski robi tak samo w patriotyzmie jak Owsiak w dobroczynności"

    Dobrze powiedziane. Co do Ołdakowskiego myślałem kiedyś inaczej, ale zmieniłem zdanie jeszcze przed jego akcesem do Kluzikowej.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah

    Szczerze mówiąc, niewesołe myśli mi przychodzą do głowy, gdy czytam Twój tekst. Dlatego nie będę się na ten temat wypowiadał. Myślę, że wszystkim nam są potrzebne optymizm i wiara w Polaków.

    Co do Sowińca - mała dygresja.
    Pamiętasz na pewno z salonu24 galopującego majora. Odszedł z salonu we wrześniu 2009 r. pisząc wówczas pożegnalną notkę. Otóż do dziś Sowiniec pisze pod tą notką tęskne komentarze. Zabawne? Nie do wiary? Jak ktoś chce, może sam zobaczyć:

    http://galopujacymajor.salon24.pl/126942,pozegnanie-z-salonem

    OdpowiedzUsuń
  6. @Cmentarny Dech
    Moim zdaniem, obejdziemy się bez tej chemii. Któregoś dnia obudzimy się i będziemy zdrowi. A to się świat zdziwi! Dopiero wtedy nas znienawidzą.

    OdpowiedzUsuń
  7. @kazef
    Bez wątpienia. Musimy wierzyć w Polskę i w Polaków. Wbrew pozorom, to wcale nie jest takie trudne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może to nic nowego - teraz akurat przeczytałem w Rzepie:

    Przed chwilą Donald Tusk, z miną pokerowego gracza, przekonywał przez kilkanaście minut dziennikarzy, że postąpił słusznie, decydując się na konwencję chicagowską w sprawie badania katastrofy smoleńskiej, bo daje ona Polsce możliwość odwołania się do arbitrażu.

    Po czym został zapytany przez Andrzeja Stankiewicza z „Newsweeka”, gdzie jest dokument, w którym strona polska taką decyzję podejmuje i kto ten dokument podpisał. Premier odpowiedział, już z miną nieco mniej pewną, że takiego dokumentu nie ma. Przyznał też, po kolejnym pytaniu Stankiewicza, że decyzja została podjęta samodzielnie przez Rosjan i polskiemu rządowi po prostu narzucona, a my tylko byliśmy „świadomi, że tak się stanie”.
    *

    Jednak dla tych słów- "my tylko byliśmy „świadomi, że tak się stanie”", zacytowałem.

    *źródło

    OdpowiedzUsuń
  9. @2,718
    I to powinno wystarczyć. I w końcu przyjdzie taki czas, że wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Toyahu

    Po lekturze Twojego tekstu naszła mnie smutna refleksja.
    30 lat temu widziałem wokół siebie, mnóstwo ludzi myślących tak jak ja.
    Dzisiaj takich ludzi trzeba szukać, między innymi na Twoim blogu.
    Dlaczego się tak dzieje - nie wiem.








    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah

    "Moim zdaniem, obejdziemy się bez tej chemii. Któregoś dnia obudzimy się i będziemy zdrowi. A to się świat zdziwi! Dopiero wtedy nas znienawidzą."

    Tak jak Węgrów dzisiaj ? To byłaby wielka radość.
    A wiesz ,że Tusk uciekł znowu w Dolomity?

    OdpowiedzUsuń
  12. @Agnieszka Moitrot
    też słyszałem o tym powrocie do Dolomitów, podobno gdyby nie załamanie pogody to by w ogóle nie wracał...
    ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeździ jak ostatnia pokraka...
    ktoś nawet jakiś filmik wygrzebał no po prostu rozpacz...

    Coś czuję, że z ta jego piłką jest podobnie, gdyby mu dworzanie nie podawali to nawet by jej nie powąchał...
    Więc nawet nie mamy narciarza i piłkarza echhh....

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Cmentarny Dech

    Cieć się odezwał. "premier pojechał odebrać rodzinę". Toyah nam tu już wszystko pięknie opisuje i całe szczęście, bo mi brak słów. Brak mi słów.Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Przemo
    Jeśli Cię to w jakiś sposób pocieszy, mogę Cię zapewnić, że oni tylko robili takie wrażenie. Tak naprawdę wcale nie myśleli tak jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Agnieszka Moitrot
    Nie wiedziałem. Ale się nie dziwię.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Panna Wodzianna
    O! Long time no see.

    OdpowiedzUsuń
  17. Toyahu

    Chyba masz rację.

    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  18. To wszystko już było. Jak się czyta wspomnienia z czasów saskich (szczególnie Kitowicza) to widzimy ten sam podział co dzisiaj. I trzeba pamiętać, że dzieci i wnukowie, tych którzy lizali tyłek rosjanom i i miejscowym zdrajcom, później walczyli, ginęli i tracili majątki dla odzyskania tej niepodległości, którą ich przodkowie tak lekkomyślnie roztrwonili.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na blogpress jest relacja z tej pikiety tu adres:
    http://www.blogpress.pl/node/7191
    Jest nadzieja, jakiś młody się dorwał i jak ładnie mówił (nagranie, nie film)
    Z tą nieszczęsną dziewczyną z pociągu, to psychologowie by powiedzieli, ze mogłoby to się zdarzyć wszędzie. Tłumaczyli by to pojęciem Syndrom sztokholmski, najbardziej znany przypadek to Patty Hearst.
    Trzymanie się terminów i opisów Rymkiewicza jest mi bliższe. A na dzisiejsze czasy polecam jego pozycję „Wieszanie”. W zasadzie mamy długie tradycję jurgieltowników moskiewskich, więc czy nas to powinno dziwić? Analogie dzisiejszej Polski z XVIII są uderzające.
    Toyah, tekst jak zwykle świetny.

    OdpowiedzUsuń
  20. Karakuli

    Nie rozumiem.

    Dzieci Tuskozdrajcy, będą walczyły o naszą niepodległość ????????????

    No chyba Cię pogięło.

    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobry wieczór.

    Ostatnio, co mi się rzadko zdarza, zabłądziłem na lemingowe strony Facebooka (bo S24 lemingowieje w postępie geometrycznym). I podobne mną zaczęły miotać rozterki. Co, jest, cholera? Czy to jest strach przed ruskimi? Strach przed utratą tych ochłapów co im się je udało złapać? Co, do cholery, z tymi lemingami?

    Ale, pamiętam, 13.12.81 też byli tacy co się cieszyli. I nie mówię tu o radości z przyspieszonych ferii. Mówię o ludziach, którzy wierzyli Urbanowi. Wtedy tak samo nie mogłem zrozumieć, jak można wierzyć tym bandytom. To też były lemingi.

    Ziemkiewicz (wiem!) pisze na początku "Polactwa", że jedni Polacy walczyli o wolną Polskę, inni chodzili za nimi, by ściągać buty tym pierwszym, gdy już polegli. No i w sposób naturalny tych pierwszych dziś prawie nie ma a ci co ściągali te buty rozmnożyli się i mnożą nadal.

    Coś w tym jest...

    Ukłony!

    OdpowiedzUsuń
  22. @Kazef

    Wszedłem na ten wpis Galopka...

    O cholera.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Kozik

    "O cholera"

    :)
    Jest tam trochę tęsknych sowińcokomentarzy.
    Rzekłbym nawet, że cholernie dużo.

    OdpowiedzUsuń
  24. @niewiemkto

    Pozwolę sobie od święta, w sprawie Sowińca. Panie zasłaniają uszy.


    O JA PIERDOLĘ, CO TO ZA KOMPLETNY DEBIL KOLORATUROWY!!!


    ...skasuj to, Szefie, jeśli razi Twoje oczy, ale wierz mi, ulżyło mi.

    OdpowiedzUsuń
  25. No to serdeczne pozdrowienia z....Portugalii.
    PS.
    Zona była dzisiaj na zakupach i nawet po tylu latach tu przebywania opowiadała mi jaka przyjemność jej sprawia fakt, ze wszyscy w centrum handlowym są do siebie mili, sympatyczni, uśmiechnięci. Te drobne gesty to piękna strona człowieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  26. PS.
    Właśnie tutaj trwa "gorąca" kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi. Modle się, aby tak spokojna, stonowana i kulturalna kampania się Polsce kiedyś przydarzyła. Kiedy kandydaci się tak szanują....

    OdpowiedzUsuń
  27. Długo sądziłem, że nastroje, optymizm i pesymizm, radość i beznadzieja, to odczucia jak najbardziej osobiste. I cyklicznie na nie zapadamy. I to by było normalne.
    Teraz widzę, że takie same wahania, czy nawet cykle, dotyczą dużych grup ludzi, a nawet całych społeczeństw.
    Do roku 1990, oprócz zwartej grupy uzurpatorów i usłużnych sługusów, naród nasz był zsynchronizowany. Razem przeżywał liczne wzloty, by później długo cierpieć okresy ciemnej, beznadziejnej nocy.
    I potem, gdy niby nastała wolność, wszystko się popsuło w tym mechanizmie.Nagle zabrakło busoli, a zachłyśnięci świeżo darowaną swobodą, z łatwością dawaliśmy się kupować różnym fałszywym prorokom.
    Popatrzmy jaka to była menażeria: Tymiński, Lepper, Wałęsa czy Giertych.
    Ale najdłużej utrzymał się Michnik. I jego oskarżam, za poczynienie największych szkód w minionym 20 leciu.
    To właśnie dlatego mamy społeczeństwo przede wszystkim zdezorientowane. Nie złe, ale takie, które zatraciło prostą zdolność rozróżniania dobra i zła, prawdy i fałszu.
    Lata epatowania libertyńskim i lewackim blichtrem zachodu obudziły u wielu ludzi poczucie niczym nie skrępowanej potrzeby zabawy i hedonizmu. Bez obowiązków, bez moralnego kagańca i bez solidarności.
    I każdy, kto staje na drodze tych swobód, kto zaczyna mówić, że trzeba najpierw zburzyć to co złe, by potem budowac nowy, lepszy świat, jest wrogiem. Jak właśnie Kaczyński.
    Wyczuwa to świetnie tuskowa ekipa szermując hasłem "TU i TERAZ".
    Jeść, pić i popuszczać pasa...
    I tak, jak pies, który ma już kość w pysku, będą warczeć i gryźć każdego, kto tylko spróbuje zbliżyć się do niego.

    Musimy poczekać, aż oni wreszcie tą kość zjedzą.
    Wydaje mi się, że to już niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  28. Toyahu

    O tym, że mimo wszystko nasz naród jest jakąś wspólnotą świadczy fakt, że nastrój depresyjny dosięga ostatnio bardzo wielu ludzi.
    My oczywiście mamy wyraźne powody do żałoby i smutku, natomiast ja coraz częściej zauważam rezygnację i zniechęcenie u wyborców PO. A przecież mają powody do zadowolenia: mogą się cieszyć z rządu dowodzonego przez najwybitniejszego premiera wszech czasów, mają wreszcie swojego prezydenta, który nie przynosi im wstydu na świecie, a we wszystkich mediach mogą oglądać uwielbianych przez siebie polityków, dziennikarzy i celebrytów. Dlaczego więc się nie cieszą? Bo podskórnie czują, że to wszystko fałsz, że rzeczywistość skrzeczy coraz bardziej, a nasz naród jest pozbawiony jakiegokolwiek przywództwa i pozytywnej idei.
    Oni się oczywiście nie przyznają sami przed sobą, że się do tego stanu przyczynili poprzez własne wybory, ale wiedzą, że samo atakowanie PiS-u i Kaczyńskiego już nie wystarczy.
    Dlatego na razie wszelkie narzekania sprowadzają się do pogody, kataklizmów i tego, jak wiele zbrodni i zła jest na tym dzisiejszym świecie. To ich przygnębia.

    Wydaje mi się, że beatyfikacja Jana Pawła II jest dużą szansą, nie wiem, czy wykorzystaną w najbliższym czasie. Ale przypominam sobie tamten pamiętny rok 2005 i śmierć papieża, która odmieniła wiele serc i jestem przekonana, że tylko w tamtej atmosferze możliwe było zwycięstwo PiS-u i Lecha Kaczyńskiego.

    Rząd i media długo już na tej nienawiści nie pojadą, bo wszyscy Polacy są nią zmęczeni, a najbardziej zwolennicy PO.
    Oni podskórnie czują, że to ich niszczy, chociaż się do tego nigdy głośno nie przyznają, bo za głównych nienawistników uważają nas, zwolenników PiS-u.

    OdpowiedzUsuń
  29. @don esteban
    Nie przeszkadza mi to ani trochę. Tyle że nie planowałem go czynić głównym bohaterem dnia. On wszystkie swoje możliwości już dawno pokazał. Dziś jest wyłącznie symbolem.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Maciek
    Brak konfliktu jest równie niebezpieczny jak jego nadmiar.

    OdpowiedzUsuń
  31. @jazgdyni
    Moja teoria jest taka, że ludzie są zawsze tacy sami. A więc przede wszystkim dość słabi i przede wszystkim mało bojowi. I to bez względu na to, czy pod Michnikiem czy Sakiewiczem. To co ich determinuje, to wola i przyzwolenie że strony silniejszych. A w tym, oczywiście propaganda.
    Nie zapomnę na przykład, że w pierwszych latach 2000 obaj Kaczyńscy byli sondażowo jednymi z najbardziej popularnych polityków. Zapewniam Cię, że za tym w równym stopniu stała mądrość narodu, co propagandowe przyzwolenie.

    OdpowiedzUsuń
  32. @toyah

    Jażem też tego, broń Boże, nie planował. Jest to wpis z cyklu "muszę, bo się uduszę". Na swoje usprawiedliwienie znajduję jedynie analogię z anonimowym nieletnim bohaterem baśni H.CH.Andersena pt. "Nowe szaty króla".

    Nie potrafię się oswoić z myślą, że tego rodzaju "byty" (piszę "byty" bez złych intencji, bom imć Bukowskiego na oczy nie widział) są traktowane inaczej niż w sposób przez don estebana zaprezentowany. Bo ci, którzy którzy go traktują per "Autorytet" to dla mnie prowokatorzy par excellence.
    Inaczej, jak mawia Bogusław, książę Radziwiłł, być nie może.

    Bez odbioru.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Ginewra
    Bardzo bym chciał, żebyś miała rację, ale obawiam się, że nic z tego nie będzie. Ani nie pomógł ksiądz Popiełuszko, ani nie pomoże Ojciec Święty. Na cud też trzeba sobie zasłużyć. Ale przyznaję - staramy się. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  34. @Toyah

    ja tylko liczę na to, że oni w końcu udławią się tą przysłowiową kością.
    Zgarną tylko jeszcze te okruchy, które są ciągle poza ich władzą i wtedy zupełnie im odbije.
    Odbije im tak bardzo, że będą jak koreańskie Kimy, czy Castro z Kuby.
    A Polacy, w odróżnieniu od tamtych narodów, na niewolnictwo już nie pozwolą.

    OdpowiedzUsuń
  35. @don esteban
    A jednak odbiór być musi. Moim celem nie było ujawnianie prowokatorów po prawej stronie. Chciałem jedynie zasugerować, że jeśli zastanawiamy się nad jakością Polaków jako narodu, nikt nie jest bez winy. Po obu stronach tej rzeki. A Sowiniec jest zaledwie jednym z wielu świadków tej prawdy. Robienie z niego bohatera jest dla niego bardzo niesprawiedliwe.

    OdpowiedzUsuń
  36. @jazgdyni
    Właśnie o tym myślę. Zanim zaczniemy w to angażować cuda, oni się zadławią. Tą swoją kością.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah

    Jak obserwuje to co się stało, to mam odczucie graniczące z pewnością, że ten raport jest swego rodzaju przełomem. Otóż, Kuźniary -- nie może nie on :), ale inni jakoś nie mogą się z tym pogodzić. Słuchałem Stankiewicza z Niusłika i czuć było że jest delikatnie wkurzony... a jak docisnął Tuska i ten mu wyjawił przyciskany, że żadnych ustaleń nie było, nie ma żadnego dokumentu, to pewnie zorientował się gdzie jest. To gdzie to miejsce w którym On prawie Europejczyk, zamawiający owce morza na Costa del Sol, będzie widział w oczach kelnera afrykańskiego emigranta w pierwszym pokoleniu uśmiech politowania i lekkiej kpiny...

    Kaczyńskim zarzucano, że zagranica się z Nich, a przez to z Nas śmieje, że robią oborę i w ogóle lipa na tekowym molo w Barcelonie, - jak tu przyznać się do Polski.

    A teraz no proszę rzecznik rządu cieciuje, premier ucieka, o Komorowskim to już nie chcę pisać -szkoda klawiatury -, no i mamy raporcik, a więc paranoicy, pijacy, ciecie tchórze i jednak ruska swołocz...

    OdpowiedzUsuń
  38. @toyah

    Racja, racja, wszystko rozumieć.

    Zrzuciłem jeno z wątroby. Tylko tyle. Za umożliwienie dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  39. @ Ci, co jeszcze pamiętają

    Ja myślę, że pierwszym aktem zbiorowego zaczadzenia nas, Polaków był brak reakcji na "nocną zmianę". Pamiętam, że Olszewski liczył na Polaków, w swojej ostatniej wypowiedzi w sejmie... Ja też spodziewałam się awantury. A ludzie nic... Byłam wstrząśnięta tą ciszą.

    OdpowiedzUsuń
  40. @Cmentarny Dech
    I nic z tego. Póki co, niestety, nic z tego. Musimy uzbroić się w cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  41. @Yo
    Tak. Masz rację. To był pierwszy raz. Pamiętam to świetnie. Później to wracało. I nagle w 2005 wygraliśmy my. Podwójnie. Dlaczego? Jak? Może to był cud? Myślę że nie.

    OdpowiedzUsuń
  42. @toyah

    szczególnie bliski ten wpis, może ze względu na pewne podobieństwa w życiorysie?
    sam też nie wiem skąd wzięły się moje obecne poglądy, w liceum nauczyciele uważali mnie za prawicowca a koledzy za lewicowca, nie byłem pobożny (a może nawet - nie byłem wierzący), a do NZS nie wstąpiłem ze względu na (tak mnie się wydawało) zbytnią "katolickość".
    Słabo grałem w piłkę - pozostało mi czytanie książek.
    Głosowałem na Wałęsę (czego się teraz wstydzę). Ale już (czy dopiero) po odwołaniu rządu Premiera Olszewskiego byłem wściekły!!!
    Od tego czasu miałem przekonanie, że jest Takich Dwóch, którzy mogą coś w Polsce zmienić.....

    Teraz pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone, że dzięki temu że są jeszcze tacy jak Jarosław Kaczyński ale również i tacy ludzie jak Ty - zwykli i niezwykli, którzy są sumieniem i którzy mają takie poglądy mi bliskie.....
    I za to Ci dziękuję i życzę wytrwałości!!!

    Ja odnalazłem wiarę w Boga i to mi pomaga, dzięki temu mogę mieć nadzieję, że tu w Polsce jeszcze będzie lepiej, musimy tylko pracować i się modlić - dużo pracować i dużo się modlić - tu na na dole,
    W Polsce....
    a wiara w Boską Sprawiedliwość nam pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  43. @all

    Króciutko: "Tygodnik Powszechny" uważa, że może obsztorcować Ojca Świętego za opieszałość, niezborność i niezgulstwo nazywane przez rzeczony TyP "psychologicznym".

    Cytat:

    Nareszcie! Chciałoby się powiedzieć. Choć proceduralnie była to jedna z najkrótszych beatyfikacji w historii Kościoła – od śmierci do wyznaczonej na 1 maja uroczystości minie 6 lat i niecały miesiąc, to psychologicznie trwało to zbyt długo.
    Autor:
    Artur Sporniak, TyP, 14.01.2011

    Namnożyło się ostatnio tych speców od psychologi, a od świętokradztwa to dopiero. Prawdziwy urodzaj hożych naukawców z przynależnością.

    Pozdrawiam, i nie dajmy się sporniakom.
    YBK

    OdpowiedzUsuń
  44. Gdzieś głębiej lezy przyczyna.A może tu,że "zwykli ludzie " nie maja oparcia nawet w Kościele?Myśle,że wielu z tych, co są przy Kościele, nie wierzy.Bo jeżeli zaczynają dywagować,że gdyby polscy księża mieli dzieci, to ile mogłoby być tego dobra? Zamieniliśmy Świętość na obyczaj, obecność na Mszy Św. w obowiązek i tak jak Lemming powiedział poddaliśmy się terrorowi "zarobienia " na utrzymanie.Udało sie postkomuchom zapedzić Kościół do kruchty.I dlatego Jan Paweł II bedzie beatyfikowany przed Kardynałem!On jeszcze da znak,że to nie ta kolejność!!

    OdpowiedzUsuń
  45. Każdy z nas próbuje sobie jakoś intelektualnie poradzić z coraz bardziej otaczającą nas rzeczywistością. Niektórzy przez porównanie historyczne (XVIII w.) inni przez nostalgię (za moich czasów było lepiej), wreszcie przez wiarę (nasz naród jak lawa), ale mam wrażenie, że stoimy w obliczu wydarzeń zupełnie nowych i trudnych. Problemem w dzisiejszej Polsce nie są wcale tzw "lemingi". Lemingi to tylko współczesna nazwa tego co w czasie rewolucji franc. nazywano równie uprzejmie "bagnem", czyli niezorientowany politycznie środek, dający się łatwo powodować i manipulować. Oni nie są podmiotem polityki. Oni są jej podmiotem i niezwykle łatwo będzie ich "odzyskać". Problemem głównym jest to, że oprócz narodu polskiego podmiotem politycznym w naszym kraju jest też naród który nazywam na własny użytek "nowopolskim". Kim są Nowopolacy? Są to ludzie tu wychowani, posługujący się językiem polskim, utożsamiającymi się z polskimi barwami i odwołujący się częściowo do tradycji polskiej. Ale też są różnice. Pomimo tego że mówią po polsku wiele słów, które dla Polaka mają jasne i określone znaczenie dla Nowopolaka znaczą coś zupełnie innego. Mam na myśli takie słowa jak prawda, dobro, piękno. Ale też honor, tradycja, kradzież. W takiej sytuacji porozumienie nie jest możliwe. Podobnie z tradycją do której się odwołują. Odczuwają jakiś niejasny szacunek dla ginących w Powstaniu Warszawskim jednocześnie uważając ją za ciężkie przekleństwo, którego należy się jak najprędzej pozbyć. Polska literatura jest może i piękna, ale będąc zbyt "polska" ("niepodległościowa", "patriotyczna", "martyrologiczna" - niepotrzebne skreślić) jest nie do przyjęcia. Wobec tego za "polskich" autorów uważa się Kuczoka, Witkowskiego czy Chutnik. 40 lat PRL-u i 20 lat prania mózgów przez "demokrację" dało efekt w postaci zjawiska już socjologicznego. To nie są tylko

    OdpowiedzUsuń
  46. Dokończę, bo mi się komentarz "opublikował" przed zakończeniem

    PRL i II RP stworzyły wokół nielubiących polskości "elit" drugi naród - Nowopolski. I to on jest przeciwnikiem Polaków. To on jest tu podmiotem, a co więcej on też uważa się za naród polski. Łączność między oboma jest niewielka, ich liczebność trudna do ustalenia, konfrontacja niestety bardzo możliwa

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  47. @raven59
    Cieszę się bardzo, że to moje pisanie pomaga Ci w życiu. W ten sposób razem wkładamy tę stopę w drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  48. @YBK
    Jak idzie o TP, oni uważają, że mogą sztorcować każdego Ojca Świętego. Wprawili się na Wojtyle, więc teraz już nic ich nie powstrzymuje.

    OdpowiedzUsuń
  49. @all

    Sranie w banie, Szanowne Kuleżeństwo. Może i macie swoją racyę, ale co to za racyja, nawet najtęższa, jeśli ona już przebrzmiała.

    Gadacie o tym, co właśnie się stało, i o tym, co Wam, Szanowni aktualnie pod plerezami śmiga, albo przeciwnie, ledwie ciurka, a to już, panie, przedwczorajsze przebiśniegi.

    Bez wątpienia w świecie coś się dzieje. Historya spięła ostrogi. Zobaczymy co będzie jutro. Będzie ciekawie. Nawet jeśli jutro jeszcze ryży łeb nie spadnie, ale topór z pewnością zostanie do korzenia przyłożony. Pewnie nie odbędzie się to przy huku werbli, i trzeba będzie dedukować o przyczynach ze skutków, ale co to dla nas.



    Tak na marginesie, zgadzam się z tezą, że ryży ma tylko jedną szansę, tj. stanąć wspólnie z Jarkiem w obronie Polski na barykadzie. Ale to już nie możliwe, ponieważ została przelana prawdziwa krew. Ale kto wie, co będzie...

    OdpowiedzUsuń
  50. @kryska
    Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tą kolejnością.

    OdpowiedzUsuń
  51. @Grzegorz
    Bardzo ciekawe są te Twoje uwagi. Zdecydowanie posuwają debatę do przodu. Co wcale nie znaczy, że już wszystko wiemy. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  52. @don esteban
    Wiesz co mi chodzi po głowie? Że jest bardzo prawdopodobne, że oni jednak tej katastrofy nie chcieli. Zabili go niechcąco w żartach. Napisałem o tym tekst do Warszawskiej Gazety i jutro go wkleję tutaj. Ciekawy jestem, co powiesz.
    A dlaczego o tym wspominam przy okazji Twojego komentarza? Bo też sądzę, że coś się szykuje. I wydaje mi się, że to jednak może być przez to, że ta śmierć im cholera tak niefortunnie wyskoczyła.

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja myślę. Myślę, że tam w Smoleńsku, 11 kwietnia w trakcie tego komingałtu, mogła być taka "rozmowa":

    D.F.Tusk: Wowka, ale się, kurwa, porobiło, kurwa, co robić, ale się porobiło, ale się...
    W.W.Putin: Ależ, Donaldzie Josipowiczu, nie lzja, świat patrzy, wsio pod kantroliem.
    D.F.Tusk: ... porobiło... Mówisz, Wowka, mówisz?
    W.W.Putin: Noo, noo, spakojna, maładiec...


    Na pewno się mylę. To tylko takie fiction, jak u Szulkina, czyste fiction.

    OdpowiedzUsuń
  54. @don esteban
    Jakoś tak. Właśnie tak mniej więcej w tę stronę. I jak z tego teraz wyjść? Ruscy obiecali, że się wszystkim zajmą, że wszystko załatwia... a tu nic załatwić się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  55. Jedna rzecz jest pozytywna w tym wszystkim: te wszystkie mendy wypłynęły na wierzch. Wiemy kto kim jest. Także poznałam moich znajomych.
    Drogi Toyahu! Twój blog to jak miód na nasze serca. Dzień zaczynamy od kawy i Twojego bloga. Darien

    OdpowiedzUsuń
  56. Teza, że katastrofa w Smoleńsku wyszła im przypadkiem, niechcąco, z powodu immanentnego polsko-ruskiego bardaku, jest wielce prawdopodobna.

    Tylko, że ta katastrofa, wiele, i polskim i ruskim załatwiała. W szczególności, gdyby również leciał, tak jak miał, Jarosław.

    Wtedy mieli by już wszystko poukładane - pełne kondominium z marionetkową władzą.

    Ale, jak to w bardaku, się popieprzyło, no i mamy kłopot.

    OdpowiedzUsuń
  57. @Darien
    Bardzo mi miło. Dziękuję za te słowa. Proszę wspomagać tan blog, bo Bóg mi świadkiem, ze i tu nie jest lekko.

    OdpowiedzUsuń