poniedziałek, 17 stycznia 2011

Psikus w kolorze krwi

Jak może uważni czytelnicy tych, ukazujących się to tu to tam, refleksji zauważyli, ile razy wspominam o katastrofie smoleńskiej, używam określenia „zbrodnia”, lub wręcz „morderstwo”. Robię to w sposób świadomy i metodyczny. Jeśli przy jakiejkolwiek okazji zastępuję którekolwiek z tych określeń słowem „nieszczęście”, lub „katastrofa”, lub jakimś innym, adekwatnym do sytuacji, robię to wyłącznie ze względów literackich. To co się stało w Smoleńsku 10 kwietnia minionego roku, z mojego punktu widzenia pozostaje przede wszystkim zabójstwem i zbrodnią. Niezmiennie, od niedługo już roku.
Używając tego a nie innego języka, zdaję sobie też świetnie sprawę, że u części z czytelników zarówno mojego bloga, jak i tekstów publikowanych tutaj, takie zachowanie będzie budziło conajmniej zniecierpliwienie. Wydaje mi się bowiem, że doskonale orientuję się w świadomości – a co może ważniejsze, w stanie sumień – osób, które niemal od pierwszego dnia po tamtej katastrofie nie marzą już o niczym innym, jak tylko o tym, by wreszcie zmienić temat i dać im święty sposób. Mimo to, jak widać, nie przestaję powtarzać niemal jak zaklęcia tych dwóch słów – „morderstwo” i „zbrodnia”, i proszę mi uwierzyć, że mam ku temu swoje bardzo mocne powody. I nie widzę takiej możliwości, żebym przestał to robić, o ile albo te powody nie ustąpią, albo ktoś mi wreszcie nie każe się zamknąć.
Jakie zatem są to powody, dla których, zdaniem z całą pewnością wielu, staję się powoli wręcz nudny? Pierwszy jest, przyznaję, dość perfidny. Otóż mam bardzo głęboką wiarę w to, że w końcu pojawi się ta jedna osoba – choćby jedna – która wreszcie nie wytrzyma i krzyknie: „No i dobrze! Niech wam będzie. Zabiliśmy skurwysyna.” Czemu mi tak na tym zależy? Przyczyna jest prosta. Ja wiem, że oni Prezydenta zabili, i bardzo chcę, żeby to wreszcie przyznali. A zatem, jak widzimy, nie chodzi o nic innego, jak o zwykłe, niemal starożytne już pragnienie, by zanim się przejdzie do dalszej części… no, czegokolwiek, zadbać o czystość spraw niezałatwionych i pozamykać wszystkie drzwi. To jest sytuacja trochę taka, jaką znamy z Ojca Chrzestnego, kiedy to Michael Corleone, zanim wyprawi swojego nieszczęsnego szwagra w jego ostatnią podróż, musi usłyszeć to jedno zdanie: „Tak, zrobiłem to”.
Drugi powód jest już bardziej poważny. Chodzi mianowicie o to, że ja wiem, że Prezydent, a z nim wszyscy inni, zginęli nie wbrew woli złych ludzi, ale właśnie, jak najbardziej, zgodnie z ich – nawet jeśli nie wolą – to bardzo intensywnie i wielokrotnie wyrażanym życzeniem. Ja wiem, że nawet jeśli to był wypadek, to wypadek wręcz wymodlony. A więc wiem, że to do czego doszło tamtej kwietniowej soboty, to był straszny, niewybaczalny występek dokonany przez ludzi złych, podłych i głupich. A więc zbrodnia. A skoro to wiem, to nie widzę najmniejszego powodu, żeby dla głupiej elegancji, zaciskać zęby tam gdzie ich zaciskanie jest nikomu po nic. Nawet im.
A więc wiem, że Prezydent, Jego Małżonka, ale też Sebastian Karpiniuk i Przemysław Gosiewski zostali zamordowani mniej lub bardziej celowo. W jaki sposób? Tego niestety wciąż nie umiem powiedzieć ani ja, ani wielu z nas. No bo skąd? No bo jak? Oczywiście są tacy, którzy wykorzystują całą swoją wiedzę i zaangażowanie, żeby znaleźć odpowiednio sensowne wyjaśnienie tej zagadki, ale wszystko co mogę tu zrobić, to przyjmować te propozycje z większym lub mniejszym zaufaniem. Znam bardzo dużo relacji, robiących na mnie wrażenie bardzo eksperckich, z których wynika, że żadna z oficjalnie przedstawianych nam wersji nie ma najmniejszego sensu. I mówię tu o analizach na wszelkich możliwych poziomach obejmujących zarówno to co się wydarzyło tamtego wiosennego poranka, jak i wszystko to, co się działo wcześniej, w miesiącach poprzedzających. A więc wiem, że tak wielki samolot jak Tupolew każdą brzozę, o którą by niefortunnie zawadził, zamiast tracić skrzydło, ściąłby jak zapałkę. Wiem że gdyby jakiś cudem to ta brzoza urwałaby mu skrzydło, to uderzając w ziemię, ludzie znajdujący się w środku nie zostaliby tak strasznie zmasakrowani. Wiem też, że żołnierze pilotujący samolot nie byli głupcami, którzy z niezrozumiałego kompletnie powodu uznali nagle, że wylądują tam gdzie trzeba, nie mając kompletnie pojęcia, gdzie się znajdują i dokąd lecą, o ile ktoś im w tym ich szaleństwie skutecznie nie pomógł. Poza tym wreszcie, ci, którzy za tym nieszczęściem stoją, nie milczą. Gadają dzień w dzień, i z tego ich gadania każdy kto ma otwarte uszy i rozum może usłyszeć też bardzo dużo. Naprawdę dużo.
Ale wiem też coś jeszcze. Na długo jeszcze zanim doszło do tego ostatecznego nieszczęścia, bardzo wiele osób – i to zarówno tych, którzy mają na wiele rzeczy wpływ, jak i tych, którzy ów wpływ bardzo mieć chcieli, ale musieli się zadowolić tym, że będą w tym wszystkim pełnić wyłącznie rolę kibiców – bardzo marzyło o tym, żeby dożyć dnia, gdy będzie leciał ten samolot, a później nagle zacznie spadać. Wiem też, że było zawsze bardzo wiele osób – i jest ich mnóstwo jak najbardziej i dziś, tyle że już z innym rodzajem uwagi – którzy, nawet jeśli nie posunęli się w swoich marzeniach aż tak daleko, żeby ujrzeć tę krew, to z wielką satysfakcją witali każdą możliwą porażkę w codziennym kalendarzu tego, kogo całym sercem nienawidzili. I tak się składa, że jeśli nawet to tylko ich pragnieniom i wysiłkom możemy zawdzięczać to, że samolot z Prezydentem spadł w to smoleńskie błoto, pozostawiając po sobie kupę złomu i przemielone ciała, to też nie mam najmniejszego powodu, żeby machnąć na to wszystko ręka i zacząć o tym nieszczęściu mówić „wypadek”.
Jak mówię, nie mam bladego pojęcia, jak doszło do katastrofy rządowego Tupolewa. Nie wiem, czy ktoś rozpylił tam tę mgłę, czy ktoś przeniósł złośliwie radiolatarnie, żeby zmylić pilotom drogę, czy rosyjscy kontrolerzy kazali naszym pilotom lądować, podczas gdy lądować nie wolno było pod żadnym pozorem, czy – jak twierdzą niektórzy – doszło do jakiegoś supernowoczesnego wybuchu, który ten samolot rozpruł w drobny mak. Wiem natomiast z całą pewnością, że nie mogło wydarzyć się tak, że ktoś kapitanowi Protasiukowi powiedział „Ląduj”, on zapytał „Gdzie?”, ten ktoś mu powiedział „Gdzie bądź”, a on na to wypowiedział te słynne słowa: „To ja wszystkim pokażę, jak lądują debeściaki”, rąbnął w to drzewo i rozpadł się na setki krwawych strzępów.
Ale wiem jeszcze coś. I żeby pokazać dokładnie, co wiem, spróbuję opowiedzieć pewną historię. Historię całkowicie zmyśloną, ale mam nadzieje, że się wszystkim spodoba. Otóż wyobraźmy sobie, że ja kogoś bardzo nie lubię. Co ciekawsze, mam wszelkie powody, żeby tego kogoś nie lubić. Jak to pięknie wyraził w niedawnej wypowiedzi dla Rzeczpospolitej Paweł Śpiewak, moja nienawiść do tego kogoś byłaby w pełni „uzasadniona”. Najchętniej w tej sytuacji bym mu oczywiście wlał, albo sprawił, żeby on się wyniósł z mojej okolicy, lub tak go nastraszył, żeby stał mi się posłuszny i przestał mnie nieustannie irytować. Jednak z jakiegoś powodu, ani jedno, ani drugie, ani też trzecie, nie leży w moich możliwościach. A zatem, jedyne co mi pozostaje, to – jak już powiedzieliśmy – w uzasadniony sposób go nienawidzić, i mu nieustannie dokuczać. Dokuczać tak, żeby on te moje dokuczliwości odczuł, i żeby przy każdej kolejnej okazji, odczuwając je, budził powszechny w okolicy śmiech.
I oto wyobraźmy sobie, że ten mój znajomy, któregoś dnia planuje urządzić u siebie w domu uroczystość z udziałem zaproszonych przyjaciół, do tej uroczystości się przygotowuje, bardzo jej wyczekuje i bardzo się na nią cieszy. A ja wtedy wymyślam sobie, że to będzie bardzo dobry psikus, jeśli ja mu na przykład wsadzę szpilkę w zamek do drzwi i kiedy on będzie wracał do domu z zakupów, nie będzie mógł wejść do domu, będzie stał pod domem jak głupi, z tymi wszystkimi flaszkami i co tam jeszcze sobie na tę uroczystość przygotował, po pewnym czasie zaczną schodzić się goście i będą tak wszyscy stali pod tymi drzwiami, wystrojeni do zabawy, której nie będzie, a on będzie się jak kretyn szarpał z tymi drzwiami, wściekał, i będzie taki w tej swojej bezradności żałosny i śmieszny. A ja będę stał w oknie i pokładał się ze śmiechu.
I wtedy, nagle, zupełnie niespodziewanie, kiedy on i jego kumple tak się będą bezradnie kręcić pod tą jego głupią furtką, obok będzie przejeżdżać jakaś ciężarówka, prowadzona niefortunnie przez pijanego kierowcę, wpadnie na tę całą grupę niedoszłych imprezowiczów i wszyscy w jednym momencie zginą…
Przepraszam teraz wszystkich bardzo, ale czy ja kogoś zabiłem? Czy ja może jestem winien zbrodni? Czy my w ogóle możemy mówić o zabójstwie? Czy to ja może się napiłem i wjechałem w kręcących się po jezdni ludzi?
Ja, jak mówię, nie mam pojęcia co się tam, w tamtej smoleńskiej mgle, wówczas stało. A ponieważ nie wiem, to dopuszczam wszystkie możliwości. Nawet i tę, że tak naprawdę nikt nie chciał, by się przydarzyło cokolwiek złego, a co dopiero aż tak paskudnego. Że chodziło wyłącznie o psikusa. I to nawet nie tak bardzo podłego, jak ten opisany w mojej historii, ale zwykłego, wesołego psikusa, urządzonego w dodatku w celu czysto politycznym i w bardzo dobrych intencjach – żeby skompromitować człowieka, który sobie na tę kompromitację jak najbardziej zasłużył i na nią skutecznie zapracował. Dla dobra Polski i Polaków. Biorę zupełnie szczerze pod uwagę taką możliwość, że to nieznośne i nieustanne wysuwanie się Lecha Kaczyńskiego przed szereg, to jego przekonanie o swojej ważności, to ciągłe gadanie: „Jestem prezydentem, jestem prezydentem, jestem prezydentem”, stawały się już dla niektórych tak bardzo nie do wytrzymania, że ludzie, którzy naprawdę nie mieli wielkiego pola manewru, w swojej łagodności i wesołym usposobieniu jedyne co mogli zrobić, to temu bucowi pokazać, jaki jest śmieszny i żałosny w tym swoim nadęciu. I wymyślili sobie, jak to będzie fajnie i wesoło, kiedy on z tymi wszystkimi ludźmi przyleci nad ten Smoleńsk, gdzie nikt poważny go ani nie czeka, ani nie potrzebuje, zobaczy tę mgłę i będzie musiał wracać do domu jak niepyszny. I wszyscy będziemy się śmiać i za nim wołać, że taka wyprawa, jaki prezydent, a taki prezydent, jakie to całe jego towarzystwo. Tchórz i ofiara losu i głupi kartofel. I będzie dobrze.
I nagle, kiedy wszystko się tak elegancko rozwijało, ktoś coś spieprzył… i stało się, jak się stało.
I co? Czy ja mam znów słuchać tych ciągłych pretensji, że mam przestać gadać o zbrodni, o morderstwie, o złych ludziach? Mogę słuchać. Zwłaszcza że wiem świetnie, co za nimi stoi. Z jednej strony mianowicie zwykły strach i poczucie kompletnego osaczenia, a z drugiej bardzo nieczyste sumienia. I ten straszny, niewymowny wysiłek, żeby przestać słyszeć te głosy. Żeby już one się wreszcie uciszyły. Żeby przestały szeptać i budzić ludzi po nocach. Mogę słuchać. Jednak jeśli ktoś się spodziewa, że przestanę się pieklić, to może na mnie już nie liczyć.


Powyższy tekst napisany został jeszcze tydzień temu, a zamieściła go Warszawska Gazeta w miniony piątek. Wszystko jednak, jak możemy wyraźnie stwierdzić pozostaje aktualne. Może nawet bardziej niż wtedy.

38 komentarzy:

  1. Jesteś cudowną osobą więc przestań się martwić wadami one zginą w płomieniu miłości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz całkowitą rację Toyahu.
    Oni go zabili; chcąco czy niechcąco go zabili.
    Czyli masz pełne prawo mówić tak jak mówisz.

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. @Syneloi
    A ja Cię proszę, przestań komentować na moim blogu, bo Twoja obecność sprawia, że staję się złym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. @jazgdyni
    I wzajemnie. W Katowicach piękny początek tygodnia. A jak u Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam od początku takie same odczucia.Myślenie uzasadnioną nienawiścią jest samospełniajacą się przepowiednią.Mój Szanowny Ojciec, który stracił z tej nienawiści możliwość normalnego myślenia prowokuje mnie do wymierzenia Mu fizycznego ciosu!! Dobrze,że pamiętam 4 Przykazanie!!

    OdpowiedzUsuń
  6. @kryska
    Tak jest! Choćby nawet rozum stracił. Nie tylko zresztą on. Matka, brat, siostra. Wszyscy. Choćby nawet rozum stracili.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah

    Też po wczorajszych mgłach, słońce zaczyna przezierać.
    A odczucia dobre po spełnieniu porannych dobrych uczynków.
    Bezpośrednio, bez żadnej wielkiej orkiestry...

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah

    Jeszcze w odpowiedzi na komentarz pod poprzednim wpisem: ja jednak wierzę, że błogosławiony Jan Paweł II jakoś zadziała. Nie wiem jak, ale zadziała. Tak jak wygranie wyborów i prezydenckich i parlamentarnych dokładnie w roku Jego Odejścia nie było przypadkiem, tak i teraz jakoś pomoże. Zwłaszcza, że w kalendarzu liturgicznym ta beatyfikacja jest dokładnie w rok po Katastrofie (wtedy była wigilia Niedzieli Miłosierdzia Bożego, beatyfikacja w samą Uroczystość - taki Znak). Co nie zmienia faktu, że my musimy robić swoje.
    Co do tego, że Oni mają tę krew na rękach to pełna zgoda. Choćby ,,tylko" pośrednio przez zaszczucie, stworzenie medialnego mitu, że ,,cały świat się z nas śmieje przez takiego Prezydenta", utrudnianie dostępu do samolotu rządowego, a przez to reprezentowania nas na forum unijnym itp.

    OdpowiedzUsuń
  9. Toyahu

    Masz całkowitą rację. Niemała już dzisiaj wiedza o tym, jak wyglądało przygotowanie prezydenckiej wizyty od strony logistycznej, pozwala stwierdzić, że rządzący ponoszą odpowiedzialność za katastrofę. Nawet jeżeli robili to z pobudek, o których piszesz. Miała to być kolejna odsłona "bitwy o krzesło", a zamiast powszechnego śmiechu wyszła tragedia (może z lekką pomocą braci Moskali).

    Ja już w kwietniu miałam wrażenie, że to ogromne zło i nienawiść sączona z mediów każdego dnia, w końcu się zmaterializowały.
    Winą tego rządu i wszelkich usłużnych dziennikarzy była walka z Prezydentem o odebranie godności i majestatu RP, a nade wszystko codzienne sączenie nienawiści w ludzkie umysły.
    Dla mnie największym przejawem tej moralnej degrengolady była prywatna rozmowa w gronie kilku osób, kiedy poważny i szanowany profesor z Uniwersytetu Warszawskiego bez najmniejszej żenady oświadczył kilka lat temu po incydencie z awarią samolotu prezydenckiego, iż wielka to szkoda, że samolot po prostu nie spadł. Dla mnie wtedy to był szok, ale obrazuje doskonale spustoszenia moralne dokonane w umysłach Polaków przez "chłopców z biblioteki" i ich medialnych sługusów.
    Ja tylko wątpię w to, że oni mają sumienia. Nie wiem, czy w nocy prześladują ich koszmary, bo na wizji wyglądają na bardzo z siebie zadowolonych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękując za miłe pożegnanie obiecuje Tobie Syneloi, że postara się omijać Twój blog oraz prosi o wyrozumiałość gdyby się zapomniał i ponownie tu przybłąkał wszak gdy pisał ten tekst miał już więcej niż pięćdziesiąt lat a więc dużo wicej od Ciebie wad, które nabył jak słusznie napisałoś dziecię wszechświata wskutek błędów, którymi mogłobyś się zarazić.

    Obyś stało się lepszym człowiekiem i odwiedziło jego blog pomagająć jemu w tym by bez błędów żył.


    Radosnego zycia dłuższego od wieku najstarszych drzew!

    OdpowiedzUsuń
  11. Chodziło mi o kolejność beatyfikacji.Jan Paweł II od samego początku podkreślał świętość i niezłomność Kardynała.Pamiętasz ten obraz z Mszy Św.intronizacyjnej w Rzymie?Do dziś mam go w oczach jako wyraz absolutnej wiary.Właśnie synostwo i jednocześnie poddaństwo woli Najwyższego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najgorsze jest to, że oni (władza, elity) bardzo skutecznie przelali swoją nienawiść na ludzi. Ba, być może oni są w ogóle wyprani z uczuć, żyją zaspokajaniem tych czy innych słabości (jak Piesiewicz), a nienawiść jest rytualna i tylko na pokaz. Właśnie po to, by podtrzymywać ją w społeczeństwie. Takich ludzi zaczadzonych nienawiścią czasem spotykam i jestem wstrząśnięty. Gdy przypadkiem rozmowa zejdzie na temat polityki, zwłaszcza Kaczyńskich, to oni się wewnętrznie spinają, zmienia im się głos, podejrzewam, że rośnie ciśnienie krwi (cały zespół reakcji fizjologicznych, pewnie ma to jakąś fachową nazwę). I umieją już tylko mówić, że "oczywiście że winny był prezydent Kaczyński", "co wyrabia ten Jarosław, to już przechodzi wszelkie pojęcie", "on jest psychicznie chory, oni na pewno go w końcu zamkną w zakładzie, bo inaczej nie da się żyć w Polsce" itd. Oczywiście przy takim ładunku złych emocji jakakolwiek dyskusja pozbawiona jest sensu, toteż w takich sytuacjach zmieniam temat.

    Masowe morderstwo. Mało kto zwrócił uwagę, że publikacja raportu MAK pokazała nam wyraźnie, że kłamstwo osiągnęło poziom opisany przez Orwella; to fakt - nie figura retoryczna! Na świecie a w Polsce w szczególności powtarza się historyjki Anodiny z konferencji prasowej o pijanym "faktycznym dowódcy" samolotu. Tymczasem choćby z danych zawartych w raporcie MAK widać wprost, że samolot był wciągnięty w pułapkę. Najpierw wieża i załoga Jaka zachęciła pilotów Tu-154 do zejścia na 100 m w celu sprawdzenia sytuacji. W trakcie schodzenia na 100 m wieża nieustannie komunikowała: "na kursie i na ścieżce". I zupełnie nagle w jednej sekundzie okazało się, że oni są na poziomie gruntu. W głosie pilotów słychać bezgraniczne zdumienie - warto się w to wsłuchać. O ile, do publikacji raportu można było mówić o prawdopodobieństwie zamachu na podstawie mocnych przesłanek, to po publikacji tego raportu można czystym i pewnym głosem mówić, że tam doszło do zaplanowanego masowego morderstwa. Nie ma już co czekać na inne dowody. Trudno powiedzieć jakie będą losy pamięci o tej kolejnej historycznej zbrodni na Polakach. Moje zdanie jest takie, że tu i teraz możemy już otwarcie, bez kompleksów i szufladkowania się za pomocą etykietki "teorii spiskowej", mówić o zamachu i morderstwie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Chciałbym jeszcze dodać 3 grosze do różnych eksperymentów myślowych pozwalających lepiej zrozumieć, jak Lech Kaczyński został wciągnięty w tę pułapkę i nie dość, że zginął, to nadal trwa nagonka na niego. Wyobraźmy sobie jak ten lot faktycznie przebiegał, czyli bez tych horrendalnych wymysłów o libacji na pokładzie i pilotach tracących zmysły od demonicznej presji Kaczyńskich. A więc jest podniosła atmosfera na pokładzie i pełen profesjonalizm załogi samolotu. I teraz wlatują w tę mgłę i następuje konsternacja. Co robić? Zejście do wysokości decyzyjnej wydaje się wszystkim logicznym krokiem, potem zobaczymy co dalej. I wyobraźmy sobie dalej, że Lech Kaczyński (wszak to polityk o ponad przeciętnej inteligencji i znajomości polskiego otoczenia geopolitycznego) doznaje przebłysku zrozumienia strasznej prawdy. Wszystko układa się w logiczną całość (rozdzielenie wizyty premiera i prezydenta, wiele innych okoliczności, o których pewnie nie wiemy). To niewiarygodne, ale wygląda na to, że Rosjanie zdecydowali się na ten straszny krok. Co ma robić? Może powinien nakazać natychmiastowy odlot na bezpieczną wysokość, zmienić plany? Ale czy go posłuchają? Wszak piloci zostali nauczeni ignorować polecenia prezydenta? A jeśli jego przypuszczenia są fałszywe, samolot wyląduje, a system z całą furią wykorzysta jego błędną decyzję do niewyobrażalnej fali szyderstw. To będą już przegrane wybory, może także wybory PiS, polskie interesy zostaną pogrzebane na długie lata... Co miał zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  14. Wczoraj w Parafii p.w. św. Rocha w Białymstoku poświęcono Pomnik - Tablice Memorialne ofiar Tragedii Smoleńskiej. Uroczystości przewodniczył ks. abp Edward Ozorowski - Metropolita Białostocki. Homilię wygłosił ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz - pasterz Kościoła drohiczyńskiego. Udział wzięła m.in. wdowa po Marszałku Krzysztofie Putrze. Odczytano słowo nadesłane przez Jarosława Kaczyńskiego.
    Dobrze, że są ludzie, którzy, ten nasz Mit, określając za Rymkiewiczem, pielęgnują. I dobrze, że są jeszcze Pasterze, którzy czują z Narodem i ratują honor Hierarchii.

    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=24435

    OdpowiedzUsuń
  15. @jazgdyni
    O tak! Dobrze jest dzień zacząć z impetem.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Gemma
    Będziemy się modlić. To na pewno. A czy nam się uda? Będziemy się modlić, żeby się udało.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Ginewra
    Wyglądają na zadowolonych, bo podobno w większości wypadków są zaćpani.

    OdpowiedzUsuń
  18. @kryska
    Już rozumiem. Nie wiedziałem, kogo masz na myśli, pisząc o Kardynale. Ostatnio jest ich tak dużo, ze mi się mylą. I zaciemniają obraz.

    OdpowiedzUsuń
  19. @filozof grecki
    Strasznie szybko wszystko się dzieje. Bardzo jestem ciekawy, co jest na końcu.

    OdpowiedzUsuń
  20. @all

    Ostatnio pisałem o raku na społeczeństwie i terapii chemią. Ale rewiduję ocenę, za blogerem Upartym twierdzę, że mamy do czynienia ze wrzodem - wrzodem na 4 literach. Organizm jak złapie jakąś infekcję to stara się jakoś wydalić bakcyla w formie wspomnianego wrzodu. Z tym co mamy obecnie do czynienia wydaje mi się - jestem pewien - że mamy taką operację Nardu wydalającą obce elementy w formie wrzodu. Zdarzenie smoleńskie było pewnym katalizatorem, co prawda organizm jest słaby i sponiewierany chorobą, ale jak się przypatrzymy to na naszych oczach ten wrzód już się ukazuje, potem obeschnie i odpadnie.

    I co może dla niektórych wydać się dziwne, dla mnie przegrana Jarosława jest dla nas zbawienna. Bo całe to środowisko musi się ostatecznie skompromitować i to w oczach większości nas, innej drogi nie ma. Coś jak wariant węgierski.

    By odwrócić proces musieli by prosić o pomoc ruskie bagnety. Ale w tym przypadku tusk musiałby się pożegnać z Dolomitami ostatecznie na rzecz Kaukazu.

    W tym roku dużą szansę na paszport polityki mają artyści co to wystawili sztukę o wajdzie, Balcerowiczu, kucu, Jandzie podobno personalna masakra.
    recenzja:http://fronda.pl/news/czytaj/horubala_bunt_bunt_bunt_w_przedpokojach_salonu

    Czasy idą niespokojne w tym sensie, że PIS musi być gotowy zagospodarować to wzburzenie. Tu nie chodzi o zniszczenie salonu 3RP, chodzi o plan maksimum dla Polski, o to by nasze dzieci, wnuki powiedziały dzięki Tato, Dziadku, żyjemy naprawdę w fachowym i sporzo kraju. czy jak tam będą oni mówić.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Cmentarny Dech
    Mam wrażenie że o, jak mówisz, zbawienności tej porażki tu już wspominaliśmy. I masz rację - dobrze będzie jak ten projekt sam się skompromituje w 100 procentach. Ale też ja mogę sobie tylko wyobrażać, co by się dziś w Polsce działo, gdyby prezydentem był Jarosław Kaczyński. To samo, tylko 10 razy bardziej. A tego byśmy nie przeżyli.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Cmentarny Dech
    Mam wrażenie że o, jak mówisz, zbawienności tej porażki tu już wspominaliśmy. I masz rację - dobrze będzie jak ten projekt sam się skompromituje w 100 procentach. Ale też ja mogę sobie tylko wyobrażać, co by się dziś w Polsce działo, gdyby prezydentem był Jarosław Kaczyński. To samo, tylko 10 razy bardziej. A tego byśmy nie przeżyli.

    OdpowiedzUsuń
  23. @toyah
    małe uzupełnienie technicznych szczegółów:

    Szczątki samolotu co prawda rozpadły się na drobny MAK ale dużo słabsze od metalu ciała zostały niemal w całości.

    Sądząc po kierunku propagandy (n.p. filmik 1:24) można domniemywać że odbyła się inscenizacja.

    OdpowiedzUsuń
  24. Macie rację. To, że Kaczyński nie jest teraz prezydentem to bardzo dobrze. Jego czas jeszcze przyjdzie. Teraz za to będzie czas kompromitacji i zagryzania. Z jednej strony nie mogę przeboleć, że prezydentem Polski jest Komorowski. Mówiłem sobie, wszyscy z Peło tylko nie on, tylko nie ten myśliwy. No, ale skoro to czas kompromitacji, to to chyba nikogo lepszego w tej roli nie można było sobie wyśnić. O czym już się wielokrotnie przekonaliśmy. Facet jednym słowem jest żałosny.

    Ogólnie mam wrażenie, że jest w tym wszystkim jakiś plan. Ktoś nam pomaga. Wszystko co teraz wydaje się nam złe, porażką, niepowodzeniem w ostateczności okaże się niezbędnym i zbawiennym. Tylko jeszcze o tym nie wiemy. Chciałbym nawet wierzyć w to, iż śmierć Lecha Kaczyńskiego i całej reszty, przyczyni się do tego, że odzyskamy i już niedługo będziemy mieć... wolną Polskę.

    OdpowiedzUsuń
  25. @PLK
    O ile mi wiadomo, nie wszystkie ciała spotkała taka łaska.

    OdpowiedzUsuń
  26. @toyah

    Niepotrzebnie się szczypiesz z tą „zbrodnią”.

    Zgodnie z art. 7 §2 kk Zbrodnią jest czyn zabroniony zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3 albo karą surowszą.

    Ponieważ w Smoleńsku gwałtownie zginał Prezydent RP, to czy się jakiejś POkrace podoba, czy nie, śledztwo musi brać pod uwagę nie tylko rojenia MAK’Donalda, ale art. 134 kk Kto dopuszcza się zamachu na życie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

    Skoro stoi nie mniej, niż 12 lat, to trzeba brać pod uwagę zbrodnię. Skoro trzeba brać, to można mówić o takiej możliwości. Gdyby nie można było mówić, to nie dałoby się brać.

    Literatura prawnicza do art. 134 kk nie pozostawia wątpliwości, że:
    - dobrem chronionym jest tu życie osoby sprawującej urząd Prezydenta RP,

    -zamachem jest tu każde działanie godzące w to dobro, w tym pogarszanie przygotowania lotu bez względu na ew. nieprzekroczenie „dolnej normy” czegoś. Wystarczy, że umyślnie została obniżona, bo to zawsze powiększa zagrożenie życia

    - przestępstwo zostaje dokonane już w chwili podjęcia przez sprawcę czynności pogarszania organizacyjnego, niezależnie od tego, czy to one okazały się skuteczne, same w sobie, czy dopiero wskutek łącznego udziału innych sił lub nawet zbiegów okoliczności (zapalnik nie ma wysadzać, tylko zainicjować, katalizator umożliwić reakcje itd. – to taka tu logika jest).

    - umyślność wystarczy tu tylko tzw. wynikowa, gdy sprawca musiał przewidywać, że pogarsza ochronę i może nawet nie chciał żadnego BUUUM, ale godził się z pogorszeniem ochrony życia Prezydenta w locie samolotem, na gównianym lotnisku, itd.

    Cokolwiek zatem ujemnie wyiskrzyła ta ruska Anoda, czy jeszcze wykombinują te polskie buce śledcze, to i tak tego rodzaju zbrodnia jest oczywista. I odpowiedni sprawcy-kierownicy są znani

    Powinien był MAK’Donaldu & Co zadbać o przygotowanie lotu na tip-top, a dbał odwrotnie. I to starczy!

    OdpowiedzUsuń
  27. @toyah and all

    Wybacz, Szanowny toyahu, ale te głosy w dyskusji u Ciebie to - trzeba przyznać, że niezależnie od niezmiennie wysokiego poziomu notek - seteraszny badziew.
    O wybaczenie proszę nie tylko dlatego, że tak brutalnie oceniam komentującą brać (choć ocena to adekwatna i zasłużona), ale przede wszystkim dlatego, że sam przykładam do tego rękę, nie pisząc właściwie w ogóle. Mea, zatem, maxima culpa.

    Ale wracając do adremu.

    Szanowni, nie róbcie tutaj takiej siary. Bujacie się pomiędzy onetem a rzadkim frondowo-rebelyowym planktonem. Już lepiej dajcie spokój i pomilczcie, choćby nienawistnie, ale z sensem.
    Toż to pijany sen chorego idioty, że zacytuję klasyka. Orjanie drogi, pierdolisz bez sensu, że zacytuję miszcza mleczke. Obliveonie i ty, filozofie grecki, dajcie sobie spokój z poezją bohaterską a tym bardziej z mistyką laicką. To nie Wasz fach. Ja rozumiem słabszą formę, sam cierpię na to przewlekle. Ale tutaj trzeba się bardziej starać. Inaczej nie warto.

    Rzekłem.

    Z poważaniem

    OdpowiedzUsuń
  28. @don esteban
    Otóż to - mea. Nie komentujesz Ty. Nie komentuje LEMMING. Don Paddington też zajęty. Ginewra też wpadnie zaledwie od czasu do czasu. Traube podobnie. Latinitas nie ma ogóle. Długo wymieniać.
    Widocznie nie ma o czym gadać.
    A ja jestem wdzięczny za każdy gest.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Don Esteban

    Mój drogi, obojętnie jaki przebieg tragedii zostanie ustalony od strony, że tak powiem, "technicznej" (sprawca Newton i prawo ciążenia, Błasik und gorzała, itd. względnie ruskie instalacje),

    to i tak nie zmieni oczywistości zbrodni popełnionej tutaj podczas oragnizacji tego lotu.

    Ja tylko tyle pokazałem, że ten wymiar zbrodni jest już oczywisty od dawna.

    Nie mamy do czynienia ze zwykłym zabójstwem obywatela, gdy szuka się, konkretnie kto zadał ten decydujący cios nożem.

    W przypadku prawnej ochrony życia Prezydenta zbrodniarzem jest już ten, który umyślnie zaprowadził go w ciemny zaułek, choćby sam potem sobie poszedł popatrzyć na wszystko w telewizji licząc na dobrą zabawę.

    To, co mi najbardziej przeszkadza wokół tej zbrodni smoleńskiej, to koncentracja powszchnej uwagi na tych ostatnich sekundach lotu: "jak to zadziałało", "który krzak był pierwszy". Takie podejście przesłania zupełnie odrębną konieczność śledztwa tutaj na temat: "kto i czym obniżył bezpieczeństwo lotu".

    I to dlatego ta ekipa jeszcze jest przy władzy, zamiast w areszcie. Wcale nie dlatego, że jeszcze zbyt mało rozwiązana jest zagadka "techniczna".

    Tusk, czy Klich głośno mówią (maskują) o poddaniu sie odpowiedzialności politycznej, gdy powinni być objęci postępowaniem karnym. Ja bym chętnie dowiedział się, że oni są niewinni w zakresie celowego pogorszenia bezpieczeństwa życia Prezydenta w locie do Smoleńska.

    A ty, gadaniem jak Twoje, nie dajesz mi rzadkiej szansy poznania ludzi niewinnych.

    Eeeee tam.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Don Esteban

    Nie zgadzam się z Twoją postawą całkowicie.
    Gdyby każdy wychodził z założenia, że komentarz powinien być odkrywczy, erudycyjny i doskonale skomponowany, to nikt by się nie odzywał. Po prostu wszyscy by się obawiali, że nie sprostają wygórowanym wymaganiom.
    Tak zresztą po części jest, dzięki forsowanej przez Ciebie od wielu miesięcy tezy, że nie warto się odzywać, jeżeli komentarze są miałkie i przyczynkarskie.
    I zapewne wielu ludzi czytających ten blog nie komentuje w obawie, że mogą napisać coś nie na poziomie.
    Od trzymania poziomu jest Toyah i wychodzi mu to całkiem nieźle. Natomiast przekonana jestem, że jak już Autor zamieści tutaj wpis, w który włożył wiele serca i emocji, to chciałby się dowiedzieć, czy ten tekst został właściwie odebrany i myślę, że miło mu jest, kiedy pojawiają się komentarze, chociażby jednozdaniowe. Dał temu zresztą niedawno wyraz w osobnym wpisie.

    Podtrzymanie dyskusji jest ważne i nie można wymagać od każdego komentatora, żeby tworzył poematy. Jeżeli masz taką potrzebę i umiejętności, to twórz. Ale nie siej, proszę, defetyzmu i nie zabijaj wymiany myśli.

    OdpowiedzUsuń
  31. @toyah

    Poprawię się. Tzn. spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  32. @orjan

    Bardzo mnie ucieszyła Twoja wypowiedź. Prawdę mówiąc na taką mniej więcej liczyłem.

    Podzielam Twoją intuicję w "sprawie smoleńskiej".: "...ten wymiar zbrodni jest już oczywisty od dawna."

    Dywagacji z użyciem artykułów k.k. naczytałem się od metra i mam dość, czemu dałem wyraz, posiłkując się cytatem z miszcza mleczki. Cieszę się, że Kolega wykazał poczucie humoru. To szczególnie cenne.

    A tego, to ja nie rozumiem, choć, przyznaję, brzmi elegancko: "A ty, gadaniem jak Twoje, nie dajesz mi rzadkiej szansy poznania ludzi niewinnych."

    W pełni za to zgadzam się z Twoją ogólna oceną: "Eeeee tam."

    Szacuneczek.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Don Esteban

    Z tym cytowaniem artykułów kk po blogach masz całkowitą rację. To zmora blogowej publicystyki.

    Ale tu nie da się inaczej, bo pod względem prawnym i ustrojowym, ani śmierć, ani narażenie życia Prezydenta RP nie są tym samym, co w przypadku innych obywateli.

    W wymiarze ludzkim, wspominamy ten Smoleńsk prosząc o zmiłowanie dla tych wszystkich, którzy tam w przerażeniu cierpieli (sekundę, minutę?). Myśli nasze biegną zaraz do tych osieroconych i do samej Polski osieroconej.
    Zaraz potem zachłystujemy się oburzeniem, że są tutaj i tacy, którzy z tego wszystkiego czerpią radość, czy inaczej są zadowoleni publicznie lub po kątach.

    W takim wymiarze myślimy o Prezydencie, jak o takim samym człowieku, co inni polegli. Wobec śmierci wszyscy są równi. I tak jest dobrze, ale zrównując Go, odbieramy Jemu i sobie potrzebę oraz obowiązek wyjaśnienia.

    W tym miejscu, paradoksalnie tym zrównaniem, wyrządzamy niechcący krzywdę pozostałym poległym, bo oni też powinni korzystać z tej jednostkowej, a wyjątkowej prawno-karnej ochrony Prezydenta. Chodzi o to, że - jak się mówi - na jednym wózku, czy w jednym samolocie, obok Prezydenta powinno być najbezpieczniej.

    A tu ktoś (KAToś?), właściwie na oczach nas wszystkich, przez wiele tygodni przed lotem i - jak się okazuje - także wysyłając ten samolot, ze skóry wychodził, żeby było odwrotnie. I akurat to jest OSOBNO karalne. Brak publicznej i prawnej aktywności w tym kierunku jest nieznośny.

    Nawet Anodina, E.Klich i inni tacy, co chwila dostarczają tu dowody i wyraźnie wskazują fakty i oceny takich zaniedbań, czy wręcz starań. I akurat to nie wywołuje żadnej reakcji. Plusk, kamień w wodę. Bum, samolot w krzaki.

    OdpowiedzUsuń
  34. Witaj Toyahu,
    dziękuje Ci za ten wpis, już od dawna czekałem, ze wreszcie to ktoś wykrzyczy, przepraszam Ty nie krzyczałes, po prostu powiedziałeś To co powinno zostać powiedziane juz dawno.
    A powiedziałeś to w taki sposób, że nikt inny by tak nie potrafił. Życzę Ci aby Archaniołowie byli zawsze obecni w Twoim domu i opiekowali się Tobą i Twoimi najbliższymi nie pozwalając na żadne knowania Szatana.

    Prawda zwycięży!

    OdpowiedzUsuń
  35. Napisano w Biblii: Jeśli Szatan Szatana wygania jakże ma się ostać jego królestwo?

    OdpowiedzUsuń
  36. w sprawie zabijania dyskusji słów kilka.

    Ginewro Szanowna,

    W sumie oczywiście masz rację, ale tylko o tyle, o ile don esteban jest wstanie nałożyć tutaj komukolwiek knebel.

    Otóż nie mam takiej mocy (nawet w formie zmarszczenia prawej brwi) by zastopować dyskusję u toyaha. Co więcej, jak to jasno wynika z mojej wypowiedzi (a nie postawy) nie mam takiego zamiaru.

    Przeciwnie, zupełnie przeciwnie. Sądziłem, że to jest dla wszystkich bywalców, mimo wszystko, jasne.

    Tymczasem ze zdumieniem dowiedziałem się, że od wielu miesięcy don esteban forsuje tezę, że nie warto się odzywać. Ja oczywiście rozumiem, że moje milczenie można odczytać jako demonstrację, lecz, w przeciwieństwie do poważnego, bo nienawistnego, milczenia Jarosława Kaczyńskiego, źródłem mojego jest po prostu niemożność pisania (szerzej o tym nadmieniał kol. LEMMING, nie będę powtarzał).
    A poza tym, nie wiesz, że to don esteban jest królem przyczynkarstwa na tym blogu? I on miałby tępić przyczynkarstwo? Miałkość tak, ale co to, to nie.

    Mój komentarz był zatem po to, żeby możliwie każdy "komentarz był odkrywczy, erudycyjny i doskonale skomponowany". Na takim czymś mi zależy. A nie na tym, by "nikt by się nie odzywał". Skąd ten pomysł w ogóle?

    Skonstruowałaś taką tezę: "Po prostu wszyscy by się obawiali, że nie sprostają wygórowanym wymaganiom." Otóż, nawet jeśli don esteban, albo ktokolwiek inny miałby takie wygórowane wobec innych gości wymagania (skądinąd cóż to byłoby za cudaczne zajęcie?), to przecież nie ma się czego obawiać. Po pierwsze to przecież sieć, unreal. Po drugie zaś, każdy kto zna don estebana trochę dłużej, wie, że ten czeka na porządną, siarczystą ripostę.

    Z pewnością zależy mi żeby nie za wiele pojawiało się tutaj "czegoś nie na poziomie".

    Co do jednego pełna zgoda, policję blogową trzyma Szlachetny Gospodarz (niech jego wielbłądy mnożą się jak króliki), który robi to niezrównanie.

    "Komentarze /.../ jednozdaniowe", które postulujesz, byłyby ideałem. Każdy się do takich modli, bo to szczyty dyskutowania, dostępne niewielu. Jak sama masz okazję zaobserwować już po tym komentarzu, są to szczyty niedostępne don estebanowi. Do głowy by mi nie przyszło, by to krytykować.

    To nie defetyzm (co zdaje się zrozumiał kol. orjan) lecz troska o to miejsce. I w ogóle, małojecka fantazja.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. @Don Esteban

    Cieszę się niezmiernie, że nie opuściła Cię małojecka fantazja ani zdolność riposty.
    Pozwoliłam sobie zwrócić Ci uwagę, ponieważ od dawna Twoja postawa mnie przygnębiała. Bardzo mi brakowało dawnego don Estebana, jego dowcipu i celnych spostrzeżeń. Dlatego też wspomniana "niemożność pisania" bardzo mnie martwiła, ale widzę po dzisiejszych komentarzach, że to już przeszłość. Forma i chęć pisania chyba wraca. To mnie naprawdę ogromnie cieszy i mam nadzieję, że będziesz się odzywał częściej.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.