środa, 12 stycznia 2011

Jeszcze o prawdzie z twarzą Antoniego Mężydły

No i wreszcie udało się zakończyć pewien okres w najnowszych dziejach naszej Ojczyzny i otworzyć nowy rozdział w budowie cywilizacji, jak to pięknie określił, mistrz Gowin, „białego człowieka”. Wprawdzie nasz polski udział w tym wydarzeniu jest minimalny – powiedzmy, że nam przypadnie wyłącznie rola, inspiratora i ewentualnie autora prac przygotowawczych – niemniej już do końca naszych dni będziemy pamiętać całą rzeszę nazwisk i twarzy, które za tym projektem stoją. Nie zapomnimy ich, i ile razy nadarzy się okazja, będziemy mogli powiedzieć, że wiemy i z całą pewnością doceniamy.
Kiedy wczoraj, jak grom z jasnego nieba, pojawiła się informacja, że już dziś z samego rana, Rosjanie nas poinformują o tym, co takiego się dokładnie wydarzyło 10 kwietnia pod Smoleńskiem, można się było spodziewać, że będzie o czym myśleć. Nawet sam Edmund Klich wspomniał coś na temat spraw na tyle dla nas przykrych, że jemu nawet nie wypada wysuwać się przed szereg. Nawet pan premier, jak się okazuje, odpowiednio wcześniej poinformowany o tym, że czas rozliczeń już nadchodzi, zwiał na narty. Nawet ktoś tak szary i skromny jak poseł Mężydło, wczoraj w telewizji zapowiedział, że wszystkie nieszczęścia, jakie spadną na nas w związku z zakończeniem prac Rosjan, idą na konto PiS-u i tylko PiS-u. Bo to PiS przez te dziewięć miesięcy – w odróżnieniu od Platformy Obywatelskiej – zachowywał się nieodpowiedzialnie i antypaństwowo. Z łaskawym wyłączeniem Jarosława Kaczynskiego, który, jak wiemy, po smoleńskim wypadku popadł w obłęd a więc za siebie nie odpowiada.
A więc można powiedziec, że właściwie wszystko wiedzieliśmy, i jedyne co mogliśmy robić, to spokojnie czekać dzisiejszego przedpołudnia, by – już, jak mówię, z czystym sumieniem – móc przejść do kolejnej części projektu o nazwie „Demokratyczna Polska w Demokratycznej Europie”. I nagle okazuje się, że rzeczywistość, jak zresztą wiele już razy wcześniej, przerosła nasze wyobrażenia. I to do tego wręcz stopnia, że nikt – dosłownie nikt – nie może dziś powiedzieć, że są jeszcze miejsca, gdzie można by zgłaszać jakiekolwiek pretensje. I to z każdej możliwej strony publicznej sceny. Rosjanie, po raz kolejny zresztą, udowodnili, że cokolwiek robią – są w tym perfekcyjni. I że jeśli ktokolwiek miał co do tego wątpliwości, powinien jak najszybciej swoje przekonania zweryfikować. Jak słyszę, pierwszy na wysokości zadania stanął pan premier, który – tak dramatycznie niewypoczęty – odłożył narty, ucałował panią Małgosię i wraca za biurko. Dobrze. Życzmy mu zdrowia i wielu sił, bo kolejny kryzys – choć dla nas osobiście zdecydowanie do przeżycia – nasz biedny kraj może już tylko roznieść w pył.
Jestem pewien, że, jak idzie o dokładne analizowanie tego, co nam Rosjanie rzucili do miski, inni zrobią to za mnie znacznie lepiej i solidniej. Jestem głęboko przekonany, że nie będzie takiej opinii, takiego przekleństwa, takiej złośliwości, które powinny być wypowiedziane, a ktoś tu coś zaniedbał. Nie mam też jednak wątpliwości, że na każde słowo jakie zostanie wypowiedziane pod adresem ludzi, którzy Polskę doprowadzili do tego stanu, już w tej chwili najlepsi specjaliści pracują, żeby znaleźć dwa – i celniejsze i mocniejsze. A więc wygląda na to, że nic tu po mnie. To co mi pozostaje to, jak zwykle, ponarzekać i poprosić o każde możliwe wsparcie.
Jak już wspomniałem, wczoraj w telewizji wystąpił Antoni Mężydło i uświadomił nam – jak mało kto precyzyjnie – dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że czas pędzi jak nigdy dotąd, i cokolwiek powiemy, już za chwilę staje się stare i kompletnie zdezaktualizowane. Druga natomiast tego typu, że jakby się nie starać od siebie tę prawdę odsuwać, to za każdym złem – podobnie jak zresztą za każdym dobrem – stoi tylko człowiek. Żadna polityka, żadne interesy, żadna strategia. I że jeśli to zło jest zawsze tylko większe, to dzięki niemu, i nikomu innemu. Słuchałem więc tego dziwnego , jak najbardziej, człowieka i myślałem sobie, jak to już było dawno, kiedy on dał się tak fatalnie opętać, ale wciąż przecież wydawała się pozostawać jakaś szansa, że siła wiary i ducha zatryumfuje. Że otworzą się te oczy, a to serce znów zacznie bić w starym rytmie. Minęły te lata i widać, że jednak wszystko jest tak jak było, tyle że bardziej i straszniej. Zdecydowanie bardziej i zdecydowanie straszniej. I już pewnie nigdy się nie dowiemy, co się przez ten cały czas działo w jego głowie – ale przecież i w głowach wielu, kiedyś ludzi takich jak my – że doprowadziło go do tego stanu, że już brakuje i słów i myśli i nawet zwykłych gestów. I to jest ta refleksja, która mi towarzyszy, kiedy słyszę o tym, że Rosjanie opublikowali swój raport, że Polska będzie musiała jakoś na tę nową rzekomo sytuację zareagować, no i że Premier przerywa urlop. Przyszedł wreszcie ten moment, że nam pokazano, jak działają zawodowcy. Prawdziwi profesjonaliści. A ja, zamiast się tą demonstracją całego kunsztu zła, widzę posła Mężydle, jak nam tłumaczy, że w tym wszystkim źli są oczywiście Ruscy i PiS, który to ruskie zło tylko autoryzował.
A więc co mogę jeszcze dodać do tego, co wyżej? Myślę, że będzie dobrze spojrzeć na pewną starą już refleksję dotycząca jego właśnie, bo co by nie powiedziec, to jego akurat warto wspominać zawsze, a dziś szczególnie. Nie Tuska, nie Komorowskiego, nawet nie Gowina, ale właśnie skromnego, cichego posła Mężydłę. To on bowiem ma w sobie tę całą symboliczną moc tego, co nas przez minione lata spotkało. I tego, co nas spotyka dziś. Pomyślmy o nim i pamiętajmy, że zło zawsze potrafi zadziwić i zaimponować.



Pod koniec mojego poprzedniego wpisu, nawet dla mnie dość niespodziewanie, pojawiło się nazwisko posła Platformy Obywatelskiej Antoniego Mężydły. Wyskoczył mi ten Mężydło i wciąż jakoś nie mogę się uspokoić. Ktoś mi powie, ze przesadzam. Przecież ani Mężydło pierwszy, ani ostatni na liście polityków, których gwiazda świeciła kiedyś pełnym blaskiem, ale ostatecznie okazało się, że albo zabrakło im talentu, albo siły, albo i jednego i drugiego i musieli przyznać, że znaleźli się w polityce tylko przypadkiem i dyskretnie ustąpić. Tu jednak sprawa nie jest taka prosta. Antoni Mężydło to nie byle kto. To nie jeden z tych polityków, kórych do polityki wwiało przez przypadek i którzy od początku wiedzieli, że jeśli się odpowiednio długo pokręcą w towarzystwie lepszych od siebie, może ktoś na nich zwróci uwagę i da im jakąś robotę. Krótko mówiąc, Mężydło to ani nie Paweł Zalewski, ani Kazimierz Michał Ujazdowski, ani nawet Radek Sikorski, by ograniczyć się tylko do trzech najświeższych, a więc i najbardziej spektakularnych, przykładów owej przypadkowości.
Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie dzielą się na tych, co karty rozdają i na tych, co tymi kartami mają grać. O tych rozdających możemy naprawdę powiedzieć wiele rzeczy krytycznych i niemiłych, jednak nikt nie potrafi zaprzeczyć, że najprawdopodobniej to co udało im się w życiu osiągnąć, zawdzięczają swoim niewątpliwym zdolnościom i pracy, jaką wykonali, by te zdolności w pełni wykorzystać. To oni zostają liderami, oni wyznaczają kierunki i – ostatecznie – to oni zbierają większość korzyści, jakie daje im to, czym się zajmują. Z kolei ci, którzy nigdy nie mieli być przywódcami, ale jakoś znaleźli sobie swoje miejsce i jakoś tam potrafili o nie zadbać, też tworzą dwie podobne kategorie – tych co karty rozdają i tych, którzy tymi rozdanymi już kartami będą grać. Uważam, że, wbrew pozorom, wcale nie jest tak trudno znaleźć sobie to miejsce w życiu, na tyle porządne, wygodne i uczciwe, żeby na nim pozostawać długo i z poczuciem pełnej satysfakcji. Wystarczy mieć trochę rozumu, być wobec siebie uczciwym i przede wszystkim mierzyć siły na zamiary. To z pewnością wystarczy.
Antoni Mężydło, moim zdaniem miał absolutnie wszystko, czego trzeba było, żeby pozostać wybitnym, szanowanym i cieszącym się autorytetem politykiem. Niekoniecznie przywódcą. Ale z pewnością kimś, kto stojąc zawsze trochę z boku, będzie jednak też tym, który rozdaje karty. On był kimś takim, jak – nie przymierzając – Stefan Niesiołowski, tyle że z o wiele lepszą historią i znacznie czystsza kartą. Ale on miał jeszcze coś. Odnoszę wrażenie, że Antoni Mężydło nie był skażony tym fatalnym kompleksem, który każe niektórym, wybitnym skądinąd, ludziom lgnąć do środowisk, których głównym wyróżnikiem jest to, że robią wokół siebie strasznie dużo hałasu, ale jeśli tylko ich poprosić o referencje, to się okazuje, że tam nie ma absolutnie nic. Nieco upraszczając sprawę, mam wrażenie, że Antoni Mężydło to człowiek, któremu, gdyby mu przedstawić kogoś, kto ma tytuł profesorski, nawet nie drgnęłaby powieka. Człowiek, który, gdyby mu puścić nagranie Jimiego Hendrixa, może i by się tym co słyszy w ogóle nie zainteresował, ale z pewnością nie zapytałby, czy ten Hendrix umie dobrze grać też muzykę klasyczną. A jednocześnie, Antoni Mężydło to człowiek, który pewnego dnia – z kompletnie niezrozumiałych powodów – postanowił zachować się nie jak ktoś, kto rozdaje karty, ale jak ktoś, kto wyłącznie czeka aż głupsi od niego mu coś dadzą. I to czeka pokornie i cierpliwie.
Jeśli ktoś nie pamięta, o co chodzi, przypomnę. Antoni Mężydło, w czasach, kiedy Prawo i Sprawiedliwość w Polsce rządziło, był tego Prawa i Sprawiedliwości prominentnym politykiem. Politykiem budzącym szacunek, sympatię i uznanie, nie tylko w samej partii, ale i poza nią. Oczywiście, medialna propaganda była wówczas tak zorganizowana, że nawet komuś tak wybitnemu i niewinnemu jak Mężydło nie udało się uniknąć razów, ale faktom zaprzeczyć się nie dało. Mężydło to była postać wielka. Skąd się brała ta pozycja? Właściwie z jednego, ale absolutnie bezprecedensowego zdarzenia. Jeszcze w czasach najbardziej mrocznej komuny, kiedy niemal wszystkim wydawało się, ze tak jak jest zostanie na wieki i że nawet nie warto próbować, Antoni Mężydło stanął oko w oko z najbardziej trudnym wyzwaniem i tę konfrontację wygrał. Sam opisywał to tak:
W biały dzień zaciągnięto nas z ulicy do nyski, wywieziono do lasu i tam poddawano torturom psychicznym i fizycznym, straszono śmiercią. Właściwie początek tego porwania wyglądał bardzo strasznie, wydawało się, że jest to egzekucja. Znałem również z opowieści sposób działania w przypadku porwania Janusza Krupskiego spod Pałacu Kultury i wyglądało to bardzo podobnie – też bez słów, wywiezienie do lasu, przywiązanie do drzewa, symulowanie kopania dołu. Wyglądało to na egzekucję. I napinanie pistoletów. Następnie przewieziono nas do ośrodka i tam już systematycznie przez 50 godzin poddawano różnym torturom i to psychicznym, i fizycznym, bito, przesłuchania w nocy ze światłem w oczy, uderzenie w brzuch, w kark, po których padałem. Przez 50 godzin nie pozwalano mi załatwiać żadnych potrzeb fizjologicznych, polewano wodą, gdy zasypiałem. I bez przerwy przesłuchania – albo monotonne przesłuchania przez jedną osobę, albo przez całą grupę. I wtedy po odpowiedzi takiej 'nie znam, nie pamiętam, nie wiem' były uderzenia, bicia, symulacje nacinania tętnic szyjnych, bicie po piętach pałką. To były straszne rzeczy, po prostu zupełnie niezgodne nawet z tamtym prawem.
I właśnie wtedy, gdy mógł chodzić z dumnie podniesioną głową, jako bohater polskiej historii i szanowany poseł PiS-u, a jego wrogom – tak, właśnie wrogom, bo to byli zawsze jego wrogowie – nie pozostawało nic innego, jak tylko bezradnie przestępować z nogi na nogę, Antoni Mężydło postanowił, zamiast rozdawać karty w PiS-ie, zostać jednym z szeregowych, nikomu niepotrzebnych, kompletnie zlekceważonych elementów pewnego szarego projektu, który nigdy nie miał jakichkolwiek innych ambicji, jak tylko, z jednej strony, czysta destrukcja, a drugiej utrzymanie jak największej władzy, wyłącznie dla samej władzy. Jak mówię, nie wiem, czemu Mężydło zrobił to co zrobił. Wykluczam taką możliwość, że jemu zaimponowało to nowe środowisko. Że w PiS-ie brakowało mu tej mitycznej „kultury”, „elegancji” i „klasy” i uznał, że to właśnie u Tuska i Schetyny otrzyma tę satysfakcję. Nie wierzę też, że zjadła go wewnętrzna pycha i kiedy usłyszał, jak Donald Tusk mówi mu, że „w życiu nie spotkałem ludzi o takiej odwadze cywilnej jak Antoni Mężydło czy Bogdan Borusewicz. Akurat ci dwaj politycy związani z PiS prezentowali wielką odwagę cywilną”, uznał, że tylko w Platformie będzie się mógł czuć, jak prawdziwy bohater. Nie mogę uwierzyć, że on autentycznie uwierzył, że kiedy Jan Maria Rokita informuje Polskę, że „Mężydło to jedna z najszlachetniejszych postaci polskiej polityki. Jeżeli zechce przyjść do Platformy, bramę, przez którą będzie wchodził, wyścielimy różami”, to on również z własnej kieszeni zapłaci za te róże. I że władze Platformy, Rokitę pod bramę, którą Mężydło będzie przechodził, w ogóle wpuszczą.
Nie wiem więc, czemu Antoni Mężydło skazał się tak bezmyślnie na tak niesprawiedliwy dla siebie los. Z pewnością miał o coś pretensje do PiS-u, z pewnością, liczył na to, że w Platformie Obywatelskiej jakoś go uszanują, przede wszystkim jednak z całą pewnością nie spodziewał się, jak bezwzględna jest walka, której niechcąco stał się częścią i jak wiele siły i jak szczególnych zdolności trzeba, żeby w tej walce wytrwać, kiedy się jest samotnym. No i jak niektórzy ludzie potrafią być podli. Odchodząc z PiS-u, Antoni Mężydło musiał wiedzieć, ze stąpa po niepewnym gruncie. W swoim, wydanym na tę okoliczność oświadczeniu, pisał: „Mam nadzieję, że moja decyzja będzie zrozumiała dla moich dotychczasowych politycznych współpracowników, jak również dla moich wyborców. Jeżeli którejkolwiek z tych osób sprawiłem zawód, to proszę o wybaczenie, ale moja decyzja jest podyktowana chęcią pozostania w zgodzie z własnymi poglądami i realizowania politycznych ambicji w sposób efektywny dla Polski”. Ale, jestem też pewien, że pisząc te słowa, on autentycznie wierzył, że to w Platformie będzie mógł „realizować swoje polityczne ambicje w sposób efektywny dla Polski”. Tyle że dziś widać bardzo wyraźnie, jak fatalnie ocenił Antoni Mężydło, nie tylko swoją, sytuację. Jak nagle stał się nikim, wśród bandy ludzi o mentalności piłkarskich kibiców i podobnych talentach, gdzie każdy sprytniejszy uczestnik tego meczu, doskonale wie, że bez noża i kilku kamieni nie ma nawet co w ogóle wychodzić z domu. I wcale nie z tą myślą, żeby coś zbudować, ale tylko po to, by przetrwać. Bo tam się już myśli wyłącznie o przetrwaniu.
Przeglądam sobie dziś internetową stronę www.mezydlo.pl i widzę u góry tej strony zdjęcie Antoniego Mężydły – człowieka dzielnego i bardzo dla Polski zasłużonego – pod spodem logo Platformy Obywatelskiej, a obok tekst, który dziś brzmi już tylko jak czarna kpina: „By żyło się lepiej. Wszystkim!”.
I widzę, że ostatniej aktualizacji na tej stronie Antoni Mężydło dokonał najprawdopodobniej jeszcze w 2007 roku. I że z tego wszystkiego co tam można znaleźć, aktualny pozostaje już tylko ten komórkowy numer telefonu, pod którym pan poseł prosi, żeby się z nim kontaktować. Jeśli tylko ktokolwiek zechce. Boję się jednak, że nie jestem jedynym, który z tak wielkim smutkiem czuje, że nawet za bardzo nie ma po co.

41 komentarzy:

  1. @Toyah

    Ma rację Meżydło. Ma rację. Postepowalismy antypaństwowo przez te pare miesięcy. Gdybyśmy posypali głowe popiolem od razu to może nasi bracia by przyznali ze jednej zarówki chociaż brakowalo. A tak nie dostaliśmy nic. Moje dzisiejsze przemyslenia sa dosyć pesymistyczne - uwazam ze ci ludzie zamieszkujacy to terytorium nie zasługują na wlasne państwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Toyahu

    Ja się jednak odniosę do tego, co się dzisiaj wydarzyło.
    Chociaż "raport" MAK-u nie jest żadnym zaskoczeniem, dziwić może jedynie skala bezczelności i bezwzględności ruskich czekistów w wykorzystywaniu nieudolności "zaprzyjaźnionego rządu". To jest lekcja dla całego świata, jak się traktuje słabeuszy.
    Nawet nie umiem wykrzesać z siebie jakiejkolwiek satysfakcji, że Tusk i jego piłkarska kamanda dostali od ruskich po łbie.

    Czuję się dzisiaj tak, jakby naszego Prezydenta i tych 95 wybitnych osób zamordowano po raz drugi.
    A w świat poszła wiadomość o pijanym polskim generale! To jest dopiero chichot Złego, zważywszy, że pada takie oskarżenie z ust rosyjskich, gdzie wiadomo jaki jest stosunek do alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Toyahu,

    Ja nie wiem co powiedzieć,ogrom tego zła przerasta mnie po prostu.
    Więc tylko dodam może,żebyśmy do modlitwy o siły dla Jarosława Kaczyńskiego dodali jeszcze to:

    Panie, daj moc wytrwania generałowej, wdowie po ś.p. generale Błasiku. Daj jej moc i siłę. Pomódlmy się razem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Celnie z tym Mężydłem ale moim faworytem dzisiejszego dnia jest niestety Pan Deresz. Był w studio zaraz po zakończeniu oświadczenia tego wrednego babska. Zachowywał się zaś i mówił wszystko tak jak oni chcieli ale robił to w sposób uderzająco bezemocjonalny. On chyba do tej całej sprawy ma taki właśnie stosunek! Jak sobie dodać do tego te jednoczące sie z komorowska i brylujące u lisów wdowy, wyłania sie jakiś przerażający obraz. Czy my żyjemy jeszcze wśród ludzi czy może jesteśmy już ostatni!?

    A "lepsi" podobno mają wydać wspólnie książkę o jednoczeniu z komorowską.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Bendix
    Jest jeszcze gorzej. Oni własnego państwa już ani nie chcą, ani nie potrzebują.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Ginewra
    O tak! Rosjanie w demonstrowaniu pogardy są mistrzami. A sposobów jej demonstrowania znają też więcej niż ktokolwiek inny.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Agnieszka Moitrot
    Ja się tylko zastanawiam, czemu pani Błasiak nie otworzyła już kilku procesów o zniesławienie. I to wcale nie wobec Rosjan.
    Szkoda. Dziś już jest za późno. Każda swołocz, a z nim każdy sędzia się będzie mógł powoływać na oficjalny glejt od Rosjan.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz Toyahu, ja tego numeru telefonu - też jakoś nigdy nie wybiorę.



    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję

    OdpowiedzUsuń
  9. @Kwiecia
    No tak. Jak idzie o niego - ale też całą kupę tych mężów, żon i dzieci - to ja jestem kompletni bezradny. Aż nie chce mi się wierzyć, że dla podtrzymywania tej nienawiści, oni zdecydowali się nawet obrazić pamięć swoich bliskich.

    OdpowiedzUsuń
  10. @All

    Wygląda jednak, że Ruskie całkowicie uniewinniły śp. Lecha od wszelakich podłych podejrzeń.

    W tej chwili, za jakiekolwiek grepsy o Jego ingerencji w lot można spokojnie tałatajstwo i paligłupstwo pozywać w oparciu o ten pożal się raport.

    Argumenty, że biernie wpływał przez swoją obecność nadają się do humoru zeszytów. Bardziej idiotyczny argument trudno sobie wyobrazić: "wpływanie siłą jestestwa".

    Nobel!

    Tyle narracji do kitu.

    OdpowiedzUsuń
  11. @orjan
    Telewizor podał, że Graś poleciał po Tuska do Włoch. Ciekawe, czy go przywiezie, czy go tylko Tusk opierdoli, a resztę załatwią media.
    Według badań ponad połowa z nas nie życzy sobie żadnych komisji. Ma zostać jak jest.

    OdpowiedzUsuń
  12. Od początku wiedziałem, że Putin zrobi wszystko by wyglądało to na jego robotę, nawet jakby prawda była jak to mówi komorowski arcybanalnie prosta czy jakoś tak...
    Załatwił za jednym zamachem, Nas, ich i resztę...

    Teraz ma Nas ustawionych w narożniku, ich posranych: tusk sra w pory, komorowski już się posrał, a reszta - świat się boi czy i ich nie rozwali...

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah

    Tylko żeby w czasie lotu z Włoch, Tusk samym swoim ubogim jestestwem nie wpływał na pilotów tego ekipaża.

    Bo Tusk, jak Tusk, ale skąd wziąć takiego drugiego ciecia?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Cmentarny Dech
    No. Też sobie tak pomyślałem. Równie dobrze mógł wystąpić w telewizji i powiedzieć: "No więc niech wam będzie. To nasza robota. Ładnie, prawda? No i co teraz? Macie jakiś pomysł?"
    A świat tego słucha i odpowiada: "Ależ proszę się nie przejmować. Jak idzie o nasze zdanie, wszystko gra."

    OdpowiedzUsuń
  15. @orjan
    On na nic nie będzie wpływał. Pójdzie spać, albo każe sobie puścić jakiś mecz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszam że troche poza tematem tekstu ale znów mnie poraziło. Tym razem w "RZ" lisicki pisze że cała argumentacja w ruskiej wersji wydarzeń oparta jest na tezach sformułowanych przez polskich psychologów i że tam niema nic więcej! A poseł Macierewicz usłyszał z kolei jak inny polski ekspert lotniczy mówi "iż winą Rosjan jest jedynie że nie powiedzieli won! Prezydentowi RP". Ze snu nici jak pomyśle że od jutra wszyscy ci polacy razem zaczną drzeć te swoje mordy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Toyahu,
    pozdrowienia! I życzę Ci, żeby ten nowy rok był lepszy, niż przeklęty dwa tysiące dziesiąty.

    Mężydło to jest dla mnie generał Zajączek. Ten Zajączek miał piękną kartę - bił się w Pierwszym Powstaniu, potem u boku Napoleona, wyryty jest nawet na Łuku Triumfalnym.
    A po 1815 coś mu się w mózgu obluzowało. Jakiś styk mu się przepalił. Został namiestnikiem ruskiego króla, czy cesarza, czy co oni tam mają. Zwrot światopoglądowy niewytłumaczalny, a zasadniczy.
    Podchorążowie z 1830 roku nazywali to zjawisko zdradą. A Zajączka - psem.
    Historia pokazała, że podchorążowie mieli rację, i że Zajączek był odszczepieńcem i zdrajcą. W 1918 roku.

    Oni ten raport opublikowali. Generał był napierdolony w trzy dupy, piloci - kliniczni debile.
    Dolatywali tam, zobaczyli mgłę, zapięli pełen gaz, włączyli autopilota, oczy zakryli rękoma w przerażeniu - i przypieprzyli w glebę. Bo to idioci byli, tak.

    Jeszcze raz - zdrowia!-bo to mój pierwszy wpis u Ciebie w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
  18. @kwiecia
    Chyba wiem, co to za psychologowie. Na moje oko, to niejaki Santorski i jego paczka.

    OdpowiedzUsuń
  19. @tayfal
    Ja tych Ruskich mam w dupie. Oni dla mnie nie istnieją. Niech zdychają. Dziś słucham tylko tych co mówią po polsku. I o nich myślę. Dzień i noc.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Toyah

    Ci co mówią po Polsku najbardziej ranią. Dlatego pisalem że ta cała marna reszta z klapkami na oczach nie zasługuje na wlasne państwo.

    OdpowiedzUsuń
  21. To bardzo mądry i ważny wpis Toyahu.
    Gdybyśmy mogli zrozumieć dlaczego Mężydło - cichy bohater, nagle przechodzi na stronę zła, to może dowiedzielibyśmy się czegoś wiecej o naszym społeczeństwie. To na prawdę daje dużo do myślenia.

    _________________________________

    Ruski raport jest. Pora na show. Już się zaczęło. Błazny ruszyły do akcji. Od posła Kalisza po tzw. ekspertów lotniczych.
    A ruska wrzutka o alkoholu we krwi martwego generała Błasika jest pociągnięciem mistrzowskim.
    Czapki z głów panowie. Tak się gówniarskiemu kraikowi pokazuje jego miejsce na mapie.
    A ochłap rzucony da dodatkową rozrywkę, patrząc jak się sfora kundli zagryza.

    OdpowiedzUsuń
  22. @jazgdyni

    Wrzutka jest bardzo prosta. Gdzieś na szczeblu, może rusko-tuskim, umówiono się, że jedną z przyczyn były naciski.

    Od razu trzeba przyjąć, że gdyby był najdrobniejszy dowód na jakąkolwiek czynność tworzącą nacisk, to taki dowód byłby nagłośniony. Ale na to nie ma zupełnie nic. Nawet ten śp. generał w kabinie (o ile tam był!) tylko milczał.

    W braku dowodów można było z tej przyczyny zrezygnować. Ruskim nie była i nie jest potrzebna: miortwyje nie mieszajut i eta Rassiji chwatit. Ale tuskowaciźnie była ta przyczyna potrzebna z przyczyn politycznych.

    No to "Ruskie dla tuskie" dali taką przyczynę w taki sposób, żeby sobie z tuskich zakpić. Bo jeszcze pomyśleliby, że są równym partnerem, debile. Tuskie mają po tym wyglądać licho i durnowato. I tak jest, dlatego tu taki popłoch.

    OdpowiedzUsuń
  23. @orjan

    Gdyby tam był to w/g wyliczen kogos z maja lewitowałby w tej kabinie przy tych parametrach lotu nie będac przypięty do fotela.

    OdpowiedzUsuń
  24. @orjan

    Jestem w trakcie przygotowań do tzw. testów FEMEA (failure effect analise), które będziemy przeprowadzać pod koniec miesiąca. To sie nieco tematycznie wiąże z katastrofą smoleńską. Ale to teraz nieistotne. Chodzi o to, że przez pewien okres będę miał na plecach nieustanny oddech różnych szefów, inspektorów, superintendentów, surveyorów i jeszcze tam takich. To jest dopiero sytuacja stresowa.
    I teraz, ten biedny generał Błasik, stojący sobie cicho w kącie sterówki, kurczowo trzymający się byle czego, żeby tylko ustać, wywiera nacisk? Czy za sterami siedzą młodzi klerycy podczas przyjazdu kardynała? Czy pierwszy raz wiozą taką świtę i to ich paraliżuje? Przecież to bzdura niebotyczna. Mogą to kupić tylko matoły, no i oczywiście zaufana brać dziennikarska.

    Ech, te ruskie dowcipy są takie ciężkie.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Bendix @jazgdyni

    Ruskie same nie są tępe. Tylko, że u nich wypowiadanie prawdy nie ma znaczenia poznawczego, lecz wyłącznie imperialne: prawdą jest to, co jest imperium potrzebne (olał fakty, jeśli nie służą!)

    Przy takiej koncepcji prawdy, czasem dochodzi do zbiegu ruskiego interesu ukrycia własnych czynów lub zaniedbań z ruskim interesem oćwiczenia niewolnika. I tu się spotkali Ruski i tuski.

    To było z góry przewidywalne przez każdego, kto ma polskie doświadczenie narodowe. Ale, gdy dla kogoś "polskość, to nienormalność" ...

    To by chyba było epitafium dla tej nowej przyjaźni. W zakresie międzyludzkim i między narodami, przyjaźń polsko rosyjska została właśnie pogrzebana pod olaniem polskiego pragnienia prawdy. To zostanie u nas jako memento: "uważaj, z kim się zadajesz". W tym sensie, przez dziesięciolecia będzie kształtować polską świadomość; może nawet bardziej niż Katyń nr 1.

    Zostaje tusko-ruska, ale już tylko pokorna służba.
    Tuskie będą jeszcze dla pozorów coś tam fikali, ale - bez jaj panowie. Trzeba było od początku stać, gdzie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  26. @jazgdyni
    Właśnie tak. Znakomicie to ująłeś. "Gdybyśmy mogli zrozumieć dlaczego Mężydło - cichy bohater, nagle przechodzi na stronę zła, to może dowiedzielibyśmy się czegoś wiecej o naszym społeczeństwie".
    Może mała poprawka. Nie tyle o społeczeństwie, lecz o naturze zła własnie.
    Społeczeństwo to problem zupełnie osobny.

    OdpowiedzUsuń
  27. @orjan

    No właśnie; ciekaw jestem czy tuskie padną teraz na twarz i wezmą się za lizanie ruskich butów, czy może w ramach ustalonego scenariusza będą z lekka buńczuczni.
    Bo na przykład widziałem wczoraj jak Kalisz i jeszcze jeden matoł od komuchów omalże się nie popłakali, że batiuszka oznajmił im niesłychaną prawdę w której są tylko same święte słowa.
    Ale to przecież było do przewidzenia.

    Jak to już ktoś tutaj wykrzyknął -
    Rany Boskie !

    OdpowiedzUsuń
  28. @orjan
    O Ruskich nie ma co mówić. Jak już wspomniałem - niech zdychają. Patrzmy na takiego Millera, kiedy mówi, że on nie ma pojęcia, kto naciskał i w jaki sposób naciskał, ale wie na pewno, że naciski były. I on to mówi w poczuciu pełnej bezkarności!

    OdpowiedzUsuń
  29. Toyahu,

    masz ten niesamowity dar, że w tacy kamyków potrafisz wypatrzyć drobinę złota.
    Ten biedny Mężydło, właśnie on, nie żaden Borusewicz, czy inni, dręczył mnie bardzo od momentu zdrady

    OdpowiedzUsuń
  30. @toyah

    Ruskie mnie nie obchodzą (to kwestia wzajemności!), jednak jak każdy przytomny w Polsce, muszę wstawiać ich jako pewien "parametr" do każdego równania dotyczącego spraw polskich.

    Do merytorycznego rządzenia tutaj nie nadają się ci, którzy jeszcze nie połapali się nawet w zgrubnej wartości tego parametru, albo sami są parametrem ruskiego perymetru.

    A jeśli ruska rekrutacja została dokonana pod fałszywą flagą jednego z państw zachodnich, to i tak na jedno wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  31. @toyah

    Zapomniałem dodać, że usteczkami p.Anodiny treść tego ruskiego parametru została właśnie odrestaurowana, bo tu i ówdzie zdawała się w Polszy więdnąć.

    Teraz już nie zwiędnie. Ze smoleńskiej gleby wyrosną nowe pędy. Pędy do rzeczywistej niepodległości.
    Kosiarze też się uaktywnią.

    Po latach rozpoznasz ten raport MAK jako punkt zwrotny.

    W tę, albo w tę. Zakład?

    OdpowiedzUsuń
  32. @orjan

    Racja. Też tak dokladnie myślę. Niestety tak jak w '89 wydawalo sie ze komunizm upadl tak teraz widac ze to nie jest punkt zwrotny tylko wyraźny marker że wszystko po równi pochylej stacza się do poprzedniego stanu.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Bendix

    Zważywszy, że tak powiem, okoliczności lotnicze, to podoba mi się określenie "marker".

    A reminder to remember.

    OdpowiedzUsuń
  34. @All
    Ja troszkę po boku: ponad tym złem i cierpieniem bycia postkolonialnymi, bezsilnymi, wdeptanymi w ziemię i zdradzonymi przez sprzedajny rząd Polakami jest dobry, miłosierny, ale i wszechmogący Bóg:

    Wyciągnij rękę przeciw obcym ludom,
    aby ujrzały Twoją potęgę.

    Bo jak przez nas okazałeś im świętość swoją,
    tak przez nich wobec nas okaż się wielkim.(...)

    Powtórz znaki i znów uczyń cuda,
    wsław swoją rękę i ramię prawe.(Syr 36)

    OdpowiedzUsuń
  35. @Bendix & orjan

    Jak popatrzeć, to kurewsko trudno jest określić co jest, albo się stanie punktem zwrotnym.
    Raz może się tym okazać przygłupi anarchista rzucający głupią bombę na jakiegoś królewskiego lowelasa, a innym razem, choćby sie waliło i paliło nie jest to śmierć ukochanego Jana Pawła II, czy perfidne zabójstwo krajowej elity z Prezydentem na czele.
    Bóg Wszechmogący dostroił tak naturę, że zawsze dąży do homeostazy. I teraz jak się okazuje, społeczeństwo jest w wygodnym głębokim dołku. A jak to wiadomo z matematyki, jest to stan bardzo stabilny i zaburzyć takie equilibrium jest dosyć ciężko.
    Co innego, gdy geometryczne działania zewnętrzne spowodują, że przestrzeń wygnie się w drugą stronę i to co dotychczas było spokojną doliną, pełną piwa i kiełbasek z grilla, okaże się szczytem, z którego można tylko spadać, tylko nie wiadomo w którą stronę.

    OdpowiedzUsuń
  36. @jazgdyni

    No tak, lecz teraz do tego dołka wrzucono trochę gnoju. Trzeba o coś buty wytrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  37. @orjan
    Zgoda. Ten raport to przełom. Bez dwóch zdań.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ale to już było i niestety wraca tego więcej.
    W 2007r. min. Z. Ziobro nagrał swoją rozmowę z A. Lepperem, słynny „gwóźdź”. Nagranie to zostało zarejestrowane przez dyktafon w formie cyfrowej. Następnie po utworzeniu repliki zapisu cyfrowego na płycie CD, w tej formie (cyfrowej) nagranie to zostało dostarczone do prokuratury jako dowód w postępowaniu karnym przeciw A. Lepperowi. Nagranie to zostało następnie poddane ekspertyzie w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym przy Komendzie Głównej Policji i uznane za niezmanipulowane. Wyniki ekspertyzy ogłoszono publicznie. W przypadku nagrań dźwięku, utrwalonych w postaci cyfrowej, kolejne repliki zapisu cyfrowego traktowane są na równi z oryginałem, z uwagi na fakt, że są identyczne i nieodróżnialne. Jestem pewien, że wiedza ta jest powszechna w środowisku prawników zajmujących się sprawami karnymi.

    Mimo to senator III RP, zasłużony jak najbardziej w walce o wolność Polski zdecydował się przed wyborami w 2007 roku wystąpić przed kamerami TV i ogłosić z wysokości swojego autorytetu ni mniej ni więcej, tylko to, że Z. Ziobro złamał prawo niszcząc oryginał dowodu. Chodziło o to, że nagranie w dyktafonie zostało skasowane.

    Dla mnie był to szok. Jak to, myślałem sobie, przecież on musi wiedzieć, że kłamie.

    Wtedy to była prawda z twarzą Krzysztofa Piesiewicza.

    Oczywiście dzisiaj już wiemy, że była to tylko prawda w sukience w kwiatki.

    OdpowiedzUsuń
  39. @AndrzejR
    I tak to włąśnie działa. Właśnie tak.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie widziałem tego występu Pana Posła Antoniego Mężydły, którym zająłeś się w swojej notce.
    Widziałem za to inny, skuteczniej wywołujący mdłości.

    Jeszcze ciało zamordowanego w Łodzi śp. Marka Rosiaka dobrze nie wystygło, a już w telewizji występuje zasłużony w walce o wolność Polski Pan Poseł Antoni Mężydło. Nieomal zamordowany przez SB kombatant walki o niepodległość, publicznie głosi, że mord na Marku Rosiaku to w prostej linii skutek działań Prawa i Sprawiedliwości, czyli samej ofiary, członka i aktywnego działacza tej partii.

    Ten występ Pana Posła Antoniego Mężydły dobitnie świadczy, że mają na niego coś grubszego, niż na Pana Senatora Krzysztofa Piesiewicza.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.