środa, 18 listopada 2009

Jednak tak się kończy świat - bulgotaniem

Przyszło mi kiedyś do głowy, a skoro przyszło, to od razu się tą moją refleksją podzielić musiałem, że większość mediów, wbrew powszechnym bardzo oskarżeniom, stara się informować właściwie rzetelnie i wedle najbardziej powszechnych standardów. Mówiąc o większości mediów, jestem – przyznaję – niezbyt obiektywny i nie dość odpowiednio poinformowany, mam bowiem przede wszystkim na myśli TVN24, który nałogowo oglądam. Mimo to wciąż uważam, że jeśli nawet poza TVN-em jest inaczej, to wcale niekoniecznie lepiej. Oczywiście, propaganda jest prowadzona równo i bezwzględnie, niemniej na ogół nie można się skarżyć – przynajmniej tym bardziej się szanującym stacjom – że nie informują. Biorę też pod uwagę, że to coś co nazywam informacją, dla właścicieli danego medium stanowi jedynie swoiste alibi na wypadek ewentualnych pretensji ze strony opinii. Mimo to jednak, gotów jestem dalej utrzymywać, że nie jest największym problemem nas, ludzi interesujących się tym, co się wokół nas dzieje, że jesteśmy słabo poinformowani.
A zatem, ci z nas, którzy całe swoje młode lata musieli – mam na myśli tych, którzy rzeczywiście musieli – spędzić w świecie, gdzie informacji po prostu nie było, nie mają najmniejszych powodów do narzekań. Jak mówię – kłamstwo i propaganda mają się jak najlepiej, ale nie ma wątpliwości, że nikt przed nami już nic nie ukrywa. Więcej. Jeśli zdarzy się ktoś niezadowolony, zawsze może liczyć na to, że mu od czasu do czasu pokażą nawet Antoniego Macierewicza, nie mówiąc już o Jarosławie Kaczyńskim, i pozwolą gadać do woli, bez jednego cięcia cenzury. A zatem – idąc konsekwentnie do przodu – w polityce medialnej mamy dokładnie tę samą sytuację, co w każdej innej dziedzinie życia. Wszystko gnije, smród się niesie jak cholera, ludzie są głupi tak jak głupi jeszcze nie byli w całej historii tego wspaniałego narodu, natomiast nie da się ukryć, że jak ktoś chce sobie coś kupić, to drzwi są szeroko otwarte. Do dziewiątej wieczorem. A Tesco nawet w ogóle nie zamykają.
Dlaczego więc tak wielu z nas wciąż narzeka i wciąż tak bardzo cierpi, że to co dostali, to w żaden sposób nie jest tym, co nam obiecywano? Odpowiedź jest prosta. Chodzi właśnie o to kłamstwo i o tę propagandę. Kłamstwo tak straszne i propagandę tak nieprawdopodobnie przewrotną, że nie ma sposobu, by myśląc o nich nie zaciskać pięści w bezsilnej złości. I o tym również, kiedy ta refleksja po raz pierwszy pojawiła się w mojej głowie, tu pisałem. Dziś to tylko powtórzę już bardzo krotko. Chodzi mianowicie o to, że sama informacja przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Pisali o tym już wiele lat temu socjologowie i inni mądrzy ludzie, a ostatnio w wywiadzie dla Rzeczpospolitej powtórzył – oczywiście bez cienia wstydu, za to z prawdziwą satysfakcją – Janusz Palikot, że wszelkie informacje docierają skutecznie do około 3% odbiorców. Reszta nie rozumie nic, albo prawie nic. A więc sytuacja jest taka, że media mogą mówić absolutnie wszystko, głośno, wyraźnie, bez przerwy, na okrągło i nawet, jeśli komuś trzeba, z odpowiednimi ilustracjami, a to i tak nie będzie miało żadnego znaczenia, jeśli idzie o społeczny skutek, o ile nie zostanie podparte tzw. akcją podprogową. A więc – zostają akcje. A akcje albo są, albo ich nie ma. I w tym cały sens nowych czasów.
Prawo i Sprawiedliwość zostało politycznie pokonane wcale nie dlatego, że ludzi pozbawiono informacji. Koalicja 21 październikaodniosła dwa lata temu tak spektakularny sukces wyłącznie dlatego, że w odpowiednich momentach, informacja została przetransformowana w akcję podprogową. Dziś problemem wszystkich dobrych ludzi nie jest to, że Platforma Obywatelska niszczy Polskę i kompromituje każdy nowy dzień, jakim żyje ten piękny kraj, a naród nie został w tej sprawie odpowiednio poinformowany, lecz to, że każdy pojedynczy wybryk każdego pojedynczego polityka Platformy, każde idiotyczne słowo przez niego wypowiedziane, każdy nawet najbardziej oburzający skandal, jaki wstrząsa tym towarzystwem, pozostają zrelacjonowane wyłącznie na poziomie zwykłej informacji, którą – jak już wspomnieliśmy – rozumie zaledwie 3% obywateli. A najgorsze jest to, że nie mogą oni – ci dobrzy ludzie – nawet żądać, by media zaczęły w stosunku do Platformy prowadzić nieuczciwą propagandę. No bo jak to? Media są uczciwe!
Od kilku tygodni, cała polska opinia publiczna bombardowana jest informacjami, które w normalnej, zdroworozsądkowej atmosferze, zniosłyby z powierzchni ziemi zarówno cały rząd, jak i każdego uczestnika tego chorego projektu. Co jeszcze ciekawsze, a jednocześnie jeszcze bardziej przerażające, obok tych informacji, coraz częściej artykułowana jest bardzo głośno i wyraźnie jeszcze jedna. Że to wszystko, co się dzieje, to kłamstwo i to kłamstwo w pewnym sensie najskuteczniejsze w najnowszej polskiej historii. Co jeszcze ciekawsze, a jednocześnie, absolutnie nie do zniesienia, sączy się jeszcze jedna informacja – równie dźwięczna i równie nieskrywana – że społeczeństwo jest tak makabrycznie głupie, że ani już nie widzi, ani nie słyszy, ani też nie za bardzo ma ochotę się wypowiadać. I nie dzieje się nic, poza dalszą propagandą i dalszym kłamstwem.
To znaczy – owszem – ostatnio się zaczęło dziać jeszcze coś. Przez jakiś czas nie miałem ochoty o tym pisać i postanowiłem sobie, że pisać mi też nie wypada. Mam na myśli aferę ze szczepionkami. Dlaczego nie wypada? Otóż ja osobiście mam w nosie grypę, szczepionki, choroby, i w ogóle wszelkie lęki dotyczące mojego zdrowia, mojego wyglądu i mojej kondycji. To znaczy, naturalnie, chcę żyć jak najdłużej, głównie ze względu na moich bliskich, i nie mam nic przeciwko temu, żeby mieć więcej sił i piękniej wyglądać, jednak nie do tego stopnia, żeby się na przykład zacząć z tej okazji szczepić. Jednocześnie jednak wiem, że jest mnóstwo ludzi, dla których zdrowie jest sprawą obsesyjną i dla których fakt, że i przez zwykłe zaniedbania, nieporadność, nieodpowiedzialność, czy najprostszą głupotę ludzi teoretycznie odpowiedzialnych, to właśnie ich zdrowie wystawione zostało na ciężkie ryzyko, jest sytuacją nieznośną. Przez całe miesiące, od czasu gdy pojawiły się pierwsze informacje o świńskiej grypie, z jednej strony wiadomo było, że wszyscy ci ludzie drżący o swoje i swoich bliskich zdrowie, martwią się głupio i niepotrzebnie, a z drugiej, nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że jeśli odpowiedzialne służby – w tym wypadku rząd – tak bardzo te lęki lekceważą, to wcale nie dlatego, że wiedzą więcej i są mądrzejsi, lecz wyłącznie z tej przyczyny, że pozbawione są jakiejkolwiek odpowiedzialności i kompetencji.
I oto, kiedy zaczęli umierać pierwsi chorzy, a przy okazji okazało się, że tych chorych jest znacznie więcej, niż początkowo planowano, stało się coś takiego, co sprawiło, że tam gdzie był strach, strach pozostał, natomiast tam gdzie była obojętność i zimna wyniosłość, pojawił się rechot. Nagle się okazało, że właśnie ta grypa, te – pojedyncze póki co – nieszczęścia, ta śmierć, niepostrzeżenie przestały zasługiwać na troskę i poważną refleksję, bo w międzyczasie stały się częścią kabaretu i popularnej zabawy. Jednocześnie stało się coś jeszcze poważniejszego. Otóż znów – jak zawsze dotychczas, kiedy organizowano wspomniane wcześniej akcje – pojawiła się też nienawiść. I o tym też nie chciałem pisać, i ze względu na obiekcje, o których wspominałem wcześniej, ale również przez fakt, że – bardzo nie chcąc, by ta grypa jednak do nas przyszła – bałem się, że każde moje słowo może brzmieć, jak wyraz nadziei, że niech ona wreszcie przyjdzie i niech się ten cholerny, bezwstydny świat zatrzęsie. Tego właśnie bardzo nie chciałem.
Nienawiść, wyhodowana już bardzo skutecznie na bardzo żyznej ziemi, pojawiła się w momencie, gdy odezwał się pan rzecznik Kochanowski. A czemu on się odezwał? Jeśli wsłuchać się w jego słowa, albo choćby zastanowić się nad jego ustawowymi i czysto etycznymi powinnościami, on odezwać się musiał. Musiał dlatego, że jeśli choć jedna osoba poskarży się do niego, że z jakiegoś tajemniczego powodu polskie państwo, zachowuje się w stosunku do tej osoby, jak agresor, jego obowiązkiem jest interweniować. Zainterweniował więc. Okazało się wtedy, że to państwo jest już na tyle skorumpowane i zajęte własnymi sprawami, że ono interwencje Rzecznika ma w najwyższej pogardzie. Cała kupa przestraszonych ludzi, którym, zamiast podarować chwilę spokoju, wciąż kazano jeść czosnek i pić herbatę z miodem i się zamknąć, prosiło Kochanowskiego o ratunek, on prosił rząd o spotkanie, a rząd w swoim zwykłym stylu pokazywał mu, gdzie go ma. W związku z tą sytuacją, zdesperowany Rzecznik ogłosił, że on taki rząd skarży do prokuratury. No i własnie wtedy, dano nam zobaczyć dokładnie wszystko to, co wcześniej opisywałem, a mianowicie i informację, i akcję podpropogową i nienawiść, a przede wszystkim wszystko to, co jakoś się wyrodziło wcześniej – rechot i zabawę. Okazało się, że z jakiejś niezwykłej przyczyny, akurat problem świńskiej grypy – ja z bólem serca zakładam, że to mogło chodzić o słowo ‘świńska’ w samej już nazwie tej choroby – stał się tematem rozrywkowym, czy wręcz kabaretowym.
Proszę spojrzeć. Z punktu widzenia statystyk, społeczeństwo nie zauważyło ani tego, że główni politycy Platformy są zaangażowani w działalność przestępczą, ani tego że Platforma jako partia przeżywa najcięższy w swojej historii kryzys przywództwa, że po dwóch latach rządów Platformy wszystkie najważniejsze elementy państwa – zaczynając od systemu sprawiedliwości, a kończąc na służbie zdrowia – znajdują się w kompletnej rozsypce, ani nawet tego, że media zaczynają się zupełnie otwarcie od swojego ukochanego projektu stopniowo odwracać, natomiast z całą pewnością zauważyło i zapamiętało, że z tą świńską grypą to są jakieś niezłe jaja, no i że ten jakiś Kochanowski to idiota. Czy dlatego, że po wypowiedzi Rzecznika, wielokrotnie i z najwyższym upodobaniem, prezentowano wypowiedź któregoś z komunistycznych posłów, że Kochanowski powinien się dać przebadać przez psychiatrę? Owszem, trochę i dlatego. Głównie jednak z tego powodu, że ta wypowiedź i wszystko to co po niej nastąpiło, dostało szczególnego napędu właśnie przez akcję docierania do społeczeństwa nie przez informację, ale przez nastrój i emocje. Nie przez prosty przekaz, że Rzecznik się skompromitował, i nawet nie przez najcięższe choćby złośliwości i szyderstwa. Ale przez rozdmuchanie sprawy wypowiedzi Rzecznika na poziomie kultury popularnej. Takiego politycznego Tańca z gwiazdami.
A więc pierwszą ofiarą tego Systemu stali się ludzie bojący się obsesyjnie o swoje zdrowie, kolejną – przyznaję, że z kompletnie tajemniczych dla mnie powodów – rzecznik Kochanowski, a najnowszą – i to już jest coś czego można było być wręcz pewnym – prezydent Kaczyński. Kiedy ledwo wczoraj pojawiła się informacja, że Prezydent jest chory i zostaje w szpitalu, podniosła się radosna wrzawa, którą dotychczas można było obserwować wyłącznie wtedy, gdy grupa pielgrzymów zginęła tragicznie w pobliżu Grenoble i kiedy Prezydentowi zepsuł się samolot w drodze do Japonii. Ach, i jeszcze oczywiście wtedy, gdy prezydenci Polski i Gruzji zostali ostrzelani przez ruskich pograniczników. Radość, że zdobyliśmy kolejny punkt i żal, że tylko jeden. Tamto jednak mogliśmy obserwować głownie w Onecie, który od dawna już pełni głównie funkcję przystani dla przyszłych psychopatów i morderców. Dziś mamy dwie wypowiedzi nadchodzące z domeny dotychczas traktowanej jednak jako mainstreamowa. Najpierw w naszym Salonie, pewna pani napisała, a Administracja zamieściła na SG, bardzo słodki, pełen kolęd i bombek na choince i radosnych uśmiechów, tekst o tym, że PiS powoli znika i że to dobrze. Ale w pewnym momencie nastąpiła taka oto refleksja: „Przed bratem Jarosława Kaczyńskiego – perspektywa też bycia tylko BYŁYM prezydentem. Bo grypa, jak co roku zbierze swoje żniwo i zniknie”. Administracja w swoim przysłanym do mnie wyjaśnieniu, poinformowała mnie, że nie zrozumiałem intencji przekazu i się niepotrzebnie unoszę. Może i tak. Piszę tu już wystarczająco długo, by wiedzieć, że większość osób tu występujących nie wie, jaką funkcję w zdaniu pełni spójnik ‘bo’. Natomiast całe moje zrozumienie dla tej części problemu, nie unieważnia faktu, że oto umierają ludzie – powtarzam, UMIERAJĄ LUDZIE – a tu nagle pojawiają się głosy, które z dobrotliwym uśmiechem i radością z powodu zbliżających się Świąt pocieszają nas, że nic się nie stało, bo – owszem- słabi umrą, ale my przetrwamy i będzie git. A to już jest pewna nowość.
Bardziej jednoznaczny, ale w równym stopniu potwierdzający moją dzisiejszą diagnozę był wspomniany już Janusz Palikot, który u Rymanowskiego w 24 godzinach, autentycznie krztusząc się ze śmiechu, zakomunikował, że oto przyszła radość i „świńska grypa pokonała ptasią grypę”. Udającemu że nie zrozumiał Rymanowskiemu, Palikot – nadal wesoło – wytłumaczył, że chodzi mu oczywiście o Prezydenta, który „jak wszystko na to wskazuje ma świńską grypę”. Coś jednak znacznie gorszego stało się później. Bo oto Rymanowski – albo dlatego, że był zbyt zszokowany, albo wręcz przeciwnie, nie bardzo go ten żart wzruszył – machnął ręką na całą sprawę i zaczął się z Palikotem przekomarzać na inne, ciekawsze tematy. Ale i tego mało. Po Palikocie przyszedł Ludwik Dorn, który z całą pewnością musiał w swojej poczekalnie słyszeć słowa Palikota, nie zająknął się na temat tego incydentu jednym słowem. Miał taką okazję! Taką jedyną okazję. Ale nawet on. Dlaczego? Wiem to niemal na pewno. Świńska grypa, z jakiegoś niewytłumaczalnego dla mnie powodu, została przez propagandowe służby Systemu sprowadzona do poziomu kabaretowego grepsu i – obawiam się – że nawet kiedy (nie daj Boże!) ludzie zaczną od tego nieszczęścia padać jak muchy, będziemy słyszeć wyłącznie wesołe bulgotanie. Nikt nawet już nie będzie w stanie spojrzeć na to co się dziej wokół niego ze skupieniem. Bo na strach i tak już od dawna nie ma co liczyć.
Powtarzam. Broń nas Panie Boże od tego co może się niedługo stać. Jeśli idzie o mnie, to jeśli mam wybierać, to niech już Platforma Obywatelska pod światłym przywództwem Donalda Tuska rządzi do końca świata, byleby ta choroba przestała się rozszerzać. Obawiam się jednak, że tu już jest na wszystko za późno. To znaczy, ona albo zniknie, albo nie. Będzie postępować, albo nie. Będzie zabijać, albo tylko dręczyć. Natomiast w każdym wypadku wypadku, każda nowa śmierć, czy każde nowe wyzdrowienie, czy każda nowa udręka, przez najbardziej gibkie umysły, będzie już witana wyłącznie szmerkiem zadowolenia, bulgotaniem, rechotem, czy nawet może, od czasu do czasu, jakimś celnym bon motem. Czemu tak? Słowo daję, że tego akurat nie wiem. Może ktoś mi powie?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.