sobota, 21 listopada 2009

Daukszewicz, czyli o sępach na debecie

W poprzednim, ponad miarę rozbudowanym wpisie, odniosłem się w głównej mierze do problemu związanego z bankami i tym, jak one rozpanoszyły się w naszym nowym wspaniałym świecie. Dziś, kiedy patrzę i na sam tekst i na nieliczne komentarze, jakie mu towarzyszą, wiem, że zmarnowałem temat. Zmarnowałem go przede wszystkim dlatego, że nadając mu tak rozwlekły ton, zgubiłem i emocję i intensywność i – być może przede wszystkim – sam sens. Nie chcę przez to powiedzieć, że tego wszystkiego tam nie ma, bo tak nie jest, jednak prawda jest taka, że w tej właśnie tak leniwej narracji, to wszystko na co ten temat z całą pewnością zasługiwał – jak mówię – zgubiłem. Dziś w dodatku jeszcze, mój przyjaciel Gemba zauważył, że musiał kilka razy ten nieszczęsny wpis czytać, żeby odnaleźć w tej gęstwinie odpowiedź na pytanie, które go najbardziej nurtowało, a mianowicie, dlaczego ten System tak łatwo docisnął nas Polaków do ściany i sprawił, że oddaliśmy mu wszystko, cośmy mieli, a co dla Systemu było interesujące.
Najpierw myślałem, że może przeredaguję ów wpis, skrócę go i zintensyfikuję i sprawię, że stanie się bardziej przystępny i przez to bardziej dźwięczny. I pewnie bym tak zrobił, gdyby nie dwie sytuacje. Pierwsza to taka, że się oczywiście trochę bałem, bo jak wiemy, nawet najlepszy sequel czy remakezawsze jest narażony na to, że stanie się on własną parodią. Po drugie – ważniejsze – zdarzyło się coś, co dało mi bardzo dobry powód do wzięcia się za kolejny temat, ale o czym powiem za chwilę. Tak się też przy tym stało, że ta moja dzisiejsza refleksja, jeśli nawet się oddala od problemu rabunku, jakiego na tym i tak już wybiedzonym społeczeństwie dokonały banki, to tylko pozornie i nie tak znów bardzo. A więc mam nadzieję, że znajdzie się tu wszystko, co trzeba. Zobaczmy więc. Zacznijmy od końca, a więc od tyłu.
Gemba chciał wiedzieć, dlaczego moim zdaniem, dajemy się tak fatalnie kantować i to w sposób tak beznadziejnie prostacki i głupi. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw dokonać rozróżnienia między tymi, którzy wchodzą w zaproponowany im deal, bo jest to dla nich jedyny ratunek wobec innych zagrożeń, na które System skazał ich wcześniej i w innych miejscach, oraz na tych, którzy znaleźli się tu, gdzie dziś są, właśnie dlatego, że w pewnym momencie ów system polubili, uznali go za odpowiadający ich aspiracjom, a przede wszystkim na tyle się rozleniwili, że nie wzięli pod uwagę, że za darmo mogli coś dostać najwyżej za komuny, a i to też wcale nie do końca na pewno. Tych pierwszych możemy spokojnie zostawić na inne, bardziej sprzyjające czasy, bo przede wszystkim, ich motywacje są jasne, a poza tym, co do nich mam parę uwag, niezwykle interesujących, więc bardziej odpowiednich moż na inny wpis. A teraz przejdźmy do Systemu. Uważam, że metoda, jaką sobie on sobie obrał, szykując się do ataku na społeczeństwo, opiera się na dwóch założeniach, które z kolei dotyczą dwóch – i tylko dwóch – etapów całego przedsięwzięcia. Oba są stare jak świat i równie prostackie. Pierwsze z nich wykorzystuje fakt, że jeśli się człowiekowi przedstawi odpowiednią perspektywę i, drogą bardzo szczególnych posunięć, wzmocni ich tak, by ta perspektywa stała się dla nich swoistym uzależnieniem, to on zrobi wszystko, by nawet za cenę utraty kontaktu z rzeczywistością, pójść na wszelka umowę. Wiem co mówię.
Jakieś dziesięć lat temu (proszę pamiętać – dziesięć lat, to naprawdę bardzo, bardzo dawno temu), kiedy jeszcze pracowałem szkole, przyszli do nas pracownicy Citi Banku i wszystkim nauczycielom wcisnęli karty, każdemu na około 4 tys. zł. Nie będę wchodził w szczegóły. Powiem tylko, że właśnie w tym miesiącu udało mi się, po dziesięciu latach, wreszcie im tę kartę oddać i – wstyd mi jak cholera – jedyne co mi po niej pozostało, to świadomość, że dołożyłem się jak ostatni idiota do pensji tych wszystkich prezesów i dyrektorów. I to zaćmą pewnością w potężnej wielokrotności tych czterech patyków. Proszę pamiętać. Dziesięć lat temu, nie potrzebowałem extra pieniędzy. Było marnie, ale nie najgorzej. Pomyślałem sobie tylko, że co mi szkodzi? Czemu nie? I trwało to niemal dziesięć lat. A więc, wiem, co mówię. Uważam się tu za specjalistę. Więc dziś, kiedy – jak mi relacjonuje jeden z moich byłych uczniów, który z tymi kartami biega po mieście – już Citi Bank obstawił już wszystkie szkoły, wszystkie przedszkola, wszystkie biura, i wszystkie punkty, gdzie ludzie mają stałe, bezpieczne dochody, tyle że na tyle skromne, by perspektywa czegoś ekstra kompletnie za darmo była wystarczająco kusząca, a ja widzę tych wszystkich smutnych ludzi z żonami, z dziećmi, czy z kolegami, jak wynoszą z Media Marktu potężne telewizory, też wiem, co się dzieje.
Nasz poprzedni telewizor kupiliśmy ponad 20 lat temu, zaraz po ślubie. Zmarniał przez te lata bardzo, więc poszedłem do rzeczonego Media Marktu i spytałem niepewnie, czy mógłbym dostać jakiś skromny kredyt, skoro nie mam stałych dochodów. Dowiedziałem się, że bez najmniejszego problemu, o ile tylko chcę coś kupić poniżej 5 tys. zł. Ponieważ chciałem kupić telewizor tylko za 1200 zł, dali mi go od razu, bez żadnych zaświadczeń, bez żadnej dyskusji. Ot tak! Bierz pan i sobie pan oglądaj do woli. I tak to się dzieje. I to jest cała filozofia. Cała odpowiedź na pytanie Gemby? Jak oni to robią? Ot tak! Po prostu.
Ktoś się zapyta, czemu ludzie są tacy głupi? Czemu oni, bez żadnego przymusu, bez najmniejszej potrzeby, zwalają sobie na głowę najbardziej straszliwe kłopoty? A to, z tym już pytaniem, proszę się kierować do mądrzejszych ode mnie. Choćby do tych, którzy – uwaga! uwaga! – uznali, że ubezpieczenie społeczne musi być obowiązkowe. I niech się ich spytają, dlaczego ono jest obowiązkowe? Dlaczego każdy zatrudniony w naszym kraju – a przecież nie tylko w naszym – u kogoś, czy u siebie, ma psi obowiązek, ze swoich ciężko wyszarpanych pieniędzy oddawać ZUS-owi co najmniej kilka ciężkich stów co miesiąc, bo inaczej ZUS porozumie się z bankami i go załatwią zanim się zestarzeje? Odpowiedź jest mianowicie taka, że człowiek jest tak zbudowany, że ma skłonność myśleć wyłącznie o tym, co jest teraz. A zatem, gdyby ludziom pozwolić, by sami dbali o swoją przyszłość, to każde nowe pokolenie starców, czy ludzi niezdolnych do pracy, rozwaliłoby od wewnątrz każde państwo, umierając z głodu na ulicach, a w konsekwencji uciekając się do aktów desperacji. A każde państwo lubi wszelkie akty desperacji kontrolować.
Więc tu wszyscy jesteśmy strasznie mądrzy. Ale w takim razie, pozostaje kwestia oczywista. Skoro państwo tak bardzo się troszczy o ludzi, by im zapewnić w sposób najbardziej podstawowy przetrwanie na wypadek starości, czy zniedołężnienia, czemu dopuszcza do tego, by przy w pełni otwartej kurtynie, bezczelnie, całkowicie oficjalnie, bezwstydnie i – w ostateczności – kompletnie bezmyślnie, dla podłego interesu grupki osob, systematycznie doprowadzać całe społeczne grupy do całkowitego, finansowego, moralnego i życiowego upadku? Właśnie dlatego, że jest to upadek kontrolowany. Bo jest to upadek sterowany przez połączone siły banków, ZUS-u , Urzędów Skarbowych i wszelkich innych fajnych instytucji, które działają tam, gdzie można złapać za gardło jakiegoś obywatela.. Name them!
Jak więc wygląda ów upadek? Oczywiście nie tak, że człowiek pożycza pieniądze z banku, bo dał sobie wmówić, że tych pieniędzy potrzebuje, albo że może kiedyś w przyszłości mu się przydadzą. Prawdziwe nieszczęście zaczyna się wtedy, gdy te pieniądze są już autentycznie potrzebne i są potrzebne do tego stopnia, że jest już wszystko jedno i nie liczy się już zupełnie nic, jak tylko to, żeby je dostać. Co będzie później, jak się rozwinie sytuacja, nie ma już znaczenia. Może umrzemy, a może będzie jakiś krach i wszystko się zawali, a może stanie się jakiś cud, a może pojawi się wreszcie jakiś nowy bank, który zacznie pożyczać wszystkim. W ostateczności pozostaje prawdziwa lichwa w postaci Providentai kolejne morderstwo.
I jeszcze raz. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy doskonale wiedzą, że to już zaszło za daleko i nie są w stanie tego zatrzymać, bo jednocześnie to wszystko stanowi najbardziej czystą i oczywistą podstawę naszej cywilizacji, a ich powodzenia.
Skąd mi przyszło do głowy, żeby jednak jeszcze raz o tym pisać? Zaraz powiem, ale jeszcze chwilę o czymś innym. Parę miesięcy temu, z jakiejś okazji, której charakteru nie pamiętam, Donald Tusk zakomunikował nam, że on i jego rząd mają niezwykle trudną sytuację, bo z nim jako z kapitanem, i z jego ministrami jako załogą, oni próbują utrzymać bezpiecznie na falach ten statek, któremu na imię Polska, kiedy wokół sztorm i strach, a banda bezmyślnych, pozbawionych zasad i ziejących czystą destrukcją pasażerów, rabuje walizki i rozkrada cały znajdujący się na statku dobytek. Otóż, jeśli już mam uznać to porównanie za celne, to od wielu, wielu tygodni, nie mam najmniejszych wątpliwości, że wszystko co robi Platforma Obywatelska, to nie jest ratowanie statku, lecz właśnie czyste, proste i jednoznaczne rabowanie resztek dobytku. Od wielu tygodni, każdy nowy dzień, czy to w decyzjach poszczególnych urzędników, czy w zachowaniu wymiaru sprawiedliwości, czy w pojedynczych doniesieniach medialnych, przynosi nam jedną informację. Na tym statku zapanowało kompletne bezhołowie i chaos, pasażerowie siedzą skuleni gdzieś w kącie, a ZAŁOGA już tylko patrzy, gdzie ewentualnie zostało jeszcze coś, co by można było splądrować. I nie liczy się już nic. Ani przyszłość, ani bieżąca reputacja, ani tzw. bilans strat i zysków, bo punkt za którym jest już wyłącznie najczystsza desperacja został dawno przekroczony. A zatem, w tym momencie Donald Tusk, jego rząd i jego partia zachowują się dokładnie tak, jak ten biedny zaszczuty klient banku, którzy zaryzykował zupełnie nową przygodą , a kiedy się zorientował, że to wszystko go przerosło, okazało się też, że już jest za późno. Nie można się już bowiem ani cofnąć, ani choćby zatrzymać, a przyszłość jest nieznana zupełnie. Jak już wspomniałem, w relacjach człowiek-bank, w najbardziej drastycznych przypadkach ci zrozpaczeni ludzie mordują dziewczyny, które firma wysłała z pretensjami. Tu, kiedy wreszcie okaże się, że wokół jest już tylko pełna pustka… sam chciałbym wiedzieć, co się wydarzy? Co zrobi Donald Tusk? I czy na pewno on?
Trzeba już kończyć. A więc tym samym doszliśmy do głównego pretekstu, dla którego ten tekst w ogóle powstał. Otóż schodzimy na sam dół. Z tego okrutnego Systemu, z banków, z najbardziej wyrafinowanych szwindli, ze Zbychów i Rychów i tych bluzgów podsłuchanych przez CBA, od Lwa Rywina i panów z ABW, i z ministerialnych kantów, z tej bezmyślnie podbijanej piłki gdzieś na nocnym boisku, z tych bezsensownych wędrówek między Sopotem, Warszawą, a Brukselą, schodzimy do poziomu czystego symbolu. Oto dziś dowiadujemy się, że jedna z pierwszych gwiazd sztandarowego osiągnięcia Koalicji 21 października, a mianowicie Szkła kontaktowego – Krzysztof Daukszewicz – najbardziej spektakularną część swojego niedawnego telewizyjnego występu, przepisał w całości, niemal słowo w słowo z blogowego wpisu w Salonie autorstwa naszego kolegi Bernarda http://bernardo.salon24.pl/139361,daukszewicz-przywlaszczyl-sobie-tekst-blogera-salonu24. Przepisał, wygłosił i opowiedział, jak to on sam, osobiście, przed dwoma laty siadł i to wszystko inteligentnie i proroczo wymyślił. Bez wstydu, na ślepo, bez zająknięcia. W sposób całkowicie dla normalnego człowieka niepojęty.
Ktoś powie, ze wszystko powyżej napisałem, nagle, na sam już koniec, okrutnie i bez potrzeby strywializowałem. Nic bardziej błędnego. To jest właśnie cała esencja tego, co tak pięknie i mądrze wymyślili pijarowcy naszego pana premiera, co mu kazali wygłosić, a co on zgrabnie wycharczał. To jest ten statek. Ta obojętność i desperacja jednocześnie. I te sępy stukające dziobami w walizki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.