wtorek, 1 kwietnia 2008

Wykopać niezgułę - do taboretu wrócimy później

Swego czasu zamieściłem w Salonie skromny tekst zatytułowany "Wykopywanie taboretu". Chodziło o taboret, na którym, wedle marzeń wielu, będzie stał Jarosław Kaczyński w dniu, gdy zapowiadana przez Donalda Tuska miłość i serdeczność wzejdą nad Krajem, jak z dawna wypatrywana jutrzenka swobody.
Wczoraj, niewykluczone że w związku z gościną w Polsce dwóch kanadyjskich pederastów, w punktach prasowych całego kraju ukazało się kultowe w wielu środowiskach pismo Fakty i Mity (mówiąc kultowe, mam na myśli niszę połączoną z dreszczem uwielbienia – coś jak reżyser Greenaway), z dużym tytułem: "Wykopiemy niezgułę", zilustrowanym tym razem zdjęciem Prezydenta. To on ma być niezgułą, którego ludzie serdeczni będą wykopywać.
Dowiedzieliśmy się też przy okazji, choć z innych źródeł, jak doszło do wizyty, która najprawdopodobniej, obok sprawy Traktatu Nicejskiego, zdominuje bieżący tydzień. Otóż redaktor Morozowski wrócił z parodniowego urlopu, zajrzał ciekawie do Internetu i najnowszej prasy i trafił na informacje o tych dwóch dziwadłach. Pomyślał, że oto ma temat, zwrócił się do swoich szefów o sypnięcie groszem i TVN sfinansował wizytę, prawdopodobnie właśnie po to, żeby naród otrzymał więcej, nieco ściślejszych niż dotychczas informacji na temat Prezydenta. A nawet jeśli wystąpi informacji brak, żeby miał czas i sposobność do w ogóle zadumy.
Tym samym w łeb wzięły moje chore podejrzenia, że za zaproszeniem pederastów stoi jakaś liczniejsza, a przynajmniej potężniejsza grupa. Okazuje się więc, że to jedynie red. Morozowski solidnie wypełnia swoje dziennikarskie powołanie.
Będziemy więc przez najbliższy tydzień dumać na temat Prezydenta, bo jak się okazuje, to właśnie o jego osobę najbardziej chodzi. Więcej odpowiednich szczegółów, otrzymaliśmy właśnie w programie telewizji TVN "Teraz my". Otóż jak się wydało, naprzeciw siebie stoi z jednej strony para może nieco naiwnych, niemniej szczerze zakochanych i w gruncie rzeczy miłych ludzi, z których jeden jest pobożny, a drugi ratuje życie maleńkim dzieciom, a z drugiej Zły, Zajadły System.
Jednocześnie – i to jest sensacja dnia – przedstawiono nam sugestię, że System może uzyskać darowanie win w przypadku spełnienia jednego warunku. Chodzi bowiem mniej więcej o to, żeby będąc oczywistą “niezgułą”, Prezydent przestał być zawziętym nienawistnikiem, który nie zna prostego słowa “przepraszam”. Bo przecież w czym kłopot? Panowie pederaści przyjechali aż z drugiej półkuli, narazili TVN na koszty, wzbudzili nadzieję w sercach osób wrażliwych i serdecznych, a pan Prezydent żałuje jednego głupiego słowa “przepraszam”. Nie mówiąc już o minutce, lub dwóch na krótkie spotkanie. I to ma być chrześcijanin? Nawet pani redaktor Monika Olejnik osobiście zapewniła, że przecież niezgule korona z głowy nie spadnie, jeśli wystęka to jedno słowo: “przepraszam”, a tu taki mur obojętności. W telewizji TVN zaprezentowano też apel pani pisarki Manueli Gretkowskiej w sprawie tego jednego głupiego “przepraszam”. Nic.
Proszą panowie pederaści, proszą panie lesbijki, proszą zapewne nawet niektórzy przedstawiciele Kościoła (a nawet, jeśli nie proszą, to w gruncie rzeczy też proszą, albo niedługo poproszą); no proszą wszyscy. Niezguła się zaparł. Wygląda niestety, ze nie ustąpi.
Trzeba więc użyć fortelu. Pismo Fakty i Mity sugeruje, że jest pomysł, jak usunąć “niezgułę” z urzędu, a jednocześnie nie naruszyć prawa. Ze wstydem przyznaję, że nie zajrzałem do numeru po instrukcję, jednak domyślam się, że nadchodzący tydzień przyniesie odpowiednie szczegóły również w mediach, że tak powiem mniej niszowych.
Na początek, może prosiłbym kolegę Azraela. Intelektualnie jest z pewnością obyty, towarzysko też jest niewątpliwie na bieżąco. Może być, że akurat dziś jest w posiadaniu nawet jakiś bardziej osobistych przemyśleń. Jestem pewien, że zechce się z nami swoimi refleksjami na ten temat podzielić.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.