piątek, 18 kwietnia 2008

Warto rozmawiać, warto obserwować, warto wiedzieć

Myślę, że Jan Pospieszalski, zapraszając przed kamery trzech panów z czegoś, co się nazywa chyba Polska XXI, osiągnął znacznie więcej niż się wcześniej mógł spodziewać on sam, i ktokolwiek inny.
Otóż, kiedy na ekranie telewizora pojawił się jednocześnie Rokita, poseł Ujazdowski i prezydent Dutkiewicz, cała zainteresowana programem Pospieszalskiego Polska mogła ujrzeć w jednej chwili, co to jest jałowość i nijakość w postaci najczystszej.
Ktokolwiek przez chwilę się zastanowił nad tym co widzi, mógł w jednej sekundzie, zanim ktokolwiek otworzył usta, zdać sobie sprawę z tego, jak wielkiego talentu i jakich zdolności wymaga bycie politykiem.
Chodzi mi o to, że, kiedy widzimy czy to Schetynę, czy Kaczyńskich, czy Pawlaka, Oleksego, czy nawet Olejniczaka lub Sierakowskiego, czujemy instynktownie, że przed nami stoi ktoś, kto po prostu się na tym wszystkim jakoś tam zna.
Możemy ich nienawidzić, możemy nimi gardzić, nie możemy jednak powiedzieć, że nie odnieśli sukcesu, i to najczęściej sukcesu nieprzypadkowego. Bo polityka, jak się zdaje, pod tym jednym względem nie różni się od pisarstwa, wyczynu sportowego, aktorstwa, czy piosenkarstwa. Tu też trzeba mieć czy to talent, czy jakiś spryt, czy też coś, co niektórzy nazywają iskrą bożą.
Wczoraj u Pospieszalskiego siedziało przed kamerą trzech panów, z których jeśli którykolwiek odniósł w życiu jakiś sukces, to być może tylko prezydent Wrocławia, który okazał się urzędnikiem bardziej kompetentnym, niż jego lokalni konkurenci.
Dodatkowo jeszcze, w odróżnieniu od swoich kolegów, Dutkiewicz się prawie nie odzywał i to też sprawiło, że ktoś mniej wymagający mógł pomyśleć, że on akurat coś tam może ukrywa.
Ktoś powie, że nie mam racji, ponieważ Dutkiewicz może za trzy lata zostać prezydentem kraju, a nie każdy przecież ma takie perspektywy. Otóż może nie każdy, ale jednak wielu. Przypomnę tylko i Cimoszewicza i Kuronia i prof. Strzembosza i nawet gen. Wileckiego. Kuroń zmarł, więc nie zdążył trafić do Demokratów. A gdzie reszta?
"Whatever happened to all the heroes, all the Shakespearoes...", że zacytuję klasyków. Tak na marginesie: oni sukces odnieśli, taki Tomasz Wołek powiedzmy – już nie.
Więc to by była kwestia Dutkiewicza.
Na Ujazdowskim nie ma co się na dłużej zatrzymywać i to wcale nie dlatego, że we wczorajszym występie u Pospieszalskiego utrzymywał, że to Reagan, jako pierwszy, korzystał z Internetu dla politycznej promocji, ani też dlatego, że pewnego byłego posła PiSu, którego nazwiska nikt poza nim samym nie zna, promował argumentem, że jest świetny, bo “bardzo młody”.
Ujazdowski się politycznie nie liczy, bo jest po prostu zaledwie jednym z ludzi o miłej powierzchowności, których spotykamy na ulicy codziennie, a jeśli są naszymi sąsiadami, to jest nam bardzo miło ich od czasu do czasu spotkać na schodach.
Powiedzmy, że to iż ludzie widzą w nim miłego człowieka, to sukces. Jednak, o ile się nie mylę, ta akurat zaleta nie stanowi kategorii politycznej.
Ciekawsza sprawa jest z Rokitą, bo Rokita nie ma nawet tego. Rokita przez wszystkie swoje lata obecności w polityce osiągnął jeden sukces; został mianowicie szefem URM-u u Suchockiej i zdążył przez ten niecały rok chyba zasłynąć jedną krótką kwestią: “Państwo użyje całej swojej siły, żeby zwalczyć antypaństwowe działania niektórych polityków”.
No i jeszcze ożenił się ze zdolną kobietą.
Niektórzy, w tym nawet red. Paliwoda w Salonie, utrzymują, że Rokita jest inteligentny. Przede wszystkim bycie inteligentnym jest tak samo kategorią polityczną, jak bycie miłym. Ja w końcu też jestem inteligentny, ale ani mi do głowy nie przyjdzie, żeby się z tym pchać do polityki i wykorzystywać, jako element promocji.
Umiem też pisać okrągłe zdania, ale to akurat też nie jest kwestia inteligencji, tylko tak jakoś jedne rzeczy człowiek umie, a innych nie.
Z tą rokitową inteligencją jednak, w moim najgłębszym przekonaniu, wcale też nie jest taka sprawa czysta. I znowu, wcale nie dlatego, że we wczorajszym programie Rokita stwierdził, że w Internecie nie ma chamstwa i brudu, bo jak on napisał tekst na swoim blogu, to dostał 125 komentarzy i 124 z nich było grzecznych i merytorycznych.
Również nie dlatego, że na pytanie, czy przypadkiem nie po to wyszedł z kuchni swojej żony, żeby pokazywać się jak dawniej w telewizji, odpowiedział, że absolutnie nie, bo on zrezygnował z występów w telewizji na dobre.
Rokita w moim odczuciu nie jest bardziej inteligentny od przeciętnego wykształconego Polaka, bo tej szczególnej inteligencji, przynajmniej od czasu, jak jest medialnie znany, po prostu nie wykazuje.
Inteligentny jest Zbigniew Boniek, inteligentna jest nawet Doda Elektroda, inteligentni są oczywiście red. Wildstein i red. Pospieszalski. Rokita nie.
Jedyne, co Rokita posiada to wyjątkowy talent do jednoczesnego budowania bardzo elokwentnie skonstruowanych zdań i robienia od 20 lat jednej i ciągle tej samej miny. A przez to robić wrażenie, że to co mówi, skrywa coś jeszcze, ale tylko on wie, co.
Nie rozumiem, jak można tego nie widzieć? Rokita się pokazuje, zaczyna gadać i pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy, to mu powiedzieć: “Idźże pan już stąd!”.
Żeby jeszcze mówił coś odkrywczego, lub świeżego. Tymczasem on, z tym swoim, nawet nie spojrzeniem, bo w jego spojrzeniu jest jeszcze mniej, niż w spojrzeniu Lecha Wałęsy, tylko przebiegłym wyrazem twarzy mówi, że dobrze by było, gdyby Trybunał Konstytucyjny oceniał etyczny wymiar ustaw.
Rozpisałem się o Rokicie, podczas gdy miało być o Pospieszalskim i trzech nieudanych politykach, a trzeba kończyć. Więc, żeby zamknąć te refleksje podziękuję raz jeszcze Pospieszalskiemu, że w sposób tak graficzny pokazał, że polityka to jednak sztuka i talent.
No i pogratuluję mojej koleżance i kolegom z Salonu. Byliście świetni pod każdym dosłownie względem.
Zupełnie jak The Stranglers.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.