piątek, 1 grudnia 2017

Dlaczego wolę towarzystwo kiboli Lecha Poznań od Klubów Inteligencji Katolickiej

         Jak bardziej uważni czytelnicy tego bloga wiedzą, ostatni rok był dla nas w najwyższym stopniu szczególny. Najpierw nasza starsza córka szczęśliwie bardzo wyszła za mąż, następnie urodziła nam najśliczniejszą wnuczkę na świecie, chwilę potem ożenił się – również jak najbardziej najszczęśliwiej – nasz syn, a w międzyczasie mój ukochany teść zdecydował się na operację stawu biodrowego, co go ostatecznie, i jak najbardziej dosłownie, zabiło, i o czym w odpowiednim czasie tu opowiem, efekt natomiast jest taki, że wieczorami siedzimy tu dziś sami z naszym najmłodszym dzieckiem i staramy się żyć tak jak dotychczas. Powiem uczciwie, że, mimo wszystko, idzie nam zupełnie nienajgorzej.
         Ponieważ jutro wybieram się do Warszawy na targi, pomyślałem, że nie zaszkodzi jeśli sobie kupię na tę okazję spodnie. Poszedłem, dokonałem sprawunku, wróciłem do domu… i w tym momencie żona moja poinformowała mnie, że ona mnie w tym akurat fasonie oglądać sobie nie życzy, więc zakupioną parę spodni przekazałem swojemu synowi, no i w związku z owym przekazaniem wymieniliśmy parę uwag na temat aktualnej sytuacji politycznej w naszym kraju. I proszę sobie wyobrazić, że syn mój, dotychczas być może w nasze polskie sprawy zaangażowany bardziej ode mnie, poinformował mnie, że on ma polityki dość, dlatego że widzi, wreszcie z pełną jaśnością, że w tym mordobiciu, z jakim mamy do czynienia, tak naprawdę jedni i drudzy są siebie nawzajem warci.
       I ja oczywiście tego typu postawę rozumiem, zwłaszcza że, jak sądzę, od dłuższego czasu prezentuję ją tu również w swoim imieniu na tym blogu. Rzecz bowiem w tym, że faktycznie nasze z dawna wyczekiwane Prawo i Sprawiedliwość, w momencie gdy poczuło już niemal fizycznie to, że nie utraci władzy przez kolejne długie lata, a kto wie, czy kiedykolwiek, zaczęło się zachowywać tak, jakby uznało, że my tu wszyscy jesteśmy zaledwie dodatkiem, który można spokojnie spuścić i reaktywować przy okazji kolejnych wyborów. Niestety, najprawdopodobniej jak najbardziej słusznie.
     Mimo to, kiedy rozmawiałem z moim synem, starałem się jak tylko mogłem, by go nie zniechęcać do kibicowania Prawu i Sprawiedliwości, z dwóch względów. Pierwszy z nich to ten, że cała reszta jest znacznie – i to naprawdę znacznie – gorsza, a po drugie, w najbliższej przyszłości, jaką możemy sobie wyobrazić, nie ma absolutnie widoku na nic nowego. Mogłem mu naturalnie przedstawić jeszcze jeden argument, ale przez to, że nie chciałem go doprowadzic do nerwowego załamania, dałem sobie spokój. Otóż prawda jest taka, że nawet jeśli kiedykolwiek pojawi się siła, która zastąpi Prawo i Sprawiedliwość, to ona też prędzej czy później skończy tak jak wszyscy wcześniej, jeśli nie gorzej.
        W tym momencie ktoś pewne zażąda ode mnie wyjaśnienia, w jaki to sposób Prawo i Sprawiedliwość jest lepsze od całej reszty. I na to pytanie również mam dwie odpowiedzi. Pierwsza, poważna, ma charakter ideologiczny, druga natomiast to już czysta publicystyka. Ale zacznijmy od początku.  Cokolwiek bowiem by o nich nie mówić, faktem jest, że dopóki w Polsce rządzi Prawo i Sprawiedliwość, możemy mieć pewność, że nie skończymy tak jak skończyły Francja, Holandia, Wielka Brytania, czy Niemcy. I nie ma znaczenia na ile ów kierunek rozwoju wynika ze szczerych przekonań jego animatorów, a na ile z ich bardzo cynicznej gry – fakt jest taki, że cywilizacyjna droga, jaką przyjęła Polska jest dla nas jedynym rozwiązaniem, a póki co Prawo i Sprawiedliwość jest  jedynym gwarantem jej utrzymania. I już to wystarczy, by popierać choćby i kandydaturę Patryka Jakiego na prezydenta Warszawy, czy Andrzeja Dudy na prezydenta Polski.
      No i w tym momencie, mój syn, ale przeciez nie tylko on, mówi, że wystarczy spojrzeć na ową propagandę, na te wszystkie kłamstwa, niekiedy naprawdę bezczelne, na to traktowanie nas jak skończonych idiotów, by się zniechęcić. A na to ja, z pełnym szacunkiem, odpowiadam, że, owszem, to jest coś, co jest nam faktycznie trudno wytrzymać, natomiast obok tego pojawiają się, nomen omen, fakty, które i tu naszą stronę stawiają znacznie wyżej. My, nawet jeśli szczujemy i kłamiemy, to szczujemy i kłamiemy we własnym imieniu. Niedawno nawet prezes Kurski publicznie oświadczył, że, owszem, obie strony uprawiają propagandę, ale przynajmniej doszło wreszcie do tego, że faktycznie są dwie strony. Dwie realnie istniejące strony. Jaka była reakcja mediów opozycyjnych? Jak zawsze pełne oburzenie i krzyk: „Co? My? Nigdy! My tylko relacjonujemy”
      I faktycznie, oni bardzo konsekwentnie realizują to, co tak znakomicie sprawdzało się przez całe lata. Mam na myśli tak zwane relecjonowanie. Ostatnio można to coś zaobserwować na portalu tvn24.pl w postaci nagminnego stosowania cudzysłowów. Proszę może tam zajrzeć i zwrócić uwagę na to, że właściwie bez wyjątków wszelkie ataki na Dobrą Zmianę są prowadzone przy pomocy cudzysłowów właśnie. Jeśli tvn24.pl daje wielki tytuł, na przykład: „Żyć pod takimi ludźmi jest strasznie niebezpiecznie”, to nie jest opinia redakcji, ani tym bardziej brudna propaganda. To jest zaledwie cytat z wypowiedzi Agnieszki Holland. Albo jeśli widzimy tekst zatytułowany „Mina podłożona pod system emerytalny”, to przecież nikt nie powie, że to jest opinia Redakcji. W końcu cudzysłów stoi jak byk. Wreszcie, jeśli redakcja tvn24.pl zamieszcza dwa pod rząd teksty zatytułowane: „Nie ma już czasu na grzeczności, bo reżim przekroczył czerwone linie” oraz „Barbarzyństwo w majestacie prawa”, to tu też mamy cudzysłowy, których nie da się zakwestionować, lecz co najwyżej nie zauważyć. To nie oni więc. To jest zaledwie opinia, a więc obiektywna informacja. Przepraszam, ale czy ktoś mi chce teraz zaimponować czerwonymi paskami na TVP Info?
      A zatem nawet tu jest coś, co sprawia, że ja akurat, choć wciąż coraz słabiej, niezmiennie trzymam sztamę z naszymi. Dokładnie na takiej samej zasadzie, jak trzymam zawsze sztamę z kibicami Lecha Poznań – jak słyszę, kibicami jeszcze straszniejszymi od Legii Warszawa – gdy tylko na horyzoncie pojawia się jakiś docent, czy nie daj Boże profesor uniwersytetu. Dlatego też kiedy jutro będę jechał pociagiem do Warszawy, zdecydowanie bezpieczniej będę się czuł, jeśli naprzeciwko mnie bedzie siedziało dwóch łysych z piwem, niż nawet nobliwy ksiądz z siwą brodą. Tamci bowiem, kiedy im już przyjdzie do głowy, by mnie ostatecznie załatwić, ogłoszą mi to otwarcie, a nie będą się kryć za pięknymi słowami na temat jakichś standardów. Podobno europejskich.
       A zatem, mój kochany, róbmy swoje i trzymajmy głowy podniesione wysoko.

Jutro jadę do Warszawy na Targi Książki Historycznej. Zapraszam wszystkich, którzy mają wystarczająco blisko. Arkady Kubickiego, stoisko nr 12. A jeśli ktoś nie może, pozostaje księgarnia pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. Polecam serdecznie.

      

1 komentarz:

  1. Jest dokładnie tak jak Pan napisał. Bowiem mądry i przytomny człowiek musi zawsze wybrać to co w danej sytuacji jest najlepsze. I mieć jeszcze świadomość, co najlepsze jest i dlaczego. Nawet jeśli wcale nie jest takie do końca dobre.

    Niestety ludzie często posługują się logiką absolutyzmów, która zwykle prowadzi do manipulacji i wykorzystania ich przez sprytniejszych.

    Trzeba ciągle pamiętać gdzie jest głowa a gdzie d...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.