poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Czy Dobra Zmiana zna pojęcie wstydu?

      Gdyby ktoś mi jeszcze parę tygodni temu powiedział, że Dominik Tarczyński, prominentny poseł Prawa i Sprawiedliwości, zostanie po raz kolejny bohaterem którejś z tych notek – nie uwierzyłbym. Dlaczego? Dlatego, że dotychczasowe doświadczenia, jakie przyszło mi mieć z tym dziwnym człowiekiem, wydawały się wyczerpywać wszelkie możliwości inspiracji i istniała obawa, że każde kolejne słowo na jego temat doprowadzi do jeszcze większego nieszczęścia, niż samo pojawienie się jego nazwiska.
      W czym rzecz? Otóż można odnieść wrażenie, że cała dotychczasowa publiczna działalność posła Dominika Tarczyńskiego, jeśli nawet w jakimś stopniu powodowana była pragnieniem zwiększenia popularności władzy Prawa i Sprawiedliwości, to  na pierwszym miejscu zawsze stała myśl podstawowa, a którą swego czasu tak pięknie wyraził może Jimmy Page, a może któryś z innych wybitnych artystów rock and rolla: „Postanowiłem założyć zespół, żeby móc sobie dupczyć do woli”.
     Na Dominika Tarczyńskiego, pierwszoligowego posła Prawa i Sprawiedliwości, trafiłem na Twitterze, gdzie ten był od pewnego czasu na tyle aktywny, by w pewnym momencie zacząć wokół siebie tworzyć atmosferę polityka, który chce być bliżej ludzi, i to do tego stopnia nawet, by mieć z nimi kontakt najbardziej bezpośredni. Pierwsza rzecz, na jaką zwróciłem uwagę, było udostępnienie przez Tarczyńskiego swojego prywatnego numeru telefonu, drugą natomiast stało się notoryczne zamieszczanie przez niego anonsów w rodzaju: „Mam podwójny bilet na koncert Sade. Czy ktoś ma ochotę?”, ewentuanie „Czy zna ktoś jakąś dobrą egzotyczną knajpę w Warszawie? Zapraszam na kolację”. Oczywiście ja zdaję sobie sprawę, że już w tym momencie powinienem był się najeżyć i zacząć coś podejrzewać, no ale się nie najeżyłem, natomiast postanowilem przede wszystkim sprawdzic, czy jemu faktycznie zależy, byśmy do niego dzwonili. Zadzwoniłem więc pod podany numer, ku memy zaskoczeniu, Tarczyński, owszem, od razu się zgłosił, coś tam sobie w dosć suchy sposób poopowiadaliśmy, a ja nagle wtedy zrozumiałem, że on z całą pewnością spodziewał się zupełnie innego telefonu. Wszyscy świetnie wiemy, jak to jest gdy chcemy z kimś pogadać i z drugiej strony otrzymujemy bardzo jasny przekaz, że to nie teraz i nie tak. Tak zatem wyglądała ta moja rozmowa z Tarczyńskim – nie teraz i nie tak. On zdecydowanie liczył na coś innego.
     Tymczasem twitterowa akcja pod tytułem „Poseł wychodzi do swoich wyborców” się rozwijała, a Tarczyński w dalszym ciągu prosił, by do niego dzwonić i umawiać się z nim do kina, do teatru, na koncert, czy do restauracji na kolację. Ostatecznie machnąłem na Tarczyńskiego ręką, gdy któregoś dnia na jego Twitterze pojawiła się wiadomość, którą dziś już muszę cytować z pamięci – „Panie Pośle, dziękuję za cudowny wieczór”. Zrozumiałem bowiem wreszcie tak do końca, z czym tu mamy do czynienia.
     Dziś piszę o Tarczyńskim, bo pewną karierę w Sieci zrobiła wiadomość, jaka pojawila się na twitterowym profilu Tarczyńskiego, a mianowicie seria zdjęć jakiejś nimfy w bikini, oraz informacja: „Takich temperatur nie mieliśmy! 42 stopnie! To wspaniały czas i chcemy się z Wami nim podzielić. Moja Aga ’72 w formie”. A my patrzymy na te zdjęcia i zastanawiamy się, czemu on nie napisał bardziej szczegółowo, jak to było z tą Agą i tą jej formą. Zastanawiamy się, bo tego typu dylemat podpowiada nam serce, rozum natomiast nam mówi, że poseł Dominik Tarczynski tak napisać nie mógł, bo choć w sposób jednoznaczny on oszalał, wciąż ma świadomosć, że jeszcze jeden krok, a może stracić wszystko.  A my mamy już tylko nadzieję, że on dobrze kalkuluje i nie okaże się, że on cały ten czas mógł spać spokojnie, bo to już zaszło zbyt daleko, a rząd Dobrej Zmiany ma na głowie sprawy znacznie ważniejsze niż dbanie o tak zwaną reputację.
      Jeśli ktoś ma w tym momencie pytanie, czemu ja znów zajmuje się jakimiś głupstwami, zamiast walczyć za Ojczyznę, odpowiem słowami maleńkiego Coutinho: „It’s not about me, it’s about the team”.

Przypominam, że w ksiegarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl są do kupienia moje ksiażki. Dwie pierwsze, wydane pod imieniem Toyah, są już sprzedane, jednak sześć to też poważna liczba. Polecam każdą i wszystkie.
    


16 komentarzy:

  1. Tfu, najpierw coryllus, a teraz pan!
    Zawiść, to grzech, ciężki grzech!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeszcze nie tylko ten negliz. Okazalo sie, ze pani Aga pracuje w jakijes fundacji pod egida prof. Stepnia i Andrzeja Celinskiego.
    Albo on jest taki glupi, ze nie rozumie ze chodzi o team albo wbrew przeciwnie, wie ze chodzi o team i chce go rozwalic

    OdpowiedzUsuń
  3. @mira
    Ja zdaje sobie sprawę z tego, że ta zawiść mnie ściągnie do piekła. Ale niech Pani sama powie, co ja mam zrobić, kiedy widzę, jak on się nurza w tych piersiach, na moją starą juz patrzeć nie mogę, a co trafię na coś świeżego, to słyszę, że ona woli któregoś z posłów PiS-u?

    OdpowiedzUsuń
  4. Może on też chciał, jak Jimmy Page założyc zespół,tylko nie zrozumiał o jaki zespół chodzi i z dupczenia nici.

    OdpowiedzUsuń
  5. @autor
    Niedawno nie spodobał się panu wywiad w BBC- były zarzuty bez pokrycia i teraz wespół zespół, z facetem od formatowania rynku wydawniczego, lecicie po tzw"dobrej zmianie", na którą na wasze nieszczęście się nie załapaliście!
    https://www.youtube.com/watch?v=yQNVB1ghR9c

    OdpowiedzUsuń
  6. @mira
    Widzę, że właśnie zmienił się temat. Rozmawialismy na temat mojej zazdrości o tę cizię, teraz nagle okazuje się, że chodzi o zazdrość o to że mnie nie zapraszają do BBC. No i jeszcze ten link ni w pięć ni w dziesięć. W tej sytuacji proponuję coś zdecydowanie bardziej w punkt:
    https://www.youtube.com/watch?v=qB-2WhzcyS0

    OdpowiedzUsuń
  7. @toyah
    ta dyskusja z mirą koresponduje nieźle z dzisiejszym tekstem Coryllusa. Patrzenie w inny sposób niż przez pryzmat załapywania się i niezałapywania się jest rzadkie.

    OdpowiedzUsuń
  8. @autor
    "teraz jesteś człowiekiem z gliny "
    z autopsji?
    No pacz pan altruista z pana- „It’s not about me, it’s about the team”.
    No to mam nadzieję, że nie usunie pan mojego komentarza:)
    ps
    mnie na panu ani tym bardziej na coryllusie nie zależy- możecie iść w piach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, w końcu powiedziała pani, co jej na sercu leżało.

      Usuń
  9. @mira
    Tego nie usunę, ale skoro możemy iść w piach, to każdy następny jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  10. @toyah
    Taki telefon do posła wymaga pewnego wysiłku. Także szacunek za chęć sprawdzenia. Ja już nie wiem co o nim myśleć. Chyba tylko współczuję coraz bardziej Jarosławowi Kaczyńskiemu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z całym szacunkiem, ale ten cały Tarczyński to naprawdę małe miki. Czy pamięta Pan poniższy numer z końcówki rządów platformy?

    http://www.pudelek.pl/artykul/75592/szefowa_rady_nadzorczej_kompanii_weglowej_ma_torebke_za_40_tysiecy/

    Otóż bohaterka tej historii znalazła zatrudnienie w pewnej spółce Skarbu Państwa o znaczeniu strategicznym, na stanowisku bardzo ważnego dyrektora.

    Tak mi się przypomniała moja nauczycielka fizyki z podstawówki,która mawiała, że w przyrodzie nic nie ginie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Moher Sosnowiecki
      Spółki Skarbu Państwa mają bardzo dużo różnych zadańń, miedzy innymi i to.

      Usuń
  12. Baczniej przyglądam się Tarczyńskiemu odkąd wywinął numer z Twoją książką (wtedy zresztą dowiedziałam się, że w ogóle taki ktoś jest). Mam wrażenie, że on zaczyna tam, gdzie skończył Hofman i ci dwaj, Kamiński i ktoś tam jeszcze z tego tercetu egzotycznego. Granice przesunęły się tak bardzo, tak szybko.

    Mela

    OdpowiedzUsuń
  13. @Mela
    Z tą książką to rzeczywiście był numer. Najpierw poprosił by mu ją przysłać, podczas gdy nie nie chciał. Następnie podziękował za nią, mimo że jej nie odebrał. W końcu powiedział, że mu się podoba, mimo że jej nie przeczytał. Oto obraz nałogowego kłamcy.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.