czwartek, 16 stycznia 2014

Kto się zgodzi zabić Łukasza Berezaka?

Kilka lat temu, kiedy wciąż jeszcze wierzyłem – choć owa wiara już powoli szczęśliwie zanikała – że o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy można sensownie dyskutować, przedstawiłem na blogu tekst zatytułowany „O Jurku, któremu zabrakło atomów”. Mówiąc najkrócej, chodziło mi o to, że tego, co robi Jerzy Owsiak nie da się oceniać na poziomie działalności dobroczynnej, z tego prostego powodu, że tego, czym on się zajmuje, nie ma możliwości opisania przy pomocy pojęć takich, jak „dobro”, czy „zło”. Przez ów przykład z atomami postawionymi przeciwko liczbom, chciałem udowodnić, że jeśli uznamy, że Jerzy Owsiak jest człowiekiem złym, lub dobrym, to w żadnym wypadku w oparciu o to, co on nam pokazuje każdego roku w styczniu, organizując zbiórkę pieniędzy na sprzęt medyczny dla szpitali, co nam prezentuje w wymiarze publicznym w każdym pozostałym miesiącu danego sezonu, ani nawet na tle tego, co on nam na ten temat opowiada. A wszystko to z tego prostego powodu, że między działalnością dobroczynną, a księgowością nie ma najmniejszego punktu stycznego. Żeby móc ocenić, czy Jerzy Owsiak jest człowiekiem dobrym, czy złym, musielibyśmy go albo znać osobiście, i to znać bardzo blisko, albo mieć na jego temat jakieś bardzo szczegółowe informacje – i to na samym dopiero końcu, informacje pochodzące od niego samego.
Wyobraźmy sobie, że Jerzy Owsiak idzie sobie na pocztę nadać kartkę ż życzeniami świątecznymi dla swojej babci, i nagle podchodzi do niego kobieta z czwórką małych dzieci i mówi mu, oni wszyscy są bardzo głodni, i czy on nie mógłby im kupić coś do jedzenia, albo dać na to jedzenie pieniądze. W tym momencie, Jerzy Owsiak wyciąga z kieszeni 50 złotych, i tak by nikt tego poza tymi ludźmi nie widział, daje je kobiecie i natychmiast znika. Czy on uczynił dobro, zło, czy nie uczynił ani jednego, ani drugiego? Jeśli on natychmiast po tym popędził do znajomych i im opowiedział o tym, co zrobił, a następnie już tylko napawał się ludzkim podziwem, on nie uczynił ani zła, ani dobra, natomiast niewątpliwie pomógł biednym ludziom. I to jest sprawa bardzo oczywista. On pomógł potrzebującym, ale owa pomoc może być opisana wyłącznie przy pomocy liczb, ale już nie przy pomocy atomów. Jeśli jednak on to zachował wyłącznie dla siebie, a najlepiej o wszystkim natychmiast zapomniał, faktycznie możemy próbować się zgodzić, że Owsiak to człowiek dobry.
Żeby może choć na chwilę przestać mówić o Owsiaku, spróbujmy sobie wyobrazić człowieka, który zasłabł na środku ulicy i zanim umarł, przyjechało pogotowie, a bardzo profesjonalnie przygotowani ratownicy udzielili mu pomocy, no i uratowali mu życie. Co więcej, kiedy on się ocknął i powiedział „Dziękuję”, każdy z nich, jak jeden mąż odpowiedział: „Drobiazg”, i wszyscy odjechali, bo akurat zadzwonił telefon, i trzeba było jechać dalej. Czy owi ratownicy medyczni to ludzie dobrzy, źli, czy ani jedni, ani drudzy? Otóż, moim zdaniem, każda z tych odpowiedzi jest możliwa, tyle że żadna z nich nie może być oparta na podstawie tej jednej akcji, ani nawet na całej serii akcji podobnych. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że dobra i zła nie liczy się w liczbach, lecz w atomach, których my nawet nie jesteśmy w stanie dostrzec.
A teraz zastanówmy się nad następującą możliwością. Otóż wśród owych ratowników jest pewien Jurek. Czy przez to, że on z uśmiechem i bez zbędnego marudzenia uratował właśnie człowiekowi życie, ja muszę go lubić, czy mogę – znając go skądinąd – uważać go za idiotę i sukinsyna. Moim zdaniem, ja nie mam żadnego obowiązku, ani moralnego, ani jakiegokolwiek innego, by go lubić. No a co mam zrobić, jeśli na moje brzydkie słowa na temat owego Jurka, dzieci owego uratowanego od śmierci człowieka przyjdą do mnie i zaczną mi sprawę tłumaczyć w wymiarze czysto osobistym? A co ja mam zrobić, jeśli oni zaczną mnie szantażować, tłumacząc mi, że każde moje brzydkie słowo na jego temat, sprawia im osobistą przykrość, bo dla nich ów Jurek już do końca życia pozostanie człowiekiem świętym?
Napisałem tamten tekst o Jurku, któremu skończyły się atomy, i pomyślałem sobie, że na tym, dla mnie przynajmniej, poziomie, sprawa jest zakończona. Dla mnie Jerzy Owsiak pozostanie, póki co, kimś, kogo mogę oceniać, jako człowieka, do woli, z jednym jedynym wyjątkiem. Otóż ja nie jestem w stanie stwierdzić z pełnym przekonaniem, czy on jest człowiekiem dobrym, czy złym, i czy to, co on czyni, to zło, czy dobro w wymiarze ponadpraktycznym. Jeśli chodzi o niego, mogę oczywiście sobie spekulować, mogę wysłuchiwać różnych na jego temat opinii, mogę wreszcie oceniać jego poszczególne wypowiedzi i zachowania, natomiast nigdy nie powiem, że Owsiak to człowiek dobry. Podobnie, jak nie powiem, że on jest człowiekiem z całą pewnością złym. Dlaczego? Bo nie mam do tego koniecznych danych. Same liczby nie wystarczają.
Jest jeszcze coś, o czym chyba nie miałem okazji pisać nigdy. Pieniądze. Rzecz w tym, że ja nie mam najmniejszego pojęcia, czy Jerzy Owsiak pieniądze przeznaczone na pomoc dla potrzebujących w większości zgarnia dla siebie, czy on jest człowiekiem tak skromnym, że mu wystarczy na najbardziej potrzebne wydatki i on o żadnych luksusach nawet nie śmie marzyć. Tyle że to, z punktu widzenia dzisiejszej dyskusji, nie ma najmniejszego znaczenia. Bez względu na to, czy on jest na pieniądze łasy bardzo, trochę, czy w ogóle, my wciąż nie umiemy stwierdzić, czy to, co on czyni, to jest zło, czy dobro. Nie w wymiarze ponadpraktycznym. Nie, jeśli mówimy o atomach. Bo pieniądze i pragnienie ich posiadania to matematyka, a my mówimy o fizyce.
I oto, po tych wszystkich latach, które minęły najpierw od momentu, gdy Jerzy Owsiak postanowił poświęcić swoje życie na zaopatrywanie szpitali w sprzęt medyczny, następnie od czasu, gdy ja sam zacząłem się zastanawiać nad próbą oceny tego, co on robi, aż wreszcie od dnia, gdy uznałem, że w sytuacji, w jakiej się znajdujemy, to wszystko jest od początku do końca pozbawione sensu, Jerzy Owsiak opowiedział nam historię pewnego „nieuleczalnie chorego” Łukasza, a następnie spojrzał prosto w oko kamery i krzyknął: „Łukasz! Ty umrzesz!” I oto, jak sądzę, tak naprawdę po raz pierwszy od czasu, gdy cała sprawa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stała się sprawą ogólnonarodową, otrzymaliśmy jednocześnie zarówno liczby, jak i atomy. W jednym. Wsłuchując się w to wycie, patrząc na to nieszczęsne dziecko otoczone złem w postaci najczystszej do wyobrażenia, ja po raz pierwszy od samego początku mogę stwierdzić z całkowitym przekonaniem, że ten człowiek to też jest zło najczystsze. I myślę sobie, że jedyne, co mi dziś pozostaje, to modlić za to dziecko i jego rodzinę. A jeśli owa modlitwa nie pomoże, i Dobry Bóg będzie chciał nam urządzić demonstrację, której nie wytrzymamy, to może pomódlmy się w intencji głównych sponsorów tego upiornego przedsięwzięcia. Żeby ich w ułamku sekundy nie pochłonęło piekło. Chociaż mam wrażenie, że oni sobie poradzą. Jak zawsze. Mają już w końcu odpowiednią praktykę.

Jeśli kogoś powyższy tekst poruszył, zainspirował, czy mu się zwyczajnie podobał, bardzo proszę o finansowe wsparcie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.




1 komentarz:

  1. Sądzę że od dłuższego czasu Owsiak jest tylko twarzą całej imprezy, i nie wiele z tego biznesu kuma.
    Tym razem nawet w tej funkcji zaczął nawalać.
    Rychło skończy jako bogaty emeryt na Florydzie.
    Piękny koniec swoją drogą.

    OdpowiedzUsuń