czwartek, 15 września 2011

O kapusiach, plotkarzach i naturalnych zwycięzcach poemat radosny

Z przyjemnością pragnę poinformować, że po wielu suchych i pustych miesiącach przeczytałem od deski do deski artykuł Rafała Ziemkiewicza. Przy okazji pragnę wyrazić Ziemkiewiczowi wdzięczność z tego powodu, że dzięki jego dziennikarskiej pracy udało mi się zaoszczędzić parę złotych, co w dzisiejszych czasach nie jest przecież byle czym. Poszło o to, że Janusz Palikot wydał książkę, w której przedstawił swoje refleksje na temat Platformy Obywatelskiej i jej pierwszorzędnych funkcjonariuszy, a Rafał Ziemkiewicz w najnowszym wydaniu „Uważam Rze” przedstawił własną kompilację najciekawszych doniesień Palikota. Oczywiście nie byłby Ziemkiewicz sobą, gdyby zwyczajnie jak człowiek napisał coś w tym stylu: „Drodzy Państwo, oto dzięki Januszowi Palikotowi wreszcie dowiedzieliśmy się, co to za banda od czterech lat sprawuje rządy w Polsce. Proszę tylko posłuchać”, i zaczął cytować grube fragmenty z książki Palikota. Rafał Ziemkiewicz jednak to dziennikarz poważny, a przy tym wybitny analityk i intelektualista, więc aż tak nisko on upaść by nie mógł. Dlatego swój tekst zaczyna tak: „Najnowsze dzieło Palikota ułożone jest w większej części według nazwisk. Przewodniczący Ruchu Poparcia samego siebie prawi w książce o tym, co ma – zazwyczaj złego – do powiedzenia na temat danej osoby. Czasem są to jego opinie, czasem obciążające plotki, generalnie skondensowana dawka karmy dla tabloidów”.
I teraz, ktoś kto nie zna twórczości publicystycznej Rafała Ziemkiewicza mógłby sądzić, że skoro on jest taki wielopiętrowy, to zapewne w tym momencie będziemy mogli dowiedzieć się czegoś na przykład na temat struktury władzy w projektach takich, jak Platforma Obywatelska, gdzie wszyscy do wszystkich są desperacko przyklejeni, jak wzajemnie pasożytujące na sobie organizmy, z tą świadomością, że jeśli którykolwiek się z nich odklei, może uruchomić lawinę. Na przykład. Tematów do refleksji jest zresztą znacznie więcej. Można by się było choćby spodziewać, że Rafał Ziemkiewicz, jako przenikliwy obserwator, zwróci na przykład uwagę na to, że nie jest wykluczone, że Janusz Palikot jest zaledwie pierwszym z wielu i że przed nami otwiera się prawdziwe trzęsienie ziemi. Jednak, podobnie jak nie byłby Ziemkiewicz sobą, gdyby wyznał szczerze, że jemu się nie chce wysilać, więc on zwyczajnie omówi i skompiluje doniesienia Palikota, tak samo nie byłby sobą, gdyby sięgnął nieco głębiej, niż pod swoje wypielęgnowane buciki. W rezultacie, otrzymaliśmy, ni mniej ni więcej, tylko podszyty leniem i tchórzem, potężny cytat.
Jednak, jak mówię, jak idzie o mnie, to tyle mi całkowicie wystarczy. Od Ziemkiewicza nie wymagam wiele, o Palikocie wiem tyle ile wiedzieć potrzebuję, a z kolei wszystko to, co powiedział Palikot, a Ziemkiewicz sprytnie mi przekazał, jest dla mnie informacją o tyle cenną, że wyłącznie potwierdza moją niebywałą wręcz intuicję, i przy okazji zaspokaja moją wrodzoną próżność. Najpierw parę słów o intuicji. Otóż nie umiem dziś sobie przypomnieć, w którym to z ukazujących się na tym blogu tekstów przepowiedziałem, że dla Platformy Obywatelskiej ktoś tak cyniczny jak Janusz Palikot jest z jednej strony prawdziwym skarbem, a z drugiej autentycznym zagrożeniem. Że przez ten swój cynizm, a przy okazji bardzo szczególny typ inteligencji, pod względem politycznej skuteczności przebija on dosłownie każdego, poczynając od Donalda Tuska, a kończąc na jakiejś Piterze. Jednocześnie jednak wiadomo było od samego początku, że dzień, w którym – z jakiegokolwiek powodu – Janusz Palikot z Platformy odejdzie, będzie początkiem końca tego projektu. Bo nikt go już nie powstrzyma przed tym, by zaczął gadać. A, jak wiemy, gadane to on akurat ma. A więc to, że, o ile ktoś Palikota wcześniej nie zabije, ta książka się prędzej czy później ukaże, wiedziałem od samego początku.
Drugie, co wiedziałem, a co dziś pozwala mi się nadymać pychą, to to, że, choć psychologią interesuję się wyłącznie na zasadzie przekory, a w swoim życiu nie widziałem na oczy ani Donalda Tuska, ani Grzegorza Schetyny, ani żadnego z tych typów, z wyjątkiem posła Gowina, jak lazł z walizką na dworzec w Krakowie, doskonale znałem jako fakt każdą – dosłownie każdą – informację, jaką dziś, na zasadzie rewelacji, przesyła nam Janusz Palikot, a Ziemkiewicz, typowym dla siebie świńskim truchtem, relacjonuje. A więc, kiedy dziś Palikot informuje, że Donald Tusk to zwykłe bydle, mściwe, bezlitosne, wulgarne bydle, mój oddech nawet nie przyspiesza. Kiedy on sugeruje, że Donald Tusk jest być może osobą uzależnioną od narkotyków i kimś, kto nałogowo traktuje kobiety jak dziwki – pozostaję niewzruszony. Kiedy Janusz Palikot nam opowiada, a Rafał Ziemkiewicz tę opowieść nam przesyła, że Stefan Niesiołowski chleje, Gronkiewicz-Waltz to idiotka, Paweł Graś coś wie, a Radosław Sikorski jest psychicznie niezrównoważony, to ja, naturalnie, wzruszam ramionami, ale z drugiej strony, uśmiecham się tryumfalnie. Bo – jak i każdy kto już ponad trzech lat czyta te refleksje – wiem, że myśmy to wszystko świetnie wiedzieli. Bez Palikota, bez Ziemkiewicza, bez niczyjej pomocy. Wyłącznie obserwując i myśląc.
A zatem, cóż jest takiego ciekawego w artykule Rafała Ziemkiewicza? Jak idzie o Ziemkiewicza, to oczywiście nic. Zresztą nie sądzę, by on miał tu jakieś szczególne oczekiwania. W końcu, jak idzie o tak zwaną pracę intelektualną, jaką on włożył w napisanie tego tekstu, to wszystko się sprowadza do tej drobnej złośliwości na początku tekstu, w postaci słowa „prawi” i jeszcze drobniejszej złośliwości na temat Żakowskiego pod sam jego koniec. Bo nie ma nawet pewności, czy tytuł tego opracowania – „Chwyty ostateczne”, nie został wymyślony przez redakcję. Natomiast bardzo dobrze się stało, że Ziemkiewicz powtórzył wszystkie co ciekawsze palikotowe plotki, bo inaczej prawdopodobnie byśmy ich nigdy nie poznali. W końcu, co by o nim nie mówić, czytać Ziemkiewicza, to nie jest jeszcze wstyd, natomiast Palikota – owszem. A sytuacja, w której dzieją się tak ważne rzeczy, jak zdejmowanie pokrywki z tego pełnego gówna garnka, to jest jednak coś, czego poważny obserwator przegapić nie może.
Zbliżają się wybory i ich wynik, wbrew naszym nadziejom, a ich obawom, może być różny. Owszem, coraz więcej faktów wskazuje na to, że wszystko rozwija się w bardzo dobrym kierunku. I nie mówię tu o sondażach, z którymi jest różnie i o których wiedzieliśmy już wszystko zanim ich twórcy w pełni udowodnili kim są. Od kilku dni, ton komentarzy w mainstreamowych mediach jest taki, że Platforma Obywatelska zmierza ku przegranej. Wczoraj słyszałem kilka opinii wskazujących na fakt, że kampania Platformy stoi w miejscu. A oczywiście sami politycy nie próżnują. Ledwo minister Rostowski poinformował Europę o zbliżającej się wojnie, widzimy ministra Sikorskiego, jak się wije przed dziennikarką Radia Zet przy okazji kolejnej – niewykluczone, że jeszcze poważniejszej – kompromitacji z propagandowym filmem na temat polskiej prezydencji. Diabli wiedzą, co będzie z wypowiedzią Donalda Tuska odnośnie kolegów ministra Ziobry.
Zbliżają się wybory i wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość je wygra. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że sytuacja jaką dziś mamy, bardzo niebezpiecznie przypomina to, co pamiętamy sprzed czterech lat. Kiedy to PiS w pewnym momencie był jednoznacznym faworytem wyborów, i nagle, w ciągu zaledwie paru tygodni, System uruchomił tak potężną akcje propagandową – z pamiętnym chowaniem babci dowodu osobistego – że wszystko w jednej chwili runęło w gruzach. Uważam jednak, że tym razem, tego przekrętu powtórzyć się nie da. Z tego prostego powodu, że wszyscy ci, którzy wtedy dali się na tamtą gadkę nabrać, mają na głowie inne problemy, a ci, do których dziś tamte hasła mogłyby być adresowane, nic z nich nie zrozumieją.
Ale jest jeszcze coś. Przed nami mamy Platformę Obywatelską nie jako propozycję, lecz jako skończony i zatwierdzony projekt. Mamy ludzi, którzy mają już za sobą okres prezentacji, a dziś nie są w stanie nawet kiwnąć palcem, by coś poprawić, czy wyjaśnić. Dziś mamy sytuację czystą. A w sytuacjach czystych, decyzje mogą być podejmowane z równie czystym sumieniem. Pozostaje ten nieszczęsny Palikot. On jest niczym. On jest zaledwie pierwszym z całej serii kolejnych polityków Platformy, którzy zaczęli mówić. Dajmy im jeszcze miesiąc.
Resztkami sił, proszę o kupowanie książki i finansowe wspieranie tego bloga. Daję słowo, że nie wiem, co się dzieje. Dziękuję.

10 komentarzy:

  1. Mnie osobiście sytuacja niebezpiecznie przypomina nie tę sprzed 4 lat, a tę sprzed 6 lat. Tyle że dziś system jest znacznie lepiej ustawiony na wypadek "wygranej" PiS. Kto wie - może książka Palikota i cały ten generalnie blady medialny wizerunek partii rządzącej to wręcz świadoma gra systemu na niewielkie zwycięstwo PiS. Pamiętajmy, że przez ostatnie 20 lat zażarta walka polityczna wszystkich ze wszystkimi to lata, w których służby specjalne (na wiadomych usługach) mogły najpełniej wykorzystać swój potencjał.

    Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński ma jakiś genialny plan na wypadek takiej "wygranej", bo póki co to widać jak system szykuje się do tego lub wręcz prowokuje taki rozwój wypadków. Karierowicze z PO już się obłowili i można ich teraz spokojnie odstawić. Niższe szczeble administracji są zresztą bezwstydnie obstawione "swoimi". Tusk już zapowiada, że PO nie będzie brało udziału w tworzeniu rządu, jeśli ta partia przegra. Komorowski daje do zrozumienia, że będzie rzucał kłody "nie swojemu" rządowi. W rządzie leni po 10.04 ktoś jednak intensywnie pracował (np. Boni), szykując aparat państwa tak, by był niesterowny dla "obcego" rządu. Mają "niezależnego" prokuratora generalnego i obstawione różne funkcje kadencyjne.

    Sytuacja byłaby tylko nieznacznie lepsza, gdyby PiS miał ponad 50% w Sejmie. Nawet wtedy wszelkie zmiany będą blokowane przez prezydenta, a cała reszta parlamentu będzie służyć wyłącznie do szarpania PiS-u. Dodatkowo media bardzo ostro "patrzące na ręce władzy". Mogą zrobić tak, że będą dęte afery jedna za drugą i po miesiącu albo dwóch GW opublikuje sondaż z jednocyfrowym poparciem dla PiS i powstaną "miasteczka" różnych protestujących grup. Potem przyspieszone wybory i wreszcie wrócą na swoje miejsce ci, którzy uważają się za właścicieli Polski prawem schedy po PZPR. Putin i Merkel chyba mogą spać spokojnie?

    Oczywiście życzę zwycięstwa PiS, ale widzę, że do odnowy Polski droga może być jeszcze daleka i niepewna i bardzo mnie to martwi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie na temat. Przeczytałem dziś wywiad Mazurka z niejakim Łukaszem Naczasem. To jest po prostu porażające. Mazurek już w pewnym momencie zaczął sobie z niego drwić. Ten Naczas ma zdaje się całkiem spore poparcie i pewnikiem wejdzie do sejmu. Bardzo polecam:

    http://gniezno.com.pl/wiadomosci/czytaj/4656/niech_pan_sobie_poczyta_w_internecie

    OdpowiedzUsuń
  3. @filozof grecki
    Oczywiście, zawsze można przewidywać najgorsze scenariusze, natomiast każda inna droga, niż wygranie wyborów jest zła. I tak jest zawsze. Trzeba wygrywać i nie wolno przegrywać.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Ulver
    Czytałem. Pewnie, że on wejdzie do Sejmu, bo w tym Poznaniu ma "jedynkę".
    Co do Mazurka, owszem, on go niszczy, tyle że moim zdaniem sam pomysł, by z takim Naczasem przeprowadzać wywiad był jednym z wielu błędów, jakie Mazurek popełnia każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Toyah

    1.Nie czytałem URz (szkoda kasy wolę GaPol) tylko streszczenie w necie ale mnie się wydaje że streszczenie w GWnianej jest lepsze. Widocznie dokładniej czytali. Tu: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,10291038,_Komorowski_z_Grzegorzem_zalatwia_Tuska____Palikot.html
    2. A co to właściwie z tym RAZem było, chodzi o to jego polactwo i tą historyjkę z tym "chłopem pańszczyźnianym". Da się to streścić? Bo jak on jest systemowy to ale jest ich najlepszym agentem. Mnie mocno zdziwiło że dał wywiad ŁŁ na jego starym ekranie w którym porównał Jarosława do Bolka. Wyglądało na to że on wierzy że Jarosław współpracuje z systemem, ale to jednocześnie by znaczyło że ma brata na sumieniu. A to już był by gruby kaliber, mówiąc delikatnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah
    Bezdyskusyjnie. Trzeba osiągnąć jak największy wynik, a następnie z tym wynikiem robić wszystko, by ratować Polskę. Mnie tylko męczy, że system tak dobrze szykuje się na każdą ewentualność, a szerzej - że nasz kraj tak mocno trzymany jest w uścisku i wymuszonym posłuszeństwie. Kiedy oni popełnią jakiś błąd, poniosą druzgocącą porażkę?? Nie PO, ale system, który te i inne marionetki nam tu prezentuje dla uciechy mas.

    Jeszcze jeden aspekt muszę poruszyć. Co rozumiemy przez "wygrać"? Mieć większość względną, ale pozostać w opozycji wobec frontu PO-SLD-PSL? Mieć większość do samodzielnego rządzenia? Mieć większość do odrzucenia veta? Czy wreszcie - mieć stabilne powszechne poparcie i oparcie w społeczeństwie, które wreszcie zrozumie, jaka gra tu się toczy? Społeczeństwo trwale zjednoczone wokół ważnych wartości tak jak w tygodniu po 10.04 może w końcowym efekcie dać większe możliwości niż bieżące polityczne kalkulacje. W końcu cała tajemnica systemu polega na tym, że garstka - dzięki sprytowi i zasobom - dominuje nad ogromną większością pozbawioną na co dzień świadomości swojej siły.

    OdpowiedzUsuń
  7. @PLK
    Nie wydaje mi się, by problem taki, czy Ziemkiewicz, a z nim grupa banda dziennikarzy przedstawiających się jako "dziennikarze niepokorni" byli systemowi, czy nie systemowi. Bo z całą pewnością nie są antysystemowi.
    Inna sprawa, że ja nie znam do tak naprawdę sytuacji w tej ich branży. Możliwe, że tam Żakowski, Wołek, Władyka czy Lis tworzą taki psychologiczny terror, że takiemu Semce na ich widok serce podchodzi do gardła, ale na szczęście to nie jest mój problem.

    OdpowiedzUsuń
  8. @filozof grecki
    Ja oczywiście biorę pod uwagę możliwość, że Twoja ostrożność jest jak najbardziej usprawiedliwiona. Natomiast czasem się zastanawiam, czy nie jest może tak, że oni nas do tego stopnia sterroryzowali swoją chwilową skutecznością, że nawet jak zaczną już ostatecznie tonąć, my będziemy na nich patrzeć z przerażeniem i mruczeć z podziwu, jaki to oni numer nam znów wykręcili.
    Wiesz o co mi chodzi. Nie ma dnia od czterech lat, żeby któryś z nich nie zrobił, lub nie powiedział czegoś, co w normalnej sytuacji ich wyrzuca poza scenę. I my to przyjmujemy jako coś zupełnie naturalnego. Wystarczy jednak, że Hofman powie coś o urzędnikach peeselowskich, od razu załamujemy ręce i płaczemy, że to już dla nas ostateczny koniec. Że teraz spadnie nam o kolejne kilka punktów i będzie po PiS-ie.
    W ciągu dwóch ostatnich dni, najpierw Rostowski, a po nim Sikorski zrobili z siebie kompletnych idiotów, a ja - patrząc trochę po blogach - nie zauważyłem, by któryś z nich w jakikolwiek sposób wzburzył swój elektorat. Wręcz przeciwnie - tylko my się martwimy, podejrzewając, że i Sikorskiego i Rostowskiego tak naprawdę wypuścił ten dupek Ostachowicz, by przeprowadzić jakąś tajną antypisowską akcję, której my nie rozumiemy.
    Ty w ogóle widziałeś tego typa? Przecież on, gdyby ze mną chodził do klasy, to jego za sam wygląd wszyscy na każdej przerwie by lali.
    A my się go boimy.
    No, ale - jeszcze raz podkreślam - dobrze że tu jesteś i piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah
    A zatem niech tak będzie, że to ja jestem swego rodzaju specjalistą od czarnych scenariuszy. Na przymiarki do realizacji jednego z nich trzeba było czekać wyjątkowo krótko. Jak podają portale, Napieralski właśnie powiedział, że po wyborach chce koalicji z PO nawet bez Tuska, byle tylko nie wróciła IV RP:
    link 1

    Swoją drogą może być, że masz rację Toyahu, podkreślając słabość Systemu. Koalicja PO-SLD-PSL jest oczywista właściwie od 4 lat. I wiadomo, że w razie potrzeby zostanie ona sformalizowana. Jak się wydaje, ten "szczery chłopak" Napieralski, wyskoczył z oficjalną propozycją zupełnie nie w porę, wyciągając przed wyborami karty, które z punktu widzenia PO powinny zostać ukryte.

    Tymczasem jako już nominowany czarnowidz chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden czarny scenariusz. Wczoraj spoglądałem chwilę na Polsat akurat, gdy sympatyczny redaktor pozwalał się wypowiadać się wyjątkowo obszernie i bez wchodzenia w słowo niejakiemu Łażącemu Łazarzowi oraz jakiejś pani. Obydwoje zgodnie skarżyli się na to, jak fatalnie i bezprawnie zostali potraktowani przez PKW i że jest to wystarczający powód, by uznać wybory za nielegalne. Od razu w mojej głowie zapaliło się światełko, ale to, o czym pomyślałem, opisał już bardzo zgrabnie Seawolf, więc by nie zaśmiecać przestrzeni ograniczę się do linka:
    link 2

    Na koniec jednak optymistycznie. Na psychologiczną blokadę po naszej stronie, o której piszesz, również od dawna zwracam uwagę. Sądzę jednak, że w ostatnich dniach Jarosław Kaczyński jak również niektóre medialne twarze PiS rozwiewają ten stan poprzez bardzo pewną zasadniczą postawę w kontaktach z mediami. To naprawdę robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah, @filozof grecki
    Od dłuższego czasu zastanawiam się jaka też bomba zostanie odpalona przed wyborami aby obronić system przed utratą władzy - wygląda na to, że lont już się tli, nie wiadomo tylko jak ten lont jest długi.
    Natomiast wydaje się, że widać już co jest tą bombą...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.