poniedziałek, 7 marca 2011

Miłość w czasach zarazy

Rozdano Oscary i nagrodę za najlepszy film otrzymał wspaniała brytyjska produkcja o jąkającym się królu. Dziś już więc prawdopodobnie duża część osób czytających te słowa wie, kim był Jerzy VII, Edward VIII, i mniej więcej, jak to w tużprzedwojennej Anglii się działo. Pisałem troszkę parę tygodni temu o tym filmie, ale może przede wszystkim o samej tej niezwykłej historii, na swoim blogu, jednak bez większego efektu. No bo co jednak prawdziwy pop, to prawdziwy pop. I wcale tu nie ironizuję.
Dziś ów film jest już świetnie znany, choć pierwsze ślady tej sławy pojawiły się już jakiś czas temu, w momencie gdy trafił on do polskich kin i zrobił na wszystkich odpowiednie wrażenie. Ja na przykład przypominam sobie, jak parę tygodni temu wracałem samochodem z pewnego miasteczka w północno-zachodniej Polsce i trafiłem na odpowiednie informacje w Radiu Zet, które tamtej niedzieli grało nam cały czas i, tak jak tylko ono potrafi, przyprawiało mnie o mdłości.
Otóż, jak wspomniałem, była to niedziela, a nadchodzący poniedziałek niósł imieniny Walentego, a więc tak zwane ‘Walentynki’. W związku z tą datą, prowadzący program dziennikarze Radia Zet dostali odpowiedniego obłędu, i postanowili wiodącym tematem dnia uczynić tak zwaną „miłosną historię króla Edwarda”. Gdyby wciąż ktoś nie wiedział, o czym mówię, krotko przedstawię sprawę. Otóż Król Edward VIII był bohaterem opisywanych w filmie wydarzeń wyłącznie jako poboczny bohater negatywny – laluś, lowelas i kompletnie durny brat Jerzego. Przy całej swojej beznadziejności został jednak na ułamek chwili królem, a to z tej prostej przyczyny, że był najstarszym synem zmarłego króla Jerzego V i tym samym naturalnym kandydatem do tronu. Problem z Edwardem był dwojakiego rodzaju. Pierwszy był taki, że został on uwiedziony przez jakąś bardzo podejrzaną Amerykankę, dwukrotnie zamężną, wciąż z jakimś swoim amerykańskim mężem, i w konsekwencji całkowicie stracił dla niej głowę. Drugi – już najbardziej istotny – to ten, że zbliżała się niemiecka agresja na Europę, a zarówno on jak i ta lala byli całkowicie pod urokiem Hitlera i jego planów dla świata. Jest cała masa spekulacji na temat tego związku, wiele z nich pozostających do dziś tylko spekulacjami, ale wśród nich pojawiają się i takie, że oboje funkcjonowali jako hitlerowscy szpiedzy, a to, że ona Edwarda w ogóle uwiodła, to też był wynik bardzo starannych wcześniejszych przygotowań z wielu stron.
Tak czy inaczej, jak idzie o filmową historię, to co łączy tych dwoje to żadna miłość, tylko zwykła szajba – a niewykluczone, że jakaś dużo grubsza afera – która już nie tylko dla Anglii, ale i dla całej Europy, stanowi śmiertelne zagrożenie. A w momencie gdy on wreszcie zostaje skutecznie pozbawiony korony, i razem z nią zostaje przepędzony z interesu, wiemy że jest dobrze i możemy się skupić już tylko na walce o to, by Jerzy przestał się wreszcie jąkać. Tymczasem dziennikarze Radia Zet w najlepsze rozpływają się nad romantyczną przygodą pary, dla której miłość była ważniejsza od kariery, no i nad tym nieszczęśnikiem, który rzekomo tak kochał, że dla niego nawet korona strąciła wartość. I naturalnie zastanawiają się przy okazji, dlaczego to w dzisiejszych czasach polityka stała się tak brudna i bezideowa, że nawet nie można sobie wyobrazić czegoś tak pięknego i prawdziwego.
Słuchałem tego radia i tych idiotycznych, pełnych wzruszenia lamentów nad upadkiem cywilizacji miłości, i przyszło mi nagle do głowy, że kto wie, czy dziennikarze Radia Zet nie są aż tak ciemni, żeby nie złapać tego akurat fragmentu filmowej opowieści, i wiedzą doskonale, że za tym wszystkim stała zwykła zdrada stanu, i możliwe, że bardzo brudny spisek. W końcu w ostatnich latach mieliśmy już niejednokrotnie okazję przekonać się, że dla pewnego typu ludzi, którzy często na nasze nieszczęście, kierują naszymi myślami na bardzo popularnym poziomie, nie ma nic ważniejszego, jak parę lewych dreszczy o najbardziej tandetnym francuskim wymiarze. Co tam zbrodnia? Co tam interes kraju? Co tam naród? Czym wreszcie jest prawda, a czym kłamstwo, jeśli przed nami rozciąga się tak cudna miłosna baśń? Oczywiście nie wolno nam rezygnować z proporcji, niemniej ten obłęd w pewnym sensie może nam przypomnieć choćby tę, w pewnym momencie wspominaną to tu to tam, miłosną przygodę pewnego harcerza i pewnej harcerki z tak różnych stron świata. I co nam tu ktoś będzie gadać o jakimś Dziadzi, gdy liczy się miłość? W końcu żyjemy w świecie, który już trochę trwa. I który wcale się nie zaczął w dniach, gdy Służby uprowadziły córkę marszałka Kerna, a całą Polskę zalały łzy wzruszenia. A zatem znów stajemy przed tą straszną wieścią, że to z czym mamy do czynienia, to wcale nie chwilowe zawirowania, lecz najbardziej podstawowe kwestie cywilizacyjne.
Przed kilkoma dniami, też na swoim blogu, opisałem bardzo zabawną sytuację, jaką miałem okazję zaobserwować w porannym programie telewizji TVN, gdzie jakaś w większości kompletnie mi nieznana, zgromadzona w studio ekipa, pod kierunkiem dziennikarza Żakowskiego i telewizyjnej celebrytki Jolanty Pieńkowskiej, zachwycali się nad szerokimi możliwościami, jakie daje spragnionym prawdziwej miłości Polkom i Polakom szansa wyjazdu do Afryki, czy w jakieś równie egzotyczne miejsce, i zakosztowania seksu z, jak to wdzięcznie określiła Pieńkowska, „tubylcami”. Oczywiście, nawet gdyby Pieńkowska na myśl o przygodzie erotycznej z jakimś Arabem, nie straciła głowy i nie użyła tego zabawnego określenia, news byłby i tak. No bo jest niewątpliwym newsem informacja, że oto, zupełnie oficjalnie, w jak najbardziej publicznej przestrzeni medialnej, lansuje się zwykłe kurestwo, usprawiedliwione wyłącznie tym, że to jest kurestwo egzotyczne, i że jeśli ktoś się przy okazji zarumienia, to wyłącznie z tak zwanej chcicy.
Opisałem tę telewizyjną historię i natychmiast przysłano mi link do informacji, podobno gdzieniegdzie już dość skutecznie obdyskutowanej, że Marcin Kydryński – celebryta, podróżnik i miłośnik jazziku ze szklaneczka piwa przed ryjem – opublikował swego czasu jakąś książkę o swoich afrykańskich przygodach, której szczęśliwie dla niego przez całe lata nikt nie czytał, aż wreszcie wpadła w jakieś bardziej uważne ręce i… się wszystko rozlało. O co poszło. Otóż, jak wiele na to wskazuje, Kydryński, zapewne z paroma kumplami, pojechał do tej Afryki i spędzał czas gapieniu się na małe dziewczynki. Jeśli ktoś mysli, że przesadzam, lub zwyczajnie fantazjuję – proszę uprzejmie. Oto relacja na gorąco:
O Afrykankach:
”Czarne dziewczęta w Afryce są prawie zawsze dzikie. Jest to wynik wychowania w społeczeństwie zbudowanym na męskim przywódcy stada. Tak jak lwy, goryle, tak żyją plemiona Czarnej Afryki. Ich dziewczęta mają wpisaną genetycznie nieufność. Są płochliwe jak małe antylopy, choć urodę dziedziczą po wielkich kotach. Nie nadają się do oswojenia. Mówią innym językiem nawet wtedy, gdy używają tych samych co my słów. Najczęściej jednak nie mówią w obecności mężczyzn. Łaszą się. Albo polują, jak lwice. Takim polowaniem jest afrykańska prostytucja. Seks dla większości Afrykanek to jedyna radość życia. Używają go w sposób równie naturalny i spontaniczny jak zwierzęta. Jeśli nie pracują i nie kochają się - nuda je zabija. Często więc łączą te zajęcia. Ich prostytucja nie jest konsekwentna. Biorą pieniądze wtedy, kiedy ich potrzebują. Czasem proszą jedynie o śniadanie. Częstokroć proszą tylko o to, by je wziąć. A są nie do wyobrażenia piękne. Nie sądzę, żeby znalazł się zdrowy mężczyzna, który umie oprzeć się ich urokowi. Nie jest to bowiem wdzięk ludzki, do którego przywykliśmy, ale zwierzęcy. Te dziewczyny proszą, żeby je pokryć. Zaczynają wtedy pachnieć inaczej, nagle, jak rozkrojone owoce. Wszystko w nich gada o zbliżeniu, oczy, usta, dłonie. Wreszcie mówią wprost tak jak formułowałyby to kocie samice, gdyby potrafiły mówić. Takie dziewczyny spotkałem później w klubie Florida 2000 w Nairobi i na ulicach Mombasy i wielokrotnie w Ugandzie. Uciekły ze swoich plemion do większych miast lub urodziły się już w miastach i chcą żyć w rytmie, w jakim pulsuje ich organizm”.
O Arabkach:
Prawdę mówiąc od pierwszej mojej wyprawy do północnej Afryki mam pewną słabość do małych Arabek. ‘Czarodziejki’... - powiedział o nich Adam rano przy promie, kiedy dziewczynka może dwunastoletnia, z figlarnie opartą na biodrze ręką patrzyła na niego z żarem, przed którym nie ma ucieczki. To dobre słowo, czarodziejki. W Dajr al-Madinie odnalazłem wśród oblepiających mnie dzieci takie śliczne małe zwierzątka. Miałem w portfelu kilka banknotów. Może trzy funty. W hotelu dwudziestopięciofuntówki. Je uszczęśliwia funt, nawet dwadzieścia pięć piastrów. Przychodziły mi do głowy myśli występne, że za dwudziestkę mógłbym taką pachnącą miodem, śniadą dziewczynkę wziąć do swojego hotelu i pieścić przez wiele godzin. Świństwo, ale potworną miałem na to wówczas ochotę. Tymczasem były te trzy funty, a dzieci zostało siedmioro. Dać im czy nie dać? Nie mam nic innego, one popiskują o pieniądze, a dziś Wigilia...
Powiem szczerze, że kiedy pisze ten tekst, nie mam pojęcia, co słychać u Marcina Kydryńskiego. Czy on został wyrzucony poza swoje dotychczasowe towarzystwo? Czy może nic mu się nie stało i dalej kasuje pieniądze za swoje afrykańskie wspomnienia i reklamę Pilznera? A może pojechał znów do Afryki poszukać sobie jakichś małych dzieci, by je schrupać jak „rozkrojony owoc” i nagle trafił na jakiegoś czarnego byka, który schrupał jego i z nim już mamy święty spokój? Nie wiem tego wszystkiego i szczerze powiem, mało mnie to interesuje. To co mnie tu autentycznie zastanawia, to fakt, ze z tego co czytam wynika bardzo jednoznacznie, że pretensje do Kydryńskiego nie są o to, że on dostaje wzwodu na widok biednego czarnego dziecka i na samą myśl, by je „pokryć” oblewa go mokry pot, ani nawet o to, że on się tym swoim zbydlęceniem autentycznie chwali, lecz o to zaledwie, że on o tych dzieciach myśli jak o zwierzętach. I też nawet nie w tym kontekście, że w ten sposób wychodzi z niego zwykła zoofilia – bo przecież wiadomo, że człowiek jest wolny i może robić co chce, szczególnie jeśli idzie o seks – ale, że to jest takie rasistowskie. Podejrzewam, że gdyby Kydryński pojechał do Afryki i sobie do tyłka wpuszczał węże, a później to pięknie opisywał, cywilizowany świat nawet by jednego słowa przeciwko niemu siebie nie wypuścił. Wąż to wąż, a hobby to hobby.
To co mnie z jednej strony bawi, a z drugiej autentycznie przeraża, to świadomość mianowicie, że gdyby Kydryński już nawet i pozostał przy tych dzieciach, tyle że nie nazywałby ich zwierzętami, podejrzewam, że to też by zostało mu darowane. Wprawdzie pedofilia jest karana, ale przecież nie z pominięciem różnic kulturowych. Czyż nie? A różnice kulturowe, to czynnik niezwykle tutaj istotny. W końcu nie ma żadnego powodu, żeby kultura chrześcijańska wpychała się ze swoimi brudnymi zapisami w piękno wolnego i różnobarwnego świata. A zatem, gdyby nie ta wpadka ze zwierzętami, myślę, że Kydryńskiemu wszystko by uszło na sucho. I to jest ów straszny, wręcz szatański obraz naszego świata. Bo najważniejsze by zawsze zwyciężała miłość. A wtedy, gdyby Marcin Kydryński tylko potrafił udowodnić, że autentycznie potrafi kochać, niewykluczone, że w nadchodzących wyborach trafiłby jakieś dobre miejsce na przykład na listach Platformy Obywatelskiej.
Ale przecież nie koniecznie Platformy. Nie oszukujmy się. Tu nie chodzi przecież tylko o Platformę. Mówimy przecież o świecie. I jesteśmy już w tej chwili i tak wystarczająco przerażeni, by bez kolejnych obaw zauważyć, że dla takich jak on miejsce znajdzie się wszędzie. Na niego – co całkiem przecież, ale to całkiem możliwe – czekają w różnych częściach naszego życia publicznego. Ludzie znani, wygadani, ładni; dobrze ubrani politycy, artyści, dziennikarze; celebryci, umęczeni swoją codzienną służbą, z pieniędzmi, które w końcu i tak na coś muszą wydać. A gdy ktoś jest człowiekiem i światowym, i słucha dobrego jazzu, no i – last but not least –wykazuje bardzo postępowy szacunek dla kulturowej odmienności, i lubi sobie przy tym dyskretnie podupczyć, a może i coś jeszcze, to tym lepiej. W nagrodę może od razu trafić na okładkę błyszczącego kolorowego pisma, może i z piękną żoną i równie pięknymi dziećmi w pięknych wnętrzach, a Jolanta Pieńkowska zrobi z nim ładny wywiad, gdzie będzie wszystko – i przygoda, i emocje i tajemnica… no a przede wszystkim prawdziwa miłość.


Tekst do czytania również w bieżącym wydaniu Warszawskiej Gazety

35 komentarzy:

  1. masz rację, opisywane przez Toyaha indywidua i ich precedery, to "zgniłe mięso". Gdyby nie było tak szkodliwe dla życia, to można byłoby sobie dać z nimi spokój. Ale niestety, ta trucizna guobi nasz kraj i zdrowych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. czyżby sam imć Kydryński zareagował?
    Lub jego wyznawca?
    Styl jakby ten sam...

    OdpowiedzUsuń
  3. @molier
    Wyznawca. Ale pożyteczny. Jak każdy kto daje świadectwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda, że wyznawca ten nie zaczął standardowo" słuchajcie no Osiejuk, my tu itd... Ale teraz chyba zmieniły się ich standardy, na bardziej nowoczesne, dostosowane do percepcji MWzWM.

    OdpowiedzUsuń
  5. @molier
    On zwraca się tu do mnie po nazwisku, bo to są stare ubeckie metody. Żeby mi pokazać, że on wie jak ja się nazywam i takie tam. Standard.

    OdpowiedzUsuń
  6. @molier
    Nie rozmawiaj z nim, proszę. Ani słowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. @toyah
    ja jestem, widzę że temat popularny...

    OdpowiedzUsuń
  8. @Devil
    To ja może tylko z jedną kwestią. Czy Ty tak dobrze znasz moje teksty, bo się z nich doktoryzujesz, czy może zawsze kiedy zasiadasz z rana do komputera, to klikasz "seks" i czytasz wszystko co się otwiera?

    OdpowiedzUsuń
  9. Toyah,

    ja co do filmu "Jak zostać królem" mam mieszane uczucia, ale o jedną rzecz chciałem Cie zapytać. Nie potrafię ocenić oskarowej maestrii Colina Firtha. Dla mnie pozostaje wciąż w kręgu kilku min i powściągliwych spojrzeń wypracowanych na planie serialu "Duma i uprzedzenie". Jest więc dalej panem Darcy'm, tylko co nieco starszym. Czy jąka się dostatecznie dobrze i wiarygodnie? No właśnie - tego nie wiem. I tu prośba do Ciebie o ocenę.

    OdpowiedzUsuń
  10. @raven59
    Mnie on się bardzo podobał.

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah
    na tyle ciekawy, ze niektórzy wychodzą z kibla a jeden to nawet jeszcze niższego poziomu...
    chyba będę musiał trochę pokropić!

    OdpowiedzUsuń
  12. @Devil
    Dopóki do argumentów w tej rozmowie nie angażuję Twojej żony i w ogóle osób Ci bliskich, to chyba nie jest ze mną aż tak źle. Prawda?

    OdpowiedzUsuń
  13. @toyah

    Te dwa przygłupy przychodzą tu zawsze razem, czy mi się wydaje?

    Bracia Tweedle?

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie jestem pewien tak do końca, ale zdaje się, że ich jest w sumie trzech.

    OdpowiedzUsuń
  15. @toyah

    Jeszcze March Hare?

    Kto by pomyślał. Mad as a March Hare!

    OdpowiedzUsuń
  16. Czyli zapiski z międzykulturalnej wymiany zamożnych pracowników mediów średniego pokolenia, którzy dzielą się z nami swoim cennym moralnym doświadczeniem.

    Ciekawe czy na początku, zanim zaczął to opisywać, odczuwał jakiś wstyd, czy jednak od razu wytłumaczył sobie, że należy utrzymać tę najwyższą formę, bo na filmach, które oglądał i w książkach, które czytał osoby jego pokroju, być może ulubieni bohaterowie, w taki właśnie sposób kosztowali świata. Więc on nie może odstawać.

    (a może też znajomi rodziców opowiadali przy herbacie o swoich przygodach? Wiesz, klimat kulturalny domu)

    OdpowiedzUsuń
  17. @toyah
    zawsze w swoich postach poruszasz takie spektrum tematów, ze nie sposób skomentować ot tak jednym zdaniem...
    Tym trudniej gdy muszę opierać się na przekazach a nie na osobistym zapoznaniu się.

    Zacznę od Kydryńskiego:
    Młody (już nie taki młody) Kydryński - tak to jest gdy człowiek jest daleko od Boga. Choć na jego usprawiedliwienie powiedziałbym, że teraz on może być już zupełnie innym człowiekiem.
    Pamiętajmy jednak, że jeżeli ktoś decyduje się o pewnych sprawach pisać to jakoś tak jest, ze woli siebie przedstawiać zawsze w trochę lepszym świetle niż tym jakim jest w rzeczywistości. Rzadko kiedy mamy do czynienia z daleko posuniętym masochizmem - no chyba, ze ktoś chce dokonać całkowitego samooczyszczenia. Z przytoczonych fragmentów wnioskować więc można (zakładając prawdziwość podanej przeze mnie hipotezy), że Pan Marcin Kydryński zgrzeszył więcej niż napisał..., i to jest okropne!
    Jednak nie nam to oceniac - może jest już innym człowiekiem.
    Ktoś jednak wyciągnął to teraz, czy prawdą jest, jak gdzieś napisano, że w tej afrykańskiej eskapadzie uczestniczył Pan Meller obecny redaktor naczelny Playboya?
    Jeżeli tak to znamy odpowiedź dlaczego teraz, zły nie odpuszcza gdy tylko czart próbują zerwać sie z uwięzi...

    Edward VIII to zdrajca, jakich świat nosi wielu, ciekawy ten wątek z podsunięciem aby uwolnić albo wręcz uwikłać w związek, który ma na celu spalenie osoby "wielkich nadziei".
    Podobieństwo do różnych wydarzeń historycznych i współczesnych aż się narzuca. Tu się zadumałem nad obecna sytuacją w Polsce....
    Oni są bezwzględni!!!
    Czy nie daj Panie Boże, nie uwikłano w taką sytuację Marty K.?
    Nie wiem ale wszystko możliwe...

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobry wieczór!

    Film bardzo mi się podobał, lubię kino europejskie (choć tu akurat Amerkańce maczali palce, jak sądzę).
    Mi utkwiła w pamięci scena, w której angielski premier podaje się do dymisji. Powodem jest jego brak politycznej intuicji: do ostatniej chwili nie wierzył w imperialne i rasistowskie plany Hitlera. I ten premier z powodu braku intuicji podaje się do dymisji! Cóż to były za piękne czasy! A Edwardowi nie udało się doprowadzić do upadku Zjednoczonego Królestwa bo przeciw jego skretyniałej zachciance matrymonialnej murem stanęły wszystkie możliwe siły władające państwem. Murem. I choćby jego podejrzana kochanka była wcieleniem Hitlera i Stalina w jednym - nic z tego. I znów nie można uciec myślami od współczesnej znękanej Polski. Więc u nas murem wszystkie możliwe władze stanęły w obronie interesu ruskiego. A oszołomami i idiotami są Kaczyński i Macierewicz...

    O tempora...

    A nasz wielbiciel Stinga? Ja tylko proszę nie mieszać do tego poprawności politycznej bo to idiotyzm. Ja lubię tych co poprawnością polityczną gardzą. Ale że on w tych wynędzniałych dziewczynkach i kobietach co prostytuują się za miskę strawy widział "rozkrojony owoc"... Nie wiem czy więcej w tym dewiacji czy debilizmu.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah
    @Latinitas
    Dla mnie to jest uchylenie rąbka tego, co naprawdę siedzi za poprawnością polityczną, multi-kultii, manifami i tym podobnymi. Kydryński jest mało bystry (a tych parę lat temu był jeszcze mniej) i nie zauważył, że co innego rozmówki w ścisłym gronie poprawnych, a co innego publiczne wyznania. I jeśli się go trochę czepiają, to tylko dlatego. A jeśli go trochę bronią, to tylko żeby zamazać sprawę, bo i tak nikt nie będzie czytał tej książki.
    A według moich obserwacji, to oni wszyscy są rasistami jak cholera.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy cywilizacja osiągnęła szczyt rozwoju,czy w chwili stworzenia Świata w potem rozpoczął się jej upadek? i trwa
    Dobrze,że Kydryński to taki sam pisarz jak znawca jazzu,głęboka nisza,oby jak najgłębsza.
    Cytowane fragmenty,obraza Boga i człowieka,czy nie "ukarał" się sam
    Filmu nie widziałem
    Kłaniam się.

    OdpowiedzUsuń
  21. @latinitas
    Kulturalna atmosfera domu?Chyba jest to prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
  22. @raven59
    Ja myślę, że on inny już jednak był.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Kozik
    Otóż wyobraź sobie, że przy okazji tego filmu ja miałem w głowie podobne myśli. To wszystko się wręcz narzuca.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marylka
    Oni są czymś znacznie gorszym niż rasistami. Przy tym czym oni są, taki rasista to właściwie miły człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  25. @ask
    Kiedy ten upadek się zaczął, trudno powiedzieć. Ale to że mamy z nim do czynienia - to fakt.

    OdpowiedzUsuń
  26. Toyah
    a co z moimi myślami na tle Edwarda VIII?

    OdpowiedzUsuń
  27. @raven59
    Ja przed wszystkim jestem za tym, żebyśmy się przynajmniej odpieprzyli od Marty Dubienieckiej i jej rodziny. Bo akurat jestem przekonany, że jeśli tu ktoś chce kogokolwiek uwikłać to oni nas. W to kompletnie chore dumanie, na temat tej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  28. @toyah
    z pewnością masz rację!

    OdpowiedzUsuń
  29. @raven59
    Cieszę się, że mnie rozumiesz. Bo mam wrażenie, że od czasu akcji z córką marszałka, czegoś równie obrzydliwego nie mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  30. @toyah
    to fakt, że obecna ohydna kampania przypomina tę z córką marszałka, tylko tu pod pretekstem "ochrony pamięci" o ŚP. Prezydencie uderza się w Jego Córkę a rzeczywistym celem jest również Jarosław Kaczyński.

    Pamiętasz co pisałem o Indirze Gandhi - oni na prawdę boją się, że Marta jest zdolna do tego by być przywódcą a jest zdolna to wiem...

    OdpowiedzUsuń
  31. @Raven59
    Ja myślałem, że to ja pisałem o Indirze Gandhi. Widocznie pisaliśmy obaj.

    OdpowiedzUsuń
  32. @toyah
    a jednak ja:
    http://toyah1.blogspot.com/2011/02/o-ksiezniczkach-w-na-postkomunistycznym.html
    pierwszy komentarz:
    tam było o Nixonie i o Gandhi:
    "...raven59 pisze...

    @toyah
    dokładnie oddałeś istotę PRL'u, ten system wykreował miliony "najgorszych typów ludzkiego upadku", ci ludzie są wśród nas i walczą w obronie pozostałości tamtego systemu.

    Wiesz, że też mam sentyment do Nixona - te słowa to credo prawdziwego polityka:
    "...Nie wszyscy możemy być prezydentami..., ...Jak to się dzieje? Częściowo to kwestia szczęścia...., ...większe znaczenie ma korzystanie z możliwości...., ...w polityce trzeba być gotowym do podejmowania wielkiego ryzyka...., ...Trzeba bardzo ryzykować i nawet przegrać, kiedy jest taka konieczność. A można przegrać i dwa razy, i trzy, ale należy wciąż wracać. W tym cała tajemnica”.
    Jakże brakuje nam takich polityków, niewątpliwie takim politykiem jest Jarosław Kaczyński.

    Gdy myślę o Marcie Kaczyńskiej to widzę, że w sumie jednak jesteśmy szczęściarzami.
    Na myśl przychodzi mi sytuacja pokolonialnych Indii gdy w 1964 roku zmarł pierwszy i długoletni premier Indii Jawaharlal Nehru jego córka Indira Gandhi zdecydowała się rozpocząć karierę polityczną i w 1966 roku została premierem Indii.
    My w tym wszystkim mamy Jarosława Kaczyńskiego brata Ś.P. Lecha Kaczyńskiego i Martę Kaczyńską.
    I wiemy, że jeżeli Marta Kaczyńska zdecyduje się na drogę kariery politycznej to będzie ona jak jej Ojciec, jak jej Stryj, jak ci prawdziwi politycy opisani przez Nixona. Będzie gotowa do podejmowania prawdziwego ryzyka, będzie ryzykować, przegrywać i wciąż próbować aż do całkowitej wygranej....
    I dlatego ją już tak atakują bo wiedzą, że ona ma tę siłę i od niej tylko zależy czy jej użyje czy nie!
    26 lutego 2011 23:20 ...."

    ale to nieważne kto pierwszy...

    ja niestety i tak nie potrafię napisać na ten temat jak TY -

    Czy może to być inspiracja dla Twojego nowego posta - Może już czas na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
  33. @raven59
    Z inspiracjami nie jest tak prosto. Ja na przykład od kilku dni chcę coś napisać o tym, co oni wyprawiają z tą rodziną... i nic mi nie wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  34. @toyah
    w pełni to rozumiem, natomiast wiem, ze Ty to potrafisz zrobić dobrze...

    W wolnych chwilach obserwuję co dzieje się na Ekranie - na poście Coryllusa o Marcie!
    To ten Czajka jest jednym z adminów?
    Qrwa, teraz rozumiem dlaczego tekst o JOW'ach wisiał przez pełny wieczór i cała noc oraz poranek na Jedynce!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.