niedziela, 13 marca 2011

Coryllus: Głęboki humanizm skurwysynów

Kiedy myślę o Jerzym Stuhrze, aktorze, za każdym razem wraca do mnie ów skurwysyn – skurwysyn absolutnie modelowy, ze znakomitego filmu Feliksa Falka „Wodzirej”. Nie wiem, jakie intencje miał Falk zatrudniając do tej roli własnie Stuhra, podobnie jak nie wiem, czy, żeby odtworzyć ową rolę, Jerzy Stuhr musiał się jakoś szczególnie męczyć. Wiem jednak, ze to obślizgłe skurwysyństwo Danielaka aktor Stuhr zagrał w sposób perfekcyjny. Idealny. Ja nie umiem sobie wyobrazić lepszej gry aktorskiej, niż to co w tamtym filmie zaprezentował Jerzy Stuhr. I od tamtego czasu uważam Stuhra za aktora wielkiego.
Niestety, tamto zdarzenie niesie ze sobą taki skutek, że kiedykolwiek od tamtego czasu patrzę na Jerzego Stuhra, słucham jak mówi, widzę jak się uśmiecha – widzę natychmiast Danielaka. Znam osoby, które znają Stuhra i oni mi mówią, że to jest bardzo miły człowiek. Że Stuhr jest absolutnie okay. Że jest zdecydowanie sympatyczniejszą osobą od innego przeciętnego polskiego aktora. Pewnie tak jest. Tego nie wiem. Nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie Stuhr to przede wszystkim Danielak.
Nasz kolega Coryllus opublikował dziś na swoim blogu w Nowym Ekranie tekst w pewnym sensie o Jerzym Stuhrze. Tekst, którego, nie wiedzieć czemu, administracja Ekranu nie uznała za stosowne umieścić na swojej pierwszej stronie. Tekst Coryllusa jest o Stuhrze w kontekście włoskiego filmu o Janie Pawle II, którego premiera zaplanowana jest na dwa tygodnie przed Beatyfikacją. Jerzy Stuhr gra w tym filmie rzecznika prasowego Papieża, a ponieważ – jak głosi wieść – film jest lewicową karykaturą i szyderstwem, chodzi mi po głowie myśl, że reżyser filmy może mieć o aktorskiej wybitności Stuhra zdanie podobne do mojego. Nie wiem. Nic nie wiem. W dodatku nawet filmu nie widziałem. Przeczytałem natomiast tekst Coryllusa. A ponieważ Ekran mu ten tekst bezceremonialnie wyrzucił, niech znajdzie miejsce tu u nas. Zapraszam.


Na szczególną uwagę filmowców zasłużyło dwóch jedynie papieży. Pierwszy z nich to Pius XII, który ratując Żydów w Rzymie zyskał sobie miano antysemity i faszysty, a drugi to Jan Paweł II. O papieżu z Polski nakręcono bardzo dużo filmów, wszystkie – zgodnie z dominującą w polskim kinie poetyką – bardzo gówniane. Najgorszy był ten film Zanussiego sprzed lat, w którym wszystkie sceny kręcone były z ręki przez amatorów bez szkoły, bo reżyser uznał, że da to efekt artystyczny. A może się po prostu spieszył, nie wiem.
Tak się składa dziwnie, że prócz beneficjentów komunistycznej Polski takich jak Zanussi filmy o papieżach kręcą głownie reżyserzy o poglądach lewicowych. I sam już nie wiem co gorsze. Taki na przykład Costa Gavras zrobił kłamliwy film o Piusie XII, Zanussi słaby film o Janie Pawle II, a o tych filmach co się nazywają „Karol, który został papieżem” i „Papież który został Karolem” to nie chce mi się nawet pisać. Wszystkie te filmy nakręcone zostały w czystych bardzo intencjach, już to w celu uświetnienia osoby papieża, już to w celu zaprezentowania maluczkim nauk ojca świętego, a także jego wojennych przygód. Filmy wobec papieży krytyczne miały zaś przeorać świadomość wiernych i księży oraz skłonić ich do refleksji nad kondycją kościoła współczesnego, nad wyzwaniami jakie ten kościół musi podjąć dziś, nad prezerwatywami, in vitro, związkami partnerskimi i tym podobnymi frapującymi lewicowych reżyserów kwestiami. Nie powstawały te filmy na zlecenie Moskwy, reżyserom nie przyświecał żaden podejrzany cel – na przykład szantaż, nie szydzili z Kościoła z małpią złośliwością. Oni chcieli tylko samego dobra, chcieli by kościół był lepszy i to w dodatku lepszy dzięki nim.
Misja ta – wydawało się, że zakończona w roku 1989 lub trochę później – nie dobiegła końca nigdy. Przekonamy się o tym 15 kwietnia w Rzymie w czasie premiery filmu mającego cechy komedii, ale i dramatu jednocześnie, który się nazywa „Habemus papam”. Jest to opowieść o papieżu, który pod koniec życia dochodzi do wniosku, że to całe papiestwo to pomyłka i należało zostać aktorem. Reżyserem tego filmu jest Nanni Moretti, o którym dziennikarze piszą – lewak. Fakt, że film będzie dystrybuowany tuż przed uroczystościami beatyfikacji Jana Pawła II to oczywiście przypadek, a jak ktoś będzie coś sugerował to mu się powie, że nie można przecież krępować wolności sztuki. Nie krępujmy więc.
W filmie jedną z kluczowych ról zagra Jerzy Stuhr, który od dłuższego już czasu daje wyraźne dowody na to, że miejsce z którego wyrastają mu nogi wcale nie znajduje się w Krakowie, ani nawet w Tyńcu. Gra tam Jerzy Stuhr papieskiego rzecznika prasowego. Który musi obserwować tę mękę swojego szefa, dochodzącego do wniosku, że kościół, Pan Bóg, Przenajświętsza Panienka i cała reszta to wszystko nic nie warte, bo on tak naprawdę chciał być aktorem. W wywiadzie, którego Jerzy Stuhr udzielił „Newsweekowi” napisane jest wyraźnie, że film jest wyrazem głębokiego humanizmu reżysera. Głębokiego humanizmu – podkreślam. Przypominam także, że Costa Gavras, który nakręcił przed laty film o Piusie XII także był humanistą. I także głębokim, bo lewicującym.
Wywiad ze Stuhrem pełen jest rozczulających i pięknych kwiatków. Jest oto pan Jerzy pewien, że film nie wywoła w Polsce skandalu, a jak wywoła no to co – nie ma się czym przejmować, bo Kościół przecież musi liczyć się z wymogami pędzącego naprzód świata. O ten skandal pyta bez przerwy przeprowadzająca wywiad Magdalena Rigamonti. Opowiada pan Jerzy tym, że – mimo iż katolikiem jest i praktykuje – nie zależy mu na opinii biskupów, a najmniej na opinii kardynała Dziwisza. Najlepsze jest jednak na koniec – pyta go ta cała Magdalena czy obserwuje kryzys kościoła w Polsce. Na co Stuhr, że tak, obserwuje. No to ona dalej; czy chodzi o prezerwatywy, związki partnerskie, itp. Nie – mówi Stuhr – mnie najbardziej przeszkadza to mieszanie się do polityki. I politycy, którzy są tak ulegli wobec kościoła. Tak to jest tam napisane i przekazuję wam to świadom, że popędzicie do kiosków i nakład tej nędznej gazeciny skoczy wyraźnie przez to do góry. Tak właśnie powiedział Jerzy Stuhr – przeszkadza mu mieszanie się Kościoła do polityki i politycy ulegli wobec Kościoła.
Nie muszą tłumaczyć czym jest dzisiaj mieszanie się Kościoła do polityki, czym będzie ono w kwietniu w Warszawie i całej Polsce, kiedy ten gniot będzie miał premierę w Rzymie, nie muszę mówić czym będzie ono w maju kiedy będą się odbywać uroczystości beatyfikacyjne, a film tego przepełnionego humanizmem skurwysyna będzie dystrybuowany w kinach całej Europy. Nie muszę także mówić, który z polityków w Polsce może być przez Stuhra uważany za uległego wobec Kościoła.
Mówi także Stuhr o tym, że lubi chodzić do kościoła we Włoszech, bo tam mało się mówi o polityce. Rozumiem, że w latach osiemdziesiątych pan Jerzy nigdy nie był na Żoliborzu, bo w tamtejszych kościołach o polityce mówiło się sporo i cena jaką przyszło za to mówienie zapłacić także była spora.
Być może aktor nie zdaje sobie z tego sprawy, może te włoskie kazania, których słucha mają jakieś narkotyczne właściwości, ale w Polsce, ci którzy nie czytają Newsweeka, a wezmą go do ręki teraz, kiedy przeczytają ten tekst, nie będą mieli cienia wątpliwości kim jest Jerzy Stuhr i do czego nawołuje. Nie będą także mieli wątpliwości jaką atmosferę buduje się w Polsce przed uroczystościami beatyfikacyjnymi i co to ma wspólnego z czasami kiedy w prasie ukazywały się teksty podpisane REM. Ludzie w Polsce mają bowiem już coraz mniej wątpliwości, i do tego, by się ich pozbyli całkiem, nie trzeba już nawet mordować księży. Naprawdę. Wystarczy jeden wywiad w poczytnym tygodniku.

66 komentarzy:

  1. Hej, hej, Toyahu!

    Jerzy Stuhr to znakomity aktor, z pewnością wybitny.

    Co to jednak, cholera jest, że różni aktorzy, tancerze, modelki i inne kuglarstwo mądrzy się na tematy tak strasznie odległe od ich, w gruncie rzeczy jakże podłej, profesji. Niech on tam poopowiada jak się to robi, żeby tak genialnie zagrać taką kanalię jak w wodzireju czy tak różne postaci jak w "Historiach miłosnych". Jak ktoś się tym interesuje, to będzie to ciekawe. Po co jednak te wszystkie celebryty wykazują swoją ignorancję w tych wywiadach? Znaczy - wiem, po co - już Włodzimierz Ilicz doceniał rolę pożytecznych idiotów.

    Ukłony!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    może my wymagamy od aktorów po prostu za dużo! Żeby taki aktor oprócz tego, że umie grać był także przyzwoitym człowiekiem, albo nie wygadywał idiotyzmów.
    Oczekuje się, że oni są mądrzejsi od reszty populacji, bo potrafią zagrać w filmie. Chyba to nie ma nic wspólnego z tymi osobnikami.
    Odczytałam ostatnio list otwarty do Piotra Frączewskiego, żeby nie reklamował Getin Banku, bo jest to nieetyczne, bo ten bank jest złodziejski (który nie jest?). Udowodniono Getinowi różne przekręty, a oprócz tego i to, że właściciel współpracowł z SB.
    Nie potrafię się oburzać, że aktorzy reklamują różne podejrzane firmy. Natomiast tracę do takiego aktora szacunek, jeśli miałam i właściwie staje się dla mnie niewiarygodny jako aktor. Podobnie rzecz się ma ze Sthurem. Nie uwierzę w jego nie wiem, jak fenomenalna grę.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Kozik
    Gadają, bo wciąż ich ktoś o coś pyta. Druga rzecz jest taka, że przez te ciągłe podejrzenia, że są głupi, oni postanowili zainteresować się tzw. sprawami. No i efekt jest jaki jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to się dzieje ostatnimi czasy, że ludzie nie mający o czymś pojęcia wypowiadają się o tym. Na przykład taki Pan Coryllusa, który napisał tekst do filmie, którego nie widział (film będzie miał premiera 15 kwietnia w Rzymie), a nawał go gniotem albo taki Pan, który widział jeden film i na jego podstawie ukształtował sobie pogląd o aktorze. Tak jak te starsze panie, które biją laską serialowych aktorów za to, że zdradzili żonę w serialu tak samo Pan Toyah pisze, że Stuhr już dla niego zawsze będzie skurwysynem, bo zagrał świetnie skurwysyna Anielaka. Panie Toyahu czy naprawdę widział pan tylko jeden film z p. Stuhrem, jeżeli tak to zapraszam do obejrzenia innych np. filmu Krzysztofa Kieślowskiego „Amator”, o filmowcu, który przekonał się jaka jest moc kamery w świecie w którym rządzi obłuda (podobnie jak „Wodzirej” zaliczany do kina moralnego niepokoju, chociaż K. Kieślowski tego określenia nie lubił) i czasami myślę, że akurat ten film powinien dać Panu dużo do myślenia, chodź Pan pewnie uzna, że film jest zły, bo K. Kieślowski nie był zwolennikiem kościoła.

    A jeśli jesteśmy już przy temacie kościoła to uważam, że p. Coryllus powinien zauważyć, że Polska to kraj demokratyczny i kościół nie powinien mieszać się w politykę, a jeśli chce to robić to niech założą własną partię (chodź czy jest to tak bardzo potrzebne, przecież PiS już istnieje). P. Coryllus nie zauważa także, że odzyskaliśmy już wolność i nie żyjemy w państwie bezprawia. Idąc dalej, tropem „recenzji” p. Coryllusa, która jest podobnie jak teksty p. Toyaha tekstem manipulującym w którym słowa, które ktoś napisał (w tym wypadku wywiad z Newsweeka) poddawane są nowemu znaczeniu.

    „Jest to opowieść o papieżu, który pod koniec życia dochodzi do wniosku, że to całe papiestwo to pomyłka i należało zostać aktorem.” pisze p. Coryllus podczas gdy w wywiadzie nie ma słowa o tym, że papiestwo to pomyłka, a bohater filmowy przeżywa zwyczajny kryzys. Ale rzeczywiście to karygodne, chce pokazać Papieża jako człowieka.

    Co do tego, że aktorzy nie powinni angażować się w sprawy tj. polityka to zgadzam się, ale wielką głupotą jest gdy karci się słowem aktorów za takie czyny jednocześnie przywalając mieszać się kościołowi w politykę. Jeśli chcemy oceniać to bądźmy przynajmniej konsekwentni...

    ObywatelRP - Mariusz Gołosz
    http://obywatelerp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, ci aktorzy po prostu podlizuja sie wladzy, podlizuja sie silniejszemu, zeby moc byc na fali, zeby byc w gazetach, miec popularnosc, dobra prase i duzo grac u roznych rezyserow. Czy daliby dobra role w europejskim filmie nawet najlepszemu aktorowi ale ze srodowiska "moherow"? W zyciu! Wystarczy zobaczyc jakie filmy nagradza sie na europejskich i swiatowych festiwalach filmowych i jakich aktorow najbardziej ceni. Bieglosc w swoim rzemiosle to jedno, a poprawnosc polityczna to drugie. Kazdy chce byc na fali i miec dobry biogram w odpowiednim slowniku i w encyklopedii.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Mariusz Gołosz
    Drogie Dziecko! Już podczas swojej ostatniej bytności pokazałeś, że czytasz albo nieuważnie, albo bez zrozumienia. Zwróciłem Ci na to uwagę, a Ty zamiast się chociaż zarumieniać, wracasz i znów się popisujesz.
    Ponieważ jednak, jak może zauważyłeś, mam słabość na punkcie ambitnej młodzieży, wyjaśnię bardzo cierpliwie.
    Najpierw w imieniu Coryllusa - on nie pisał o filmie, ale o Stuhrze, jako komentatorze spraw poważnych.
    Teraz w swoim - ja, pisząc o Stuhrze jako o aktorze i człowieku, wyłącznie mu kadziłem. Natomiast skurwysynem nazwałem Danielaka z Wodzireja. Postać przez Stuhra zagraną doskonale.
    Ponieważ do matury już zaledwie parę miesięcy, zachęcam do intensywnej pracy. Wprawdzie, jak wiemy, konkurencja jest marna, nie należy jednak sprawy lekceważyć. Zwłaszcza, że najwyraźniej jesteś intelektualnie przemęczony.
    A teraz, przeczytaj ten komentarz jeszcze raz. Powoli.

    OdpowiedzUsuń
  7. @angela
    Jeśli Pani jest taka skora do oceny to proszę podać jakieś przykłady. To, że za komuny tak było nie znaczy, że jest tak teraz. Pewnie odpiszę Pani, że taki film jak "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" dostał Złotą Palmę w 2007 roku, lecz czy nie przyjmuje Pani do wiadomości, że film mógł być po prostu dobry? Michał Lorenc, który popierał w wyborach p. Kaczyńskiego jakoś nie jest dyskredytowany przez społeczeństwo filmowe.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    Drogi Panie Toyahu.
    Ja ostatnio również mówiłem Pany jakim to jest Pan manipulatorem, ale Pan nie zmienił swojego skurwysyńskiego stylu pisania, trudno. Pisząc „Drogie Dziecko” znów pokazuje Pan, że jedynym argumentem w dyskusji będzie to, że jestem młodszy, trudno, jeśli nie potrafi Pan dyskutować używając argumentów to Pana sprawa.
    Wracając do p. Curyllusa to jeżeli ktoś nazywa film gniotem to znaczy, że pisze o filmie. Czy jest to takie trudne do zrozumienia?
    A co do pańskiej wypowiedzi, mogę jedynie zacytować Pana „Nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie Stuhr to przede wszystkim Danielak.” lub „nie wiem, czy, żeby odtworzyć ową rolę, Jerzy Stuhr musiał się jakoś szczególnie męczyć” i jeżeli pan przez kadzenie uznaje nazywanie kogoś skurwysynem, to gratuluje.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Mariusz Gołosz

    a Hollywood np. Nick Nolte - to przecież typowy lewak. Bardzo go kiedyś lubiłam i doskonale zapamiętałam jego protesty w sprawie Eli Kazana. Przykłady można by mnożyć, bo większość hołubionych artystów w Hollywood to właśnie tacy, jak Nick Nolte, czy Barbra Streisand

    OdpowiedzUsuń
  10. @molier
    Hollywood... spójrz na Europę wspominany już przez mnie K.Kieślowski zdobył międzynarodową sławę nie popierając żadnej opcji politycznej, nie podpisał nawet poparcia dla Solidarności co o wielu miało mu za złe.

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah
    jak zwykle ciekawy post i oczywiście ciekawa dyskusja...,
    Stuhr to oczywiście ciekawy aktor, z wielkimi rolami i w "Wodzireju" i "Amatorze", czy też np. "Pogoda na jutro".
    Cenię aktorów jako aktorów, tzn. gdy dobrze wykonują swoja profesję - czyli odgrywanie roli przewidzianej scenariuszem. Zazwyczaj bywają szufladkowani i stąd obsadzani są w danym rodzaju ról.
    Skąd w ogóle wzięło się aktorstwo?
    Czyż nie od zabawiania władców, czyż pierwowzorami aktorstwa nie byli błaźni?...

    Kłopot robi się wtedy gdy aktor zaczyna istnieć na innej niwie niż aktorstwo, np. w polityce!
    Powstaje dysonans: jak traktować aktora, który zabiera głos na niwie politycznej?
    Czy on dalej gra? Czy nie? Kiedy jest błaznem - kiedy politykiem, czy komentatorem politycznym?

    Ja wolę aktora w kinie, no ewentualnie - może doradzać jak sie ubierać, czy co lubi jeść!
    Ale niech się odwalą od polityki bo wtedy wychodzą takie potworki jak na przykład Artur Barciś, który kilka dni temu zadeklarował, że on dalej będzie głosował na PO bo Tusk jest dobrym Premierem!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah
    @Mariusz Gołosz

    Żeby trochę dodać światła do Waszej rozmowy i rozświetlić mroki "wodzirejowe", wklejam fragment wywiadu ze Stuhrem, z którego parę ciekawych przyczynków do dyskusji wyniknąć może. Okazuje się na ten przykład, że nasz aktor niekoniecznie wczuł się kongenialnie w rolę wodzireja. On raczej odtwarzał to, co znał z autopsji. Wszak jako wodzirej pracowal czas jakiś, zanim do filmu się zabrał.
    ---------------------------

    W "Wodzireju" ponoć wymusił Pan zmianę zakończenia?

    W scenariuszu Feliksa Falka bohater nie wytrzymywał napięcia, w finale wariował, zaczynał opowiadać bzdury przy mikrofonie. Pracowałem w charakterze takiego wodzireja i wiedziałem, że to nierealne: esbecja zwinęłaby takiego faceta w sekundę. I tak długo męczyłem Falka, aż zmienił zakończenie: pojawia się były przyjaciel i wymierza bohaterowi policzek, wykonuje na nim symboliczny wyrok. To było realistyczne, ale dzisiaj trochę żałuję swojego uporu: w pierwszym wariancie miałbym ciekawsze zadanie aktorskie.

    "Wodzirej" nie miał kłopotów z cenzurą?

    Głównie żądano, by akcję przenieść z Warszawy na prowincję. Końcowy bal miał się odbyć w Pałacu Kultury i Nauki. - Nie! - powiedziano. - W stolicy takie nieprawości, taki typ karierowiczostwa nie mogą się pojawić.

    Nakręciliśmy tę scenę w hotelu Holliday Inn w Krakowie. I cały film przeniesiono do Krakowa, co dla mnie było wygodne, bo znałem te środowiska, miałem za sobą kilka lat pracy w nocnych lokalach. Na studiach aktorskich byłem biedny jak mysz kościelna. Ożeniłem się i, żeby jakoś związać koniec z końcem, w dzień studiowałem, nocą zarabiałem w knajpach.

    Cracovia? Feniks?

    W gorszych! Feniks to centrum miasta, mógł mnie zobaczyć któryś z profesorów szkoły teatralnej. Działałem na obrzeżach: Kryształowa w Nowej Hucie, Warszawianka... Popularność ogólnopolską dały mi telewizyjne "Spotkania z balladą", ale szlify zdobywałem w obskurnych kanciapach na zapleczu gastronomicznym. Z jednej strony siedział fakir, czyli facet w turbanie, który chodził po gwoździach, z drugiej - tancerka topless. Przed występem charakteryzowała sobie piersi: przyciemniała sutki, żeby dobrze wyglądały w reflektorach. - Maźnij no mi trochę plecy - prosiła... Oprowadzałem potem Falka po tych zakamarkach, tam kręciliśmy zdjęcia, w epizodach grali znajomi estradowcy.

    "Wodzirej" był bardzo ważnym filmem dla widzów. Ale postać obrzydliwego karierowicza otrzymała Pańskie rysy.

    Były takie lata, gdy bardzo źle się kojarzyłem ludziom - po "Wodzireju" Falka, po "Aktorach prowincjonalnych" Agnieszki Holland... Kręcąc potem "Amatora", Kieślowski miał wielki zgryz: jak faceta, który uosabiał pierwszą gnidę PRL-u, obsadzić w roli poczciwego filmowca amatora Filipa Mosza? Żeby zmienić mi wizerunek, wymyślił pierwszą sekwencję filmu. Bohater, czuły i przejęty, odprowadza ciężarną żonę pod szpital... "Dajemy sobie dwadzieścia minut, żeby widz zapomniał o tobie jako o wodzireju"... Ale była i druga strona medalu: po premierze "Wodzireja" oferty prowadzenia zabaw posypały się z całej gierkowsko-balującej Polski, z połowy Europy i nawet z Chicago. "Przecież ja w filmie szydzę z tego człowieka!" - tłumaczyłem. "Nieważne, panie Jurku, jest pan wspaniały i świetnie zapłacimy!". Gdybym się raz skusił - już bym się pewnie nie wykręcił.
    ----------------------------

    OdpowiedzUsuń
  13. @Mariusz Gołosz

    Ja wiem, że Ty jesteś domorosły filmowiec, co się rzecz jasna chwali i może kiedyś nawet doceni, jak już jakiś poważny film nakręcisz.

    A wracając do Stuhra i Twojej recepcji tej postaci. Niczego nie ujmując Twojemu wyjątkowo elitarnemu widzeniu Pana Jerzego, muszę w tym miejscu stanowczo powiedzieć, że takie podejsćie do tego aktora jest z gruntu rzadko spotykane. Dla nieco starszego pokolenie Stuhr zawsze będzie się kojarzył z Maksem z "Seksmisji" i z paroma hasłami typu "nasi tu byli".
    Oczywiście Danielak i parę innych ról komediowych też do niego przylgnęły, ale już mniej.

    A dla 20-latków? Tu odpowiedź jest cholernie prosta. Stuhr nie jest żadnym aktorem Kieślowskiego czy Machulskiego. To po prostu Osioł ze "Shreka" - zgoda, rewelacyjnie zagrany. W najbardziej szkodliwym filmie ostatnich lat. W filmie, od którego zaczęła się degrongolada świata dzięcięcych basni i wulgaryzacja dzięcięcej wyobrażni.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Mariusz Gołosz
    Z tym skurwysyńskim stylem pisania, to owszem, ktoś mi to już mówił. Ale też są tacy, którzy mówią, że jest okay. Więc nie wiem.
    Natomiast wciąż mam z Tobą, Drogi Mariuszu, jeden problem. Ty nie rozumiesz co się do Ciebie mówi. Dla mnie Stuhr to przede wszystkim Danielak, Marlon Brando to Corleone, a Clint Eastwood to Brudny Harry. Co w tym trudnego? Spróbuj mi to opowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  15. @toyah
    Clint Eastwood to oczywiście Brudny Harry ale też nie zapominaj że również Walt Kowalski z "Gran Torino" - wina i odkupienie...

    OdpowiedzUsuń
  16. &All
    myślę po prostu, ze to zwykła pustota naszych artystow, czyli wiara że są niezwykli (po prostu uwierzyli w siebie - na kozetkach analityków).
    A my się doszukujemy w tych kabotynach głębszych treści.
    Inna rzecz, że w jedną stronę tylko uwierzyli...

    OdpowiedzUsuń
  17. @kazef
    Owszem, dla większości młodych ludzi p. Stuhr niestety kojarzy i będzie się kojarzył z Osiołkiem ze Shreka, co sam kiedyś skomentował "Kiedy piszą, że najlepszą moją rolą była rola Osiołka... To może przybić." co nie umniejsza mu jako aktorowi.

    @Toyah
    Ok, p. Stuhr to dla Pana Danielak, ale „nie wiem, czy, żeby odtworzyć ową rolę, Jerzy Stuhr musiał się jakoś szczególnie męczyć” znaczy albo, że jest genialnym aktorem albo, że na co dzień jest podobnym skurwysynem co Danielak, co można wywnioskować z pozostałej części Pańskiego wpisu.
    A ja mam z Panem pewien problem, odpowiada Pan na moje komentarze tylko częściowo, bo jest Panu tak wygodnie np. gdy napisałem: "jeżeli ktoś nazywa film gniotem to znaczy, że pisze o filmie.". Czy to nie ja mam racje? Ale Panu bardzo trudno to przyznać....

    OdpowiedzUsuń
  18. @raven59
    Problem polega na tym, że, jak mówisz, aktorzy to oryginalnie ludzie, których jedyną kompetencją jest strojenie min i udawanie głosów. Jakkolwiek by to nie brzmiało okrutnie, to jest fakt. Oni nic więcej nie muszą umieć. Ktoś nawet kiedyś powiedział, że w tej robocie nawet źle jest za dużo myśleć.
    Nieszczęście się zaczęło, kiedy oni stali się częścią establishmentu i zaczęto od nich wymagać więcej. No i oni bardzo pragną się do tych wymagań dostosować. Przecież, jak się nad tym zastanowić, to jest naprawdę nieludzkie. To jest trochę tak przecież, jakby ode mnie nagle zacząć oczekiwać, że będę podnosił ciężary.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Molier!

    Ależ ja od nich absolutnie nie wymagam za dużo. Niech śmieszą, tumanią, przestraszają na scenie i w filmie - taką mają robotę. Ale niech, do cholery, nie doradzają biskupom jak mają prowadzić owczarnię. Tacy np. kierowcy ciężarówek nie doradzają - a mają przecież takie same do tego kwalifikacje.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Mariusz Gołosz
    Ty znasz życiorys Kieślowskiego? Ja nie mówię, że on był jakoś szczególnie paskudny, bo to nieprawda. Ale, proszę Cię, nie rób z niego jakiegoś punk rockera. Bo to jest śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  21. @raven59
    A co to ma do rzeczy?

    OdpowiedzUsuń
  22. @Mariusz Gołosz
    Tak. Masz rację. Jak ktoś nazywa film gniotem, to mówi o filmie. Jeśli tego filmu nie widział, to nie powinien tak mówić. Jeszcze raz. Masz rację.
    A teraz ja. Kiedy zarzucałeś mi, że piszę o sobie w trzeciej osobie, to z jakiego powodu?

    OdpowiedzUsuń
  23. Jedyny aktor który miał coś w Świecie do powiedzenia to czterdziesty prezydent USA.
    Kłaniam się

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah
    Owszem znam. I nie wmówi mi Pan, co tak często lubi Pan robić, że chodź przez chwilę był zaangażowany w politykę. Chodź nie dziwi mnie Pana wypowiedź, w końcu napisałem: "Pan pewnie uzna, że film jest zły, bo K. Kieślowski nie był zwolennikiem kościoła."

    OdpowiedzUsuń
  25. @ask
    To fakt. Niesamowita rzecz! Jak to się mogło stać?

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah
    Co do naszej poprzedniej dyskusji, gdzie zarzucałem Panu pisanie w trzeciej osobie, to ja się pomyliłem i przyznaje Panu racje. Myślałem, że wyjaśniliśmy to sobie wtedy, ale widzę, że wszystko musi być po równo, nie może być Pan chodź przez chwile gorszy, bo w końcu Pan przyznał mi racje...

    OdpowiedzUsuń
  27. @Mariusz Gołosz
    On był zaangażowany w politykę jak cholera. Od początku, niemal do końca. Ostatnie jego filmy były może niepolityczne. Jednak wszystko co było wcześniej, to była czysta polityka. Dlatego ja go tak bardzo lubiłem i dlatego on zrobił taką karierę, jako ikona walki o demokratyczną Polskę.
    Co do Kościoła, to nieprawda, że on "nie był zwolennikiem kościoła". On był ateistą. Uważał, że Boga nie ma.
    Ja wiem, że Ty tego nie lubisz, ale ja jestem nauczycielem, więc mi to daruj. Nigdy nie mów takich rzeczy jak "On nie był zwolennikiem kościoła". Coś takiego nie istnieje. Można być wrogiem Kościoła, jak komuniści. Można być poza Kościołem, jak nasz kolega Coryllus. Można też być członkiem Kościoła, jak ja. Można Kościół krytykować, jak niektórzy. Jeśli na maturze napiszesz o kimś, że "nie był zwolennikiem kościoła" to przede wszystkim Ci poprawią to "k" na duże, a poza tym podkreślą wężykiem całe zdanie, jako błąd merytoryczny. Bo to jest tak, jakbyś o mnie napisał, że ja nie jestem zwolennikiem Goluma.
    Oczywiście, jeśli sprawdzać tę Twoją pracę będzie jakiś dobry nauczyciel, co niestety jest mało prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Mariusz Gołosz
    Ja o tym starym zdarzeniu w odpowiedzi na ten Twój fragment: "A ja mam z Panem pewien problem, odpowiada Pan na moje komentarze tylko częściowo, bo jest Panu tak wygodnie". Wiesz dlaczego? Bo Ty to robisz notorycznie od samego początku naszych spotkań.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Toyah
    Krzysztof Kieślowski sam mówił, że ma dobre kontakty z Panem Bogiem, tym swoim (widać to nawet w Dekalogu II), więc nie był ateistą, a kościół nie był przychylny do Jego osoby właśnie przez Dekalogi. Sam mówił to w "I'm so-so", ale Pan za chwile napiszę, że wie Pan lepiej od Niego w co wierzył i co robił. Niech Pan uważa co Pan piszę, bo nie wiem czy przeżyje Pan jak będzie musiał przyznać mi racje drugi raz, to przecież takie bolesne dla Pana.
    "On był zaangażowany w politykę jak cholera." Nawet w "Bez końca" pokazuje swój stosunek do Solidarności, on jej nigdy nie idealizował w porównaniu do p. Wajdy, idąc dalej w "Przypadku" trzeci żywot Witka Długosza jest cholernie podobny do życia Krzysztofa Kieślowskiego (nie idzie na współprace z władzami i nie podpisuje poparcia dla Solidarności), zresztą sam mówi, że w filmach pokazuje siebie. Może i jest Pan nauczycielem, ale nie oznacza, że jest Pan nieomylny, wręcz odwrotnie ten wpis pokazuje, że znów wypowiada się Pan na temat na który mało wie.

    OdpowiedzUsuń
  30. @toyah
    Kolega Mariusz pisał o nie byciu zwolennikiem kościoła, tego z małej litery-instytucji i takiego można nie być zwolennikiem, ty natomiast napisałeś o tym Kościele w wielkiej litery, takiego owszem wg mnie również nie można być zwolennikiem, lub nie.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Toyah
    Co do kościoła, jako instytucji, można nie być jego zwolennikiem i nie ma w tym wypadku znaczenia czy wierzy się w Boga czy nie. Pan mi pisze o wymijaniu się od odpowiedzi, przecież to Pan jest w tym mistrzem, a ja wtedy po prostu uznałem, że wyjaśniliśmy sobie sprawę z pisaniem w 3 osobie (odpisał mi Pan).

    OdpowiedzUsuń
  32. @Mariusz Gołosz
    Problem nie jest w tym, że ja nie jestem nieomylny, ale w tym, że Ty uważasz, że jesteś ode mnie mądrzejszy, z wszystkimi tego konsekwencjami. A więc, jak by nie patrzyć, utrzymujesz standard. I ja to rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  33. @biddkrrr
    Kościół jako budynek piszemy z małej litery. Kościół jako instytucję piszemy z dużej. A zatem wieża i krzyż są częścią kościoła. Natomiast Benedykt XVI jest głową Kościoła.
    Fatalnie, Moja Droga. Fatalnie.
    Nie można być zwolennikiem Kościoła i nie można być zwolennikiem kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie, nie jestem nieomylny, po prostu w porównaniu do Pana nie pisze o tym o czym nie mam pojęcia. Czy ja rozmawiam z Panem o jakiś czasownikach modalnych, nie, bo nie mam o tym pojęcia. Pan chce pokazywać siebie jako jakiś autorytet, a ja chcę tylko pokazać tym wyznawcom ślepo na Pana patrzącym, że to Pan jest w błędzie.

    Tutaj moje odniesienia do komentarza na temat Krzysztofa Kieślowskiego:
    http://www.youtube.com/watch?v=aRabBQhGQ7c
    http://www.youtube.com/watch?v=u09zVU7W1do&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=hyyPjC3-Rkg

    czy znów nie mówił Pan o sprawie, której Pan nie znał, proszę tylko odpowiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  35. @Mariusz Gołosz
    Ach! I jeszcze jedno, bo na mnie nakrzyczysz, że odpowiadam tylko na część Twoich uwag. To że Kieślowski "Nawet w "Bez końca" pokazuje swój stosunek do Solidarności, on jej nigdy nie idealizował w porównaniu do p. Wajdy, idąc dalej w "Przypadku" trzeci żywot Witka Długosza jest cholernie podobny do życia Krzysztofa Kieślowskiego (nie idzie na współprace z władzami i nie podpisuje poparcia dla Solidarności), zresztą sam mówi, że w filmach pokazuje siebie" jest bardzo marnym argumentem na to, że on nie był "choć przez chwilę zaangażowany w politykę". Nie widzisz tego?
    Mariusz, błagam, zrozum, że musisz się wspiąć znacznie wyżej. Znacznie. Nie rozmawiasz ze swoim kolegą, któremu imponujesz swoją - jak sądzisz - rozległą wiedzą. Nawet ja mam uczniów znacznie bardziej od Ciebie inteligentnych. Owszem, jesteś w czołówce, ale zrozum, proszę, to jest inna konkurencja. Miej szacunek do starszych, tak jak ja mam do Ciebie. Mam nadzieję, że to zauważyłeś.

    OdpowiedzUsuń
  36. @Toyah
    Oczywiście, że tak, ktoś mnie w szkole źle nauczył(i mam teraz doskonale w pamięci kto).
    To nie zmienia faktu, że można nie być zwolennikiem instytucji, dlaczego nie można?

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah
    I nadal nie uzyskałem odpowiedzi. Ja zwracam się do Pana z szacunkiem, ale Pan znów nie potrafi mi odpowiedzieć. Niech Pan skończy z oceną mojej osoby i w końcu użycie jakichkolwiek argumentów, wysłałem Panu filmiki na YouTube w których sam Krzysztof Kieślowski lub osoby z jego otoczenia wypowiadają się na dany temat, ale Pan nadal nie potrafi się do tego odnieść i na razie to jest fakt. Czy to, że jest Pan starszy oznacza, że nie potrafi Pan przyznać się do błędu?

    OdpowiedzUsuń
  38. @biddkrrr
    Nie możesz być zwolennikiem kościoła i nie możesz być zwolennikiem Kościół i kościół to nie jest odpowiedni adres dla potencjalnych zwolenników. Możesz być na przykład zwolennikiem budowy kościoła lub zwolennikiem zmian w Kościele. Możesz być zwolennikiem nowego kształtu nowego krzyża na wierzy kościoła, lub zwolennikiem likwidacji podatkowych przywilejów Kościoła. Natomiast jeśli ja o sobie powiem że jestem zwolennikiem Kościoła, a Coryllus że on nie jest zwolennikiem Kościoła, to wyłącznie po ciężkiej libacji.
    Czy to wyjaśnienie Cię satysfakcjonuje?

    OdpowiedzUsuń
  39. @Mariusz Gołosz
    Zapewniam Cię, że w momencie jak mi wykażesz błąd, to ja się chętnie do niego przyznam. Musisz zrozumieć, że dla mnie przyznanie się do bledu nie jest żadnym problemem, a już zwłaszcza w relacji w Tobą. Wiesz dlaczego? Bo nie uważam Cię za jakiekolwiek dla mnie zagrożenie. Przy całym oczywiście szacunku dla Twoich ambicji i inteligencji.
    uwierz mi jednak proszę, że te wypowiedzi Kieślowskiego znałem jeszcze kiedy Cię nie było na świecie. I znowu przy całym szacunku. Kieślowski był ateistą. W tym sensie, że nie wierzył w Boga osobowego. Natomiast on był, jak to zabawnie określiłeś, zwolennikiem Kościoła. A raczej jego niezbywalne roli w życiu państwa i człowieka. Bo wiedział że państwo i człowiek bez Kościoła jest skazane na upadek. Wiedział to, bo był mądrym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ateista to osoba niewierząca, a skoro Krzysztof Kieślowski wierzył to znaczy, że ateistą nie był. To bardzo proste, nie trzeba być nauczycielem angielskiego, żeby to zrozumieć. Znał Pan te filmiki zanim nie było mnie na świecie, a to bardzo dziwne bo jeden film powstał w 1995 (I'm so-so), a drugi (Still alive) w 2005. Widzę, że znów jedynie co Pan potrafi to pokazywać jaki to jestem mało inteligenty w stosunku do Pana, jeśli nadal chce Pan utrzymywać ten swój wątpliwy autorytet to niech Pan w końcu zacznie dyskusje na temat i odniesienie się do wszystkich filmików, które Panu wysłałem. Czy to jest takie trudne czy z Panem jest coś nie tak?

    OdpowiedzUsuń
  41. Drogi Mariuszu!
    Przede wszystkim muszę Cie prosić, żebyś zechciał zajrzeć do jakieś encyklopedii - Wikipedia to wprawdzie tylko Wikipedia, ale wystarczy - lub do słownika wyrazów trudnych, i sprawdził sobie znaczenie słowa 'ateizm'. Dopóki tej sprawy nie załatwimy, będziemy się tłuc jak tych dwóch, co przez całą noc się spierali, czy taki jeden jest gruby, czy chudy, a nad ranem okazało się, że on jest chudy-inaczej.
    Kieślowski był ateistą i to jest fakt, którego nie zmienią żadne jego i jego przyjaciół-ateistów wykręty. Podobnie jak ja jestem gruby i nie zmienią tego żadne zapewnienia moich dzieci, czy nawet tej pani z placu, która mnie lubi i mi mówi, że ależ panie Krzysiu, gdzie tam pan jest gruby, niech pan popatrzy na mnie.
    Co do tych filmików, oczywiście masz rację. One są od Ciebie młodsze, podobnie jak YouTube. Kiedy mówiłem o tym, że ja coś wiem lepiej i dłużej od Ciebie, miałem na myśli opinie, które w tych filmikach były wyrażane. Jestem głupi i podły. Ta nonszalancja w stosunku do młodzieży mnie kiedyś zgubi.
    A może pójdziemy kiedyś na piwo? Zobaczysz jak ja dużo wiem. Możesz zabrać koleżankę.

    OdpowiedzUsuń
  42. @ Toyah
    Jest tez drugi, nieco mniej znany film, pt. "Spokój", w ktorym skurwysyn, lizus i konformista kreowany przez Stuhra dostaje na koncu po pysku od kolegów z pracy. Wybor pana Jerzego do takich rol nie moze byc przypadkowy.

    OdpowiedzUsuń
  43. "Spokój" nakrecil Kieslowski, aczkolwiek postac kreowana przez Stuhra nie jest tak jednoznacznie negatywna, jak w "Wodzireju".

    OdpowiedzUsuń
  44. @Toyah
    Wikipedia, którą pan mi polecił powiedziała mi, że ateizm to "odrzucenie teizmu lub stanowisko, że bogowie nie istnieją", Krzysztof Kieślowski mówił, cytując Go, że "ma dobre stosunki z Panem Bogiem" czy to znaczy, że odrzucał jego istnienie? Może Pan nada jego słowom nowe znaczenie, w końcu jak mogę wątpić w to, że Pan wie wszystko najlepiej. Pan zresztą wie lepiej od Kieślowskiego w co wierzył i jakim był człowiekiem. Jak ja śmiałem w to wątpić?
    Może pójdziemy kiedyś na piwo, tylko niech weźmie Pan ze sobą jakieś hipnotyzujące wahadełko żeby móc mną manipulować, to pewnie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  45. Mariuszu!
    Proszę Cię, czytaj starannie. Przecież Prosiłem Cię o to już parę razy. Przeczytaj to co tam jest napisane. Przecież tam nie ma tego jednego tylko zdania.
    I przestań już mi machać przed nosem tym grepsem o Kieślowskiego dobrych relacjach z Panem Bogiem. Przyprowadzę Ci dziesięciu ateistów i jeśli zapytasz każdego z nich, czemu nie wierzy, to Ci powie, żebyś się nie martwił, bo on już z Panem Bogiem ma relacje świetne. Przecież to jest literatura. To tekst, który w kółko obracali bohaterowie Bułhakowa. To tekst, który nawet Leszek Miller mógłby powiedzieć. W dodatku tekst stary jak ateizm, lub to coś co próbuje przed nim uciec.
    Strasznie brakuje Ci pokory. Chyba jednak za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  46. Panie Toyahu!
    Może i brakuje mi pokory, ale lepiej gdy brakuje komuś pokory niż samodzielnego myślenia (jak Pana wyznawcom) lub gdy ktoś nie potrafi przyznać się do błędu. http://www.youtube.com/watch?v=aRabBQhGQ7c
    Jeśli uważa Pan, że Kieślowski był ateistą to w takim razie ja też nim jestem, ba, w takim razie 3/4 kościoła katolickiego to ateiści, bo nie wierzą w takiego Boga jakiego wszechmocny Pan Toyah sobie wymyślił. Gdy z panem rozmawiam/piszę przypomina mi się, jeśli już jesteśmy przy temacie filmów, dokument "Raj Hafnera". Otóż w tym filmie pokazano jednemu hitlerowcowi zdjęcia i filmy z obozów zagłady, mimo to on nadal uważał, że naród niemiecki nie zrobił niczego złego w czasie II wojny światowej, a wszystkie materiał←, które mu pokazano to propaganda. Nawet gdyby Krzysztof Kieślowski jakimś cudem ożył i powiedziałby Panu, że nie był ateistą to Pan i tak by mu nie uwierzył, więc komu tak naprawdę brak pokory?

    OdpowiedzUsuń
  47. @Mariusz Gołosz
    Co prawda nie potrafię tego udokumentować, a raczej nie chce mi się szukać stosownych filmów na youtube, ale pamiętam jakiś wywiad z Kieślowskim, w którym on sam mówił o sobie, że nie wierzy w Pana Boga. Cytat o jego relacjach z Wszechmogącym, to jak Toyach napisał - wyświechtany idiom. Gdyby Kieślowski w pewnego dnia pojawił się na chwilę na tym świecie, myślę, że miałbyś poważny problem z dalszym prowadzeniem argumentacji, którą tutaj prezentujesz. Na Twoim miejscu za to ostanie zdanie strasznie bym się wstydził, jest po prostu tragicznie idiotyczne. Ale dobrze, że przynajmniej stawiasz sobie jakieś pytania ...

    OdpowiedzUsuń
  48. @nemrod
    Jeśli znajdziesz wywiad to przyznam się do błędu, a na razie nie mam zamiaru się za nic wstydzić. Ty nawet nie potrafisz znaleźć źródła swojego wywodu, ja uargumentowałem swoją wypowiedź filmikiem w którym sam Krzysztof Kieślowski mówi o swojej wierze. Później zresztą po tym "wyświechtanym idiomie" mówi, że czasami prosi Boga o coś i to wg ciebie też znaczy, że był ateistą?

    OdpowiedzUsuń
  49. @Mariusz Gołosz
    Już się bałem, że powiesz mi, że lepiej jest, gdy brakuje pokory, niż samodzielnego myślenia, jak u mnie. A więc nie jest źle. Zakładam, że Twoim zdaniem ja przynajmniej myślę samodzielnie, a nie tak jak mi każe Kaczyński czy Rydzyk. Na razie się czepiasz tylko tych, którzy uważają że to ja mam rację, a nie Ty.
    Z tym ateizmem mamy problem, bo Ty kompletnie nie rozumiesz się na rzeczy. Poprosiłem Cię, żebyś trochę poczytał o tym ateizmie, ale Ty nie chcesz, a mnie z kolei nie chce się tłumaczyć Ci czegoś, czego Tobie się nie chce nawet przeczytać na Wikipedii, gdzie wszystko jest napisane prosto, jak dla dziecka.
    No, powiem szczerze, że czuję się trochę bezradny. Gadamy od wczoraj, i gdybym ja u Ciebie znalazł choć ślad refleksji, to bym wiedział, że się ruszasz. A tymczasem ty jesteś jak kamień. Niedawno mieliśmy tu okazję gościć jednego z organizatorów dręczenia pobożnych ludzi na Krakowskim Przedmieściu, i powiem Ci uczciwie, że on robił wrażenie bardziej otwartego. Zdecydowanie. No i słuchał, co się do niego mówi. Ty jesteś kompletnie zakleszczony. Co za cholera!
    Poza tym, z Tobą jest taki kłopot, że Ty strasznie mało wiesz, a wydaje Ci się że skoro wiesz to co wiesz, to to jest wystarczy. Przynajmniej jak na mnie. Może jest tak, że Ty u siebie w szkole, też, tak jak ja, masz trochę tych swoich wyznawców, tylko gorzej ode mnie to znosisz? Nie wiem. Oczywiście ja słabo pamiętam, jak to było ze mną, gdy byłem tak jak Ty, dzieckiem, jednak mam wrażenie, że jedną rzecz wiedziałem zawsze: starsi wiedzą więcej. Przynajmniej niektórzy starsi od wszystkich dzieci.
    Fatalnie się czuję. Chciałbym Ci jakoś pomóc, ale Ty nie chcesz. Tu na tym blogu, nie wiem, czy zauważyłeś, wisi sobie zdjęcie Grzegorza Przemyka. Dla mojego pokolenia to był ktoś taki jak dla Ciebie... ja wiem... może Bartoszewski? I pod tym zdjęciem jest kawałek notki, którą on sporządził dla swojego młodszego brata. I tam stoi tak: "Na razie słuchaj starszych, bo mają więcej lat i mogą Cię często ustrzec od błędów i niebezpieczeństw strasznych".
    Więc chciałbym też jakoś Cię ustrzec przed paroma strasznymi niebezpieczeństwami, ale Ty uważasz, że ja jestem na to, jak na Ciebie, za słaby. Może i masz rację. Szkoda. Obawiam się, że więcej Ci się taka okazja nie trafi.

    OdpowiedzUsuń
  50. A toś mnie rozbawił. Jeśli chcesz tego dowodu to go sobie poszukaj. Jeśli Kieślowski kiedykolwiek zwracał się z prośbą do Opatrzności, to dokładnie na takiej samej zasadzie, o której wyżej pisze Toyah. Mam kolegę, który bardzo często używa sformułowania "Dobry Bóg", twierdzi, że wierzy w boga ale nie jest katolikiem. W tym sensie to każdy może sobie wymyślić jakiegoś bożka i tym samym przestaje być ateistą. Tak więc odnosząc się do ostatniego zdania jedno absolutnie nie wyklucza drugiego. A tego, że nie masz najmniejszego zamiaru się wstydzić za używanie wyświechtanych idiomów byłem absolutnie pewien. Tak więc nie pisz, że nie "masz zamiaru ..." bo to akurat udowadniasz każdym kolejnym wpisem. Napisz jeśli ten stan rzeczy się zmieni. Co mam nadzieje kiedyś się stanie.

    PS
    Swoją drogą jak można brać poważnie powiedzenie stwierdzenie wyrażone przez Kieślowskiego. Myślę, że każdy z Papieży miałby ogromny problem, aby taką opinię wyrazić.

    OdpowiedzUsuń
  51. @Toyah
    Ja w porównaniu do Pana nie mam żadnych wyznawców, proszę się nie obawiać nie stanowię dla Pana konkurencji. Ja Panu jedno, Pan mi drugie. Tak wiem, mam Pana słuchać, bo Pan jest mądrzejszy, zresztą kto mógłby w to wątpić? Więc jedno pytanie i niech Pan już się nie wysila z tym edukowaniem mnie i odpowie: Czy jeśli ktoś mówi, że utrzymuje dobre kontakty z Panem Bogiem, prosi go o coś co wydaje mu się w tym momencie potrzebne, mówi, że każdy potrzebuje jakiegoś punktu odniesienia, ale zupełnie nie wierzy w kościół (specjalnie z małej litery) to czy znaczy to, że jest on ateistą? Bo jakoś Pan w żaden sposób nie potrafi udowodnić tego, że Kieślowski nim był, a jeśli ktoś wierzy na słowo takiemu manipulatorowi jak Pan to musi być idiotą! Jeśli dalej będzie Pan twierdził, że Kieślowski wierzył w fałszywych bogów, a nie w tego właściwego to ja już na to nic nie poradzę, a jeśli, idąc dalej encyklopedycznymi definicjami, uważa Pan, że Kieślowski był ateistą ze względu na swój sceptycyzm to radzę Panu więcej poczytać o jego osobie. Tak to czasem bywa, że każdy chce wiedzieć wszystko i Pan też kreuje się na wszechwiedzącego, a może jak powiedział Pan o aktorach oni powinni zajmować się wyłącznie aktorstwem, a Pan językiem angielskim.

    OdpowiedzUsuń
  52. @Mariusz
    Nie. Nie o to mi chodziło. Ale o dwa inne momenty. Kiedy on mówi, że coś jest "jeśli" Bóg istnieje, i kiedy na pytanie o życie po, odpowiada, że przede wszystkim nie wiadomo, czy w ogóle cokolwiek jest po. A więc nie jest tak, że Kieślowski wierzył w Boga, ale nie w Kościół. Problem polega tym, ze on w Kościół - owszem - nie wierzył, natomiast co do Boga - jakkolwiek by go rozumieć - miał wyłącznie wątpliwości. I się tymi wątpliwościami bawił. jak każdy porządny intelektualista i ateista.
    Bo to że on był ateistą to fakt, który kiedyś był powszechnie znany. Ateistą filozofującym, w żaden sposób nie walczącym, nie zdeklarowanym jak choćby prof. Religa, czy jakiś Herman, ale ateistą.
    I koniec z tym. Jak już powiedziałem, poddaję się.

    OdpowiedzUsuń
  53. @Toyah
    Więc osoba wierząca w Boga powinna być przyjmującym wszystko bezwzględnie kretynem, który nie może poddawać niczego wątpliwościom? Wątpliwość to rzecz jak najbardziej ludzka, a co do kościoła to wysyłam Panu inny fragment, który pokazuje, że zwolennikiem kościoła nie był.
    http://www.youtube.com/watch?v=hyyPjC3-Rkg

    OdpowiedzUsuń
  54. @toyah
    Czy jesteś zwolennikiem instytucji o nazwie Senat?

    OdpowiedzUsuń
  55. @Mariusz Gołosz
    Nie musisz mi udowadniać, że on nie był "zwolennikiem" Kościoła, bo to wiem i bez Ciebie. Nawet napisałem to w zdaniu, którego Ci się nie chciało przeczytać.
    Co do reszty, ja w Ciebie wątpię, a zatem musisz uznać, że jednocześnie w Ciebie nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  56. @Toyah
    Tak przeczytałem zdanie nieuważnie, przyznaje się do błędu. Co do dyskusji myślę, że można ją zakończyć dość obszernym cytatem z wywiadu z Tadeuszem Sobolewskim "Nie wiemy nic o wierze ani niewierze samego Kieślowskiego. Przypisałem mu kiedyś myśl Camusa: “Nie wierzę w Boga, ani nie jestem ateistą”, ale zrobiłem to po to, żeby pokazać pewien paradoks, który dotyczy nas wszystkich. Dziś wiem, że trzeba być bardzo ostrożnym z przypisywaniem autorom poglądów, idei, wiary czy niewiary. Podobała mi się wypowiedź dominikanina na temat religijnego przesłania “Dekalogu”: ten film można wyświetlać na katechezie, poglądy autora nie mają nic do rzeczy – mówił. Wiem, że Kieślowski nie znosił religijnych przesłuchań, odkąd w latach 80. księża z Episkopatu wypytywali go, czy ma ślub kościelny, w związku z planowanym przez niego dokumentem o pielgrzymce papieskiej. Mówi Pani o odczuciu tajemnicy. Nie musi być ono tym samym, co wiara religijna. Kwestię wiary czy niewiary lepiej rozstrzygać ze względu na widza, a nie autora. Widz powinien pytać o to, czy sam wierzy, nie o wiarę reżysera."

    OdpowiedzUsuń
  57. @Toyah
    To proste. Chciałbyś abyś Senat nie istniał i został tylko Sejm?

    Można nie być zwolennikiem instytucji Senatu?

    OdpowiedzUsuń
  58. @biddkrrr
    Chcesz powiedzieć, że Kieślowski nie był zwolennikiem istnienia Kościoła? Że on był zwolennikiem jego likwidacji? To bardzo interesujące. Jestem zaskoczony.

    OdpowiedzUsuń
  59. @toyah
    Nie. Nawet o tym nie myślałam.

    Chodzi o to, czy można uważać, że można być zwolennikiem lub nie jednej instytucji i nie można być lub nie być drugiej.

    OdpowiedzUsuń
  60. Karolino!
    Nie. Nie można. To już sobie wyjaśnialiśmy. Zapomniałaś?
    Powiedz mi, czemu Wy jesteście tacy zawzięci? Tak

    OdpowiedzUsuń
  61. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  62. @Toyah
    Wciąż mi nie powiedziałeś swojego zdania w kwestii Senatu.

    A ja nie jestem zwolennikiem Senatu...w takim razie mogę również nie być zwolennikiem Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  63. @biddkrrr
    Przepraszam, zagapiłem się. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy jestem zwolennikiem Senatu. Natomiast jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, by Senat stanowił autentyczne ciało kontrolne wobec Sejmu. Nie jestem zwolennikiem Senatu jako zespołu synekur dla polityków, którzy z różnych powodów nie zmieścili się na listach do Sejmu. Nie jestem też zwolennikiem Senatu, jako tak zwanej izby zadumy, bo moim zdaniem to jest jakiś idiotyzm. Jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, żeby senatorami zostawali ludzie, którzy nimi bardzo chcą być, a nie którzy muszą, bo nic lepszego się im nie trafiło. Nie jestem zwolennikiem likwidacji Senatu tylko ze względu na tak zwane oszczędności. Jestem zwolennikiem likwidacji Senatu, jeśli się okaże, że nie ma możliwości zmiany tej paskudnej sytuacji.
    No i wreszcie najważniejsze. Nie wiem, czy jestem zwolennikiem X Liceum, czy nie. Natomiast z całą pewnością jestem zwolennikiem tego, by nauczyciele X Liceum objaśniali swoim maturzystom, że tępy upór nie ma nic wspólnego ani z asertywnością, ani nawet z pewnością siebie.

    OdpowiedzUsuń
  64. @toyah
    Nauczyciele X Liceum(i pewnie nie tylko) potrafią tylko przerabiać materiał.

    Co do Senatu zgadzam się(tylko czy to jest możliwe), na Kościół już rzeczywiście brakuje mi uporu.

    OdpowiedzUsuń
  65. @biddkrrr
    No to - peace, man!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.