poniedziałek, 6 grudnia 2010

Don Paddington: Dorzynanie Polski

Są chwile, kiedy czujemy, każdą cząstką naszych ciał, że świat dramatycznie przyspieszył. Tak się złożyło, że dopiero teraz miałem okazję rzucić okiem w telewizor i ujrzeć z tą straszną, niemal śmiertelną precyzją, dokąd oni nas zaprowadzili. Odjęło mi mowę. To są chwilę kiedy znów głos można oddać tylko komuś takiemu jak nasz Ksiądz. Słuchajmy. Choćby tylko po to, by dać świadectwo. Dziś.


"Po pięciu latach tworzenia z Rosji obrazu nieprzyjaciela, wznowienie zaufania rosyjskiego kierownictwa wobec nas było niełatwe. Ale udało mi się zrobić to, i dziś jestem gotów powiedzieć swoim wyborcom – od teraz dialog z naszym dużym sąsiadem będzie budować się na zasadach równości, dobrych stosunków sąsiedzkich i zdrowego pragmatyzmu, a nie konfrontacji i antyrosyjskiej retoryki. Czy zapłaciliśmy za to zbyt wysoką cenę? Nie, ponieważ porozumienia osiągnięte z Moskwą są obopólnie korzystne.”
Kto to powiedział? Musicie, przebrzydłe oszołomy obejść się smakiem, ponieważ nie powiedział tego ani marszałek Komorowski, ani premier Tusk, ani – co można by podejrzewać, zważywszy na obecność frazy: „zdrowy pragmatyzm” – wicepremier Pawlak, lecz prezydent niezawisłej Ukrainy, Wiktor Janukowycz, w ramach tzw. orędzia do narodu. Przytaczam tę wypowiedź, ponieważ od wielu już dni myślę o Ukrainie. Myślę o decyzji rządzących tym krajem – decyzji, której powody we wspomnianym orędziu wyjaśniał narodowi Prezydent Janukowycz - by w zamian za tańszy gaz Rosjanie mogli przez następnych 30 lat utrzymać swoje wojskowe bazy na Krymie. I słyszę te głosy, że Ukraińcy zrobili znakomity interes, a Rosjanie jeszcze lepszy. I że to wcale nie jest tak, że Ukraina mocno wiąże się z Rosją, a oddala od Zachodu. Jak ładnie chociażby powiedział pewien chyba korwinowiec, Janukowycz prowadzi niezależną politykę: poszedł Rosjanom na rękę, a w zamian dostał tańszy gaz. Business is business.
No i właśnie kwestia owego biznesu jest tutaj interesująca. Otóż zetknąłem się gdzieś z opinią, że generalnie (pomijając timoszenko-juszczenkową niszę) społeczeństwo ukraińskie murem stoi w tej sprawie za swoim Prezydentem. Ktoś już ładnie policzył (choć nie ręczę za rzetelność tego wyliczenia), że ten tańszy gaz, to oszczędność rzędu 90 dolarów na głowę rocznie. Nie jestem aż tak naiwny by mniemać, że przeciętny Ukrainiec te 90 dolarów w swej kieszeni zobaczy. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy sama perspektywa zarobienia 90 dolarów rocznie, jest wystarczająco kusząca, by poprzeć starania tych, którzy – jakby nie patrzeć – uzależniają Ukrainę od Rosji?
Co to wszystko ma wspólnego z nami? Pracuję w tej chwili w takiej części Archidiecezji Poznańskiej, gdzie jest bardzo żywa tradycja Powstania Wielkopolskiego. Ludzie pamiętają tutaj o swoich przodkach (ojcach i dziadkach), którzy walczyli z Niemcami o wolną Polskę. I są z nich dumni. Trzeba też jednak zauważyć, że żyją również tutaj ludzie, najczęściej młodzi, którzy przy okazji jakichś upamiętniających powstanie uroczystości, mówią mniej więcej tak: „I po cóż było to Powstanie wygrywać? Gdyby nie ono, to dzisiaj żylibyśmy w Reichu i mielibyśmy jak pączki w maśle”.
W ten sposób dochodzimy do sedna niniejszego komentarza. Otóż wszystko wskazuje na to, że System (którego jedną z ekspozytur może być np. Kreml, albo któryś z banków, albo jakaś grupa medialna, czy nawet najzwyklejsze w świecie krasnoludki) doszedł do wniosku, iż w tzw. demokracjach, by dojść do pożądanych celów („kasa, Misiu”, „władza, Misiu”, „porządek, Misiu”), nie opłaca się stosować metod jawnie zamordystycznych. Są one bowiem nieekonomiczne, a przy tym mało skuteczne. Znacznie skuteczniejszą może się okazać praktyka przekupywania ludzi, bo – jak wiadomo – tylko ryba nie bierze. System jest gotów zapłacić naprawdę dużo, o ile uzyska w zamian rezygnację z przywiązania do wiary, Ojczyzny, tradycji i dobrego obyczaju, samodzielnego myślenia, przyzwoitości, prawdy i honoru. Zanim do takiego „dilu” dojdzie, trzeba ludzi OSWOIĆ z myślą, że rezygnacja z owych wartości, to właściwie nic takiego. Że tak na dobrą sprawę, są to pseudo-wartości, których kultywowanie wiąże się z zacofaniem i zamknięciem na nowoczesny świat. Owo oswajanie jest właśnie tworzeniem tej drugiej Polski, tzn. „bandy jakichś nieznanych nam turystów, która chleje, i drze mordy w sposób zupełnie niewyobrażalny”.
I – kierowany nienawiścią - muszę w tym momencie postawić to pytanie: czy dla członków owej bandy, 90 dolarów za Polskę, to jest dobry „dil”, czy też trzeba jeszcze negocjować?

3 komentarze:

  1. @Don Paddington
    Im wystarcza przekupstwo symboliczne. Np. że na każdego wypadnie -90 dolarów. Przed chwilą poczytałam komentarze na S24. Oni wciąż tam cieszą się że przegrała polityka Lecha Kaczyńskiego.
    P.S. Żeby było śmiesznie, strona przed chwilą padła, pewnie jako straszne zagrożenie dla wizyty wiadomych osób.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak strona już jest dostępna. I słusznie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.