sobota, 14 lutego 2009

Walentynki 2009, czyli zapraszamy do Tanzanii

Kiedy pisałem swoje wczorajsze refleksje na temat gwałtownego przyspieszenia, jakiemu w ostatnich tygodniach został poddany rząd, nie wiedziałem, że sytuacja jest jeszcze poważniejsza. Z opóźnieniem, zajrzałem dziś do wczorajszego Dziennika, a tam czytam rozmowę ze Sławomirem Nowakiem na temat spotkania Premiera z Jarosławem Kaczyńskim. http://www.dziennik.pl/polityka/article318444/Kaczynski_Tusk_Kto_byl_bardziej_spiety_.html. Minister Nowak jest postacią znaną nam wszystkim wystarczająco dobrze, by potrafił nas jeszcze byle czym zaskoczyć. Szczególnie, kiedy jego wypowiedzi zwykle docierają do nas w pełnej wersji, w postaci dźwięku i obrazu, można przypuszczać, że tej pełni szaleństwa nie ma sposobu przeskoczyć. I wczoraj Sławomir Nowak przeskoczył sam siebie. Bezgłośny, niewidzialny – po prostu nas zabił.
Opisując spotkanie Donalda Tuska z prezesem PiS-u, Nowak mówi co następuje: „…pan premier był bardzo spokojny i powściągliwy. Ponieważ to szef PiS na początku rozmowy był lekko spięty, pan premier starał się tę atmosferę rozluźnić. Czasami musiał bardzo wolno i obrazowo tłumaczyć rzeczy, których pan prezes Kaczyński nie rozumiał, a które leżą u podstawy postępowania rządu. Robił to z pełną cierpliwością, wykazując się przy tym nawet empatią.”
Więc ja sobie wyobrażam tę sytuację tak. Do eleganckiej sali w Urzędzie Rady Ministrów wchodzi Jarosław Kaczyński i widząc te piękne meble, dywany, obrazy na ścianach, fotele, a w fotelach ministrów i samego Premiera, dostaje paraliżu. W tym momencie, Premier, który jest osobą miłą i współczującą, stara się prezesa Kaczynskiego uspokoić, więc opowiada mu parę prostych, niemieckich dowcipów, dzięki czemu przynajmniej da się rozmawiać. Oczywiście sama rozmowa też nie może być utrzymana w zwykłym standardzie, do którego członkowie Ekipy są przyzwyczajeni, bo Jarosław Kaczyński jest zbyt głupi, a ta tępota w połączeniu ze stresem, wymaga działań specjalnych. Zatem Premier mówi „baaaahdzo wooooolno”. A ponieważ to nie wystarcza, wszystko co mówi, pokazuje Prezesowi na obrazkach i przyniesionych rekwizytach. Mówi więc Donald Tusk: „Paaaanie Phezeesssie! Syytuaaaacja khaaaaju jest thuuuudna…” I z jednej kieszeni wyciąga pięć złotych, z drugiej jedno euro, a z kieszonki na piersi laser i puszcza na ścianę ‘zajączka’, żeby wybić Prezesa ze stuporu. I tak mija powoli to spotkanie człowieka „wykazującego się nawet empatią” z przedstawicielem durnej opozycji.
I proszę sobie nie myśleć, że Sławomir Nowak narzeka. Ależ w życiu! „Spotkania szefa rządu z liderami opozycji na temat spraw ważnych dla państwa są czymś normalnym. Ja rozumiem, że ten obyczaj jest obcy PiS, ale naszą misją jest także cywilizowanie Prawa i Sprawiedliwości i uspokajanie nastrojów.” Skoro misja, to nie ma co marudzić. Na dodatek to nie jest zwykła misja. To misja na poziomie cywilizacyjnym. Niemal jak nawracanie niewiernych dzikusów w okresie przedkolonialnym.
Ja tu sobie żartuję, a pytanie zostało postawione i trzeba na nie odpowiedzieć. Co się mianowicie dzieje na poziomie Kancelarii Premiera, URM-u i okolic? Wczoraj jeszcze myślałem, że jest źle i że Premierowi pozostało już tylko z łezką w oku patrzeć na tę mapkę z wyraźnie narysowanym miastem na północy Polski o pięknej nazwie Gdańsk/Sopot. Tymczasem, wygląda na to, ze jest jeszcze gorzej. Wszyscy wiemy, że Jarosław Kaczyński, nawet jeśli bydło, to bydło bez serca i uczuć. Przecież na Kaczyńskiego wystarczy tylko popatrzeć, żeby wiedzieć, że on się nie boi. Jeśli idzie o rys ideologiczny natomiast, nawet jeśli rację ma Stefan Niesiołowski, że Kaczyński to nieodrodne dziecię Gomułki, to – bez przesady – jemu nie trzeba rysować tego co się do niego mówi.
A więc czemu Sławomir Nowak, człowiek w końcu jakoś tam inteligentny i chyba przynajmniej w podstawowym stopniu samodzielny, robi z siebie idiotę? Przecież on – skoro już mu tak bardzo zależało, żeby zapewnić Naród, ze Donald Tusk wciąż się twardo trzyma na powierzchni – mógł powiedzieć, że Premier przedstawił, że Premier wyjaśnił, że Premier zapewnił i że on ma nadzieję, że Kaczyński, jako człowiek odpowiedzialny i rozumny, weźmie sobie mądre uwagi Premiera do serca. Dla dobra Ojczyzny i Społeczeństwa. I wszystko byłoby git. A tak, pozostało tylko przekonanie, że oni już z tej rozpaczy tracą rozum. I zaczynają się zachowywać, jak – nie przymierzając – Jan Maria Rokita w samolocie Lufthansy. Więc co będzie dalej? Jak się potoczy ten lot w dół? Jak długo jeszcze będziemy czekać aż zobaczymy ten ostateczny błysk? I jakie będziemy mogli przy tej okazji oglądać fajerwerki? Sam chciałbym wiedzieć. Ale już się nie mogę doczekać. Na razie mamy tylko zwiastuny. O Nowaku napisałem niemal cały tekst. Wczoraj w telewizji wystąpił marszałek Niesiołowski i, wrzeszcząc bez ładu i składu na Bogu ducha winną dziennikarkę TVN24, oświadczył, że „z Czumy bije blask prawdy”. Była to deklaracja tak osobliwa, że przez następne kilkanaście minut ten tekst wyświetlany był na pasku w dole ekranu. Dziś czytam, że Palikot coś bełkocze o tym, że „matka bliźniaków ma zostać królową Polski”. A więc to tak się ratuje ten wielki projekt cywilizacyjno-kulturowo-polityczny? Ale co będzie dalej?
No i pytanie może ważniejsze – dlaczego ci ludzie tak fatalnie upadli? Wydawało się kiedyś, że oni przynajmniej widzą, słyszą i zapamiętują. I teraz, ni stąd ni z owąd, wychodzi na to, ze nic po oczach i po uszach i po rozumie, jeśli to wszystko zostanie zasypane przez podły charakter. Dziś, po raz pierwszy zwróciłem uwagę na nowy program w TVN-ie pod nazwą Śniadanie Mistrzów, gdzie o sprawach bieżących dyskutuje trzech aktorów, jedna pisarka i jeden pracownik branży pornograficznej. Akurat trafiłem na fragment, gdzie omawiano szaleństwo Jana Rokity. W pewnym momencie Wojciech Pszoniak – aktor, powiedział, że jest pewien rodzaj ludzi, którzy gdziekolwiek się znajdą, muszą zwrócić wszystkim uwagę na swoją wyjątkową pozycję, a robią to w ten sposób, że się po prostu o byle co awanturują. Że to jest pewien rodzaj charakteru i na nich nie ma rady. Oni po prostu tacy są i tacy pozostaną. I ma rację Wojciech Pszoniak. Ja osobiście znam paru, a spotkałem wielu, tego typu ludzi. Ale ja też wiem – i wiem to ze stuprocentową pewnością – że każda z tych gwiazd, które siedziały w studio, szydziły z Rokity i z poważną miną przytakiwały Pszoniakowi, na codzień zachowują się dokładnie w ten opisany przez Pszoniaka sposób. Włącznie z nim samym. Bo na charakter nie ma rady. Jedyny sposób, żeby jakoś wyjść z tego z twarzą jest się zamknąć.
Ale oni się nigdy nie zamkną. Bo to jest też częścią tego ich charakteru. Mieliśmy już z tym do czynienia kilka lat temu, w postaci projektu o nazwie Unia Demokratyczna, wcześniej ROAD, a później Unia Wolności. Gdybyśmy nie żyli w systemie, jakby nie spojrzeć, jednak demokratycznym, pewnie do dziś byśmy musieli oglądać te zakłamane twarze i wysłuchiwać tych pokręconych języków. A tak, oni w sposób zupełnie naturalny, sami w końcu odeszli. I ja wiem, że Nowak i Niesiołowski i Tusk i młody Meller, też w końcu odejdą. Najpierw do jakichś stworzonych przez siebie biznesów, a później, jeśli tylko zauważymy, ze coś kombinują, to pogonimy ich też stamtąd. Bo na tym też właśnie polega demokracja. Na wspólnej odpowiedzialności za wspólne dobro.
A jak nie będą mieli co z sobą począć, to wyślemy ich do Tanzanii. Właśnie przeczytałem w Rzepie, że w Tanzanii właśnie „19 nauczycieli zostało wychłostanych przez policję, po tym jak uczniowie trzech szkół osiągnęli wyjątkowo słabe wyniki w nauce.” Rzepa pisze, że miejscowy związek nauczycieli jest oburzony, bo „ukarani zostali pedagodzy, podczas gdy zawiódł system edukacyjny”. Ja proponuję, żeby naprawą systemu zajęła się pani minister Katarzyna Hall, a poszczególni liderzy Platformy będą podejmować skuteczne działania na rzecz albo uczniów, albo nauczycieli, albo ewentualnie policji. Zależnie od otrzymanych zadań.
I proszę potraktowac tę moją propozycję, jako słowa miłości dla partii miłości w dniu imienin Walentyny Tiereszkowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz