czwartek, 12 listopada 2020

A więc Trump, czyli białe Święta?

 

       Dziś nie napisze od siebie ani słowa, za to przytoczę treść dwóch wpisów jakie na Facebooku zamieścił prof. Grzegorz Górski, z tego co czytam, wybitny prawnik. Nie wiem oczywiście, czy on się przypadkiem gdzieś nie myli, ale ponieważ całość brzmi bardzo sensownie, bardzo proszę posłuchać:

 

 

Czekając na to, kto będzie prezydentem USA od 20 stycznia, kilka(naście) wyjaśnień prawno - konstytucyjnych:

1. Od jutra prawnicy D. Trumpa będą składać pozwy sądowe w sądach stanowych tam, gdzie z pewnością doszło do sfałszowania wyborów przez Demokratów (Arizona, Nevada, Georgia, Płn. Karolina, Pensylwania, Michigan i Wisconsin).

2. Sądy ustosunkowywać się będą do tych pozwów w ciągu kolejnych 10-14 dni (jedna lub dwie instancje + stanowe Sądy Najwyższe). Część tych wyroków będzie dla niego pozytywna, część nie (bo w przynajmniej w połowie tych stanów sądy są opanowane przez Demokratów).

3. Od niekorzystnych wyroków sądów stanowych, D. Trump odwoła się do Sądu Najwyższego i uzyska w ciągu ok. 7 - 10 dni odpowiednie nakazy skierowane do władz stanowych - Sąd Najwyższy będzie odwoływać się do precedensu z 2000 roku w sprawie Bush v. Gore).

4. W tym czasie komisje stanowe będą kontynuować liczenie głosów, a większość tych stanowych komisji będzie lekceważyć nakazy sądowe.

5. Stany muszą do 14 grudnia sformować swoje reprezentacje do Kolegium Elektorskiego i można przypuszczać, że Demokraci - idąc w zaparte - wyślą delegacje, nie bacząc na nakazy sądowe wedle "wyliczeń" przygotowanych przez CNN i AP.

6. Kolegium Elektorskie 14 grudnia dokona wyboru Bidena, nie bacząc na to, iż część stanowych grup elektorskich głosować będzie bezprawnie.

I TU ZACZYNA SIĘ ETAP DRUGI - zgodnie z ustawą z 1876 roku oraz 12 poprawką do konstytucji z 1804 roku :

7. Wyniki wyborów w stanach POTWIERDZA KONGRES na wspólnym posiedzeniu obu izb, które odbędzie się 6 stycznia.

8. Posiedzeniem połączonych izb kierować będzie wiceprezydent Mike Pence. Na pisemny i umotywowany wniosek jednego kongresmena i jednego senatora (łącznie) przewodniczący posiedzenia (wiceprezydent Pence) może potwierdzić nieprawidłowość stanowego certyfikatu. Jeśli owe certyfikaty będą sprzeczne z wyrokami i nakazami sądowymi, jest to raczej oczywiste.

9. Decyzja przewodniczącego izb NIE PODLEGA GŁOSOWANIU, bo tego nie przewiduje ani poprawka ani ustawa. W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której część głosów elektorskich zostanie zakwestionowana, a żaden kandydat nie uzyska 270 głosów elektorskich.

10. Tu trzeba zastrzec, że sytuacji takiej nigdy nie było, a więc otwiera się tu przestrzeń do ukształtowania nowego precedensu konstytucyjnego.

11. Jeżeli okaże się, że tą drogą nie można potwierdzić wyboru prezydenta, bo nie uzyskał on wymaganej większości w kolegium elektorskim, to - I TO JEST NAJCIEKAWSZE:

12. Wyboru prezydenta dokonuje Izba Reprezentantów (contigent election). Jednak głosowanie nie odbywa się większością głosów członków Izby (czyli z 435 kongresmenów).

13. Głosowanie odbywa się stanami (czyli oddawanych jest 51 głosów) - każdy stan ma jeden głos i jaką on ma barwę decyduje to, która formacja ma większą ilość kongresmenów w tym stanie.

14. Na tę chwilę (w konsekwencji obecnych wyborów) Republikanie mają większość wśród kongresmenów z 28 stanów, Demokraci w 20. trzy stany nie mają większości którejś ze stron.

15. Ta procedura musi się zakończyć do 20 stycznia 2021 roku do północy. Jeżeli taki wybór nie zostanie przeprowadzony w tym terminie, prezydentem (acting president) zostanie ... speaker Izby Reprezentantów wybrany przez zwykłą większość w Izbie - a więc zapewne Nancy Pelosi.

Czy rozumiecie już Państwo, dlaczego Demokraci ogłosili "zwycięstwo", dlaczego próbują przy pomocy ulicy wywierać wpływ na sądy, grożąc wojną domową, etc.?

I teraz pytanie - Kto tak naprawdę jest bliżej prezydentury ????

Dlatego powtórzę za M. Twainem: pogłoski o śmierci D. Trumpa są przesadzone

 

A oto tekst najnowszy, zaledwie z wczoraj:

 

Skończyłem właśnie lekturę pozwu kampanii D. Trumpa złożonego do Federalnego Sądu Okręgowego w Filadelfii. Pozew został złożony przeciwko sekretarz stanu Pensylwanii K. Boockvar oraz kilku hrabstwom, w których doszło do największej ilości nadużyć wyborczych.

Główne zarzuty dotyczą:

a) naruszenia art. 1 sec. 4 Konstytucji, na mocy którego wszelkie regulacje dotyczące wyborów władz federalnych muszą być przyjmowane przez Legislatywy stanowe - w tym wypadku podstawowe regulacje dotyczące tzw. głosowania korespondencyjnego stworzyła pozwana sekretarz stanu, co narusza wprost stypulacje konstytucyjne;

b) regulacje sekretarz stanu stworzyły tzw. „two track election system” - track first - normalne głosowanie, w którym każdy głosujący poddany został określonym restrykcjom (weryfikacja tożsamości, weryfikacja podpisu); track second - głosowanie korespondencyjne, w którym nie prowadzi się żadnej weryfikacji tożsamości osoby głosującej - taka sytuacja wyczerpuje znamiona „nieuczciwych wyborów” opisane w orzeczeniu w sprawie Bush v. Gore (531 U.S. 98, 104-105, 2000).

Zakwestionowano 682.479 głosów jako oddanych niezgodne z Kodeksem Wyborczym.

Wbrew suflowanym pogłoskom, pozew robi mocne wrażenie, a poziom argumentacji konstytucyjnej bardzo wysoki.

Pozew skierowany został do Sądu Federalnego, co znacząco skraca drogę do ostatecznego rozstrzygnięcia w Sądzie Najwyższym.

Innymi słowy, scenariusz który opisałem kilka dni temu, realizuje się w sposób precyzyjny.

 

 

No i to tyle. Jak już wspomniałem, czy Górski ma rację czy nie, tego wiedzieć nie mogę, ale ponieważ myślę, że mieć może, życzę wszystkim miłego dnia.




 

 

 

5 komentarzy:

  1. @toyah

    w punktach 8, 9 i 10 powyżej wybuchnie awantura, bowiem, jakkolwiek na wniosek, decydować będzie Mike Pence. W jakim kierunku zaś zdecyduje mieć będzie wpływ na jego kandydaturę wiceprezydenta nowej kadencji. Tymczasem, ponoć "nemo iudex in causa sua".

    Tyle tylko, że jego decyzja odmawiająca potwierdzenia wyniku nie będzie kończyła procesu wyborczego; spowoduje tylko brak potwierdzenia wyboru Bidena. W tym sensie ODMOWNA decyzja tego rodzaju ma charakter raczej notyfikacyjny, a nie rozstrzygający w sprawie. Nie powinno być więc obiektywnych podstaw do wyłączenia Pence'a z tej części procedury.

    Ale to będzie dobry moment dla rozpętania awantury!

    OdpowiedzUsuń
  2. @toyah

    Trudno mi teraz sprawdzić, bo egzemplarz "wyszedł z domu", lecz zdaje się Paul Johnson w swojej historii świata powołał, że J.F.Kennedy (tak, tak on właśnie!) został prezydentem mimo ewidentnych i udowodnionych szwindli wyborczych.

    Został nim dlatego, bo jego republikański konkurent R. Nixon (tak, ten sam Nixon!) stwierdził, w sensie, to nie cytat, że szacunek do amerykańskiej demokracji nie pozwala jemu Nixonowi ciągać tejże demokracji po sądach. Zrezygnował więc z drogi sądowej.

    Według Johnsona, tę decyzję J.F.Kennedy skomentował, że Nixonowi zabrakło klasy.

    To też są tamtejsze precedensy. Dziwnym trafem wszelkie naciąganie prawa wyborczego w USA wydaje się być obyczajem demokratów. W końcu prawo wyborcze musi zostać tam scedowane na sądy. W końcu musi mieć jakiś ustrojowy skutek, że na każdy 1.000 mieszkańców, w tym dzieci i starcy, przypada tam 4 prawników (o ile nie więcej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mam dokładny cytat z tego J.F. Kennedy'ego:

      "Nixon zniknął z polityki w ten sam sposób, w jaki się pojawił - bez żadnej klasy".

      cyt. za: Pierre Salinger; "With Kennedy" (Nowy Jork 1966) str. 51

      PS. opinia o zniknięciu R. Nixona z polityki była jednak mocno przedwczesna, bo jeszcze jako późniejszy prezydent zdążył on sporo posprzątać po J.F.Kennedym. M.in. wyprowadził USA z wojny wietnamskiej i rozpoczął proces kontroli zbrojeń.

      NB. w USA potrzeba 270 głosów elektorskich, zaś Nixon do drugiej kadencji otrzymał 520 głosów elektorskich mimo tego, że co najmniej od roku tzw. afera watergate już była ujawniona. Pozostawało wykończyć go prawnikami. Jest ich w USA tylu, że chętni zawsze się znajdą.

      Usuń
    2. @orjan
      To było wielkie zwycięstwo. On wygrał we wszystkich stanach. I wciąż jest powszechnie uważany za najgorszego prezydenta. Straszne!

      Usuń
    3. @toyah

      Bo jak na razie, największym osiągnięciem lewizny jest przyfastrygowanie sobie kompetencji arbitrów elegancji. Właśnie to pozwala im strugać co chcą z byle banana.

      Natomiast po drugiej stronie największym błędem jest brak wystarczającego śmiechu z tej fastrygi i struganiny.

      W wyborczym 2015r. właśnie taki śmiech wykończył i Tuska i Komorowskiego.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.