środa, 6 lutego 2019

Pięć krótkich kawałków na przedostatni miesiąc zimy


Smutna wiadomość jest taka, że, jak się dowiaduję, „Polska Niepodległa” od tego miesiąca staje się miesięcznikiem, co oczywiście sprawi, że będę nieco biedniejszy, a z drugiej strony będę się starał te moje krótkie kawałki uczynić bardziej uniwersalnymi, co może sprawi, że one nie będą w momencie publikacji tu na blogu aż tak staaaaare. Tymaczasem jednak przesyłam tekst zaledwie sprzed tygodnia. Też oczywiście w tym zagonionym  świecie nieco zwietrzały, ale na pewno odpowiednio zabawny. Zapraszam.


Kiedy dwa tygodnie temu wysyłałem do redakcji swoje kolejne refleksje na bieżące tematy, nawet mi nie przyszło do głowy, jak bardzo słowo „bieżące” jest pozbawione znaczenia w świecie, w którym wszystko zmienia się tak szybko, że praktycznie cały świat może stanąć na głowie w ciągu zaledwie jednego dnia. Nie chcę tu oczywiście sugerować, że faktycznie doszło do owej rewolucji, ale przyznać trzeba, że naprawdę trudno się było spojrzewać, że padnie akurat na Pawła Adamowicza. Tymczasem stało się tak, że Paweł Adamowicz, a więc ktoś, kto w pewnym momencie został skreślony, i to skreślony wydawałoby się ostatecznie przez wszystkich z wyjątkiem tych opętanych myślą, że nie ma nic gorszego jak Jarosław Kaczyński, został zamordowany… no i w tym momencie okazało się, że tak zwany antypis ma nowego świętego.
To piekło zgotowała nam partia rządząca. To oni zawsze narzucają ton i język. To są ci sami politycy, którzy zabijają kijami państwo prawa i odbierają nam nasze swobody obywatelskie. To są ci politycy, którzy doprowadzili do tego języka agresji”, oznajmił na antenie stacji TVN24 znany nam skądinąd Władysław Frasyniuk. O jakim piekle mówi pan Władek, tego oczywiście przysłowiowy biały człowiek nie zrozumie, ale to oczywiście nie zmienia faktu, że stoimy po raz enty wobec zagadki nie do odgadnięcia. „Ton”, „język”, „kije”? Przepraszam bardzo, ale czy ktoś tu może zwariował?

***

Ja wiem, że ten tirowiec to w sumie drobiazg, ale biorąc pod uwagę, że o nim tu dotychczas nie było zbyt wiele, zostańmy jeszcze chwilę przy Władku. Otóż w tej samej wypowiedzi ów dziwny człowiek powiedział coś jeszcze. Komentując śmierć Pawła Adamowicza, pozwolił on sobie na znacznie dłuższą wypowiedź niż ta w temacie owych „kijów”. Posłuchajmy.
To ten człowiek, który nie zniósł presji więziennej, ale w więzieniu nasłuchał się o zdradzieckich mordach. […]To był mord polityczny. Nie wiem czy można to porównać, bo nie żyłem w tamtych czasach. Był zaplanowany. To nie jest chory psychicznie człowiek, bo wiedział kiedy uderzyć, którego dnia. O godz. 20, nożem przebija serce nie tylko Pawłowi Adamowiczowi, ale także Jurkowi Owsiakowi i nas wszystkich, którzy uczestniczyliśmy w zbiórce na rzecz WOŚP.
Boję się polityków, którzy mówią: chory psychicznie. […] Dość łatwo obciążało się człowieka chorobą psychiczną. […] To niewątpliwie emocjonalny człowiek, który miał poczucie krzywdy. Jak każdy człowiek, który siedzi w więzieniu. Ja też siedziałem w więzieniu. Natomiast do tego doszła TVP, która wzmacniała poczucie krzywdy. Jestem przekonany, że ten morderca miał przekonanie, że jest kolejnym Żołnierzem Wyklętym, który ma do wykonania ostatnią misję
Nadal partia rządząca przesyła sygnał, że z Żydami i złodziejami z Platformy trzeba skończyć.
Oczywiście każdy z nas ma tu swoje własne przemyślenia, ja natomiast się zastanawiam, co tak naprawdę chciał nam powiedzieć Władysław Frasyniuk. Czy jemu naprawdę chodziło o to, by nam powiedzieć, że Paweł Adamowicz to Żyd-złodziej i komunista? Przepraszam bardzo, ale ja prostestuję. Ktoś kto ma na nazwisko Adamowicz, nie może być Żydem.

***

Ktoś powie, że ja w tej niełatwiej sytaucji bardzo sobie ułatwiam zadanie, podpierając się osobą może nie aż tak niezrównoważoną jak przewodniczący Wałęsa, ale w sposób oczywisty podejrzaną, a może nawet współodpowiedzialną. Otóż problem polega na tym, że tu nie mamy do czynienia z pojedynczym obłędem, ale z całą serią wystąpień, które bardzo jednoznacznie wskazują na to, że przed nami plan, w który zaangażowane są osoby z różnych doprawdy stron sceny. Weźmy takiego ojca Ludwika Wiśniewskiego, dominikanina, znanego nam choćby z tego, że podczas Mszy za duszę prezydenta Adamowicza skradł show takiej nawet gwieździe jak Aleksander Hall. Ten mianowicie  święty mąż wystąpił właśnie w niesławnej audycji Moniki Olejnik „Kropka nad i”, gdzie przedstawił następującą opinię:
Musimy reagować, trzeba reagować na tego rodzaju zachowania. Nie można milczeć. Nie mogą milczeć ludzie. Ktoś ostatnio pytał mnie co robić. Wydaje mi się, że należałoby wreszcie spisywać i publikować. W takim to, a takim kościele padły takie, a takie słowa. Wypowiedział taki, a taki ksiądz. Społeczeństwo ma uczyć, także księży”.
Oczywiście moment gdy Władysław Frasyniuk wspomina coś na temat żołnierzy wyklętych w kontekście zabójstwa prezydenta Adamowicza robi odpowiednie wrażenie, tu jednak wchodzimy stopień wyżej, a ponieważ mamy do czynienia z osobą duchowną, powiedzmy, że tych stopni jest jeszcze więcej. Otóż wygląda na to, że ojciec Wiśniewski, apelując do, jak rozumiem, każdego z nas, byśmy brali udział w niedzielnych nabożeństwach z ołówkiem i kajecikiem, w którym będziemy zapisywali, co nasz ksiądz powiedział na kazaniu, lub ewentualnie wspomniał podczas modlitwy, a jeśli tylko zauważymy, że on rzucił coś niezbyt prawomyślnego z punktu widzenia osób słuchających kazania ojca Wisniewskiego z czterech pierwszych rzędów gdańskiej bazyliki, byśmy natychmiast donosili o tym do odpowiednich władz, cofnął nas wszystkich do niezapomnianego roku 1984, kiedy to bez ołówka i kajecika porządnej Mszy zwyczajnie nie było.

***

My tu sobie, jak widać, wesoło żartujemy, choć przyznaję, że w kontekstach wesołych nie za bardzo, wiele jednak wskazuje na to, że ci, którzy bardzo liczą na to, że smierć Pawła Adamowicza utoruje im drogę do zwycięstwa w nadchodzących wyborach, najpierw europejskich, potem parlamentarnych, no i wreszcie prezydenckich, zachowują się, jakby autentycznie stracili poczucie rzeczywistości. Oto portal tvn24.pl - a niewykluczone, że również znacznie szerzej dostępna właściwa telewizja - jako headline news podał informację, że „służby wiedziały o poglądach politycznych Stefana W [i nic z tym tym nie] zrobiły. O co chodzi? Otóż wedle informatorów TVN24, służby więzienne miały psi obowiązek wiedziec, i co ciekawsze wiedziały, że zabójca Pawła Adamowicza w więzieniu znielubił Platformę Obywatelską, o czym poinformował swojego wychowawcę, a co, zdaniem redaktorów stacji, stanowiło bardzo oczywisty powód, by go albo zamknąć w specjalnym ośrodku dla tak zwanych „bestii”, albo przynajmniej objąć stałą obserwacją. W końcu, jak wiemy, nie może być tak, by „po wolności” kręcili się jacyś podejrzani o to, że nie lubią Platformy Obywatelskiej. Nie może być wręcz tak, by służby nie zdawały sobie sprawy z tego, co dany obywatel sądzi na temat sytuacji politycznej w kraju, kogo popiera, a komu nie chce zaufać. W końcu od czego są służby jak nie od dbania o bezpieczeństwo państwa?
A więc powtórzmy to raz jeszcze. Niech ktokolwiek kto popiera obecną władzę, a tym bardziej nie ma zaufania do tej, która jako jedyna jest uprawniona do tego, by rządzić, ma się na baczności. Wielki Brat patrzy.

***

Zrobiło się nam jakoś smutno, na koniec więc dwa kawałki, moim zdaniem nastrajające nadzwyczaj pozytywnie. Otóż przede wszystkim, jak się okazuje żona i córka śp. Adamowicza zniosły to nieszczęście bardzo dobrze. Chwilę  bowiem po powrocie ze swojego nowego domu w Stanach Zjednoczonych do Polski obie wystąpiły przed kamerą wspomnianej stacji TVN24 i zawołały radośnie: „Paweł został zamordowany na światełku do nieba i ja proszę w tym momencie, by Jurek Owsiak kierował orkiestrą dalej, bo on zawsze obiecał, że on gra do końca świata I jeden dzień dłużej. Zwyciężymy i siema!
A zatem, siema. Miejmy nadzieję, że to piekne pozdrowienie wesprze samego Lecha Wałęsę w jego najnowszym projekcie, zapowiedzianym przez niego samego na Facebooku. Otóż ukazało się tam zdjęcie na którym Przewodniczący z nieznanym bliżej nikomu mężczyzną pozują do kamery, a pod spodem mamy informację o treści wręcz szokującej: „Planujemy wykonać skok z wysokości 50 tys. metrów”.
Z poufnych informacji dowiadujemy się, że do mieszkania Przewodniczącego wszedł człowiek przedstawiający się jako Felix Baumgarten, opowiedział mu jak parę lat temu skoczył z kosmosu na Ziemię i zaproponował, że może by tak kolejny atak przeprowadzić wspólnie. No i Lechu się zapalił. Ale czy to prawda, Diabeł jeden wie. O tak! On to wie z całą pewnością.

Czas, kiedy ukaże się moja nowa książka zbliża się nieuchronnie, tymczasem jednak polecam to co jest i czeka, a mianowicie choćby pierwszą część refleksji na temat języka angielskiego i jego nauczania. Tu: https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz