wtorek, 21 sierpnia 2018

Czy w Smoleńsku znajduje się boisko do piłki nożnej?

        Nie wiem, czy to już wcześniej deklarowałem, a jeśli nie, to bardzo proszę. Choć od strony technicznych zawiłości na piłce nożnej znam się umiarkowanie, oglądam ją – zwłaszcza w wykonaniu drużyn angielskich – z najwyższą przyjemnością, mam swoje mniej lub bardziej ulubione drużyny, którym zażarcie kibicuję i czas kiedy w rozgrywkach angielskiej Premier League następuje wakacyjna przerwa, czuję się zdecydowanie pozbawiony czegoś bardzo ważnego. Kiedy natomiast przychodzi czas Mistrzostw Europy, czy, tym bardziej, Mistrzostw Świata, zrywam się na równe nogi i cały ten czas spędzam przed telewizorem nadzwyczaj radośnie. Oczywiście to nie tylko piłka nożna sprawia, że moje życie jest weselsze. Lubię też oglądać lekkoatletykę, skoki, tenis, siatkówkę, a nawet rugby. Jednak piłka to podstawa. Nie znaczy to jednak oczywiście, że nie zdaję sobie przy tym sprawy, że cały ten biznes to w rzeczywistości gniazdo żmij, dla których sami piłkarze stanowią zaledwie alibi, na wypadek gdyby ktoś postanowił tych gangsterów wziąć za frak i najpierw solidnie i do końca przepytać, a następnie wszystkich ich posadzić, choćby pod zarzutem morderstwa.
      Dlatego też, kiedy najpierw się dowiedziałem, że mistrzostwa w roku 2018 będzie organizowała Rosja, a kolejne, cztery lata później, przypadną w udziale Katarowi, nawet powieka mi ni drgnęła, bo wiedziałem, że to co się tam, podczas podejmowania ostatecznych decyzji działo, to są rzeczy, o których my ani nie mamy, ani nie będziemy mieli, ani też nie powinniśmy mieć bladego pojęcia. Tymczasem, proszę sobie wyobrazić, że w tych dniach obejrzałem sobie na Cyfrze+ dokument zatytułowany „Puchar Świata Szpiegów”, czy jakoś podobnie, w którym jego autorzy ujawniają kulisy międzynarodowego spisku, z udziałem rządów, prezydentów państw, potężnych biznesów, oraz jak najbardziej  służb wywiadowczych, które doprowadziły do tego, że owe dwa terminy, a więc lata 2018 i 2020, zostały przekazane w ręce Rosji i Kataru właśnie, natomiast Wielka Brytania, która w tej rozgrywce była od początku oczywistym i jednoznacznym faworytem, w ostatecznym głosowaniu tak zwanego Komitetu Wykonawczego FIFA zdobyła zaledwie jeden – rozumiem, że swój – głos.
       I to, jak mówię, jeszcze mnie wcale nie dziwi, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że w tę rozgrywkę w pewnym momencie, z potężnym finansowym wsparciem ze strony Gazpromu, cały swój autorytet zaangażował, do pewnego momentu nie wykazujący najmniejszego zainteresowania propagandowym wymiarem imprezy, prezydent Rosji. Ja oczywiście mogę unieść brew na sytuację gdzie Rosja z Katarem, choćby i przy wykorzystaniu pieniędzy, służb i miedzynarodowych kontaktów, właściwie bez najmniejszego problemu wyrzucą z tych rozgrywek Wielką Brytanię, ale – powtórzę to po raz kolejny – to co się stało rozumiem. Powiem więcej. Już po obejrzeniu wspomnianego filmu, aby znaleźć jakieś dodatkowe informacje na temat owego przekrętu, przejrzałem troszkę Internet i trafiłem na tekst zamieszczony jeszcze w roku 2015 na portalu sport.pl, z którego dowiedziałem się, że był moment, kiedy władze FIFA znalazły się niemal przed bramą do wspomnianych wcześniej więziennych krat, ale, jak widzimy, ostatecznie nic z tego nie wyszło.
     Ktoś mi powie, że w tej sytuacji trudno jest ujrzeć jakikolwiek sens w tym, by w ogóle się sprawą dziś zajmować. Otóż proszę sobie wyobrazić, że sens jest jak najbardziej. Otóż wedle informacji przedstawionych w filmie „Puchar Świata Szpiegów”, Rosja – a przy okazji też z niewyjaśnionych akurat przyczyn, Katar – otrzymała prawo do organizacji Mistrzostw, przede wszystkim dzięki wsparciu ze strony rządu Niemiec oraz ich pierwszego ambasadora w światowej piłce, Franza Beckenbauera. Z tego co nam opowiada człowiek, który brał bezpośredni udział w tym przekręcie, tyle że po stronie Wielkiej Brytanii, wynika że w momencie gdy z jednej strony do gry weszły Niemcy z Beckenbaurem, a z drugiej Gazprom z Putinem, sprawa została załatwiona na tyle skutecznie, że gdy w przeddzień kluczowego głosowania, w którymś ze szwajcarskich hoteli zebrali się wszyscy najważniejsi bosowie owej fifowskiej mafii, wśród nich nie było żadnego Rosjanina. Bo, jak bardzo dowcipnie komentuje sytuację jeden z przepytywanych przez realizatorów Rosjan, na odrobienie zadania domowego wszyscy mieli pół roku i jeśli tylko jeden z nich je odrobił, to udziału w ostatecznych przepychankach nie musiał już brać, a szkolene gapy pretensje mogą mieć już tylko do siebie.
       Ciągle nie wiemy, po co ten tekst? Już wyjaśniam. Otóż owa wojna – bo to była prawdziwa wojna – miała miejsce, i to tak naprawdę na całym świecie, bo trzeba było dotrzeć do wszystkich członków Komitetu Wykanowczego FIFA i tu i tam i wszędzie – w roku 2010, a jej szczytowy moment przypadł na czas Smoleńskiej Katastrofy. A skoro już to wiemy, postarajmy się też zrozumieć, że to był naprawdę najgorszy moment na to, by umrzeć. I przyjmijmy do wiadomości, że ci którzy to mieli wiedzieć, wiedzieli.

Zachęcam do kupowania moich książek, albo w sklepie pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, albo tu u mnie przez kontakt emailowy k.osiejuk@gmail.com.

2 komentarze:

  1. Drogi Toyahu, powtórzę tu to co napisałem byłem u Valsera w czasie Twojej i jego nawalanki na przeboje młodości: sportem masowym i wywołującym emocje masowe rządzą firmy bukmacherskie. Obecnie są to triady chińskie rządzące zakładami internetowymi z Macau. Skala przewalanych pieniędzy jest nie do ogarnięcia przez przeciętnego człowieka i właśnie dlatego mafia zwana FIFA jest jedynie podwykonawcą w tej robocie. Chyba o skali tego zjawiska widziałem coś w Planete+.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Piotr Oleś
      Wiem. Pisał tez o tym bardzo obszernie pewien kolega na portalu szkolanawigatorow.pl

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.