sobota, 8 lutego 2014

Mikołaj Lizut wyszedł brzydko

Zgodnie z weekendową tradycją, przedstawiam swój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Mam nadzieję, ze będzie wesoło:

Jest bardzo prawdopodobne, że kiedy „Warszawska Gazeta” ukaże się w kioskach, sprawa będzie nieaktualna, choćby z tego względu, że panowie Kuby Wojewódzkiego, Tomasza Lisa i Mikołaja Lizuta wezwą ich do siebie, powiedzą im, żeby przestali pajacować, uściskali się i wrócili do przepisanych zajęć, bo za chwilę dostaną w ryj tak, że się nie pozbierają, niemniej jednak to, co się stało na linii Kuba Wojewódzki – Tomasz Lis robi pewne wrażenie. Otóż, jak mi doniesiono, pewnego razu Kuba Wojewódzki zapragnął, by na okładce „Newsweeka” ukazało się wspólne zdjęcie jego i Mikołaja Lizuta, jego kumpel Tomasz Lis wstępnie ową koncepcję zaakceptował, tymczasem, kiedy Wojewódzki obudził się w poniedziałek w południe i udał się do lokalnego kiosku po fajki, dostał ciężkiej cholery, bo okazało się, że Mikołaj zniknął.
Ja wiem oczywiście, że to, co piszę, brzmi, jak jakieś szaleństwo, jednak mamy tu fakt równie realny, jak realna jest dzisiejsza Polska. Na okładce „Newsweeka” ukazało się zdjęcie Wojewódzkiego bez Lizuta, w związku z czym, Wojewódzki na Facebooku opublikował oświadczenie, w którym zadeklarował, że Lis nie jest już jego kumplem. Na to, Tomasz Lis, przerażony możliwością, że jego pierwsza gwiazda może się obrazić, opublikował kolejne oświadczenie, gdzie wyraża ciężkie ubolewanie, a jednocześnie wyjaśnia, że – i tu muszę się odwołać do cytatu:
Sesja fotograficzna Mikołaja Lizuta i Kuby Wojewódzkiego, podczas której miały powstać zdjęcia do ich tekstu dla »Newsweeka«, została umówiona z autorami na piątek na godzinę 10. Poprzedzającego wieczora do redakcji dotarła informacja, że pan Wojewódzki nie pojawi się na sesji. W trakcie realizacji zdjęć z p. Lizutem dostaliśmy wiadomość, że p. Wojewódzki jest gotów przyjść na sesję na godzinę 15. Redakcja dostosowała się do nowego terminu. O godz. 15 pojawili się: p. Lizut oraz p. Wojewódzki i jego stylista fryzur”…
I tak dalej, i tak dalej.
Ja bardzo czytelników zarówno „Warszawskiej Gazety”, jak i mojego dla „Warszawskiej” felietonu przepraszam, że oto dziś, ni stąd ni z owąd, zajmujemy się czymś tak żenującym i idiotycznym, ale, mam wrażenie, że nieczęsto się zdarza, by całe to towarzystwo, które trzęsie naszą publiczną przestrzenia z taką mocą, że wielu z nas zwyczajnie od tego oszalało, aż tak się odsłoniło. Oto bowiem widzimy najpierw Tomasza Lisa, jak zaprasza Kubę Wojewódzkiego i Mikołaja Lizuta do tego, by napisali dla „Newsweeka” tekst na temat chamstwa w mediach, obiecuje im wspólną okładkę, Kuba Wojewódzki zgłasza się do redakcji ze swoim „stylistą fryzur”, i w tym momencie następuje jakiś kataklizm, który wysadza Lizuta w powietrze, a Wojewódzkiego odcina od dostępu do własnego mózgu.
Daję słowo, że przynajmniej ja jestem pod wrażeniem. Tyle wszystkiego, że widzę już tego Lizuta, jak ustawia się do owej sesji, a wszyscy rwą włosy z głowy i jęczą: „Słuchajcie, to nie przejdzie”.
Dobrze jest.

Jak zwykle, serdecznie proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta, czy to przez kupowanie książek, których okładki są tu bardzo starannie zaprezentowane, czy przez pomoc pieniężną na podany obok numer konta. W tej chwili akurat jest tak, że poza tym, nie mamy niemal już nic. Dziękuję.

2 komentarze:

  1. Wiesz co? Ja do teraz myślałem że "Lizut" to złośliwe przezwisko Lisa. Czyli jakoby na okładce miał być Lis z Wojewódzkim. Te całe nie oglądanie telewizji czyni mnie niekompetentnym.
    Zabawa w tej piaskownicy mnie przerasta.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Chlor
    Ja Lizuta poznałem jeszcze przed laty, kiedy on w Wyborczej pisał o filmach.

    OdpowiedzUsuń