czwartek, 27 lutego 2014

Czy Jacek Protasiewicz to kret?

Jako wybitny bloger i dziennikarz obywatelski, laureat konkursu Onetu na Blog Roku, nie mogłem przegapić wydarzenia, jakie miało miejsce w tych dniach na lotnisku we Frankfurcie. Nie mogłem owego wydarzenia nie zauważyć, ale też nie mogę go nie skomentować: w końcu na tym polega moja misja i mój obowiązek – na informowaniu Czytelnika o tym, co ważne. Wprawdzie demokratyczne media w naszym kraju przedstawiły już zdarzenie bardzo szeroko, prezentując różne punkty widzenia, na wypadek gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, o co chodzi, krótko opowiem. Otóż, jak donoszą niemieckie media w Niemczech i w Polsce, europoseł Platformy Obywatelskiej Jacek Protasiewicz, rzekomo w stanie alkoholowego upojenia wszczął awanturę na lotnisku we Frankfurcie właśnie, zwyzywał niemieckich urzędników od nazistów, za co został zatrzymany, zakuty w kajdanki i usunięty z lotniska.
Taka jest wersja strony niemieckiej. Sam Jacek Protasiewicz twierdzi, że było inaczej. Wedle jego relacji, on ani nie był pijany, ani agresywny, natomiast agresywny był urzędnik celny, i to do tego stopnia, że powiedział do posła Protasiewicza „raus!”, co posła oburzyło, no i w efekcie doprowadziło do awantury, sytuacji z kajdankami, no i tego, że dziś wszyscy tą sprawą żyjemy.
Wprawdzie ja nie mam powodu, by Jackowi Protasiewiczowi nie wierzyć, a wręcz przeciwnie uważam go za wybitnego polityka i porządnego działacza, natomiast w tej akurat sytuacji jest coś, co budzi mój niepokój. Otóż ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by niemiecki urzędnik mógł postąpić tak niegodziwie w stosunku do polskiego obywatela, tym bardziej jeśli owym obywatelem jest przedstawiciel Platformy Obywatelskiej, a więc politycznego ugrupowania, które po wielu latach obrzydliwego wręcz demonstrowania antyniemieckich kompleksów i fobii w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków PiS-u zrobiło wiele, by stosunki między Polską a Niemcami nabrały prawdziwie partnerskiego charakteru. Rozumiem naturalnie, że ów Niemiec mógł sobie pomyśleć, że ma do czynienia z jakimś polskim antysemitą, czy po prostu chamem, ale przecież wystarczyło, by poseł Protasiewicz się przedstawił i powołał na przyjacielskie stosunki między Donaldem Tuskiem a Angelą Merkel, żeby nieporozumienie wyjaśnić, a wszelkie konflikty załagodzić. A jednak doszło do zdarzenia przykrego.
Jest oczywiście możliwe, że to ów urzędnik, który zaatakował posła Protasiewicza był ukrytym zwolennikiem PiS-u, i jego zachowanie stanowiło wyłącznie demonstrację pisowskiej nienawiści do wszystkiego, co europejskie i cywilizowane, jednak w tej sytuacji jest mi trudno zrozumieć, dlaczego jego stronę wzięli też inni niemieccy urzędnicy, w tym policjanci. Oni akurat powinni się umieć znakomicie zorientować, że mają do czynienia z przedstawicielem Polski nowej, cywilizowanej, niehomofobicznej i otwartej na Europę. A mimo to, potraktowali Jacka Protasiewicza jak jakiegoś PiS-owca, a tym samym Polskę, jakby ona wciąż była w rękach tej bandy dzikich żoliborskich szowinistów i eurofobów.
Przykro mi to mówić, bo wiem, że Jacek Protasiewicz to człowiek kulturalny, wykształcony, a co najważniejsze cieszący się zaufaniem w najwyższych kręgach władzy Platformy Obywatelskiej, ale trudno mi uwierzyć, by w incydencie do jakiego doszło na lotnisku we Frankfurcie, wina leżała po stronie niemieckiej. Stosunki między Niemcami a Polską są dziś wręcz wzorowe, rząd Donalda Tuska wielokrotnie udowodnił naszą determinację na rzecz podtrzymywania jakości tych stosunków, Niemcy nie mają żadnego powodu, by traktować nas jak kogoś gorszego, a zatem to co spotkało europosła Protasiewicza stanowi dla mnie prawdziwą zagadkę.
W tej sytuacji chciałbym się z Czytelnikami podzielić pewną refleksją, która, obawiam się, może być dla nas wszystkich wręcz boleśnie prawdziwa. Zastanówmy się proszę, czy nie jest tak, że europoseł Jacek Protasiewicz jest tak naprawdę ukrytym pisowcem, a niemieckie służby – jak wiemy o wiele sprawniejsze i bardziej doświadczone od naszych – nabyły tę wiedzę jeszcze przed nami. Weźmy łaskawie pod uwagę, że zdrajcy mogą być we wszystkich szeregach, i Platforma Obywatelska nie jest od tych zagrożeń wolna. Bo jeśli miałoby się okazać, że Jacek Protasiewicz tak naprawdę jest ukrytym pisowcem, to wszystko to do czego doszło na niemieckim lotniku zaczyna nabierać logicznego kształtu. On i mógł być pijany, jak zmarły parę lat temu w wypadku samolotowym Przemysław Gosiewski, mógł wykrzykiwać jakieś bzdurne hasła na temat Auschwitz i niemieckiej za Auschwitz odpowiedzialności, no i wreszcie mogło się wtedy też zdarzyć, że Niemcy potraktowali go z całą surowością, na jaką zasłużył. Osobiście mam nadzieję, że strona niemiecka, oczywiście dyplomatycznymi kanałami, poinformuje o wszystkim władze Platformy i sprawa zostanie ostatecznie wyjaśniona, a europoseł Protasiewicz zostanie odpowiednio ukarany za swoją zdradę.
Kończę już tę krótką notkę, życzę wszystkim miłego Tłustego Czwartku, i proszę uważać na pączki pochodzące z nieznanych źródeł. Jak zwykle kupujmy u Bliklego.

Skorośmy sobie już pożartowali, pozwolę sobie na parę bardzo poważnyh słów. Bez Waszej pomocy ten blog - ale przecież nie tylko on - nie ma żadnych szans. A zatem proszę nas wspierać pod podanym tuż obok numerem konta. Dziękuję.

2 komentarze:

  1. "Jako wybitny bloger i dziennikarz obywatelski, laureat konkursu Onetu na Blog Roku" - WOW, a wiec jest jednak człowiek, który ma wiesze ego od Radka Sikorskiego. A sądziłem, ze to niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Józef Bąk
    Jak mogłeś nie zauważyć tej autoironii!!!
    Czy w tej sytuacji ja mogę wierzyć, że Ty zrozumiałeś w ogóle cały ten wpis.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.