poniedziałek, 25 lutego 2013

"Rzeczpospolita" zdiagnozowała ciążę, Fiutowski aplikuje leczenie

Wspomniałem tu już kiedyś o tym, że żona moja, z jakiegoś niezbadanego przeze mnie powodu, w każdą sobotę, jeśli tylko nie zapomni, kupuje weekendowe wydanie „Rzeczpospolitej”. Pojawia się więc w kuchni to coś, i stopniowo, godzina za godziną, zamienia się w zestaw luźno porozrzucanych stronic, które służą głównie do tego, by rzucić na nie okiem, kiedy przy śniadaniu nie ma na czym go zawiesić. Spojrzałem więc i dzisiejszego ranka na to, co nam w miniony weekend podał prezes Hajdarowicz do czytania i dowiedziałem się, że w krakowskim szpitalu im. Rydygiera trwa spór między szpitalem, a częścią lekarzy co do etycznego wymiaru mordowania nienarodzonych dzieci.
A wszystko zaczęło się od tego, że pewien lekarz anestezjolog zauważył, że w ostatnim czasie raptownie zaczęła wzrastać liczba przeprowadzanych w szpitalu aborcji, z tak zwanych wskazań. Kiedy szpital zaczął być wręcz oblegany przez panie ściskające kolejne dokumenty i sytuacja zaczęła się robić podejrzana, ów lekarz poprosił, by więcej na niego nie liczyć, no i wtedy zrobiło się zamieszanie. Bo oto z jednej strony pojawiła się opinia reprezentującej go kancelarii prawnej, w której prawnicy dowodzą, że świętym prawem każdego lekarza jest odmówić czy to zabicia dziecka, czy choćby współuczestniczyć w jego zabójstwie, ze względów ściśle etycznych, a z drugiej opinia przeciwna, napisana również przez prawników, tyle że reprezentujących zabójców, wskazującą na to, że lekarz takie prawo, owszem, ma, o ile za każdym razem się o nie zwróci i je otrzyma.
„Rzeczpospolita” swój artykuł tytułuje w następujący sposób: „Medycy powołują się na sumienie i odmawiają udziału we wszystkich legalnych zabiegach. Prawnicy uważają, że każdą kobietę trzeba zbadać oddzielnie”. I oczywiście już widzimy, jak to się robi na trasie Kraków-Warszawa. Najpierw więc mamy nie lekarzy, tylko jakichś „medyków”, którzy odmawiają udziału we „wszystkich legalnych zabiegach”, no a już w kolejnym zdaniu „prawników”, którzy proponują, by „każdą kobietę badać oddzielnie”. No patrzcie państwo! Kto to widział, żeby lekarz odmawiał udziału we wszystkich legalnych zabiegach? Legalnych! No i czyż to nie rzecz poza dyskusją, że każdą kobietę należy badać oddzielnie? Jak oni, ci medycy, mogą kwestionować coś tak oczywistego? I to jeszcze istnieje jakaś kancelaria prawna, która twierdzi inaczej? Ach ci adwokaci! Nie ma się co dziwić, że ludzie na nich wołają „papugi”.
Zobaczmy więc, co na ten temat mówią nie jakieś kancelarie, ale prawnicy, a więc osoby poważne. Oto jedna radca prawny Katarzyna Przyborowska informuje, że protestujący lekarz „nie spełnia” i „się uchyla”, a kolejna radca prawny Jolanta Budzowska „jest takiego samego zdania”. I dodaje: „Klauzula sumienia nigdy nie zwalnia automatycznie lekarza z obowiązku udzielania pacjentowi informacji o jego stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach leczenia”. A ja z tego rozumiem tyle, że poszło o to, że do szpitala im. Rydegiera pewnego dnia zgłosiła się kobieta w ciąży, i zwróciła się do lekarza, który następnie stał się powodem całego zamieszania, a którego nazwiska nie znamy, żeby wyskrobał jej dziecko, na co ten, zamiast przeprowadzić tę cholerną aborcję i w ten sposób poinformować ją, na co ona choruje, i jak tę jej chorobę leczyć, ogłosił, że on jej ani badać, ani leczyć nie będzie, bo mu na to sumienie nie pozwala, więc niech ona sobie dalej choruje. No i teraz ci medycy, jego koledzy, się buntują, że oni też się tak chcą migać od roboty, i nawet najwybitniejsi prawnicy nie są w stanie przekonać ich, że błądzą.
Myślę, że stali czytelnicy tego bloga wiedzą już, że to nie może tak naprawdę chodzić o to, że ja postanowiłem pokazać, jak media kłamią i manipulują, no i pokazałem. Przepraszam bardzo ewentualnie rozczarowanych, ale ja tego typu emocje zostawiam blogerom prawdziwym, prawdziwie zaangażowanym. Ja tu dziś przyszedłem w zupełnie innej sprawie, choć nie ukrywam, że opisana wyżej historia mnie, owszem, zainspirowała. Chodzi mi mianowicie o wypowiedź tej laluni Jolanty Budzowskiej, z kancelarii o fantastycznej wręcz nazwie „Fiutowski i partnerzy”, a konkretnie ów fragment o odmowie leczenia. Otóż ja podejrzewam, że kiedy ona piętnując owego lekarza za odmowę leczenia, była szczerze przekonana, że tu rzeczywiście chodziło o leczenie. Jestem pewien, że gdyby nawet i teraz ją posadzić na krześle, kazać się skupić i zapytać, jakiego to leczenia odmówiono kobiecie, za którą ona się tak ujmuje, ona by odpowiedziała, że jak to jakiego? Aborcji przecież. A gdyby ją zapytać, czy ciąża to choroba, to ona by natychmiast, bez mrugnięcia okiem, odpowiedziała, że pewnie, że tak; że on sama była kiedyś w ciąży, czuła się fatalnie, i wyzdrowiała dopiero wtedy, gdy się dowiedziała, że już w ciąży nie jest. A to jest bezpośredni dowód na to, że aborcja leczy. Chorobę występującą pod nazwą „ciąża”.
I to właśnie o to mi chodziło. Nie o to, by wskazywać na to, co wyprawiają media. Bo, jak się dobrze zastanowić, to media tak naprawdę wcale nie kłamią. One pokazują pełną i czystą prawdę. Prawdę o tym, w jakim miejscu jesteśmy my, w jakim miejscu są one, i w jakim wreszcie miejscu znalazł się nasz świat. Czytajmy zatem „Rzeczpospolitą”. Wsłuchujmy się w komunikaty, jakie wysyła do nas świat ustami swoich przedstawicieli. Wchłaniajmy każde kolejne ich słowo. Żebyśmy, kiedy przejdzie co do czego, nie czuli się jakoś szczególnie zaskoczeni.
W porównaniu z tym, czym przyszło nam się zajmować ostatnio, dość lekki ten tekst. Mimo to, mam nadzieję, że przyniesie on nam wszystkim to, co przynieść miał od samego początku. Świadomość, że o ile będziemy mieli oczy i uszy szeroko otwarte, nic nam nie grozi. Jeśli ktoś tak go odebrał, a jest w możliwościach, bardzo proszę o wsparcie tego bloga pod zamieszczonym obok numerem konta. Dziękuję.

27 komentarzy:

  1. W sobotę lub niedzielę, nie pamiętam, słyszałem w Polskim Radiu fragment rozmowy o tzw. uporczywej terapii. Jeden z uczestników powiedział że nie jest prawdą iż lekarz zawsze ma obowiązek ratowania życia i przykładem na to jest właśnie uporczywa terapia. Innymi słowy jeśli lekarz uzna że nie ma szans to ma prawo nie ratować pacjenta. Szkoda że dopiero teraz takie rzeczy w mediach można usłyszeć bo byłaby to ciekawa linia obrony dla niesławnych pracowników łódzkiego pogotowia. No, zatem skoro już wiemy że lekarz wcale nie ma obowiązku ratowania życia to dalej będzie już górki... a może i nie, bo jeżeli ciąża to rzeczywiście choroba to znowu jesteśmy w kropce. Jest pani w ciąży i ja nic na to nie mogę poradzić!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Toyah

    Pozwoliłem sobie mecenas Jolę wyguglać: http://bf.com.pl/pomoc-prawna/budzowska - no, specjalistka!
    Może nawet wprowadzi odpowiednie procedury pod wspólną nazwą "leczenie ciąży".
    Określenie "Matrix" już wyświechtane - ale to coś jakby to.

    Nisko się kłaniam!

    OdpowiedzUsuń
  3. @Przemko
    To wszystko jest bardzo proste. Jestem pewien, że gdyby Kościół nagle ogłosił, że dziecko w łonie matki nie jest żadną wartością, oni wszyscy by nam pokazali. jak się walczy o życie poczęte.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kozik
    Mnie się najlepiej podoba przypis na samym końcu: "Posługuje językiem angielskim". Zupełnie jakby się umiała posługiwać mieczem samurajskim, albo kijem baseballowym. Swoją drogą, chciałbym to widzieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest to tylko kolejny dowód totalnego upadku. Mało kogo obchodzi już prawda, a liczy się wyłącznie doraźny interes. Gdy zatem powszechnie prawnicy stosują sofistyczne sztuczki musi to być wskaźnikiem społecznego rozpadu, atomizacji.
    Z prawdą jest jak z liną rozpiętą między dwoma budynkami pośród oceanu fałszu. Po linie kroczy jakiś jegomość. Krok w bok, zachwianie, chwila nieuwagi i już leci w dół. Gdy więc tolerujemy fałsz niczego nie możemy być pewni. Każdy następny krok to krok w nieznane. Nie wchodzimy więc w relacje, nie ufamy sobie, a za chwilę, być może, jedyne co będzie nas łączyć jako wspólnotę to lament nad koniecznością płacenia ZUSu. "Jestem Polakiem bo płacę ZUS" - miał kiedyś napisane na koszulce pewien kabareciarz. Idziemy po coraz cieńszej linie prawdy w tym właśnie kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah
    Nie mam wątpliwości, że umie się posługiwać. Myślę, że nie gorzej niż przepisami prawa. Jest skuteczna. Trafia do sędziów na sali sądowej. No i do Hajdarowicza. A to, że Ty, jako doświadczony anglista miałbyś wątpliwości, czy ona łapie się chociażby na poziom A1 nie ma tu żadnego znaczenia. Kali rozumieć?

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam dla Ciebie złą wiadomość. Ciąża jest stanem chorobowym. I jest to oficjalna i od wielu lat (>40) definicja i to nie tylko w Polsce.
    Żeby nie było, moja żona jest lekarzem ginekologiem i ja się wystarczająco dużo nasłuchałem i po prostu wiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Andrzej A

    No wiesz, swego czasu wcale liczna zgraja międzynarodowych profesorów uchwaliła, że homoseksualizm to nie dewiacja.

    @Toyah
    Pewnie to wiesz lepiej ode mnie - wśród magistrów różnych specjalizacji a już chyba szczególnie wśród tzw. humanistów znajomość choćby jednego języka obcego nie jest rzeczą bynajmniej oczywistą co świadczy z jednej strony o tych, nie bójmy się tego słowa, wykształciuchach a z drugiej o systemie szkolnictwa wyższego.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Andrzej.A
    Bądź tak uprzejmy i załącz linka do tej oficjalnej i wieloletniej definicji.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Andrzej
    Wbrew temu, co by się mogło wydawać, to jedno twoje zdanie: "Mało kogo obchodzi już prawda, a liczy się wyłącznie doraźny interes", jak mało które objaśnia sytuację, w jakiej się znalazła Polska. I to w każdym wymiarze.

    OdpowiedzUsuń
  11. @zawiślak
    A niechby i nawet umiała. Jakiż to jest powód, żeby się tym na takim poziomie chwalić? Przecież to jest czyste buractwo.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Andrzej.A
    >40? Czyli mówimy o latach 70? Wybacz, ale to mi nie imponuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Andrzej.A
    >40? Czyli mówimy o latach 70? Wybacz, ale to mi nie imponuje.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Kozik
    Masz rację. Jak idzie o "posługiwanie się językami", ja wiem raczej wszystko. Powiedziałbym, że mam tu nawet pewien kompleks.

    OdpowiedzUsuń
  15. No i jeszcze te nazwiska! Nomen, panie, Omen! Z tymi współczesnymi prawnikami to coś takiego jak z nazwiskami trepów, których wspominasz w "Markach, dolarach...". Ja np. słyszałem o kancelarii prowadzonej przez człowieka nazwiskiem Jarzynka. Fiutowski! - no ja wiem, że to nieładnie tak z nazwiskami ale to naprawdę, jak napisałeś, fantastyczne.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Kozik
    Nieładnie, istotnie, jednak nie mogłem się powstrzymać.

    http://www.kancelaria.lex.pl/czytaj/-/artykul/sn-nie-zaplacili-czynszu-zamykaja-kancelarie-na-rok

    Może nie tak sympatycznie jak Jarzynka, ale jakże wymownie.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Zawiślak

    Szalbierz! Nomen, powiadam, omen.

    OdpowiedzUsuń
  18. @ Zawiślak
    W każdym podręczniku do ginekologii i położnictwa, w szczególności w tych podręcznikach, które mówią o powikłaniach i zagrożeniach jakie niesie dla kobiety ciąża i poród.
    Poród, szanowni panowie jest jednym z bardziej krwawych zabiegów we współczesnej medycynie. A nawet w czasach obecnych zdarzają się niestety i to wcale nie incydentalnie zgony podczas ciąży, i w trakcie porodu.
    Zgony te są spowodowane obciążeniem jakie dla kobiety stanowi stan ciąży.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Andrzej.A.
    No, w podręcznikach do których ja mam dostęp takiej definicji nie ma. Ale dziękuję, że zechciałeś wyjaśnić mi za to czym jest poród.
    Jak tak czytam Twoje dzisiejsze wpisy, to nie wykluczam, że mogłeś się "wystarczająco dużo nasłuchać".
    Twoja wiedza jest tu rzeczywiście z gatunku tej "po prostu".

    OdpowiedzUsuń
  20. @Andrzej.A

    Obawiam się, że pańska żona jest raczej medukiem, niż lekarzem i jako taka, z pewnością w szpitalu na Rydygiera przyjęta byłaby z otwartymi ramionami. Żadna z przyjętych definicji choroby nie obejmuje złego samopoczucia wywołanego normalnym procesem fizjologicznym, jakim są ciąża oraz poród. Aby coś uznać za chorobę, musimy mieć do czynienia z nieprawidłowościami, nieprawidłową budową lub funkcjonowaniem organizmu, lub działaniem czynników zewnętrznych. Ciąża jest naturalnym stanem organizmu i nie ma znaczenia w tej sytuacji dyskomfort, czy złe samopoczucie, jakie może jej towarzyszyć. O chorobie można mówić tylko w przypadku powikłań ciąży. Albo nie zrozumial pan tekstu, albo pan manipuluje.

    Z wiki:

    Choroba jest takim stanem organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Kozik
    Pewnie że robienie sobie żartów z nazwisk jest nieładne, ale co zrobić, jak ten dysonans tak mocno łapie za serce? Tu masz te kancelarie z ich często łacińskimi nazwami, to dostojeństwo i zimny profesjonalizm... a tu nagle jakiś Fiutowski.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Andrzej.A
    Ciąża to pikuś. Pomyśl o takim porodzie. Toż to gorzej niż rak.

    OdpowiedzUsuń
  23. Najśmieszniejsze, że Pan Mecenas Fiutowski był pełnomocnikiem TV Trwam w sprawie o przyznanie miejsca na multipleksie...

    OdpowiedzUsuń
  24. @Unknown
    W tej sytuacji nie dziwię się. że przegrał.

    OdpowiedzUsuń
  25. @redpill
    W klasyfikacji chorób ICD-10 masz dział O00 - O99 Ciąża poród i połóg. O26.1 - O26.9 to opieka położnicza z powodu stanów związanych głównie z ciążą. O26.9 to stany związane z ciąża, nie określone. Czyli według tej klasyfikacji można być "chorym na ciążę". Taka klasyfikacja i taki cel tej klasyfikacji.

    W RadioKraków rozmawiano z ekspertem i wyraził on opinię, że klauzula sumienia powinna mieć zastosowanie, do spraw życia lub śmierci, że kolokwialnie to ujmę. Sprawa więc "podpada". Mnie nawet nie zaskakuje to rozgraniczenie. Według mnie SYSTEM chce przekształcić LEKARZY w FUNKCJONARIUSZY tylko na zasadzie zagadania i prawnego zastraszenia.

    OdpowiedzUsuń
  26. @ArGut

    No nie zgodzę się. Cały ten dział dotyczy zaburzeń i powikłań. Nadinterpretujesz te "stany nieokreślone",które są po prostu furtką dla sytuacji nieprzewidzianych przez autorów tej klasyfikacji. W każdym dziale takie są. Prawidłowa, niepowikłana ciąża, poród i połóg nie są chorobą i nie spełniają żadnej definicji choroby. Ten mąż swojej żony, co tu wpadł, po prostu kłamał.

    OdpowiedzUsuń
  27. To ciekawe, ale bardziej straszne niż ciekawe. A propos rodzenia-ja słyszałem, że lekarze podczas rodzenia "pomagają" pacjentkom rozcinając im brzuch na żywca-nawet gdy nie jest to niezbędne(nie mówię tu o cesarskim cięciu). Dlatego trzeba świadomie wybrać szpital.

    OdpowiedzUsuń