sobota, 9 lutego 2013

Nasi biorą Superstację

Od pewnego czasu dochodzą do mnie wieści, że telewizyjny kanał o nazwie Superstacja rozszerza swoją ofertę o środowiska popularnie zwane prawicowymi. Ponieważ, co to za ziółko z tej Superstacji, wiem od lat, informacja ta mnie trochę zdziwiła. A już z pewnością zdziwiła bardziej, niż gdyby tu chodziło o tygodnik „Polityka”, czy „Przekrój”. To że oni wygospodarowali tam osobne miejsce dla tak zwanych „naszych” zdziwiło mnie mniej więcej tak, jakby zdziwiła mnie wiadomość, że w piśmie „Fakty i mity” publikuje ksiądz Małkowski.
A więc, jak mówię, wiadomość tę przyjąłem ze zdziwieniem, natomiast pomyślałem sobie, że ponieważ Superstacja to cześć medialnego projektu Zygmunta Solorza, a więc człowieka, który wyłącznie liczy, a jeśli już zdarzy mu się zainteresować polityką, to wyłącznie wtedy, gdy mu się przestają zgadzać jakieś rachunki, to może on się ostatnio przebranżowił, i tam już nie ma tych szczerbatych spikerek i zaćpanych spikerów, a i Janina Paradowska z Jerzym Urbanem też przeszli do nowopowstałych prawicowych magazynów typu „W Sieci”, czy „Do Rzeczy”, ustępując miejsca Patrykowi Jakiemu, Piotrowi Gursztynowi i Aleksandrowi Majewskiemu.
Tak więc sobie w wolnych chwilach spekulowałem, kiedy nagle otrzymałem wiadomość od Piotra Bachurskiego wydawcy i naczelnego redaktora „Warszawskiej Gazety”, który poinformował mnie, że oto właśnie w Superstacji Tomasz Jastrun, człowiek, który zapisał się w historii człowieczeństwa tym, że kiedy zmarł Zbigniew Herbert i nawet Adam Michnik udawał, że jest mu przykro, opublikował kartę psychicznych dolegliwości Poety, przedstawił recenzję „Warszawskiej Gazety”, a do owej informacji dołączył link.
Całość występu Jastruna trwa ponad 25 minut, a więc, jak na moje możliwości, o co najmniej 24 za długo, na szczęście Bachurski podał czas, gdzie znajduje się intersujący nas fragment, zaraz zresztą na samym początku programu, więc owe pięć minut obejrzałem w całości. I bardzo dobrze, bo Jastrun Jastrunem, ale to, co się dzieje zanim on się zaczął pluć, warte jest każdego czasu. Otóż od samego początku widać, że Superstacja zachowała oryginalna formę, a kto wie, czy jej nawet nie poprawiła. Program polega na tym, że jest stolik, na stoliku leżą gazety, w tle kotłują się jakieś kolorowe obrazki w estetyce zbliżonej do Wielkiej Orkierstry Świątecznej Pomocy, a za stołem stoi jakiś lekko upalony punk, no i Jastrun. Kto będzie chciał, to sobie to obejrzy, natomiast z myślą o tych, którym szkoda nawet tych pięciu minut opowiem. Punk zaczyna od tego, że poleca parę najnowszych lektur, które, jak sam mówi otrzymał od Jastruna, a które na nim zrobiły wrażenie, a które noszą tytuły typu „Lękajcie się”, czy „Nadużywanie władzy za pontyfikatu Jana Pawła II”. Jastrun wprawdzie nieśmiało protestuje, tłumacząc, że to akurat wygląda trochę na dywersję, bo ten akurat zestaw lektur, to co on za chwilę będzie mówił, musi stawiać w nieco podejrzanym świetle, no ale punk jest najwidoczniej rozpędzony i dostajemy wszystko, a więc i to co teraz i to co za chwilę jak na tacy.
No i wreszcie wchodzi Jastrun i zaczyna się dusić nad najnowszym numerem „Warszawskiej Gazety”, swoją drogą tym, w którym ja mam swój debiut, jako stały felietonista. Co on mówi, raz że trudno zrozumieć, bo on jest mniej więcej w takim w stanie, w jakim ostatnio mamy okazję oglądać Stefana Bratkowskiego, a dwa, ze cokolwiek by nie powiedział, nie ma znaczenia – w końcu wszystko i tak już było. To co nas tu interesuje najbardziej i wyłącznie, to Superstacja, a więc kanał, który od momentu swojego debiutu, wyłącznie przekracza granice. To co nas tu interesuje wyłącznie, to to, że najwidoczniej, Superstacja nie zmieniła swojego emploi ani o jotę, tyle że faktycznie – zgodnie z docierającymi do nas informacjami – poszerzyła ofertę o środowiska prawicowe, a zatem najprawdopodobniej obok Wojciecha Mazowieckiego, Janiny Paradowskiej i Jerzego Urbana, możemy tam oglądać Rafała Ziemkiewicza i Roberta Mazurka.
Czy jest tak jak mówię, głowy nie dam, bo, jak mówię, Superstacji nie oglądam od lat. Nie oglądam jej z determinacją, która przybiera już postać obsesji. Nie zdarzyło mi się przez te wszystkie lata przełączyć kanału na Superstację – powiem wręcz zupełnie szczerze, ze ja nawet nie wiem, czy ona jest w ofercie telewizji N, z której usług korzystam – dokładnie tak samo, jak nie zdarzyło mi się choćby wziąć do ręki tygodnika „Fakty i Mity”. Dla mnie Superstacja jest bytem tak obcym, że ja się wręcz boję, że gdyby mi się jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności zdarzyło tam zabłądzić, to na moja rodzinę w jednej chwili spadłaby jakaś klątwa.
A mimo to, ja wciąż się dowiaduję o kolejnych „naszych”, którzy tam szukają kolejnych przyczółków. A zatem, przepraszam bardzo, rzecz nie w tym, że – napisałem zresztą o tym Piotrowi Bachurskiemu – tam występują ludzie-gady, ale że my wszyscy doszliśmy do miejsca, w którym powyższy tekst i jego przesłanie jest zrozumiały już tylko dla nielicznych. I to jest wiadomość naprawdę porażająca.

Ja wiem, że nikomu nie jest łatwo. Że mimo tych 300 mld wywalczonych przez Donalda Tuska, nie jest łatwo, a i są słabe szanse na to, że w najbliższym czasie będzie lżej. Mimo to, proszę wszystkich tych, którym choćby chwilowo zbywa o finansowe wspieranie tego bloga. Bez tego, nie przetrwamy. Dziękuję.


9 komentarzy:

  1. @Autor:"... Superstacja to cześć medialnego projektu Zygmunta Solorza, a więc człowieka, który wyłącznie liczy, a jeśli już zdarzy mu się zainteresować polityką, ..."

    Dla ścisłości dodam, że jednak Polsat to nie jest taka sama "gadzinówka" jak TVN. Zauważyłem to już tak z 5 lat temu (jak więcej oglądałem:). Tam "nagonki" były bardziej stonowane a wiadomości czasem przekazywały obraz bliższy "rzeczywistości". Ja wyraźnie widziałem różnice w przekazie. Owszem może być tak, że P.Solorz nie bawi się w politykę i stojąc z boku stara się balansować pomiędzy różnymi ugrupowaniami z konieczności z lekkim przesunięciem w stronę aktualnego obozu władzy (co naturalne:). W każdym razie różnica pomiędzy TVN a Polsatem jest i była widoczna.

    OdpowiedzUsuń
  2. @hes2
    Superstacja jest najgorsza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta "Warszawska Gazeta" to da się, poza Pańskimi felietonami, czytać? To znaczy, czy są tam teksty na przyzwoitym poziomie? I czy dalej publikuję te okropne "satyryczne" grafiki, o których kiedyś Pan wspominał?
    Właśnie przestałem kupować jeden tygodnik, to mógłbym przerzucić się na tę gazetę.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Karakuli
    Ja niedawno podjąłem decyzję, by kupować tylko "Warszawską". Do grafik można się przyzwyczaić. Szczerze mówiąc, wolę te grafiki niż kącik z łamigłówkami dla dzieci w jednej z tygodników 'niepokornych' - to pomysł z zupełnie innej epoki, albo jakiś żenujący autorski kącik humorystyczny. Choć w tym ostatnim przypadku moja krytyka nie dotyczy Piotra Lisiewicza z GP.

    A decyzję tę podjąłem jeszcze przed stałymi felietonami Toyaha, co zresztą jest udokumentowane w jednym z komentarzy na tym blogu.

    W ostatnim numerze (nr 6) jest np. mocny wywiad z Grzegorzem Braunem - moim zdaniem każdy Polak powinien to przeczytać. Ciekawe, swoją drogą, że taki wywiad nie mógł ukazać się w żadnej 'niepokornej' gazecie... Resztę jeszcze czytam.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    Cieszę się, że piszesz do "Warszawskiej Gazety" na stałe. Słowo drukowane jest na razie ważniejsze od wirtualnego. Widzę, że w pierwszych felietonach przedstawiasz sprawy, które tu na blogu są już doskonale znane, czyli zalecenie daleko posuniętej nieufności do tzw. 'niepokornych'. To dziś bardzo ważny przekaz - jeden z najważniejszych. Jednocześnie mam wrażenie, że powstanie tam wiele znakomitych "perełek" felietonu i uzyskasz zasłużone uznanie wśród publicystów.

    OdpowiedzUsuń
  6. @karakuli
    Jak Pan wie, moje przerośnięte ego każe mi przyznać Panu rację: tam poza moimi tekstami nie ma nic. Ponieważ jednak są tam moje teksty, "Warszawska Gazeta" automatycznie staje sie jedynym medium wartym jakiejkolwiek uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  7. @filozof grecki
    Też mam taką nadzieję. Moim zdaniem dwa ostatnie teksty są bardzo dobre.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    Teksty są świetne, bo... muszą takie być. Nie masz wyjścia. Bo sprawy, których piszesz są tak ważne, że nie można sobie pozwolić na pisanie o nich marnym czy choćby przeciętnym językiem. Ten przekaz musi trafić do ludzi, taki jest w tym sens, moim zdaniem.

    Jeśli chodzi o treść, czyli wspomniane zalecenie ostrożności w stosunku do 'niepokornych', to sprawy te znam już dobrze. Nie mogę zaprzeczyć, że nie od razu i nie całkiem sam zauważyłem, że coś jest z nimi nie w porządku. Jednak połapałem się dość wcześnie, a dziś traktuję to jako coś oczywistego, widocznego bardzo jasno.

    Nie ulega dla mnie wątpliwości, że System robi to co zawsze każda władza - chce utrzymać swoje panowanie w celu realizacji swoich planów w stosunku do Polski. Ważne jest, byśmy my, zwykli Polacy, nie dawali się tyle razy nabierać na ten sam numer. Tak jak pokierowano "rewolucją" solidarnościową, tak dziś szykują się do pokierowania następnym przesileniem. W tym celu niezbędna jest kontrola nad żywiołem patriotycznym, którego najwyraźniej w Polsce jest wciąż za dużo. 'Niepokorni' - świadomie czy nie - mają być jednym z narzędzi tej kontroli. Dlatego tak ważne jest, by im nie ufać, mimo że dziś mówią to, co chcemy słyszeć, czasem tylko niektórzy odsłaniają się (jak Ziemkiewicz).

    OdpowiedzUsuń
  9. Może coś jest w tej plotce, że Bronisław Komorowski (to tylko szyld) przygotowuje grunt do obejścia PiS z prawej strony. Gdy projekt Tusk się skończy będzie jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń