poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Refleksja bardzo otwarta na temat pewnego jeszcze bardziej otwartego listu

Kiedy pisałem swoja poprzednią notkę o potrzebie uwzględnienia perspektywy takiej oto, że być może przyjdzie nam w tej wojnie zacząć walić z baśki, a nawet jeszcze kiedy ową notkę umieszczałem na blogu, nie znalem listu, jaki Marek Migalski wysłał do prezesa Kaczyńskiego. Więcej – nie wiedziałem nawet, że w ogóle myśl o jego napisaniu zrodziła się w głowie dr Migalskiego. Tym bardziej jednak zbieżność obu tekstów, a więc mojego o baśce i Migalskiego o jego dramatycznym poczuciu niespełnienia, wydaje się być dość ciekawa. Czyżby moja bezgraniczna sympatia do Marka Migalskiego miała też swój poziom metafizyczny?
Bo, trzeba Wam wiedzieć, ja do Migalskiego mam stosunek irracjonalnie entuzjastyczny. Jeszcze kiedy go oglądałem w telewizji w roli zwykłego komentatora, jak mówili mądrzy ludzie, na usługach PiS-u, byłem zachwycony każdym jego słowem i każdą jego analizą, a później, kiedy już miałem okazję go poznać osobiście mój podziw dla niego wyłącznie wzrastał. I za jego inteligencję – co zawsze muszę podkreślić, inteligencję w najlepszym słowa tego znaczeniu – za jego niezwykły urok, za wdzięk, uprzejmość i bezpretensjonalność. Nie wiem, ilu z Was udało się poznać Migalskiego osobiście, ale jestem przekonany, że ktokolwiek go zna bliżej, wie, o co mi chodzi, kiedy mówię, że nawet jeśli on udaje, to nic nie szkodzi. Niech sobie udaje.
No i dziś mamy z Migalskim problem. I kiedy to mówię, wiem, że w tym akurat wypadku nie ma mowy ani o moim zacietrzewieniu, ani starczej zawziętości, która mnie zamknęła na jakiekolwiek argumenty z drugiej strony. Wystarczy choćby zajrzeć na sondę, jaką przeprowadził Salon24 wśród osób tam zaglądających. Większość bowiem uczestników tej ankiety twierdzi, że Migalski zwyczajnie odjechał, a już zdecydowana większość twierdzi, że odjechał całkiem lub częściowo. I nie mam wątpliwości, że nie jest przy tym tak, że klientela Salonu24, to w większości podstarzała pisobolszewia. A zatem, tu jednak jest coś nie w porządku z samym Migalskim.
Myślę, że nikt nie powinien mieć wątpliwości co do tego, że na temat jego obecnego zachowania i listu, o którym dudnią od wczoraj wszystkie media mam swoje do powiedzenia. Inna sprawa, czy mam na ten temat gadać ochotę. No ale wszystko wskazuje, że nie bardzo mam inne wyjście. Każdy dzień przynosi nowe wydarzenia, a to akurat jest jedno z tych bardziej ważnych. Powiedziałbym, najważniejszych. Zanim jednak przejdę do sedna, chciałbym powiedzieć, że nie mam do Migalskiego najmniejszych pretensji o to, że pisze co mu leży na sercu. Nie mam też żadnych wątpliwości, że jego świętym prawem jest krytykowanie tego co robi Jarosław Kaczyński i jego najbliższe otoczenie, i proponowanie rozwiązań, które on – choćby tylko on – uważa za słuszne. Jestem szczerze przekonany, że ostatnią rzeczą za jaką Migalski może być potępiony w Prawie i Sprawiedliwości, to za to, że ośmielił się powiedziec, że Jarosław Kaczyński prowadzi kiepską politykę, nawet jeśli temu stwierdzeniu towarzyszyłby postulat zmiany władz partii. Z mojego punktu widzenia, Marek Migalski, jak i ktokolwiek zresztą inny, mogą sobie na temat PiS-u i Kaczyńskiego gadać, co im ślina na język przyniesie, pod warunkiem, że będą merytoryczni i uprzejmi, i jeśli ktokolwiek się za to ma na nich obrazić, to z całą pewnością nie będzie to Jarosław Kaczyński.
Ale to też idzie w drugą stronę. I Jarosław Kaczyński i każda inna osoba związana emocjonalnie z tym projektem może Migalskiemu powiedzieć, co sobie o tych jego wywodach, a także o nim samym i o stanie w jakim się znalazł, myśli. Bo, wbrew temu co głosi banda jakiś albo wynajętych, albo zaczadzonych komentatorów, PiS to jest partia, gdzie na każdego kto się bez sensu obraża, większość patrzy w najlepszym wypadku ze zdziwieniem. Bo prawda jest taka, że PiS to jest partia ludzi inteligentnych, intelektualnie samodzielnych i odważnych w głoszeniu swoich poglądów.
Skoro to sobie już wyjaśniliśmy, mogę spokojnie przejść do samego Migalskiego i jego kuriozalnego listu, i powiedzieć, że Migalski ostatnio zachowuje się, jakby oszalał, albo uznał, że znalazł metodę na poprawienie sobie samopoczucia po wyborach, których nie udało nam się wygrać. I wcale nie chodzi mi o to, co on w tych swoich, z mojego punktu widzenia dziwnych, wypowiedziach, chce nam powiedzieć. W końcu wszyscy dyskutujemy. Jedni mają takie opinie, inni inne, a inni jeszcze inne. Ja na przykład dochodzę do wniosku, że styl kampanii wyborczej, na jaki zdecydował się Jarosław Kaczyński i jego sztab był jednak nieskuteczny. Że lepiej było do prowadzania tej kampanii wziąć nie Pawła Poncyliusza, lecz Jacka Kurskiego, że trzeba było gadać wyłącznie o katastrofie i oczywiście, że należało od samego początku, bez oglądania się na to co o nas mogą powiedzieć ci co nas nienawidzą, a przede wszystkim zgodzić się na to, by Marta Kaczyńska brała w tej kampanii jak najbardziej aktywny udział. A jeśli mój kolega LEMMING, czy ktokolwiek inny uważa że się mylę, to nic w tym złego. Problem z Migalskim polega na tym, że jego ostatnie zachowania bardziej niż o jego poglądach świadczą o nim samym. Że forma tego listu, a przy tym oczywiście i trochę sama jego treść, wskazują na to, że on chyba jednak nie jest aż tak inteligentnym i uroczym człowiekiem, jak się mogło wydawać. Że w nim jest coś co świadczy o tym, że on ma tam coś jeszcze, o czym na co dzień nas nie informuje.
Otwarty list, jaki Migalski zaadresował do Jarosława Kaczyńskiego zawiera niemal pełne cztery strony tekstu, w układzie edytorskim, jakim mamy tu okazję niemal codziennie się zajmować. A więc jest niemal dwukrotnie dłuższy od tego co ja tu najczęściej – ku ubolewaniu miłośników krótkiej formy – wklejam. Jest nawet dłudzy od tego wpisu, bardzo jednak długiego. I nie jest to literacka pogawędka adresowana do czytelnika, który dał już wielokrotnie do zrozumienia, że na to czeka i się tym bawi, ale tak zwany bryk, którego miejsce byłoby raczej w Gazecie Wyborczej, i to w dodatku na stronie o gospodarce, a nie na biurku Prezesa, który ostatnio tak jakby miał inne sprawy na głowie – zauważył Pan to, Panie Pośle? – niż podziwianie narracyjnej bystrości jednego, choćby nawet i wybitnego, z komentatorów. Moje dzieci mówią mi, że ja nie powinienem dosłownie traktować tego adresu. Że wprawdzie tekst Migalskiego nosi tytuł listu do Kaczyńskiego, ale tak naprawdę jest polityczną wypowiedzią adresowaną do… no właśnie, nie za bardzo wiadomo kogo. Ale niech nawet będzie tak, że oni mają rację. Że to nie chodzi o Kaczyńskiego, tylko o politykę i o miejsce w niej, jakie dla siebie widzi Migalski. Sytuacja w jakiej dziś znajduje się Polska i sam Jarosław Kaczyński, sprawia jednak, że można na niego reagować wyłącznie na dwa sposoby – albo niesmakiem, albo podejrzeniem, że Migalski coś tam jednak chowa po kieszeniach. No i do kogo wreszcie on adresuje te żenująco śliskie zapewnienia o swojej nieskończonej wdzięczności za to, że Jarosław Kaczyński dał mu to co on dziś ma, kiedy wydawało się, że za chwilę nie będzie miał nic, jak tylko jakąś opętaną panią sędzię na głowie, jeśli nie do Jarosława Kaczyńskiego? A jeśli do niego, to jak on – człowiek tak inteligentny i umiarkowany – mógł się okazać tak pyszny, że uznał, że te słowa do Kaczyńskiego dotrą i że dotrzeć powinny?
Jest więc dla mnie list Migalskiego okrutną zagadką. Domyślam się, że on go napisał, bo jest politykiem i coś kombinuje. Jego prawo, ale nie mam pojęcia, co tak inteligentny człowiek jak on może w tej sytuacji, i przy ostatnich doświadczeniach tak zwanej Polski Plus, czy Marka Jurka, kombinować? Biorę też pod uwagę, że za tym listem stoi jedynie zwykła, skromna potrzeba podzielenia się swoimi opiniami z naszą sceną polityczną. Ale tego akurat tym bardziej nie rozumiem, już ze względów czysto praktycznych. Kogo bowiem obchodzi, co Migalski sądzi o Kaczyńskim, o ile z jego opinii nikt nie będzie miał żadnego pożytku, poza chwilową satysfakcją jakichś paru czarnych komentatorów? Widzę też jeszcze inną możliwość. Że Marek Migalski stal się ofiarą swojego własnego sukcesu i zwyczajnie odjechał. Że doszedł do wniosku, że on jest poważna gwiazdą i że na jego słowa wszyscy z niecierpliwością czekają. Że on jest jak Palikot, tyle że nie dla idiotów, lecz dla ludzi posiadających prosty wdzięk i zwykłą ludzką elegancję. I że to jest bardzo przyjemnie, jak człowiek nagle jest tematem głównych wiadomości. I to w dodatku jako wzór bezkompromisowej, lecz mądrej odwagi. A coś takiego, jak List Otwarty Do Jarosława Kaczyńskiego, to bardzo dobry środek do tego, by zrobić sobie dobre wejście tam. Właśnie tam.
Wczoraj, w jednym z komentarzy na tym naszym blogu, Traube zwrócił uwagę na fakt, że Jarosław Kaczyński jest głównym, by nie powiedzieć, że niemal jedynym tematem pierwszych codziennych wiadomości we wszystkich możliwych mediach. Ja z kolei zauważyłem całkowicie świeży komentarz jakiegoś onetowca, który żalił się, że dopóki Jarosław Kaczyński będzie rządził, w Polsce nie będzie dobrze. A więc wygląda na to, że to jest ten temat. Jarosław Kaczyński. On, jak zawsze, jest w polskiej politycy polskiej i początkiem i końcem. No a przede wszystkim trampoliną, po której kto chce może sobie poskakać, w nadziei, że może nagle uda mu się ten jeden naprawdę dobry skok. I że Marek Migalski po długich miesiącach jak najbardziej zasłużonych sukcesów uznał, że chyba sam już nie da rady. I że czemu nie skorzystać z Kaczyńskiego? A więc zgrzeszył podwójnie: pychą i próżnością.
Ktoś kiedyś powiedział, że to co się liczy, to rzeczy najdrobniejsze. I że jeśli chcemy poznać źródło naszych poszukiwań, należy szukać szczegółu. I oto proszę bardzo – jest szczegół. Już pierwsze zdanie listu Migalskiego daje nam coś niezwykłego: „Pozwalam sobie na wysłanie do Pana listu w tej właśnie otwartej formie, bowiem chciałbym, iżby sprawy, o których będzie tutaj mowa, mogły stać się tematem powszechnej w naszej partii dyskusji”. Patrzę na to „iżby” i nie mogę uwierzyć własnym oczom. Co on wyprawia? Czy on oszalał? Czemu on nie napisał normalnie „żeby”, albo króciutko „by”? Ostatnio jak miałem okazję pękać ze śmiechu – zresztą nie tylko ja – na tego typu styl, to było jeszcze w starych czasach, gdy głównym autorytetem był jeszcze Adam Michnik. To on właśnie aż do przysłowiowego porzygania zadręczał nas tymi wszystkim „jakożby” i „azaliż” czy „zawżdy”. Z jednej strony śmialiśmy się z tego, a z drugiej wiedzieliśmy, że to musi o czymś świadczyć I to wcale nie zgodnie z tym, co sobie Michnik zamyślił.
To pogadaliśmy sobie, Panie Pośle, prawda? Niech Pan tylko nie mówi, że się Panu nie podobało. W końcu jest debata, czy nie?

50 komentarzy:

  1. Dzięki, Bracie!

    Napisałeś dokładnie to, co ja też bym napisał, gdybym miał Twój talent, no i nie był tak leniwy, jak jestem. Ale obiecuję, że jeszcze dziś dopiszę to, co jeszcze na ten chciałbym dodać, bo temat Migalskiego trochę mnie męczy. Doskonałą ilustracją tej sytuacji jest tytuł bloga Migalskiego, "fruwający ornitolog". O gościu, który wszystko wie o lataniu, a przynajmniej tak uważa, no i spróbował sobie polatać. Wyszło tak, jak musiało.

    OdpowiedzUsuń
  2. @redpill
    Pewnie że napisz. Uważam że jemu się dziś zdecydowanie należy parę słów, że tak to nazwę, merytorycznej polemiki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kaczmarek II ?
    Skończył mi się abonament na net, stąd mam problemy z komentowaniem.
    A odnośnie komentarzy na portalach, to miałbym takie hipotezy:
    1. Chodzi o zniechęcenie normalnych ludzi do komentowania.
    2. Obłąkane teksty to dzieło kilku nieszczęśników, przelewających swoje uczucia na klawiaturę.
    3. Albo robotów internetowych.
    Niestety, jestem fachowcem od baz danych a nie od netu lub hakerstwa. Nie potrafię sprawdzić. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. @SilentiumUniversi
    A szkoda. Bo uważam, że socjologicznie to jest zjawisko fascynujące.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    A mnie Migalski już dziś zwisa obojętnym kalafiorem (tak podobno mawiał śp. Lech Kaczyński w przykrych chwilach). Po tylu zawodach na różnych miłych ludziach mam dość cackania się i odhaczam. Co tam, trudno. Dla mnie to co zrobił jest niełatwe do wybaczenia. I myślę, Toyahu, że trafiłeś w sedno - on strasznie chciałby być w mediach, korzystając z tego, że tam co dzień muszą mówić o Jarosławie. Jak widzę, że człowiek robi coś takiego, to zaraz sobie wyobrażam, jak by się zachował na przesłuchaniu, kiedy zaproponowali by mu jakąś marchewkę za sypnięcie kolegów, którzy rzekomo i tak się już przyznali.
    Ludzie tak próżni są groźni i żadni z nich kompani.
    Co nie znaczy, że on nie może merytorycznie mieć racji w wielu sprawach, o których napisał. Ale on przecież wszystko, co go gryzie w Kaczyńskim i PiS-ie, wiedział przedtem.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Marylka
    Przyznam że co do tego kalafiora mam pewien kłopot, i kiedyś tu o nim nawet pisałem. Mam więc nadzieję, że jednak Prezydent nie korzystał nadmiernie z tego powiedzenia.
    Jeśli natomiast chodzi o samego Migalskiego, jestem bezradny. Ja go wciąż bardzo lubię. Nawet mimo tej jego ewidentnej próżności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam, Toyahu!

    Tekst Migalskiego jest tym czym przywitał mnie Salon24 po dwutygodniowych, cudownych wakacjach. Przez dwa tygodnie żyłem niemal bez netu ("niemal", bo Ciebie podczytywałem na wyświetlaczu komórki ;)
    Więc niewesoły był to mój powrót do czytania Salonu. Choć tego szło się spodziewać po dr Marku.

    Najlepsze jest to, że media reżimowe robią teraz z niego jakże niezależnego i odważnego komentatora. Czy on, pisząc te swoje "iżby" nie przewidział jaki żer daje tym politrukom? Jak więc, w kontekście dzisiejszego bla bla made by TVN, mam uwierzyć, że publikując ten elaborat dr Migalski miał na sercu tylko dobro Prawa i Sprawiedliwości?

    Drogi Toyahu, skoro jesteśmy w nastrojach polemicznych, to muszę Ci powiedzieć, że różnie, bardzo różnie bywa z tymi miłymi ludźmi. Zdarzyło mi się niegdyś na gruncie biznesowym poznać byłych ubeków, współcześnie byznesmenów. Kurwa, jacy to mili ludzie!
    Moja znajoma z Gdańska przyznała mi się, że w latach '80 przyjaźniła się z paroma... zomowcami. I gdy wygarnąłem jej co o tym myślę, urażona odparła: ale to byli przesympatyczni faceci!

    Więc to czy Migalski jest sympatyczny czy nie to nie ma żadnego znaczenia w kontekście jego ostatnich harców.

    Dla mnie on już się właściwie skończył po wpisie, w którym radośnie opisywał swoje samolotowe pogawędki z europosłanką Senyszyn.

    Czy jemu aby czasem brukselskie żyrandole nie przesłoniły rzeczywistości?

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny tekst, zawsze czytam - czasami czas nie pozwala na komentarz.

    Rozważ, proszę, możliwość powrotu do S24 - brakuje Ciebie i Twoich tekstów - robactwo maści wszelakiej się pleni.


    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Kozik
    Ciekawe to co piszesz. Bo, wyobraź sobie, że ja całe życie lubiłem powtarzać to co właśnie napisałeś. Że sympatyczny akurat może być każdy. Inna sprawa że po pierwsze, ja Migalskiego lubię nie tylko za to że jest sympatyczny. Po drugie, mówiłem przecież że moje nim zauroczenie jest w dużym stopniu irracjonalne.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Przemo
    Nie gniewaj się, ale to jest niemożliwe. Z wielu powodów.

    OdpowiedzUsuń
  11. mówiłem przecież że moje nim zauroczenie jest w dużym stopniu irracjonalne.

    :)

    Jak Cię nie kochać! :)

    W międzyczasie zajrzałem do Coryllusa. A tam Migalski przyrównany jest do Tessia, wiarołomnego capo rodziny Corleone. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Toyahu, rozumiem - co nie znaczy, że akceptuję.

    Mnie Twoja nieobecność na S24 boli - wiem, że głupki się z tego cieszą.

    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Dla mnie ten staromodny kalafior jest po prostu rozczulający na tle wszystkich ulicznych przerywników, od których robi mi się 20 razy dziennie niedobrze (o, właśnie i tu poleciała k...).
    A Migalskiego też lubię,czemu nie, tylko że on mi ... ... ...
    Jak dotąd spośród takich publicznych sympatycznych i mądrych postaci w jednego wierzę, że mnie nie zawiedzie - w Bronisława Wildsteina. Dla mnie to fenomen.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Kozik
    Dostaje mu się. Ale co zrobić? Zasłużył.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Przemo
    Jak słyszę, nie tylko od Ciebie, dziś Salon to syf. I to nie koniecznie dlatego, że ja już tam nie piszę. A zatem czemu chcesz mnie tam umieścić? To nieludzkie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Marylka
    To fakt. On jest mocny. Po prostu mocny. I na tym poprzestańmy.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Kozik
    Coś w tym jest, bo partia to nie jest miejsce dla wolnych duchów. Może nawet łatwiej jest być wiernym pozostając z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dlaczego?

    Dlatego, że głęboko wierzę w przewagę rozumu.




    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Przemo
    Nie wszędzie, Mój Drogi. Nie wszędzie. Są miejsca, gdzie nie tylko rozum staję zawstydzony, ale zwykła ludzka wrażliwość.

    OdpowiedzUsuń
  20. Marylko!

    Trzymając się tej mafijnej metafory (toutes proportions ... ! ;) to z zewnątrz u Corleonów był consiglieri Tom Hagen. Niestety, Migalskiego nijak nie da się do niego porównać, choć swego czasu (trochę ponad rok temu) Jarosław bardzo mu pomógł.

    OdpowiedzUsuń
  21. Też mam problem z tym Migalskim. Trochę się interesuję tak znienawidzoną przez Toyaha psychologią i MM wychodził mi na fajnego gościa. Jeszcze go nie skreśliłem, choć najbardziej mnie wkurzyła ta chałupa, którą stawia pośrodku lasu otoczona betonowym murem. Jeżeli to prawda, to źle o nim świadczy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja tylko tak na chwilę
    i stało się pamiętasz jak zlinkowałeś stronę prezydent.pl, żeby sobie poprzypominać w żałoby czas... już jest nowy wspaniały świat...

    e tam jak mawiał mój kolega i tak wszyscy umrzemy :)
    byleby tylko po właściwej stronie położyć głowę ...

    OdpowiedzUsuń
  23. @Kozik
    Miałam na myśli prawdziwe, nie formalne bycie na zewnątrz. Wspieranie z potrzeby serca i dla wspólnej idei, bez nakazu.

    OdpowiedzUsuń
  24. @jazgdyni
    Mam nadzieję, że to nieprawda. Ze względu na las. To coś równie niefajnego jak polowanie.

    OdpowiedzUsuń
  25. @ SilentiumUniversi

    "Kaczmarek II" - z ust mo to wyjąłeś. kolejny kretem się okazał. Dzisiaj Ziobro w Rzepie ciekawie się wypowiedział.

    Pozdrawiam

    Ps. Jakie to przykre że w naszej ojczyźnie jest nadal tylu sprzedawczyków.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Przemo1

    Salon24 zaczyna się przymilac obecnej władzy. Aż to w oczy kolę i stąd rozumiem Toyaha że głosuje nogami i nie chce ich "biznesu" wspierać. Cenzura, cenzura i politpoprawność - oto czym staje sie s24.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. @bendix
    Bardzo, bardzo, bardzo dobry wywiad. Dobrze, że Ziobro wypunktował Migalskiego za Macierewicza. Macierewiczowi bardzo wiele zawdzięczamy. W przeszłości i dziś.To jest właśnie człowiek nie do zastąpienia. A byle pętak wyciera sobie nim gębę. Ziobro na swój sposób pokazał, jakim pętakiem jest Migalski przyłączający się do sfory wyjców atakujących Macierewicza.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Marylka

    Zgadzam się z Tobą w 100%. A.Macierewicz jest bezkompromisowym idealistą który jest w stanie poświęcić nawet życie dla sprawy Ojczyzny. Szanuję go od dawna. A sfora psów która aż wyje żeby go zniszczyć? Bo jest groźny dla nich.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. @Marylka

    Ja tej betonowej leśnej ostoi nie widziałem, ale ludzie na blogu przejeżdżają obok tego codziennie.

    Polskie lasy to moja wielka miłość. I mam nadzieję, że nigdy nie dopuścimy by szubrawcy je sprzedali.
    Bo takie zamiary mają.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Bendix
    @Przemo
    To właściwie dobrze, że w trudnych chwilach wychodzi na jaw, kto jest kto. To dotyczy też S24 i Rzepy. I dobrze, że Toyaha nie ma w tłumie ns salonie. Są chwile, że niewiele różni się od onetu.
    PS. Już powinam jechać z powrotem na wieś, ale czekam, aż Toyah się obudzi i skasuje mendę brużdżącą wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  31. O sympatycznych facetach: pod koniec lat siedemdziesiątych miałem okazje poznać kilku funkcyjnych z SZSP (Socjalistyczny Związek Studentów Polskich). Byli przesympatyczni, faktycznie inteligentni, Wolnej Europy słuchali i opowiadali kawały polityczne. Zachodziłem w głowę, czym się ode mnie różnią. I wydedukałem takie coś: jakby im kazali mnie zabić, bez mrugnięcia wykonaliby. Ja pewnie nie ...

    OdpowiedzUsuń
  32. @jazgdyni
    Podzielam z Tobą tę miłość. Dla mnie las wystarcza za wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  33. @SilentiumUniversi
    Czytałam gdzieś o obozach szkoleniowych, jakie przechodzili i pewnie przechodzą.Tam na przykład trzeba było przemawiać podczas gdy pozostali walili w mówcę pomidorami i czym popadnie. To wiele wyjaśnia, skąd te miedziane czoła.

    OdpowiedzUsuń
  34. @jazgdyni
    Mur by sobie mógł darować, natomiast chałupa w lesie? Jest okay.
    Inna sprawa, ze kiedy tak sobie o nim myślę, to ten mur zaczyna mi do niego jak najbardziej pasować.

    OdpowiedzUsuń
  35. @Cmentarny Dech
    Wolałbym, cholera, mieć jeszcze po swojej jakiś argument poza tym Twoim "e tam".
    I jestem pewien, że go wspólnie znajdziemy.

    OdpowiedzUsuń
  36. @Sagittarius
    Skoro Ty tak mówisz, to myślę, że trzeba to jednak brać powaznie pod uwagę.
    Zdecydowanie mi lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Marylka
    Już się, jak widzisz, obudzilem.
    Swoją drogą, jak myślisz, ciekawe czemu oni tak się intersują moimi dziećmi i moimi nędznymi finansami?

    OdpowiedzUsuń
  38. @SilentiumUniversi
    To racja. Wspomnainy przez mnie Paweł opowiadał mi niedawno, jak na jednej z budów (on jest inzynierem) miał okazję poznać kilku zattrudnionych tam byłych milicjantów. Przemili ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  39. @Toyah
    Dzień dobry! I dziękuję.
    To zainteresowania dla nich bardzo typowe. Szukają, czym by człowieka przestraszyć. Przemili są.

    OdpowiedzUsuń
  40. Kukułka też przemiły ptak, ale - wspominając tu J. Himilsbacha - skąd się takie kurestwo w przyrodzie bierze?

    Czy powierzylibyście swoje gniazdo kukułce?
    A tu, całą Polskę kukułkom powierzyli. No, to poczekamy.

    OdpowiedzUsuń
  41. @All
    Słuchajcie moi mili. Usuwam komentarze tego wariata, bo to jedyne co mogę na dziś robić, ale przy okazji mam ponowny apel. Bądźcie tacy mili i jednak wspomagajcie ten blog, bo inaczej zdechnę, a przy okazji nie dam nawet naszemu miłościwie nam panującemu rządowi nic zarobić w tej trudnej dla nich, budżetowej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  42. M. Migalski nie jest pierwszy, ani pewnie ostatni z tych, którzy z pierwszych szeregów PiS-u zaczynają puszczać oczko na bok pod legendą jakiejś reformacji. Że to niby Cyryl im się podoba, ale nabrali wątpliwości w Metody. Jak się też zdaje, anty-PiSlandia uczyniła sobie jeden z oręży z prowokowania i z eksploatacji takich reformacji.

    Człowiek o poziomie np. Migalskiego musi to postrzegać jako rozpoznany mechanizm. Nie może też nie znać losów poprzednich reformatów, których peło w końcu zostawiła z ręką w reformach. Nawet i tego Sikorskiego, bo to niby, panie, stanowisko wielgie, ale ambicje nie spełnione i kto wie, czy los kozła ofiarnego nie majaczy w przyszłości.

    Czym więc jest ta siła, która wypycha z mocnej i trwałej pozycji na jakieś lodowisko klaki medialnej, bez szansy na istotną karierę, gdy ta klaka opadnie. Siła ta na pewno pochodzi z zewnątrz środowiska PiS. Dlatego podpowiadana na tym blogu osobnicza pycha siły tej nie definiuje, choć pewnie należy do zakresu predylekcji poddawania się tej sile. Ale nie więcej. W końcu jedni syrenim głosom ulegają, a inni nie ulegają.

    Czyżby więc, jak u Odyseusza, należało się bezkompromisowo odciąć od tej anty-PiSlandii? Zatkać na nią uszy? Twardo stać przy maszcie, odcinając się od tych akcji-reformacji-prowokacji? Coś w tym być musi, bo przecież mamy wyraźną, a bliższą nam dyrektywę: „Mowa wasza niech będzie: Tak, tak; nie, nie; a co więcej nadto jest, to od złego jest”.

    Poza tym, obowiązkiem oficera jest przeciwdziałać defetyzmowi wśród żołnierzy. Zawsze i obojętnie skąd się defetyzm bierze. W żadnym przypadku nie powinien sam mu sprzyjać demonstracją swoich miazmatów. Podsycanie defetyzmu na dole, to domena nie oficerów rzetelnych, lecz tzw. oficerów prowadzących.

    OdpowiedzUsuń
  43. @toyah

    W internecie jest taki zwrot "tl;dr". Co sie rozwija jako "too logn, didn't read". W istocie to jest moja reakcja na list Migalskiego. Mi sie on w ogole bardzo podoba jako czlowiek, podoba mi sie bardziej od czasu tej demonstracji w sprawie aresztowanego Bialorusina, o ktorej kiedys pisales, a ktora byla czystym aktem sumienia, bez szans na jakiekolwiek frukta. Natomiast ja nie mam sily czytac tak dlugich wypowiedzi. Zwlaszcza kiedy mam kolpot z ustaleniem, po jaka cholere powstaly. No bo, co oczywiste, przeciez nie po to zeby cos zmienic albo naprawic, nie w takim trybie sie to robi.

    Uswiadomilem sobie jedno: PiS obecnie nie ma szans bez Jaroslawa Kaczynskiego. Nawet jesli podzielam wiele z krytycznych tez na temat jego zachowania po wyborach, to ten polityk jest niezastapiony w roli szefa partii. PiS bez niego to pewny rozlam w ciagu paru miesiecy. Nie ma czytelnego kandydata na nastepce. Totez trzeba przy nim wytrwac.

    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  44. @Orjan
    Oczywiście, że trzeba się wspierać. Absolutnie i jak najbardziej. Mam nadzieje, że - mimo tych moich nieustannych żalow - robię to skuecznie.

    OdpowiedzUsuń
  45. @LEMMING
    No właśnie o tym kilka razy wspomniałem i to bylo pierwszym powodem mojego o nim pisania. Że on napisał tak okropnie długi tekst nie wiadomo do kogo.
    I powiem zupełnie Ci szczerze - ja go też przeczytałem wyłącznie w małym kawałeczku. No, jak inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  46. @Toyah

    Nie przejmuj się tym trollem. Ja Ciebie będę wspomagał comiesięcznie i mam gdzieś US.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  47. @Bendix
    Ja akurat US w nosie nie mam. Tyle że póki co, nawet jak bym chciał, to nie za bardzo mam z czym do nich iść.
    A za tę solidarność, jak najbardziej jestem wdzięczny.

    OdpowiedzUsuń
  48. Dla mnie sprawa Migalskiego jest jasna, w partii nie jest więc wypowiada się jako sympatyk - socjolog i komentator.
    I tak jego słowa odbieram, jak zapisze się do partii to będzie mógł działać, a tak wyszło jak wyszło...

    A tak mi przyszło do głowy ilu to młodych wykształconych z dużych miast chciało się podpiąć pod Jarosława. A tak mamy małą kwarantannę a nie wymarzone frukta. I bardzo dobrze - to taka kuźnia kadr, kto wie czy właśnie się nie rodzi nowe pokolenie partii w wielkich bólach, ale za to twarde jak stal właśnie na te dziwne i straszne czasy...

    PO ma wielki problem bo oni lewitują w stanie nieważkości,
    prędzej czy później
    Fermeni pokonają Harkonnenów...
    i to jest pewne jak amen w pacierzu.

    OdpowiedzUsuń
  49. @Cmentarny Dech
    Jak amen z pacierzu. Dokładnie tak jak piszesz. Natura tej perwersji nie wytrzyma. Okropna jest jedynie świadomość tych kosztów. Że aż tyle trzeba płacić za ludzką bezmyślność.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.