czwartek, 19 sierpnia 2010

Modlitwa za Nałęcza

Poza ogólnym wstrząsem i natychmiastowo powszechną medialną wrogością, nie pamiętam dziś już, w jaki sposób System rozpoczął na dobre i oficjalnie niszczenie osoby Lecha Kaczyńskiego. Czy temu debiutowi towarzyszyła sprawa owego szaleńca z Łodzi chyba, który oświadczył, że właśnie uruchomił procedurę rezygnacji z polskiego obywatelstwa, czy może informacja, że za tym niefortunnym wynikiem wyborów stało poparcie Samoobrony i komunistów, czy może jakaś starannie zaprojektowana wypowiedź któregoś z politycznych komentatorów, czy może jeszcze coś, czego już dziś nie pamiętam? Jakkolwiek by te początki wyglądały, wiemy dziś jedno, i jest to wiedza powszechna, że to się zaczęło natychmiast i to z takim impetem, że już na całe kolejne lata ustabilizowało całą przestrzeń publiczną.
Co ciekawe, nienawiść jaką System uruchomił w stosunku do Lecha Kaczyńskiego, w żaden sposób nie przypominała tego, co jednocześnie wyprawiano z jego bratem, Jarosławem. O ile bowiem Jarosław Kaczyński był niszczony jako polityk, człowiek bezwzględny, żądny władzy, kłamca i despota, Prezydenta traktowano bardziej osobiście. Skupiano się raczej na tym, by pokazać go jako półprzytomnego idiotę, który osiągnął tak wysoką pozycję właśnie dzięki przemyślanej grze swojego brata. Od samego początku nikt nie twierdził, że Lech Kaczyński to człowiek zły i groźny, ale zwykły głupek, całkowicie uzależniony od swojego otoczenia i tej maszkary, swojej żony.
Ktoś zaprotestuje, że nieprawda! Prezydentową wszyscy kochali i szanowali i nikt nawet marnego słowa na nią nie powiedział. Otóż nie. Z jakiegoś powodu, dopiero w późniejszych okresach tej tak fatalnie zakończonej prezydentury, ktoś postanowił, by zacząć panią Kaczyńską przeciwstawiać jej mężowi. To że ona jest sympatyczna i grzeczna, świetnie wykształcona, że zna języki, że się pięknie i gustownie ubiera, Polska dowiedziała się dopiero po jakimś czasie. Wcześniej było tak, że on był małym, grubym, bezrozumnym bratem swojego brata, natomiast ona głupią, brzydką wieśniara noszącą za nim kanapki. Do dziś pamiętam ten prześmieszny dowcip o tym, że Jarosław Kaczyński się nigdy nie ożenił, bo najbrzydszą dziewczynę wyrwał mu jego brat.
A zatem ton tej kampanii pogardy i nienawiści został ustalony już na samym początku, a reszta, to już zwykły efekt domina. Tak to własnie zostało zorganizowane, że kiedy pojawił się Irasiad, ten niemiecki „kartofel”, ów odwrócony szalik, pamiętny „Borubar”, czy wreszcie cała wieloletnia, trwająca zresztą do dziś kampania Palikota związana z rzekomym alkoholizmem Prezydenta, grunt już był dawno przygotowany. Kiedy ten ktoś – jak bardzo bym chciał wiedzieć, kto – wpadł na pomysł z „Borubarem”, i kiedy Palikot zaczął coś przebąkiwać o alkoholu, ale też o rzekomych kłopotach żołądkowych Prezydenta, czy wreszcie wręcz o chorobie Alzheimera, wielu nawet się nie dziwiło, ale przeciwnie – traktowało każdą nową wiadomość, jako potwierdzenie czegoś, co wiadomo było od dawna. Proszę jeszcze raz zwrócić uwagę na fakt, że nikt by się pewnie nie odważył, by spróbować szydzić z Jarosława Kaczyńskiego, że on, głupek, musi co chwilę obsrany biegać do ubikacji. W to nikt by nie uwierzył, bo Jarosław to był zawsze tylko bezwzględny morderca.. Inaczej było z Lechem. Przez fakt, że on przez tyle lat stał trochę z boku polityki i kojarzył się z wszystkim, tylko nie walką, jego zaatakowano bardziej bezpośrednio. Plując mu zwyczajnie w twarz.
Był taki moment, kiedy nienawiść do Lecha Kaczyńskiego przybrała rozmiary wręcz karykaturalne. Kiedy zaczęto już nie tylko z niego kpić i zastanawiać się kiedy wreszcie „ta niezguła” – takiego oto epitetu użyto na okładce jednego z popularnych magazynów – spadnie ze schodów i skręci sobie kark, ale nawet pierwszoszeregowi politycy i komentatorzy zupełnie poważnie zaczęli rozważać możliwość formalnego usunięcia Prezydenta ze stanowiska. Przyszedł wreszcie czas, wraz z ostatnimi już miesiącami życia Lecha Kaczyńskiego, gdy, mimo że, jak to dziś lubią powtarzać liczni przeciwnicy jego prezydentury, nie miał on najmniejszych szans na zwycięstwo w wyborach, nawet wtedy nie dano mu spokoju, ale ze zwielokrotnioną siłą postanowiono przedstawić go publiczności, jako kogoś, kto nie tylko nie zasługuje na to, by być prezydentem, żeby posiadać choć skromny tytuł naukowy, żeby nawet się cieszyć zwykłym ludzkim szacunkiem, ale nawet, żeby mieć prawo do życia. Jeśli ktoś ma tu jeszcze wątpliwości, niech sobie przypomni choćby aktywność Janusza Palikota, aktywność jak najbardziej autoryzowaną przez jego partię, w trakcie ostatnich już miesięcy życia Prezydenta. Ów finał był bowiem zaledwie o jeden stopień niższy pod względem emocji od tego, co nam już po ostatecznej śmierci Lecha Kaczyńskiego zafundowali ci klauni od „zimnego Lecha” i „krwawej Mary”. Ledwie minimalnie niższy, natomiast dokładnie w tym samym nastroju.
Przypominam tu dziś te straszne lata, tę nienawiść – nienawiść zorganizowaną i systemową - i to cierpienie, ze względu na wypowiedź Tomasza Nałęcza, człowieka ostatnio zatrudnionego przez prezydenta Komorowskiego na stanowisku doradcy do spraw historii i czegoś tam, który zechciał oświadczyć, że to co on dziś obserwuje wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu budzi jego najwyższy niepokój, ponieważ bardzo mu przypomina atmosferę nienawiści, jaka zapanowała w społeczeństwie polskim tuż przed zabójstwem Gabriela Narutowicza. Dziś Tomasz Nałęcz boi się, że Polacy, przy pomocy tego krzyża mogą spróbować zamordować Bronisława Komorowskiego. On wie, że takie niebezpieczeństwo jest wysoce realne, bo jest wybitnym historykiem, no a przede wszystkim posiada wybitny dar obserwacji i wnioskowania. Widzi więc tych ludzi, ściskających różańce i śpiewających religijne pieśni, i drży, ponieważ wie, że ten krzyż i ten różaniec potrafi wzbudzić tak złe emocje, że nawet ta rozradowana młodzież grająca tuż obok w piłkę plażową, może ich nie wygasić. Emocje takie, że nawet te wesołe żarty na temat Krwawej Mary mogą nie załagodzić owych złych obyczajów.
Wspomnienie prezydenta Narutowicza pojawiło się już na tym blogu, zdaje się w zeszłym roku. Nie pamiętam, czy związane to było z kolejnym tygodniem medialnego roztrząsania stanu zdrowia prezydenta, czy może wspomnianym już tu niezguła w prasowym tytule, czy może jakimś bardziej już jednoznacznym żądaniem śmierci. Ale – owszem – problem, o którym dziś nagle zaczął mówić Tomasz Nałęcz, normalnym ludziom znany jest od dawna. Czy Tomasz Nałęcz to wie? Jakiś czas temu, miałem okazję słuchać dyskusji między którymś z polityków i nim właśnie, Nałęczem. I wtedy to właśnie, na sugestię, że wokół osoby Lecha Kaczyńskiego przez ostatnie lata panowała atmosfera nienawiści, Nałęcz otworzył szeroko oczy i najzupełniej szczerze powiedział, że on o niczym takim nie wie. Wydaje mi się, że on rzeczywiście mógł nic nie zauważyć. I wyjaśnienie tego dziwnego faktu może być tylko jedno – on był w samym środku tego szaleństwa, które ostatecznie wymodliło tamtą słodką mgłę i ten cudowny dźwięk rozszarpywanych ciał. On, Tomasz Nałęcz, musiał przez te wszystkie lata być tak głęboko wsłuchany w ten przyszły jęk rozrywanych na strzępy serc, że się zwyczajnie zasłuchał. Dopiero niedawno się ocknął, zaczął ciekawie zerkać to tu to tam, i zobaczył ten krzyż. I się posrał ze strachu.
Jeśli idzie o niego, dopóki żyje, będę bardzo cierpliwy. Postaram się czekać spokojnie i z nieskończoną ufnością. Każdy nowy dzień będę zaczynał spokojnie od sprawdzenia, co u niego słychać. I będę dalej czekał bardzo cierpliwie. A co do wspomnianych tu dziś tak boleśnie Lecha Kaczyńskiego i biednej Marii Kaczyńskiej, konającej obok niego i wtedy, w tym samolocie, ale i wcześniej, w każdej sekundzie tej przeklętej prezydentury, niech Dobry Pan Bóg wejrzy na ich cierpienie i zechce ich przyjąć do Swojego Królestwa.

17 komentarzy:

  1. @toyah
    Pozwól, że dorzucę 3 grosze.

    Ś.P. Maria Kaczyńska stała się bohaterką kobiecych pisemek i czymś na kształt "umiarkowanej" celebrytki w jednym dniu. Cezura jest tu jasna jak słońce.
    To było wtedy, gdy poparła "aborcyjne feministki", które przyszły z petycją do Prezydenta. To był ten dzień, gdy o. Rydzyk nazwał to zdarzenie przy użyciu słów "szambo" i "perfumeria", a Prezydentową okreslił ... - dajmy temu spokój.
    Mendia natychmiast zwietrzyły szansę. Podniecenie było wyraźne. Wydano rozkaz, rozpuszczono psy gończe; tym razem ubrane w skórę łagodnych baranków. Funkcjonariuszki z przeróznych "Pań", "Twoich stylów" itp. zaczęły nagle umawiać się na wywiady z Pierwszą Damą, pisać ciepło o M.Kaczyńskiej, nagle dostrzegły w niej normalną kobietę, a nie najbrzydszą na świecie, jak to przedtem bywało. Gra była prosta, obliczona na podkreślenie kontrastu w stosunku do zachowawczego, niekumatego męża. Jeszcze bardziej chodziło o skłocenie Marii z Jarosławem, a może przy okazji braci między sobą. Ileż to pseudokomentarzy i analiz, mniej i bardziej natrętnych, obłudnych słów opublikowano wówczas w prasie kolorowej...
    Bez skutku. Do skłócenia Rodziny nie doszło.

    M. Kaczyńska nigdy nie została celebrytką jak beza-Jolanta, czy córeczki Donka i Bolka. Właśnie dlatego, że pozostała sobą. Nie przyjęła oferty medialnego Wielkiego Brata.

    Dla kolorowych, kobiecych dopalaczy (pisemka dla "nowoczesnych" kobiet) to była strata czasu i porażka. Nie mogły juz wrócic do wyścigu w obrażaniu prezydentowej.

    Czyż nie z tego okresu pozostały te wzruszające, pokazywane po smoleńskiej tragedii zdjęcia prezydenckiej pary ? Czyz nie w tamtym czasie powstały nigdy nie pokazywane filmy, ukazujące Państwo Kaczyńskich jako ciepłą, kochajacą sie parę?

    --------------
    Dodałbym jeszcze coś o Narutowiczu - ale i tak już za bardzo sie rozpisałem.

    Pozdrawiam.

    PS. Dobry tekst. Nigdy dość przypominania, co oni zrobili naszemu Prezydentowi.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kazef
    Może i masz rację. Może to było tak. Fakt jest jednak taki, że jej nienawidzili prawie tak samo jak jego. Od początku. A to co ona powiedziala na tamtym spotkaniu, dla ich oceny nie miało njmniejszego zanczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Toyahu, nigdy dość przypominania o skali nienawiści z jaką spotkali się Maria i Lech Kaczyńscy (i nie tylko oni). Ja nie mogę zrozumieć jak można być tak obłudnym żeby w TV jak Nałęcz mówić, że wszystko było ok i w ogóle nie ma problemu. Strasznie się martwię że nie ma powszechnej świadomości tej obłudy i fałszu. Przypomniała mi się taka historia: 2-gi tydzień żałoby, wpadłem po coś do starych znajomych, była też ich rodzina która akurat przyjechała, telewizor włączony , w telewizorze tłumy na Krakowskim Przedmieściu, i słyszę głos jednej z obecnych w domu osób - "słyszałam, że zapłacili im za przyjście do trumny Kaczora". Myślałem że to głupi żart - ale to było na poważnie.Później był jakiś program publicystyczny , w nim Elżbieta Jakubiak - wtedy usłyszałem komentarz " o, znowu ta płaczka". Chciałem coś powiedzieć, wytłumaczyć ale wobec takiej postawy nie mogłem nic wykrztusić, pomyślałem że cokolwiek powiem to do nich nie trafi. Inna rzec że nie jestem mistrzem konwersacji więc pewnie by mnie zakrzyczeli. Teraz myślę że stchórzyłem. Ci znajomi to ogólnie całkiem sympatyczni ludzie. I to najbardziej boli że ta nienawiść zatruwa często ludzi nam bliskich, którzy się po prostu pogubili w tej propagandzie, chcę , muszę w to wierzyć bo inaczej to wszystko wokół będzie nie do zniesienia.
    Ale Nałęcz - nie, on się nie pogubił, on dobrze wie jak było i jest naprawdę. On dobrze wie o wszystkich draństwach tylko miłość własna powoduje ze dla niego to wszystko jest nieważne w perspektywie gabinetu w pałacu prezydenckim.

    OdpowiedzUsuń
  4. "...I wyjaśnienie tego dziwnego faktu może być tylko jedno – on był w samym środku tego szaleństwa, które ostatecznie wymodliło tamtą słodką mgłę i ten cudowny dźwięk rozszarpywanych ciał. On, Tomasz..."
    ------------------------------
    Jest prawda życia i prawda ekranu. Nałęcz usiłuje dopisać kolejną prawdę - prawdę profesora aparatczyka. Taki zrobi wszystko by udowodnić, że dwa plus dwa może w wyniku dawać pięć. Czy jego obecna postawa mnie dziwi? Nie. Typowy karierowicz. Ale pies z nim tańcował. Gdy przyjdą Chińczyki zapewne pierwszy przypnie sobie chiński warkoczyk. Zapoznałem się toyahu bliżej z tematem bomby termobarycznej. I wiesz co? Zdrętwiałem. Dotarło do mnie co mógł robić Ił 76 przed wylądowaniem polskiego Tupolewa, dlaczego z pasażerów pozostały jedynie fragmenty ciał, skąd wzięła się ta "mgła" nad lotniskiem i dlaczego tak szybko jak się pojawiła tak szybko ustała. Powie ktoś kolejna spiskowa teoria dziejów. No tak, ale gdyby nie takie spiskowe myślenie to, kto wie, może słońce nadal krążyłoby wokół ziemi? Te puzzle spod Smoleńska zaczynają się układać w pewien koszmarny obraz. I coraz mniej dziwi, dlaczego panu prezydentowi "dodano" nogę w nogawce z generalskim lampasem. W konkluzji odpowiedź na pytanie czy dostaniemy od Rosjan COKOLWIEK MATERIALNEGO z naszego, bądź co bądź, samolotu. Moim zdaniem nie. Drobinki owej "mgły" byłby do ustalenia. A to w sposób jednoznaczny wskazywałoby sprawcę tragedii. Naszym śledczym pozostaje jedynie satysfakcja z otrzymania kolejnej kopii z kopii.
    Wrak u Rosjan pozostanie do czasu, aż rdza zeżre go zupełnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nałęcz i Wołek. I jeszcze może trochę Olejniczak. To postaci, które wywołują u mnie od początku automatyczną repulsję. Jest coś tak śliskiego w nich, ten pot, to wymodelowane układanie ust, to prostackie ale wyglądające na wykwintne dobieranie wyrazów. Skrajny konformizm, zero osobowości. Jak oni codziennie mogą na siebie spoglądać w lustro. Bohater z filmu "Konformista" to mała betka przy nich.
    Nałęcz to postać obrzydliwa. Oczywiście to nie szatan lecz jego wysłannik wąż. Chyba za szatana i jego sługi się nie modlisz Toyahu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie nieznośna jest świadomość, że jest tak wielka grupa osób które tak jak np T.Nałęcz wbrew oczywistym faktom, depcząc prawa logiki i , co najgorsze, szargając uczuciami innych ludzi, swój cały wysiłek intelektualny wkładają w to, aby roztrząsać czy to zło wokół jest rewelacyjne, doskonałe czy tylko bardzo dobre. Gdzieś czytałem że gdyby Tusk powiedział w wywiadzie "mam was w d.. , i co mi zrobicie" i jeszcze dorzucił ciężkie słowo to i tak mu poparcie nie spadnie bo proces budowy nowego człowieka zaszedł już wystarczająco daleko. Tak się dzieje m.in. dzięki takim ludziom jak T.Nałęcz który w tvn wyjaśni usłużnie, że przecież nic się nie stało, przecież marszałek Piłsudski też zaklął jak się kiedyś uderzył młotkiem w palec.

    OdpowiedzUsuń
  7. @rainintheface
    Jestem pewien, że zjawisko, o którym piszesz zadręcza niejednego z nas. Świetnie znamy te sytuacje, kiedy spotykasz kogoś z pozoru zupelnie normalnego, a ten zaczyna się zachowywać tak jakby był przekonany, że cały swiat to tylko on i jego poglądy.
    Mója córka chodzi na lekcje angielskiego, gdzie lektorka gada niemal wyłącznie na temat krzyża, Wawelu, Kaczorów, a wszystko to na najwyższych rejestrach. I cały czas w głębokim przekonaniu, że jest wśrod swoich. A w sposób oczywisty nie jest. Tylko nikt się nie odezwie, bo i to lektor, i po angielsku, i jakoś głupio się kłócić z kimś, kto od razu widać, że jest nakręcony w stopniu maksymalnym.
    Więc nie myśl, że tchórzysz. To nie jest w ogóle kwestia tchórzostwa, lecz nasza cholerna delikatność, której oni nie nawet znają.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Tadeusz
    Co do teorii spiskowych, to mnie się bardzo podobało, jak tu kiedyś AtTheLad ( swoją drogą, co słychać?) wspomniał o tym biednym Rosjaninie, którego w Londynie nakarmili jakimś radioaktywnym żarciem.
    Ciekawe, co mówiono o tej wersji na samym początku, kiedy wiadomo było tylko tyle, że on się pochorował? I jak reagowano na przypuszczenia, że to było bardzo przemyślane morderstwo?

    OdpowiedzUsuń
  9. @jazgdyni
    Oczywiście że się modlę. Szczególnie za nich. Jeśli nie zauważyłeś, specjalnie dla Ciebie raz jeszcze:
    "Jeśli idzie o niego, dopóki żyje, będę bardzo cierpliwy. Postaram się czekać spokojnie i z nieskończoną ufnością. Każdy nowy dzień będę zaczynał spokojnie od sprawdzenia, co u niego słychać. I będę dalej czekał bardzo cierpliwie".
    Właśnie tak.

    OdpowiedzUsuń
  10. @rainintheface
    Ależ oczywiście. Czy zwróciłeś uwagę, jak zmienił się ton komentarzy, kiedy pod Palac przyszła ta banda chuliganów? Od razu sprowadzili cały zespól socjologow i innych mądrali, którzy tłumaczyli, że ta awantura jest dobra, bo świadczy o obywatelskiej aktywności i tworzy podstawy społecznej debaty.
    Dokładnie ci sami, którzy w innej sytuacji rwą sobie włosy z głowy, bo nie mogą znieść "tego jezyka", "tego stylu" i "tej wrogości".

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah

    "To nie jest w ogóle kwestia tchórzostwa, lecz nasza cholerna delikatność, której oni nie nawet znają."

    Tymczasem "tamci" podlegają jakiemuś imperatywowi stałego podkreślania swoich racji aż do ekshibicjonizmu postaw i poglądów. Jakieś "niech nas zobaczą".

    Zupełnie, jakby ten, który ich prowadzi obawiał się, że nienakręcana sprężyna nieuchronnie zatrzyma marionetkę w pozytywce. Zarówno jej ruch, jak i melodię.

    Stąd ta ichnia wylewność manifestacji erga omnes. Stąd sikanie pod Krzyżem, itd. Jest to rodzaj opętania złem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Maria Kaczyńska była osoba obytą w świecie a Anna Komorowska jest osobą obytą w klinikach położniczych...

    Można padalcom odpłacić ich własnym pieniądzem, tylko że jakoś mi głupio.

    Zauważmy też coś na kształt centralnego planowania w szkalowaniu Lecha Kaczyńskiego - za czasów Prezydentury warszawskiej było to przywoływanie "spieprzaj dziadu" i posądzanie o dyktatorskie zapędy, tudzież o arogancję i dyktatorskie metody rządzenia. Potem ktoś doszedł do wniosku że Polacy mimo wszystko wolą skutecznego aroganta od niezguły i nastąpiła nagła wolta w oczernianiu.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Niezgoda
    Jestem pewien że wypominanie komuś "obycia w klinikach położniczych" jest równie mądre, jak szydzenie z powodu braku obycia na europejskich lotniskach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam Nałęcza z czasu prac "Komisji Rywina" - tak naprawdę to dopiero wtedy rzucił mi się w oczy. Z powodu swojego straszliwego serwilizmu przede wszystkim. Z niedowierzaniem patrzyłam, jak - excusez le mot - włazi w tyłek Millerowi i jego kolesiom, jak idzie im na rękę, jak stara się ucinać wszelkie próby rzeczowego i konkretnego przesłuchania ich przez pozostałych członków komisji, tych z "niewłaściwej" strony. Gnida to mało powiedziane. To, że dzisiaj ktoś taki zostaje doradcą prezydenta do spraw historii, jest jasnym sygnałem, jak ta historia będzie traktowana. Koniec szacunku dla prawdy, jaki był prezentowany przez śp. Lecha Kaczyńskiego; koniec IPN i bezstronnych badań - wracamy do Ministerstwa Prawdy i jego metod...

    OdpowiedzUsuń
  15. @Anna
    Myślę że on tu jest wyłącznie efektem, a nie przyczyną. On go wziął do siebie właśnie dlatego, że on jest takim liżydupcem. To jest właśnie takie towarzystwo.

    OdpowiedzUsuń
  16. Toyah - DOKŁADNIE TAK ! To chamstwo pierwszej wody i tak to chciałem ująć.
    Nigdy nikomu bym takich uwag nie czynił, ale wobec tego jak szydzono z Marii Kaczyńskiej powoli przestaję odczuwać jakiekolwiek opory.

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do samego Nałęcza - przecież to nie jest polityk! Faceta można nazwać działaczem społecznym, został wykreowany w ramach zastępowania starej PZPRowskiej kadry "nowymi twarzami".

    OdpowiedzUsuń