poniedziałek, 18 stycznia 2010

Michalkiewicz



Stanisława Michalkiewicza znam, choć nie czytam. I od razu muszę powiedzieć, że nie czytam nie dlatego, że się nie zgadzam, lecz wyłącznie dlatego, że w ogóle z czytelnictwem u mnie słabo. Kiedyś, owszem, bywało lepiej, ale dziś, w sytuacji gdy nawet przestałem kupować Rzepę, trudno ode mnie oczekiwać, bym czytał Michalkiewicza. Wiem jednak, co u niego słychać. Że prowadzi blog, że walczy, no a przede wszystkim, że szczególnie dla tych, co się urodzili po roku 1990 i nie należą do Młodych Demokratów, stanowi autorytet.
O Michalkiewiczu ponownie usłyszałem dziś od mojego kolegi FYM-a. Otóż okazuje się, że od kilku lat ów dziennikarz, działacz i polityk, aktywizuje się przy okazji kolejnej edycji konkursu na blog roku i korzystając ze swoich wpływów, próbuje ten konkurs rozpieprzyć. Z tego co przeczytałem u FYM-a wynikało, że aktywność Michalkiewicza na tym polu jest na tyle skuteczna, a jednocześnie irytująca, że sam FYM na przykład z uczestnictwa w konkursie w tym roku zrezygnował. Zajrzałem więc na blog Michalkiewicza, by zorientować się, o co chodzi dokładniej. No i się zorientowałem. Zarówno, o co chodzi i jak bardzo o to coś chodzi.
Nie wiem jak poprzednie, ale dzisiejszy wpis Michalkiewicza jest krótki i bardzo do rzeczy. Zaczyna się tak:

Kochani!
W ubiegłym roku pomogliście głosować na właściwych ludzi - i dzięki Wam otrzymałem nagrodę Bloggera roku 2008 w kategorii POLITYKA. Nie udało się, niestety, zablokować drogi p. Joannie Senyszyn.
Mam nadzieję, że w tym roku zadanie wykonamy w stu procentach. Bardzo proszę by ci z Państwa, których stać na wysłanie SMS za 1 zł + 22 grosze VAT, wysłali go na numer 7144, głosując na jeden z poniższych blogów
Ja mam tak, że jeśli ktoś do mnie zwraca się per „kochani”, to natychmiast robię się czujny. Bo wiem, że to gada albo Aleksander Kwaśniewski, albo Donald Tusk, albo ewentualnie pewne bydle, z którym na szczęście nie mam okazji już od kilku lat. A więc wiem też, że to „kochani” ma na celu jedno. Przypieprzyć mi tak, bym się nie podniósł. Michalkiewicz jednak na tym „kochani” nie poprzestaje. Dalej jest, jak widzimy, równie ciekawie. Ciekawie i na tyle jednoznacznie, że nawet nie muszę tego co on pisze analizować. Zwrócę tylko uwagę na fragment o stuprocentowym „wykonaniu zadania”. O jakież to bowiem może chodzić zadanie? O zablokowanie Senyszyn? O załatwienie Michalkiewiczowi ponownie tytułu blogera roku? Czy może jeszcze o coś innego?
Sytuacja rozjaśnia się nieco dalej. Michalkiewicz najpierw pisze tak: „By uniknąć zmarnowania głosów proszę, by na dany blog zagłosowali ci z Państwa, których nazwiska zaczynają się na literę podaną z lewej strony”, a następnie podaje listę 13 blogów, oznaczanych tymi literkami. A więc system jest, jak widzimy, taki, że Michalkiewicz nie zachęca swoich zwolenników, żeby głosowali na jego blog, ani na blog, który on uważa za świetny, ani nawet nie na to, by nie głosować na Senyszyn i powiedzmy Toyaha – czyli nawet nie bierze udziału w konkursie na blog roku – ale podaje listę i każe na nią głosować według klucza, który tworzą pierwsze litery nazwisk głosujących. A więc, apeluje do swoich zwolenników, by głosowali nie dość że na serię nieznanych sobie blogów, ale jeszcze by w sytuacji gdy komuś się podoba blog na przykład jakiegoś Tomka, ten ktoś nie głosował na niego pod żadnym pozorem, jeśli jego nazwisko nie zaczyna się na literę R, lub T.
Dlaczego ja sugeruję, że Michalkiewicz nie bierze udziału w konkursie, a przynajmniej nie w sposób, który można by nazwać standardowym? Dlatego że z instrukcji, którą on podaje wynika, że jemu w żaden sposób nie chodzi o to, by przegrała Senyszyn, czy żeby wygrał Michalkiewicz, lub choćby ten symboliczny już Tomek, czy żeby nawet żeby przegrał któryś z blogerów, których Michalkiewicz nie lubi jeszcze bardziej niż Senyszyn, ale wyłącznie o to, żeby ten konkurs właśnie rozpieprzyć. On organizuje system głosowania na blog roku, który przy dość i tak już niszowym charakterze konkursu, musi pełnić funkcję wyłącznie destrukcyjną. On się zachowuje jak ubek, który włazi w tłum i pierwszą z brzegu osobę kopie w kostkę w nadziei, że to uruchomi lawinę. W dodatku jeszcze do swojej chamskiej prowokacji wykorzystuje kupę durniów, którzy nie wiedzą na co głosują, ale za to myślą, że skoro ktoś taki jak „TEN Michalkiewicz” powie im coś w stylu „z góry pięknie dziękuję”, to oni w ten sposób staną się lepsi i ważniejsi.
Czemu Michalkiewicz tak się zachowuje? Z tego co podaje wikipedia, wynika że on wprawdzie nie jest człowiekiem bardzo starym, ale ma już wystarczająco dużo lat, by zająć się bardziej sobą niż innymi, szczególnie gdy widać wyraźnie, że zajmowanie się innymi szło mu dotychczas nie najlepiej. Można by było sądzić, że ktoś taki jak Stanisław Michalkiewicz, jeśli przyjąć, że jest zwykłym, porządnym człowiekiem, który co miał do zrobienia, to zrobił, jeśli ma jeszcze jakieś ambicje, to powinien je realizować przynajmniej z umiarem i z godnością. No a już z całą pewnością nie powinien robić z siebie durnia.
Moje dzieci z upodobaniem każdego lata jeżdżą na festiwal Heinekena o nazwie Open’er do Gdyni. W związku z tym, że obecnie trwa pełne napięcia ogłaszanie składu uczestników festiwalu, one często siedzą w Internecie i uczestniczą w jakichś forach dyskusyjnych na temat tego festiwalu i muzyki w ogóle. Osoby, które się tam spotykają, to najczęściej dzieci takie jak one. Ale wczoraj dowiedziałem się, że w tym całym tłumie, rej wodzi jakiś starszy typ, podpisujący się Bright, który zamiast spędzać czas z rodziną, chodzić do kina z kolegami, lub zabijać czas pisząc bloga, lansuje się przed tymi dziećmi jako wielki autorytet, jednym się podlizuje, innych obraża, wbija się w każdą sensowną rozmowę, nie dając spokojnie podyskutować, i w efekcie na tym forum panuje nieustanny chaos i zdenerwowanie. Czemu robi to co robi ów Bright? Czy on prowadzi jakąś zaplanowaną dywersję, czy on ma w ogóle jakiś poważniejszy cel? Nie sądzę. To tylko w końcu piosenki. Myślę, że to jakiś pedofil, lub po prostu wariat, który z tej swojej samotności świruje, a ponieważ posiada pewną wiedzę i spryt, grupa dzieci daje się na jego akcje nabierać i go traktuje poważnie.
Czy to co napisałem przed chwilą ma sugerować, że Michalkiewicz to też wariat? O nie! Absolutnie! W żaden sposób! Michalkiewicz to nie wariat. To ktoś, kto ma w głowie bardzo starannie poukładane. Inna sprawa, że nie wiemy do końca, jak starannie, no i przede wszystkim, kto mu ten porządek w głowie zrobił. Jakiś czas temu, przy okazji tzw. ‘sprawy Brody’ dowiedziałem się, że u Michalkiewicza na blogu toczy się dyskusja na temat tego, kim jest Toyah. Z tej dyskusji wynikło, że Polska jest zagrożona i każdy porządny patriota powinien przede wszystkim użyć wszelkich swoich sił, by nie pozwolić na szerzenie się blogowej zarazy. A ja sobie myślę, że chociaż te nasze blogi to wciąż zaledwie nisza, to akcja trwa. Widzieliśmy ją w pewnym momencie na łamach ogólnokrajowej prasy, obecnie można ją obserwować nawet tu w Salonie, a tymczasem okazuje się, że ona się zaczęła już parę lat temu. I że to już nie jest tylko grupka aspirujących szpicli, lecz prawdziwa koalicja. Bardzo groźna. I bardzo niesympatyczna. Pisałem tu wielokrotnie, że ja oczywiście takiej Senyszyn, czy nawet red. Żakowskiego nie lubię i nie szanuję, ale – przy całym szacunku dla ich ambicji i możliwości – nie mam wątpliwości co do tego, że tak wysoko jak Michalkiewicz ani ona ani on, choćby się napięli, nie podskoczą.

2 komentarze:

  1. Nie chcę być uszczypliwy, ale w tym wpisie sprzed kilku lat się Pan wyłożył. "Nie znam, ale się wypowiem"... proszę :(. Romek

    OdpowiedzUsuń
  2. @Romek
    Wyłożyłem sie i, jak widać, wciąż się nie potrafię po tym podnieść.

    OdpowiedzUsuń