sobota, 20 czerwca 2009

Spinujemy za friko

W naszym domu, jak idzie o wszystko to, co wypełnia czas poza pracą, spaniem, i jedzeniem, przestrzeń wypelniona jest przede wszystkim serialem telewizyjnym pod tytułem Dr. House i polityką. Dr. House to szaleństwo ostatnich tygodni. Toyahowa i obie Toyahówny, dzień za dniem, chodzą jak obłąkane i dyskutują na temat rozwoju sytuacji w szpitalu w którym pracuje ten cudowny człowiek. Ja, z kolei, z moim synem wymieniamy się refleksjami na tematy polityczne. I tak to leci. Za oknem deszcz, a w domu z jednej strony gbur z laską, a z drugiej Grzegorz Schetyna.
Właśnie się dowiedziałem, że intelektualna prowokacja Schetyny sprzed kilku dni o tym, że w wypadku, kiedy Premier zostanie prezydentem, prezydent Tusk może zachować szefostwo w Platformie Obywatelskiej, została oficjalnie już autoryzowana przez najważniejsze media, oraz przez niezależne autorytety i nie ma o czym gadać. Wiadomo już na pewno, że nie ma problemu z przywództwem w Platformie. Buldogi są wyłącznie z PiS-ie. Podobnie jak dywan. A o ile ewidentny żart Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat o tym, że w nim jest całe dobro, wciąż czeka na oficjalne zatwierdzenie, Schetyna został przepuszczony bez kolejki. Czy się dziwię? Nie. Oczywiście, że nie.
Wczoraj w Szkle Kontaktowym odbywała się jakaś uroczystość, której pochodzenia nie znałem, bo włączyłem się dopiero wtedy, gdy wszystko zmierzało ku końcowi. W każdym razie w studio siedzieli pracownicy mediów Sianecki z Miecugowem, oprócz nich komicy Tym i Daukszewicz, a w tle stał człowiek z kontrabasem. Zadzwoniła jakaś kobieta i, co mnie akurat przyjemnie zdziwiło, bardzo składnie zwróciła uwagę prowadzącym, że są nieobiektywni na rzecz partii rządzącej. Przez cały czas jej wypowiedzi Stanisław Tym, Krzysztof Daukszewicz, Grzegorz Miecugow i Tomasz Sianecki demonstrowali swoje rozbawienie, a na koniec Miecugow powiedział coś takiego: „Ja się zastanawiam, ile razy można powtarzać ewidentne kłamstwo, żeby w końcu ktoś mógł uznać, że to prawda!”. Czy ja się dziwię. Ależ skąd? Nigdy. Też wczoraj, zaraz po Szkle Kontaktowym, próbowałem obejrzeć program Dzień po dniu. Najpierw dowiedziałem się, ze polityk, na którego jeszcze nie tak dawno cała Polska wołała ‘Buzek-łobuzek’ i którego rządy doprowadziły do tego, że Leszek Miller z komunistami zdobyli w Sejmie bezwzględną większość, jest jednak wielki i o tym już wie nawet cała Europa. A później już nie było nic, tylko wakacje, prezerwatywy i Lew Starowicz. Czy ja coś sugeruję? Nic. Tyle może tylko, że jest oczywiste, że skoro akurat nie ma nic śmiesznego o PiS-ie, to pozostają już tylko kondomy. Ponieważ zrobiło mi się słabo, wyłączyłem telewizor i puściłem muzykę. Wróciłem do telewizora dopiero przed snem i na ekranie pojawił się Kazimierz Marcinkiewicz. Okazało się, że TVN24 bardzo potrzebował poprosić go o opinię na temat sytuacji Polski w cywilizowanym świecie, bo Marcinkiewicz jest w Londynie, zachowuje pełną intelektualną niezależność i może występować jako londyński ekspert. I poszedłem spać.
Jakiś polityk Platformy ze Szczecina, który ma sprawę (czy może miał sprawę) o narkotyki, ma już lada dzień zostać posłem. Wielce Szanowna Pani Minister Hall – jak się okazuje – coś się troszkę zagapiła i dzieci w zerówkach nie będą się uczyły pisać, czytać, i innych takich. We Wproście pokazali czarno na białym, że minister Sikorski jest najzwyklejszym prowincjonalnym bucem i że każdy dodkonale to wie. Chyba wczoraj w Rzeczpospolitejdziennikarze udowadniają, że Ministerstwo Finansów najbezczelniej w świecie kłamie. I robi to już nie po raz pierwszy. Parę dni temu – o czym już tu miałem okazję pisać – Minister Boni przedstawił rządową wizję Polski z lat dwadzieścia, z szybkimi pociągami i szklanymi domami. I to wszystko jak najbardziej poważnie. Platforma odmawia ulg dla studentow, Donald Tusk jest przeciwny pomocy finansowej dla telewizji publicznej. Nie ma dnia, żeby nie pojawiła się informacja, która w normalnej sytuacji, doprowadziłaby do tak ciężkiej kompromitacji rządu, że Polska by tego po prostu nie wytrzymała. Tymczasem te wszystkie rewelacje żyją kilka godzin, i natychmiast zastępowane są przez kolejne, które też istnieją w powszechnej świadomości jedynie przez chwilę. O ile nie zbroi czegoś PiS. Wtedy media mają tydzień czystej zabawy.
Ponieważ, jak wspomniałem, wszystkie kobiety w naszym domu zajęte są oglądaniem doktora House’a, siadłem sobie z moim synem i spróbowaliśmy opracować jakąś strategię dla Polski. I wyszło nam w sposób jednoznaczny, że nie ma takiej możliwości, żeby absolutna większość społeczeństwa nie wiedziała, ze Donald Tusk i cała ta jego zbieranina, to kompletna pomyłka. Jest więcej jak pewne, że praktycznie każdy zainteresowany polityką Polak wie, że Platforma Obywatelskato eksperyment, który nie wypalił i perspektywy są żadne. Jeśli ten świat jeszcze zupełnie nie zbzikował, nie ma takiej możliwości, żeby ktokolwiek rozumny sądził, że tam coś się dzieje. No way. A w tej sytuacji, wymyśliliśmy sobie, że gdyby ktoś z PiS-u nas spytał o radę, co robić, odpowiedzielibyśmy, że nic. Nie trzeba robić nic. Trzeba tylko siedzieć spokojnie i się uśmiechać. Na każde pytanie, jakie zada nam ktoś z tamtej strony, należy się tylko uprzejmie uśmiechnąć i powiedzieć, że z pewnością PiS zna drogę, metodę i odpowiedź. Jak ktoś nas spyta, co sądzimy o Radiu Zet, o pośle Karpiniuku, o in vitro, o TVP, o szansach Tuska na prezydenturę, należy się tylko grzecznie uśmiechać i odpowiadać, że PiS jest oczywiście świetny i z pewnością lepszy od wszystkich innych.
Nawet jeśli któregoś dnia, dowiemy się, że otóż właśnie wyszło na jaw, że w Kancelarii Premiera doszło do strzelaniny, bo Donald Tusk podczas gry w piłkarzyki powiedział do Sławka Nowaka, że jest ciamajdą i redaktor Tadla spyta posła Karskiego, co o tym sądzi, pod żadnym pozorem nie należy formułować żadnych ocen, bo chwilę potem cale Szkło Kontaktowe zostanie poświęcone sprawie zepsutego wózka golfowego. A ludzie ocen nie potrzebują. Oni wiedzą już świetnie, kim jest Tusk i jego koleś Nowak. Tylko uśmiech i krótka informacja – Prosimy szanownych państwa o poparcie dla PiS-u. Można przy tym pozwolić sobie na parę grzecznych, niezobowiązujących żartów. I to wszystko.
Jak ktoś nie umie, Marek Migalski pokaże, jak to się robi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz