poniedziałek, 15 października 2018

Do czego nam służy biskup Pieronek?


Dziś odłożony nieco w czasie najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. O biskupie Pieronku i telewizji TVN24. Kiedy go pisałem, mieliśmy zaledwie za sobą rozmowę Moniki Olejnik z księdzem biskupem, jednak dziś już stało się coś, co zdecydowanie poszerza naszą perspektywę. Otóź dyrekcja stacji, zorientowawszy się, że im plan nie wypalił, kazała redaktorom straty nadrobić. Ci więc szybciutko się poprawili i przeprowadzili z księdzem osobną rozmowę, już na tematy bardziej bezpieczne. No ale o tym być może już innym razem.    


      Na biskupa Tadeusza Pieronka mam oko od wielu lat, jeszcze od czasów, gdy władzę w Polsce niepodzielnie prowadziło SLD na przemian z PSL i z Unią Wolności, śp. Lech Kaczyński nie był nawet politykiem, a Prezes był zaledwie byłym prezesem. To wtedy dał się biskup Pieronek poznać jako bardzo gorliwy obrońca Kościoła i Jego nauki, a z drugiej jako równie gorliwy krytyk owej bezbożności, jaką niosły ze sobą tamte rządy.
     Ale pamiętam biskupa Pieronka z czasów nieco już późniejszych, kiedy wywołał prawdziwą furię tak zwanego „głównego ścieku”, publicznie ogłaszając, że na współczesne feministki nie ma już innego skutecznego sposobu, jak kwas siarkowy. Jeszcze później nastąpił szereg innych wypowiedzi Biskupa, związanych z nauczaniem Kościoła, gdzie każde jego słowo traktowałem jak niemal wyjęte z moich ust. Ale wtedy już wiedziałem, że gdy chodzi o tak zwany „Kościół tradycyjny”, nie ma On być może większego sojusznika niż biskup Pieronek właśnie.
      No a jeszcze później na scenę wkroczyło Prawo i Sprawiedliwość i biskup Pieronek pokazał nam swoją drugą twarz, twarz polityka i to polityka na tyle zaangażowanego, że w jednej chwili stał się dla polskiej prawicy wrogiem publicznym numer 1. Przyznam uczciwie, że nie mam bladego pojęcia, skąd u biskupa Pieronka tak silna, wręcz fizyczna niechęć do Prawa i Sprawiedliwości, której on nie jest w stanie choćby na chwilę ukryć. Nie wiem też, jak to się dzieje, że człowiek wydawałoby się naprawdę pobożny i w tej swojej pobożności naprawdę głęboki, w sprawach politycznych potrafi być jednocześnie być tak dramatycznie niemądry. A jest w istocie rzeczy tak, że biskup Pieronek autentycznie robi wrażenie, jakby w momencie gdy zdejmuje z szyi koloratkę, jednocześnie odkładał na półkę uczepiony do niej na sznurku rozum.

     I tak wygląda prawda na temat owej niezwykłej wprost dychotomii u księdza biskupa Tadeusza Pieronka. Tym bardziej zdziwiła mnie Monika Olejnik zapraszając Księdza do swojego programu „Kropka nad i” by go wypytać o problem pedofilii wśród księży, ze szczególnym uwzględnieniem dowodów przedstawionych przez Wojciecha Smarzowskiego w filmie „Kler”, a potem się bardzo zdziwiła, kiedy biskup Pieronek najpierw wyraził rozczarowanie z powodu nagonki prowadzonej przeciwko Kościołowi, a potem, pytany o odpowiedzialność, odpowiedział, że nie ma żadnego powodu, by to Kościół akurat odpowiadał za grzechy pojedynczych księży.

     A był moment, gdy naprawdę można było z tego skutecznie wyjść, kiedy to Olejnik zapytała Biskupa, czy on nie zna przypadków opisanych przez Smarzowskiego w jego filmie, a ten odpowiedział, że zna o wiele gorsze. Trzeba się było tego uczepić. Trzeba go było najpierw poprosić, by się z nami podzielił swoimi obserwacjami, potem delikatnie przesunąć akcenty z Kościoła na przestrzeń bardziej świecką, nawet gdy chodzi o pedofilię i jestem pewien, że w końcu doszliby państwo do PiS-u. I wtedy by się dopiero zaczęło.


Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek, czy to w księgarni pod adresem www.basnjakkniedzwiedz.pl, czy tu u mnie. Proszę się kontaktować mailowo: k.osiejuk@gmail.com

 

    
 

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.