Dziś,
zamiast klasycznej notki, poświęconej jednemu z klasycznych wydarzeń kolejnego
dnia, postanowiłem przedstawić kilka zupełnie osobnych refleksji, dotyczących
odpowiednio osobnych zdarzeń, z pozoru drobnych, a jednak o ładunku moim
zdaniem wręcz wybuchowym. A skoro tak,
proponuję pójść śladami mistrza Hitchcocka i zacząć od samej góry, tak by dalej
już emocje mogły już tylko rosnąć.
Oto,
proszę sobie wyobrazić, że w stacji TVN24 pojawił się po raz kolejny
Włodzimierz Cimoszewicz – TEN Włodzimierz Cimoszewicz – i ogłosił, że polski
kandydat na przewodniczącego komisji do spraw rolnictwa w Parlamencie
Europejskim, Janusz Wojciechowski, podczas wstępnego przesłuchania przed
europejskimi politykami się skompromitował i dziś już prawdopodobnie nie ma
najmniejszych szans na objęcie stanowiska, które mu zostało zaplanowane.
Przepraszam
bardzo, ale zanim ja się zainteresuje tą informacją na poważnie, proszę mi wyjaśnić,
kto to taki ów Cimoszewicz? Co to za zwierzę? Czy jest ktoś kto jeszcze go
traktuje poważnie poza stacją TVN24? Ktoś mi tu podpowiada, że on był premierem
rządu, no ale cóż to za argument, kiedy fakty są takie, że premierem rządu była
również Ewa Kopacz, że już nie wspomnę o Kazimierzu Marcinkiewiczu. Oni oboje
byli premierami rządu i, przepraszam bardzo, ale co to jest dziś za argument?
A
zatem, mamy sytuację taką, że Włodzimierz Cimoszewicz – TEN Włodzimierz
Cimoszewicz – poproszony przez jedną z głównych polskich telewizji o wypowiedź,
coś tam sobie mówi, a owa telewizja postanawia tę wypowiedź nagłośnić, jako
swój headline. Przepraszam raz jeszcze, ale to jest z mojego punktu widzenia
kompletna magia. Włodzimierz Cimoszewicz
jako komentator politycznej sceny.
Jest jednak jak jest, faktów nie jesteśmy w stanie
zmienić, a zatem nie pozostaje nam nic innego jak ruszyć o krok dalej. Oto w
tej samej telewizji TVN24 ukazała się bardzo zawzięta debata między posłem
Platformy Obywatelskiej, Sławomirem Neumannem, a szefem partii Razem, Adrianem
Zandbergiem, podczas której ów Zandberg ogłosił, że w dzisiejszej Polsce „jeśli ktoś ma pieniądze, to może
się leczyć, a jeśli nie ma, to umiera wcześniej”. Ja rozumiem, że
Zandberg to jakieś lewackie nieszczęście, które nie zasługuje choćby na wzruszenie
ramion, natomiast nie jestem w stanie pojąć, jaki plan stoi za tym, by nie
dość, żeby tę nędzę zapraszać do studia czołowej polskiej stacji informacyjnej,
to jeszcze jej mądrości wybijać grubą czcionką na powszechnie dostępnym
portalu.
O co chodzi? Otóż mój rodzony brat dwa lata temu
został zaatakowany przez bardzo agresywny nowotwór i dzięki wysiłkowi lekarzy
tu w Katowicach, ale również tam w Warszawie, został – w co bardzo głęboko
wierzę – wyleczony. Teść mojej córki
zapadł na raka prostaty, i również, dzięki poświęceniu lekarzy to tu to tam,
wydaje się, że może żyć nadzieją na długie życie. Żona mojego bliskiego kumpla
dwa lata temu, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia zapadła na agresywnego raka
piersi i ona również dziś żyje nadzieją, że przed nią całe życie. Dzięki komu?
Dzięki lekarzom, którzy wykonywali swoje powinności bez jednego dodatkowego
grosza na waciki.
A tu przyłazi ten komuch i pieprzy coś na temat
pieniędzy, które trzeba mieć, by przeżyć. Ja oczywiście nie potrzebuję tu
nikogo zapewniać, że osoby, o których tu wspomniałem, nie są nawet w ułamku procenta
tak zamożne jak choćby George Harrison, którego akurat jak najbardziej uratować
się nie dało, a to z tego prostego powodu, że każdy z nas wie, że informacja
jakoby nasi lekarze nie byli w stanie ruszyć tyłka, by spróbować uratować
czyjeś życie, to jest skandal jakiego świat nie widział.
I wcale tak naprawdę nie chodzi o to co powiedział
Zandberg. To jest, jak już to podkreśliliśmy, zaledwie komuch, bez cienia wrażliwości, przez co jest skazany na to, że prędzej czy później będzie
musiał prosić na ulicy o papierosa i kubek kawy. Rzecz w tym, że, o czym już wspomniałem, tę
jego wypowiedź publikuje jako wiadomość naczelną i pierwszą i to jeszcze w
formie tytułu, sam TVN24. Bez wstydu, bez jakiejkolwiek refleksji. A ja już bym
tylko chciał wiedzieć, jak się zachowają 13 października lekarze, których ci
idioci oskarżyli o tego typu interesowność, gdzie nie ratuje się życia dopóki
ktoś nie zapłaci.
No i trzecia historia. Proszę sobie mianowicie wyobrazić – a to jest, co zupełnie
niezwykłe, również wiadomość przekazana nam przez portal tvn24.pl – że jakiś czas
temu pewna amerykańska policjantka wracała zmęczona ze służby do domu i jakimś
cudem – wielu z nas ma żony, a zatem to akurat jesteśmy w stanie zrozumieć –
weszła do mieszkania obok. Weszła do owego mieszkania, zobaczyła jakiegoś
Murzyna i go zwyczajnie, w przekonaniu, że ma do czynienia z włamywaczem,
zastrzeliła. Policjantka została właśnie skazana na 10 lat więzienia i
pojawiają się głosy, również oczywiście ze strony rodziny zastrzelonego
człowieka, że te dziesięć lat to kpina. Proszę sobie jednak wyobrazić – i co
ciekawe, jest to wiadomość podana przez tę samą co poprzednio telewizję TVN24 –
że brat zastrzelonego mężczyzny przed sądem złożył następujące oświadczenie:
„Kocham cię jako
człowieka i nie życzę ci niczego złego. Jeżeli naprawdę żałujesz, wiem, mogę
mówić tylko za siebie, ale ja ci wybaczam. Wiem, że jeżeli zapytasz Boga, on ci
wybaczy. Kocham cię tak, jak każdego innego człowieka. I nie zamierzam mówić,
że mam nadzieję, iż zgnijesz w więzieniu i umrzesz, jak mój brat. Osobiście
chcę dla ciebie jak najlepiej. Jeżeli naprawdę żałujesz, wiem, że mogę mówić tylko
za siebie, ale wybaczam ci. Chcę dla ciebie jak najlepiej, ponieważ wiem, że
tego pragnąłby dla ciebie Botham. A najlepsze byłoby zawierzenie twojego życia
Chrystusowi”.
Po tym wystąpieniu brat zabitego zapytał sądu, czy
może przytulić skazaną. Gdy sędzia wyraziła zgodę, Brandt podszedł do policjantki,
która zastrzeliła jego brata i, jak dalej relacjonują redaktorzy TVN24, objął
ją i oboje się popłakali. Chwilę później
– wciąż relacjonuję doniesienia TVN24, do policjantki podeszła sama sędzia i
również ją przytuliła, przekazując słowa wsparcia. Wręczyła jej także Biblię.
O co chodzi? Odpowiedź jest prosta. A jak ktoś jej
wciąż nie zna, to gapa. Zagadką za to wciąż pozostaje pytanie, jak to jest, że
ci ludzie są w stanie tuż obok siebie zestawić te trzy wiadomości i nie
wzbudzić w sobie jakiejkolwiek refleksji, że z nimi jest coś nie tak. Wciąż się
nam kłania owa przepiękna wypowiedź osiołka Kłapouchego:
„No brain at all, some of them. Only grey
fluff that’s blown into their heads by mistake”.









