sobota, 24 września 2016

Co Brad Pitt uważa na temat aborcji?

Jak z pewnością wszyscy już wiemy, właśnie się rozpadło najwspanialsze małżeństwo na Ziemi i od dziś słowo „miłość” będzie musiało nabrać nowego znaczenia. Brad Pitt i Angelina Jolie, po 12 latach owego niezwykłego związku, w tym dwóch ostatnich lat jako mąż i żona, jak podają media, organizują swoje życie na nowo, jednak my wszyscy mamy nadzieję, że z tego nieszczęścia narodzi się dobro większe. Brad bowiem wraca do swojej poprzedniej ukochanej, aktorki Jennifer Aniston, natomiast Angelina postanowiła się związać z modelką, niejaką Jenny Shimizu. Szczególnie poruszające jest oświadczenie Brada Pitta, w którym czytamy: „Jestem niezwykle zasmucony, ale tym, co liczy się teraz najbardziej, jest dobro naszych dzieci. Uprzejmie proszę media, by dały im przestrzeń spokoju tak potrzebną w tych trudnych chwilach”. Wygląda więc na to, że Brad nie będzie miał nic przeciwko temu, by ich troje dzieci Pax, Shiloh i Zahara mieszkały z mamami, no i żeby Shiloh, która już jakiś czas temu została chłopczykiem, mogła nadal przedstawiać się imieniem John.
Ktoś pewnie zaraz powie, że to jest wszystko nieprawda, podobnie jak nieprawdą było tych 12 lat, które Brad i Angelina rzekomo spędzili ze sobą w serdecznym związku, te dzieci, ta dziewczynka o imieniu John i każda sekunda ich wspólnego, czy rozłącznego życia. Że to wszystko, co oni zrobili, lub nie zrobili przez te 12 lat, owe kolejne adopcje przeprowadzane gdzieś w Afryce, czy w Bangladeszu, te operacje biustu Angeliny, te okulary Brada, to wszystko jest dokładnie taką samą fikcją, jak wszystkie role, jakie w tym czasie zagrali w filmach, na czele z rolą Brada w „Bękartach Wojny”. Że wreszcie, każde wypowiedziane przez nich słowo w niezliczonych wywiadach i każda mina, jaką zrobili przez te lata do zawsze czyhających na nie kamer, to nic, jak czysta, niczym niezmącona nieprawda. A ja oczywiście nie mam najmniejszego powodu, by się z tym nie zgodzić. Nie zmienia to jednak faktu, że tak sobie o tej fikcji rozmawiając, pozostajemy w mniejszości i to w mniejszości niemal tak samo fikcyjnej, jak życie tych ludzi. Rzecz w tym, że nas tu tak naprawdę już od dawna nie ma.
Oto moja córka zwróciła mi uwagę na historię, która – w co ciężko uwierzyć – pod pewnym względem dotyczy fikcji jeszcze większej, niż życie Brada Pita i Angeliny Jolie. Oto gdzieś w Internecie pojawił się następujący obrazek znanego nam skądinąd Marka Raczkowskiego:


Żart jak żart. Dla jednych śmieszny, dla innych mniej, dla jeszcze innych, w ogóle nieistotny. To co jednak w nim zdecydowanie zwraca uwagę, to to, że ta pierwsza pani, jest ładna, ma ładne włosy, ładną buzię, a nawet ładny biust, tę drugą natomiast Raczkowski przedstawił w taki sposób, by ona tezę owego żartu tylko podkreślała, przez co możemy zaryzykować podejrzenie, że w ten sposób, przy całym swoim niewątpliwym talencie, Raczkowski zsunął się do poziomu propagandy wyznaczanego prze ruskiego „Krokoldiła”, czy naszą „Gazetę Polską”. Ale i to nie jest naszym problemem. Niech oni wszyscy zachleją się swoją nienawiścią na śmierć. Otóż prawdziwą rewelację stanowi fakt, że wedle relacji mojej córki, pod tym obrazkiem internauci rozpętali autentyczną debatę, w pewnym momencie przeradzającą się w awanturę na temat tego, która z narysowanych przez Raczkowskiego kobiet jest bardziej brzydka. W pewnym momencie napięcie osiągnęło taki stan, że niektórzy najzwyczajniej w świecie tę panią po prawej stronie zaczęli normalnie hejtować, pisząc, że jest obrzydliwa, że jej śmierdzi z ryja i że zamiast włosów ma parówki.
Córka moja, która chyba najwięcej z nas wszystkich udziela się na Facebooku, postanowiła zwrócić tym durniom uwagę na to, że to ta kobieta nie istnieje, że to jest tylko rysunek, w dodatku w całości wymyślony przez Raczkowskiego i że nie ma sensu jej hejtować. Na nic. Jedyna reakcją było to, że część tego hejtu została skierowana w jej stronę, a być może najbardziej merytoryczny komentarz brzmiał: „Aha, rozumiem, pewnie uważasz, że to jest spisek?” Reszta pozostała bez zmian i, jak sądzę, tam wciąż nawet teraz pojawia się ktoś nowy i próbuje najlepiej jak tylko potrafi ową kreskę obrazić, tylko dlatego, że ona jego zdaniem reprezentuje tak bardzo znienawidzony Kościół.
W tej sytuacji, ja się zastanawiam, cóż nam przeszkadza biedny Brad Pitt z jedną z jego żon, czy kochanek i ich córeczka, z której oni postanowili zrobić chłopczyka? W końcu, cokolwiek by o nich nie mówić, przynajmniej z biologicznego punktu widzenia, oni, w odróżnieniu od satyrycznego rysunku, są wciąż ludźmi. To co nas naprawdę powinno dotyczyć, to niewątpliwy fakt, że przez te wszystkie lata systematycznego prasowania naszych mózgów przez kulturę popularną, doszliśmy do tego, że nawet wtedy, gdy nam pozamykają te wszystkie galerie handlowe i znajdujące się w środku hipermarkety – nawet wtedy – pozostanie nam się gapić w obrazki i niewykluczone, że to nam w pełni wystarczy.
Rysunek Raczkowskiego jest komentarzem do niekończącej się dyskusji na temat legalizacji i zakazu aborcji, która dziś przeżywa swój kolejny renesans. W związku z tym, ja bym też może dorzucił tu swój komentarz, dość już stary, bo zamieszczony na tym blogu parę lat temu, jednak przede wszystkim wciąż aktualny, no a poza tym dotyczący tego co jest jak najbardziej realne. Otóż dziś jest tak, że problem legalizacji aborcji dotyczy tych absolutnie już wyjątkowych przypadków, kiedy to mamy do czynienia z ciążą bardzo zaawansowaną, a ktoś ma ochotę zamordować sobie dziecko, które na dobrą sprawę zdolne by było do samodzielnego życia. Cała reszta jest załatwiana przy pomocy tabletek na wrzody żołądka, gdzie jak byk jest napisane: „Niewskazane w czasie ciąży”. Jak mnie informuje znajomy ginekolog, dwie tabletki rozwiązują problem skutecznie i na czysto. Dopóki tego nie pojmiemy, równie dobrze możemy się gapić w obrazek Raczkowskiego i pluć na monitor.

Przypominam, że od kilku dni w księgarni na stronie www.coryllus.pl (do kliknięcia tuż obok) sprzedawana jest moja najnowsza książka, zawierająca między innymi, całość korespondencji, jaka w latach 2011-2014 miała miejsce między mną, a panią profesor Zyta Gilowską. Oprócz tego, w książce znalazł się cały szereg tekstów z tego bloga, zdaniem Pani Profesor – najlepszych.

5 komentarzy:

  1. Słowa " a ja wręcz przeciwnie" spowodowały że po prawej stronie obrazka ujrzałem nie świętej pamięci Marię Czubaszek. Panie świeć nad jej duszą. Amen!

    OdpowiedzUsuń
  2. @bazyl
    Obawiam się, że nie trafiłeś. Czubaszek popierała aborcję

    OdpowiedzUsuń

  3. Wiem z tego bloga że tego mordu niestety dokonała niejednokrotnie.

    Ruda kończy swoją wypowiedź mówiąc "sama nigdy bym nie usunęła ciąży",
    w kontrze pada zdanie "a ja wręcz przeciwnie".

    Teraz jasne?

    OdpowiedzUsuń
  4. @bazyl
    Raczkowski wrzucając w usta tej pani "wręcz przeciwnie" chciał wyszydzić obrońców życia, którzy jego zdaniem z jednej strony żądają delegalizacji aborcji, a z drugiej sami niejednokrotnie jej dokonywali. Czubaszek na tym obrazku nie występuje. Proszę mnie więc nie pytać, czy teraz jasne, bo to nie ja mam kłopot ze zrozumieniem tej satyry.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pełna zgoda że powiedzmy 200.000 osób zupełnie słusznie na tym obrazku nie dostrzeże śp. M. Czubaszek. Opisałem swoją dysfunkcję, gdy jest podejmowana dyskusja o aborcji mi w głowie pojawiają się skojarzenia z tymi którzy prawdopodobnie nie żałują.

    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń