wtorek, 18 marca 2014

40 lat minęło, czyli noc żywych trupów

Od kilku dni mamy tu na blogu nastrój raz mniej, innym razem bardziej podły, jednak zawsze i niezmiennie podły właśnie, i nie chce on nam się ani trochę poprawić. A tymczasem, co może niewielu z nas zauważyło, pod notką o Radku Sikorskim i jego bardzo szczególnym wygłupie z białoczerwoną szachownicą pewien nasz kolega zamieścił link do artykułu na temat niezwykle interesującej, czterdziestej już rocznicy wydarzenia, o którym ani ja, ani, jak się domyślam, większość czytelników tego bloga najzwyczajniej w świecie nie słyszała.
Zamieścił nam nasz kolega ów link, i ja jestem pewien, że gdybyśmy tam od razu zajrzeli i to co tam jest, przeczytali i odpowiednio przemyśleli, musielibyśmy dojść do wniosku, że oto mamy fantastyczne wręcz potwierdzenie tej pięknej prawdy, że jakkolwiek by było źle, to naprawdę źle już było, i się zwyczajnie i naturalnie naprawiło, a jeśli to zło wciąż wraca, to wyłącznie jako dowód na wieczną frustrację owego zła animatorów, a nie na ich siłę.
W czym rzecz? Otóż, jak się dowiadujemy, 11 marca 1974 roku telewizja ABC wyemitowała oparty na książce autorstwa niejakiej Marlo Thomas “Free To Be… You And Me” musical, w którym wystąpili najwybitniejsi w tamtych latach aktorzy i artyści, tacy jak Harry Belafonte, Mel Brooks, Roberta Flack, Michael Jackson, Kris Kristofferson, Alan Alda, czy Dionne Warwick.
W bestsellerowej książce Thomas, ale także na nagrodzonym platyną albumie, czy w wyróżnionym nagrodą Emmy musicalu z piosenkami przedstawiony został świat, gdzie różnice płci stają się ponurą historią, a zamiast chłopców i dziewczynek mamy wzajemnie się szanujące, wolne od płciowych przesądów „osoby”. Oto w jednej z piosenek dwoje dzidziusiów wspólnie omawia swoje cele życiowe i okazuje się, że dziewczynka pragnie zostać strażakiem, a chłopczyk kelnerką; w innej Amerykanie poznali dziewczynkę, która zawsze głosiła zasadę, że kobiety mają pierwszeństwo i w ten sposób została pożarta przez tygrysa; w innej z kolei, zatytułowanej „Lalka Williama”, poznajemy chłopczyka o imieniu William, który śpiewa jak to on pragnie mieć lalkę, którą będzie mógł kąpać, ubierać i karmić, aż areszcie mądra mama kupuje mu wymarzoną laleczkę; w klipie, który dziś jeszcze możemy obejrzeć na youtubie 16-letni Michael Jackson razem z Robertą Flack śpiewają piosenkę, gdzie oboje na zmianę deklarują, jak to dla niego to nie stanowi problemu, jeśli nigdy nie będzie silny i wysoki, a dla niej żadnego zmartwienia, jeśli nigdy nie będzie ładna, bo najważniejsze, to być sobą.
Z informacji, jakie można znaleźć na temat owego musicalu sprzed lat, możemy się dowiedzieć, że szaleństwo, jakie wówczas ogarnęło Amerykę nie było ani wykreowane sztucznie, ani sztucznie podsycane, ani też wcale nie trwało przez bardzo krótką chwilę. W reakcji na ów propagandowy atak, rodzice w całym kraju zaczęli kupować swoim córkom samochodziki, a chłopcom lalki, dziewczynkom nadawać imiona chłopięce, a chłopcom dziewczęce, chłopców ubierać na różowo, dziewczynki na niebiesko i tak dalej, i w tym kierunku. Z tego, co dziś czytam wynika, że w pewnym momencie obłęd ten przybrał takie rozmiary, że tradycyjnie myśląca część społeczeństwa wpadła w autentyczną panikę…
No i proszę sobie wyobrazić, że po paru latach to wszystko nagle się skończyło, a wszyscy, włącznie z tymi, którzy tę całą akcję zainicjowali, przeprowadzili i dbali o to, by ona się już tylko rozprzestrzeniała na cały świat, nagle się opamiętali i, uznawszy – tak jak to już robili nie raz – że albo oni tak tylko żartowali, albo się pomylili, albo że coś zwyczajnie nie wypaliło, wrócili do swoich zwykłych zajęć. A co wcale nie najmniej ciekawe i dla nas istotne, to fakt, że kiedy się tych piosenek słucha dzisiaj, to dopiero widać, jaka to była nędza. Tylu znakomitych artystów, tylu świetnych piosenkarzy i taka porażka. Z tej dopiero perspektywy widać, jak oni się nawet nie byli w stanie w to coś poważnie zaangażować. Jak to w ich całym ich artystycznym życiu, dla wielu z nich to był prawdopodobnie jedyny okres, kiedy oni musieli coś zrobić wyłącznie na zamówienie, i oczywiście nie dali rady. Zupełnie jak jakiś Maleńczuk z Józefowiczem.
A ja już tylko przypominam, że to wszystko miało miejsce 40 lat temu. Nie 10 lat temu, nie 20, ale lat 40 – jakiż to długi okres czasu! Ileż przez te wszystkie lata się zmieniło. I naprawdę nie trzeba mieć ani jakoś szczególnie dobrej pamięci, ani wysoko rozwiniętej społecznej świadomości, ale też nie trzeba cierpieć na amnezję, by wiedzieć, że zarówno czas wyznaczany przez późne lata 70, jak i przez całą kolejną i jeszcze następną dekadę, aż po przełom tysiąclecia, nosił najróżniejsze ślady cywilizacyjnego upadku, ale akurat tak zwany „gender” tu szczególnie nie dominował. To dopiero ostatnie dni przyniosły ów nowy atak tego obłędu. Czemu? Tego pewnie sam Diabeł nie wie. Może za tym stoi jakaś chora cykliczność, której normalny świat zaradzić nie jest w stanie? A może jeszcze coś innego? Tego nie wiemy i tak naprawdę dla nas to nie ma większego znaczenia. Jedno jest pewne i do zapamiętania: numer z Williamem nie wypalił. Minęło 40 lat i dziewczynki nadal bawią się lalkami i bardziej wolą być fryzjerkami, niż pilotami, a chłopcy też znacznie częściej proszą rodziców, by im kupili karabin, a nie różowe lusterko. No, powiedzmy z drobnymi wyjątkami, tyle że każdy z nas, jeśli zajdzie do fryzjera, a obsługiwać go nie będzie ładna dziewczyna, tylko ładny chłopak z kolczykiem w nosku, wróci do domu i nie powie, że go strzygła go jego ulubiona fryzjerka o imieniu William, ale jakiś wesoły pedał. A świat, widząc, że wszystko jest na swoim miejscu, się tylko wesoło uśmiechnie. A jeśli ktoś nas i nasz świat za to przeklnie, to bądźmy pewni, że to tylko przez parę następnych lat.

Bardzo wszystkich proszę o wsparcie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Bez niego ciągnąć tego życia nie dajemy rady. Dziękuję każdemu z osobna, a na koniec przesyłam filmik o fryzjerze Williamie i jego laleczce.

2 komentarze:

  1. Tylko, że nawet jeśli ci chłopcy proszą o karabin, to wspólczesny rodzic, przynajmniej w pierwszym odruchu, wcale nie będzie chciał mu go kupić. A jeśli już, to taki możliwie niegroźnie wyglądający na wodę, a nie porządną replikę kałasza.
    Czyli coś jednak przez te 40 lat się zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Iza
    Ja miałem normalnego colta.

    OdpowiedzUsuń