wtorek, 24 września 2013

Przyszedł jakiś dziwny pan; mówi, że jest Wałęsą

Wydawałoby się, że jak idzie o Lecha Wałęsę, ani on, ani nikt inny, nigdy już nie powie nic tak ciekawego i inspirującego, żeby trzeba było do tematu tego dziwnego człowieka wracać. Ja, na przykład, parokrotnie postanawiałem sobie, że z nim już koniec, i mimo że nigdy z jakiegoś powodu nie byłem w stanie owej danej sobie obietnicy dotrzymać, wciąż byłem przekonany, że ja tu ulegam wyłącznie prostym ludzkim emocjom, a nie jakiejś szczególnej randze kolejnego ekscesu, jakiego byłem świadkiem.
A Bóg mi świadkiem, że starałem się bardzo, by, ile razy on się pojawi, odwracać wzrok, i ewentualnie zatykać uszy. A kiedy już i jedno i jedno i drugie okazywało się nieskuteczne, zwyczajnie wzruszać ramionami i mówić sobie, że nic się przecież nie stało. Weźmy jego wypowiedź sprzed zaledwie paru tygodni, kiedy to dzieląc się swoimi wrażeniami odnośnie filmu Wajdy, powiedział, że jemu się nie za bardzo podobała rola tego Więckiewicza, bo ktoś mógłby nieopacznie z niej wyczytać, że Wałęsa to bufon, a przecież „gdybym był bufonem, to by mnie ludzie nie nosili na rękach”. Przecież, jak się zastanowić, to jest naprawdę coś absolutnie fantastycznego. No a ja dzielnie się tylko wyprostowałem, uniosłem dumnie głowę i przeszedłem obok w milczeniu.
No i od wczoraj mamy coś, moim zdaniem, jeszcze bardziej niezwykłego. Otóż Wałęsa udzielił wywiadu którejś z rosyjskich agencji i powiedział ni mniej ni więcej, tylko:
Moja walka doprowadziła do zjednoczenia Niemiec i do powstania państwa Europa. Znieśliśmy granice. Na horyzoncie globalizacja. Wszystko to wymaga innych programów i struktur. W związku z tym, podróżując po różnych krajach i kontynentach, próbuję zachęcić ludzi do dyskusji o tym, jak powinien wyglądać współczesny świat - ONZ, Rada Bezpieczeństwa, NATO. Tu jest dużo do zrobienia. Różnie mnie słuchają, ale liczne osoby zaczynają podążać w tym kierunku, ponieważ to nie tylko pomysł. Tak daleko zaszliśmy w ramach technicznej modernizacji, że już nie mieścimy się w naszych krajach. Powinniśmy rozszerzać gospodarcze, obronne i różne inne struktury, zrobić z państw Polski, Niemiec jedno państwo Europa. To rozszerzenie geograficznych struktur, przy którym i gospodarka i demokracja powinny się zmienić”.
O co chodzi, ktoś zapyta. W końcu Wałęsa już od bardzo długiego czasu zwyczajnie nie domaga, i tak samo jak już za nim, tak również i przed nim, wypowiedzi, które nas mogą zadziwić. Czy warto się więc przejmować? A ja odpowiadam, że oczywiście nie warto. Nie warto nawet przejmować się czymś tak nieprawdopodobnie rewolucyjnym, jak jego propozycją – złożoną, jak najbardziej, na poważnie – by Polska i Niemcy utworzyły jedno państwo i nazwały je „Europa”. W końcu, czy on jest sam na świecie? Przecież każdy z nas żyje w określonym środowisku i widział niejedno. Nawet jeśli poruszamy się głównie samochodem zaparkowanym przed domem, i parkowanym na parkingu przed miejscem, w którym pracujemy, od czasu do czasu zajdziemy przecież do lokalnego sklepu, czy przejdziemy się ulicą, i trafimy na coś, o czym później opowiemy dzieciom w domu. Tu jednak nie chodzi już o Wałęsę, ale o to, że nagle się okazuje, że to szaleństwo cieszy się pełną autoryzacją, jako część przestrzeni jak najbardziej oficjalnej.
Proszę może na chwilę zapomnieć, że mamy do czynienia z Lechem Wałęsą i przeczytać raz jeszcze wyżej cytowaną wypowiedź. Następnie proszę sobie uświadomić, że czytamy nie podręcznik psychiatrii, ani kolejną powieść o pułapkach, jakie dzisiejszy, skomplikowany przecież świat, zastawia na każdego z nas. To jest wypowiedź powszechnie znanego polityka, byłego prezydenta dużego europejskiego kraju, laureata pokojowej nagrody Nobla. A kiedy już to zrozumiemy, nagle zechciejmy zrozumieć, że jeśli my, słysząc te słowa, wybuchamy serdecznym śmiechem, lub zaciskamy bezradnie pięści, jesteśmy zaledwie marginesem. Jednym z dwóch. Bo drugi natomiast margines na to wszystko robi poważną minę, i pyta: „Tak pan uważa, panie prezydencie? To bardzo interesujące. A czy mógłby pan nam powiedzieć, co pan sądzi na temat bieżącej sytuacji w kraju?”, no a większość ma to zwyczajnie w dupie. Dlaczego? Bo większość wie, że to wszystko to od początku do końca kłamstwo, i zwykły człowiek naprawdę nie ma ani czasu, ani siły, ani też ochoty, by się zastanawiać, które z nich jest większe, a które mniejsze.
Spróbujmy więc popatrzeć na tę wypowiedź – jak i na każde zresztą jego ostatnio zachowanie – bez uprzedzeń. Spróbujmy na moment zapomnieć, że mamy do czynienia tylko przecież z Wałęsą, a więc psychicznie chorym człowiekiem, wykorzystywanym – podobnie jak przed laty pewien dworcowy pijak – przez System do doraźnej polityki. Postarajmy się, na chwilę chociaż, spojrzeć na to, co stoi przed nami, czystym spojrzeniem. I co zobaczymy? A teraz, proszę, zechciejmy sobie uświadomić, co z tego jest już tylko dla nas? Otóż nic. My tu nie mamy dokładnie nic do powiedzenia. Zrozummy, że my jesteśmy w tym wszystkim traktowani, jak sfora jakieś śmieci, z którymi można zrobić dokładnie wszystko.
Otwieramy telewizor i widzimy człowieka w garniturze, który z poważną miną, bez śladu uśmiechu na twarzy, informuje nas, że oto były prezydent, Lech Wałęsa, w wywiadzie dla rosyjskiej agencji prasowej, zaproponował, by Polska i Niemcy utworzyły wspólne i osobne państwo, które będzie nosiło nazwę Europa, po czym idą już kolejne wiadomości… i, pomijając nasze zdziwienie, nie dzieje się nic. Nie dzieje się do czasu oczywiście, gdy w publicznej przestrzeni pojawi się kolejna odsłona dyskusji, czy to o ekspertach dr. Laska, czy o wyborach do Bundestagu, czy o ekscesach, których bohaterem był poseł Hofman. No i wtedy z całą pewnością, w tym czy innym kontekście, wróci osoba Lecha Wałęsy i prośba, byśmy wreszcie zrozumieli, że nie ujedziemy daleko na atakowaniu naszych narodowych bohaterów; że naprawdę tak mało mamy tego, czym się możemy pochwalić przed światem, że przestańmy sami siebie szkalować. Oto jest szansa, że polski film odniesie wreszcie sukces w Hollywood – dlaczego więc robimy wszystko, by ów sukces zniszczyć? Czy my Polacy już naprawdę na zawsze musimy pozostać tacy do niczego?
Jeszcze w tamtej starej książce o liściu wspomniałem historię Marqueza o tym, ja to na Macondo spadła klęska stopniowego, powolnego zapominania tego, co jest czym, do czego co służy, czemu robimy to, a nie co innego, w związku z czym ludzie zaczęli nieustannie zapisywać podstawowe informacje i karteczki z owymi przypomnieniami, i umieszczać je w każdym możliwym miejscu. I w końcu się do tego przyzwyczaili, i uznali, że świat, w którym żyją, to właśnie taki świat, i że innego nigdy nie było.
Zaraza jednak minęła, oni sobie nagle wszystko przypomnieli i wtedy zobaczyli, że z każdej strony otaczają je te absurdalne karteczki, na których jest napisane „To jest krowa”, „Krowa daje mleko”, „Krowę trzeba doić” itd. itp. I się zawstydzili, zupełnie jak tamtych dwoje, kiedy nagle zdali sobie, że są nadzy.
Mamy więc tego Lecha Wałęsę – jedynego obok Jana Pawła II prawdziwie wielkiego, znanego i szanowanego na całym świecie Polaka. I nagle – muszę to powtórzyć raz jeszcze – jeśli tylko uda nam się zrzucić z siebie to szaleństwo, które, jak owa straszna utrata pamięci swego czasu w Macondo, sprawia, że staliśmy się najzwyczajniej jakimś kuriozum, musimy zrozumieć, że to wszystko to jest jakaś straszna fikcja, której nie wolno nam ani na moment lekceważyć, bo ona nas w końcu zwyczajnie pochłonie. Dlatego musimy bardzo uważać, i wciąż – nie mówię, żeby zapisywać – ale sobie wciąż powtarzać: „To jest złe”, „To jest dobre”, „To jest szalone”, „To jest obce”. Bo jeśli to zaniedbamy, wtedy już tylko pozostanie nam się któregoś dnia obudzić i ujrzeć ten nasz świat, nawet nie oblepiony tymi dziwnymi karteczkami, ale zaludniony przez jakieś stwory nie z tej ziemi, które nieroztropnie traktowaliśmy, jak swoich braci… i wtedy się dopiero zawstydzimy.
Pamiętajmy więc. Tu jesteśmy my, a tam jest przeciwnik. Przeciwnik straszny i bezwzględny. Bezlitosny i okrutny. Podstępny. Nie dajmy się zaczarować.

Jak zawsze, a od pewnego czasu ze szczególną emocją, bardzo proszę każdego, komu się te teksty podobają i lubi tu wracać, o wsparcie na podany obok numer konta. Ten miesiąc nam się tak strasznie posypał, że sytuacja jest wręcz nie do wytrzymania. Jak już kiedyś pisałem, gdybym potrafił grać na gitarze, albo na skrzypkach, poszedłbym na ulicę. Póki co, wciąż liczę na ten blog. Dziękuję.

1 komentarz:

  1. Odruch wymiotny, jaki się ma na widok i słowa Wałęsy, jest naturalną reakcją zdrowego organizmu.
    Gdy go nie masz, znaczy się jesteś już zaczadzony.
    Napisz sobie karteczkę

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.