czwartek, 19 września 2013

Jak Hitchcock z VanGoghiem

Jak idzie o telewizor, co tu już zostało parokrotnie wspomniane, gdyby nie angielska liga piłkarska, którą regularnie ogląda moja starsza córka, i tenis, który oglądamy wspólnie, on by nam był potrzebny wyłącznie po to, by oglądać koncerty na DVD. Któryś z minionych wieczorów, zatem, upłynął nam na oglądaniu meczu Swansea vs. Liverpool. Premiership, jak wiadomo, obsługuje Canal Sport, a tam tym wszystkim pokazom towarzyszy regularnie nadawany program, gdzie można się sympatycznie pośmiać, czy to z różnych wpadek, czy tylko z zabawnych sytuacji, jakie zanotowali na swoim koncie komentatorzy sportowi.
I oto, proszę sobie wyobrazić, pokazano nam fragment jakiegoś bardzo zaciętego pojedynku żużlowego, gdzie walka, wedle relacji komentatorów, była prawdziwie dramatyczna, i w pewnym momencie któryś z nich powiedział co następuje:
„Żaden Hitchcock, ani inny Van Gogh by tego nie wymyślił”.
Naprawdę.
I teraz ja mam pewien dylemat. Otóż zakładam, że ów dziennikarz, który o tym „innym Van Goghu” wspomniał, to kolega tych, którzy ten program przygotowują. A zatem, nie wydaje mi się, by oni upublicznili to zdanie z potrzeby dokuczenia swojemu kumplowi, czy, tym bardziej, po to, by go skompromitować. A jeśli nie, to mogę podejrzewać, że oni wcale nie uważają, że numer z tym „innym Van Goghu” to wstyd. Mogę podejrzewać, że oni wprawdzie wiedzą, że kolegę trochę poniosło, ale w końcu nic takiego się nie stało. A skoro tak, to uważam, że to jest naprawdę coś.
Pamiętam, jak kiedyś, kiedy byłem jeszcze dzieckiem i kino jeszcze kosztowało tyle, że każdego było na nie stać, ile razy tylko przyszło mi do głowy, by pójść i się odchamić, największym dla mnie problemem było to, że w czasie seansu, okoliczni chuligani nie mogli się powstrzymać przed głośnym komentowaniem tego, co się dzieje na ekranie. I to niezależnie od tego, czy akurat leciała komedia, horror, czy wyciskający łzy z oczu dramat. Oni zawsze uważali za stosowne coś tam dowcipnego wykrzykiwać. No i pamiętam, że ja, będąc dzieckiem, które nigdy nie chodziło na przypadkowe filmy, bardzo źle to znosiłem.
Moim przez wiele lat ulubionym filmem był western w reżyserii Petera Fondy, i z nim w roli głównej, „Hired Hand”, wyświetlany u nas pod tytułem „Wynajęty człowiek”. Peter Fonda przyjeżdża ze swoimi dwoma kumplami do pewnego kompletnie zakazanego miasteczka, gdzie nie obowiązuje ani boże, ani ludzkie prawo, a ponieważ najmłodszy z nich, jeszcze niemal dziecko, ma bardzo pięknego konia, któryś z lokalnych zbirów, z czystej chęci posiadania tego konia, chłopca zabija. Scena jest taka, że śmiertelnie postrzelony chłopak leży na podłodze w agonii, płacze, no i próbuje coś powiedzieć, ale nie bardzo wiadomo, co, bo mu krew zalewa usta.
A ja to pamiętam do dziś. Otóż w tym właśnie momencie, ktoś z górnych rzędów wrzasnął: „Jak się skończy ta abstrakcja, to mnie obudź”.
Od tego czasu, ile razy myśmy chcieli w jakiś, z jednej strony obrazowy, a z drugiej dowcipny, przywołać przykład zidiocenia doskonałego, powtarzaliśmy owo, po pewnym czasie już kultowe, hasło: „Jak się skończy ta abstrakcja, to mnie obudź”.
Minęły lata, skończyła się cała ta nędza PRL-u, a z nią zniknęli w mrokach historii tak zwani „żule”. Zniknęli, lub, może tylko tak się nam wydawało. Otóż jest całkiem możliwe, że korzystając z dobrodziejstw, jakie nam dał kapitalizm, oni pokończyli szkoły i uniwersytety, część z nich wyjechała do pracy na budowę do Niemiec, by wrócić po latach, objęli różne, mniej lub bardziej eksponowane stanowiska, a niektórzy pewnie trafili nawet do mediów. Przygoda, którą przeżyłem parę dni temu w przerwie meczu Swansea vs. Liverpool, świadczy o tym, że moje spekulacje wcale nie są nieuzasadnione.

Jak już pisałem, przez fakt, że firma producencka Watkins obniżyła mi niespodziewanie moje honorarium czterokrotnie, ten miesiąc jest dla nas kompletnie nie do przeżycia. Rachunki wciąz do końca nie popłacone, a ja na życie pożyczam już od swoich dzieci. W związku z tym, proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

6 komentarzy:

  1. Jeśli się rozumiemy to do przykładów zidiocenia doskonałego, dorzuciłbym takie coś: "Alleluja i do tyłu". To padło z ust autora książki-wywiadu, którą promowano/reklamowano w TrUjce. To jest tak horrendalne i głupie, że chyba nie muszę tego rozwijać. To oczywiście miałbyś dowcipny przytyk do RM i o. Rydzyka. No ale z tego wyszła wielka kupa. "Alleluja i do tyłu" jest kompletnie bezsensu. Sam cytat bym tu nie zapodał, gdyby nie chodziło o ciekawszy szerszy kontekst. Otóż proszony gość niejaki Marcin Jakimowicz z GNdz. wyskoczył z tym idiotycznym sformułowaniem na antenie, a REDaktor prowadzący przewodniczący Sosnowski, nie tylko to przyjął gładko ale i po audycji postanowił min. to wyrażenie umieścić w tytule audycji i jej opisie. Na moje wyjaśnieniem tego może być nienawiść i głupota, które chodzą w parze. Kontakt z rzeczywistością oni już dawno utracili.
    ***
    Jak rozmawiać o wierze? "Moje hasło to: Alleluja i do tyłu!"
    http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/926359,Jak-rozmawiac-o-wierze-Moje-haslo-to-Alleluja-i-do-tylu

    OdpowiedzUsuń
  2. @JSW
    A ten jakimowicz to co za jeden? Jakiś cofnięty?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem wygląda na to że niektórzy nie mogą obejść się bez O. Rydzyka.
    Nie potrafią wytworzyć niczego nowego tylko zawsze muszą mieć jakieś prymitywne odniesienie.
    Alleluja i na boki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak zerknąłem na tę stronę PR3 i trafiłem od razu na takie coś:

    "Wstęgę przetnie wspaniały artysta, autor wielu pięknych, kultowych słów - mistrz Wojciech Młynarski."

    No ja pierdziu, klękajcie narody.
    Młynarski zaraz dostanie Nobla i Oskara :)

    Pamiętam takie czasu PR3, nie było to tak dawno, parę lat temu.
    I była korespondencja z USA.
    I dialog między prowadzącym a korespondentem mniej więcej wyglądał tak:
    (z pamięci piszę)
    Aha, to było wtedy gdy w Zatoce Meksykańskiej jakaś platforma wiertnicza się zepsuła.

    - witam, podobno są tam jakieś problemy z platformą?
    - taaak, platforma zatonęła...

    Jak mają to nagrane, to mogą to teraz puścić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najwyraźniej cofnięty. A teraz weź oddech... bo to jest pisarz z Katowic, redagujący (na etacie zapewne?) w GNdz. No, Alleluja i klawiatura - chyba mi się lepiej to udało złożyć ;) bo przedrzeźniam tego nieszczęsnego Jakimowicza, bynajmniej nie o. Rydzyka, którego hasło „Alleluja i do przodu” jest wg mnie wzorcowe i genialne.
    Tu lepiej wie Coryllus, jak to jest z tymi młodymi co piszą, których się wydaje, a nawet daje szeroką promocję np. w radiu publicznym.
    Przy okazji wzięcie pod opiekę z jednej strony TP a z drugiej strony GNdz dawno zostało przesadzone.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Remo
    No niestety masz rację. Podejrzewam, że to takie ich składkowe by być dopuszczonym do ochłapów z stołu szwedzkiego. Jakieś takie egzorcyzmy co muszą obowiązkowo odprawić. No mówię Ci, że to tak było: Jakimowicz z Sosnowskim tak sobie gadają, aż ten pierwszy nagle wyskakuje z swoim idiotyzmem „Alleluja i do tyłu”, a ten drugi z całej audycji to uważa chyba za najważniejsze. Bo umieszcza później w tytule i opisie audycji to właśnie sformułowanie. I to jest chyba zaczadzenie. Ja wiem, gdyby padło: „Alleluja i krawacik” albo „Alleluja Brzetysław” też by się im spodobało i skręcali by się z zadowolenia jak to fajnie przedrzeźniają o. Rydzykowi.

    Toyaha uwaga „Żaden Hitchcock, ani inny Van Gogh by tego nie wymyślił” chyba tego samego dotyczyła, a więc dobrej zabawy w mniemaniu tych ludzi.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.