wtorek, 10 września 2013

Na co komu potrzebny jest bloger Toyah?

Ponieważ tak się stało, że, po raz kolejny w ostatnim czasie, otrzymałem email z prośbą o zamieszczenie na swoim blogu recenzji książki jednego z mainstreamowych autorów, reprezentujących tak zwaną scenę prawicową, mam poczucie, że powinienem swoje stanowisko w tej sprawie przedstawić oficjalnie. Rzecz w tym, że ja doskonale zdaję sobie sprawę z dwóch rzeczy. Pierwsza z nich to ta, że ten blog, choć wręcz demonstracyjnie lekceważony przez tak zwany prawicowy mainstream, zdobył wystarczająco liczącą się pozycję na tej nędznej scenie, by ów mainstream od czasu do czasu potrzebował się nim w sposób bezpośredni zainteresować. Druga natomiast to ta, że zainteresowanie to wykazuje wszelkie oznaki najbardziej bezprzykładnej bezczelności.
W jaki owa bezczelność się objawia? Otóż w bardzo prosty. Wyobraźmy sobie, że profesor Zybertowicz i redaktor Lichocka – a więc wręcz ikony prawej strony sceny politycznej – wydają książkę, która ma za zadanie zdobyć serca i umysły polskich patriotów. I oto, ponieważ jednak zarówno Zybertowicz, jak i Lichocka, a już szczególnie ich wydawca, świetnie zdają sobie sprawę z realiów panujących na tak zwanym rynku, pada propozycja, by popularny bloger, który, w odróżnieniu od nich, ma stały dostęp do owych serc i umysłów, korzystając ze swoich talentów, zareklamował ją na swoim blogu i pomógł w jej sprzedaży. W tym momencie wydawca siada do komputera i wysmaża następujący tekst:
Witam serdecznie,
od czasu do czasu (jak czas pozwoli) czytuje Pana wpisy na salon24.pl. Nie zawsze się z nimi zgadzam, ale na pewno to co zachęca do ich przeczytania to trafność osądu i ciekawy, często ironicznie-żartobliwy ton wypowiedzi. Dlatego też postanowiłam do Pana napisać w kontekście naszej najnowszej książki.
Nakładem naszego wydawnictwa ukaże się niebawem (bo już w środę) najnowsza książka Profesora Zybertowicza ‘III RP. Kulisy systemu’. Wraz z red. Joanną Lichocką, Profesor stara się postawić diagnozę obecnego systemu III RP. Spierają się, dyskutują, ale i zgadzają w wielu kwestiach.
Chciałam zapytać czy byłby Pani zainteresowany otrzymaniem egzemplarza książki "III RP. Kulisy systemu" - do recenzji.
Zapraszam również na spotkanie autorskie – Profesora Andrzeja Zybertowicza i redaktor Joanny Lichockiej, w dniu 19 września w Warszawie, w Empik Junior, o godz. 18. Gościem specjalnym spotkania będzie Pan Profesor Piotr Gliński”.
W czym rzecz? Otóż ja prowadzę ten blog od pięciu już lat, i przez owe pięć lat nie zauważyłem jakiegokolwiek wsparcia ze strony prawicowego mainstreamu. Owszem, raz, pamiętam, red. Lisicki z „Gazety Polskiej” zamieścił króciutką notkę, chwalącą mnie za tekst o Annie Walentynowicz, ale prawdopodobnie natychmiast został upomniany przez Redakcję i się skutecznie uciszył. Poza tym incydentem jednak, prawicowe media głównego nurtu zachowały w sprawie tego blogu całkowitą ciszę.
Wydałem przez te pięć lat trzy książki, jednak żadna z nich nie spotkała się, nie mówię, że z recenzją, ale nawet najmniejszą wzmianką na łamach prasy głównego nurtu. Ja bym oczywiście to rozumiał, gdyby rzecz sprowadzała się do tego, że oni kogoś takiego, jak jakiś bloger, zwyczajnie nie zauważają. Jednak okazuje się, że tak się wcale nie dzieje. Okazuje się, że oni wszyscy znakomicie się orientują, kim jest bloger Toyah, i jaki potencjał prowadzony przez niego blog w dodatku posiada. Potencjał, który na co dzień ich wszystkich doprowadza do jasnej cholery, ale są sytuacje, kiedy go można naprawdę skutecznie wykorzystać. Mówię o potencjale, o którym, jak wiele na to wskazuje, oni sami nawet nie mogą marzyć.
No i to wtedy właśnie ja otrzymuję maile o treści takiej, jak wyżej wspomniałem. A są one wysyłane w imieniu takich tuzów tej sceny, jak prof. Zybertowicz i red. Lichocka. I niosą treść, którą można by najkrócej streścić słowami: „Panie Toyahu! Czy byłby Pan uprzejmy użyć swoich wpływów i pomóc nam zdobyć rynek?”
Przepraszam bardzo, ale to jest nie do zrobienia. Ja od pięciu lat, niemal dzień w dzień pomagam Wam zdobywać rynek, robiąc Wam wszystkim reklamę, jakiej nie dostaniecie o nikogo na świecie. I nigdy nie zdarzyło mi się, bym nagle zadał pytanie: „Zybertowicz? Lichocka? Przepraszam, ale chyba nie miałem przyjemności”. Przez to swoje dziecięco-naiwne zaangażowanie narobiłem sobie dziesiątki wrogów, z których niektórzy okazali się tak zażarci, że pozbawili mnie pracy i skazali najpierw na upokarzające żebranie o finansowe wsparcie, a następnie znoszenie kpin ze strony ludzi, którzy mnie nie lubią. Można by powiedzieć, że ja wręcz poświęciłem swój własny i swojej rodziny los, żeby prof. Zybertowicz i red. Lichocka mogli się dziś obnosić ze swoją sławą i autorytetem. I zrobiłem to bezinteresownie i bez jakichkolwiek nacisków. Tymczasem ani on, ani ona, ani żadna z osób, które tworzą to środowisko, ani razu nie uznali, że można by było, choćby tak od niechcenia, wspomnieć w którejś ze swoich licznych wypowiedzi to imię „Toyah”… Przepraszam, było tak raz. Redaktor Ziemkiewicz wspomniał o mnie raz w swojej prywatnej rozmowie z redakcją „Gazety Wyborczej”.
Poza tym, zero. To akurat się nie zdarzyło. Dlaczego? Tu akurat nie mam najmniejszego pojęcia. Widocznie kwestia priorytetów, jak zwykle. I oto widzę ich bardzo wyraźnie, jak oni nagle przychodzą właśnie do mnie i mówią: „Od czasu do czasu (jak czas pozwoli) czytuje Pana wpisy na salon24.pl”.
W tej sytuacji, ja już mam tylko jedną uwagę. Ja jestem Toyah, i mam bardzo silne przeczucie, że każdy z Was wie to bardzo dobrze. Zbyt dobrze. W końcu ja tego maila dostałem na adres toyah@toyah.pl.

A teraz, jak zwykle, bardzo proszę o wspieranie tego bloga , czy to przez przychodzenie tu i komentowanie, czy przez przekazywanie na podany numer konta choćby najdrobniejszych sum. Bez tej pomocy, nie damy rady. Dziękuję.


2 komentarze:

  1. miz aimponowal wczoraj w Swiat sie kreci..ciesze sie,z e namieszal, fajnych gosci maja w tym programie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.