niedziela, 3 czerwca 2012

To co jest i co nigdy nie powinno się było wydarzyć

Są rzeczy, o których można wspomnieć raz, uznać, że obowiązek został spełniony, i zapomnieć. Są też, jak wiemy, i takie wydarzenia, czy słowa, o których ani nie warto wspominać, ani nawet nie ma co pamiętać. Są jednak i takie, o których gdybyśmy nawet wspominali dzień w dzień, to i tak można by nam było z czystym sumieniem zarzucić, że znów jesteśmy zbyt beztroscy. Jestem głęboko przekonany, że należy do nich sprawa marszałka Andrzeja Kerna i jego córki Moniki.
Ja wiem, że wiele osób w tym momencie zakrzyknie: „O nie! Znowu?”, a ja w tym momencie powinienem się zamknąć. Jednak ponieważ wiem też, że jeszcze więcej pojawi się tych, którzy zmarszczą czoło i spytają: „Kern? Monika? A o co chodzi?”, przypomnę, i zrobię to z wielką przyjemnością. Myślę, że najlepiej będzie oddać głos suchej relacji z Wikipedii, tym razem jednak, może trochę w ramach kompromisu, nie dotyczącej samego zdarzenia, a więc tak zwanego „skandalu rodziny Kern”, lecz filmu, który swego czasu na ten temat – w ciągu zaledwie parunastu dni – wyprodukowali Lew Rywin i Marek Piwowski:
Fabuła filmu nawiązuje do historii Macieja Malisiewicza i Moniki, córki Andrzeja Kerna, ówczesnego wicemarszałka Sejmu. Cygan postanawia uciec z więzienia, choć za tydzień ma wyjść na wolność. Zaskoczonym współwięźniom tłumaczy, że nie może stracić tego tygodnia, bo może się on okazać najlepszym w jego życiu. Poza tym jest wiosna i on się zakochał, chociaż jeszcze nie wie w kim. Tymczasem Agata, córka ważnego polityka, po raz pierwszy w życiu wyrusza na wakacje bez rodziców. Wybiera się z dwoma kolegami ich luksusowym samochodem. Cygan i Agata poznają się na stacji benzynowej. Zakochują się w sobie z wzajemnością, jednak rodzice dziewczyny nie zgadzają się na ten związek. Robią wszystko, żeby młodzi nie mogli być ze sobą razem. Dziewczyna ląduje w zakładzie psychiatrycznym, a chłopak jest ścigany przez policję. Wszystko to sprawia, że Agata i Cygan postanawiają razem uciec, ukryć się przed rodzicami dziewczyny i wziąć cygański ślub. Historia kończy się tragicznie. Cygan postanawia poślubić Agatę w ceremonii braterstwa krwi w otoczeniu bezdomnych. Po wyciągnięciu noża do nacięcia palców zostaje zastrzelony przez policyjnego snajpera”.
W swoim „Elementarzu” wspominam zarówno o samym Marszałku, jak i o jego córce, no i o filmie Piwowskiego. Ale przecież nie tylko. Tam można sobie poczytać o innej rodzinie, rodzinie zamordowanego w Smoleńsku Lecha Kaczyńskiego. Proszę posłuchać, co tam jest o Marcinie Dubienieckim:
Dubieniecki, Marcin. Dzięki bardzo perfidnej akcji Systemu, jedna z najbardziej znienawidzonych osób w Polsce. Działające na rzecz władzy media, jeszcze na długo przed Katastrofą Smoleńską, zaczęły pracować nad tym, by rozbić małżeństwo Marty Kaczyńskiej i Dubienieckiego. Wszyscy pamiętamy oficjalne, w pewnym momencie niemal codzienne, doniesienia, że Dubienieccy wyemigrowali z Polski w nieznane miejsce. Wydaje się, że plan jest taki, że jeśli oni się pokłócą i rozejdą, będzie się można łatwiej wziąć za Martę, a w dalszej perspektywie za jej córki. I w ten sposób rozbić całą tę rodzinę w drobny mak. Ktoś powie, że to jest zbyt okrutne, by mogło być prawdziwe. Ja jednak jestem przekonany, że idą czasy, gdzie to co znamy jeszcze ze sprawy córki marszałka Kerna będzie wyglądało jak drobna wprawka. Niech no tylko te dziewczynki jeszcze trochę podrosną”.
I ja, kiedy pisałem te słowa, ale i tamte, o Monice Kern i jej zmarłym dziś już ojcu, ale też o Piwowskim i całej tej bandzie barbarzyńców, wiedziałem, że owa sprawa sprzed lat będzie jeszcze wracała, bo zwyczajnie wracać musi, natomiast nie mogłem mieć pojęcia, że wróci aż tak szybko. Otóż żona moja była teraz przez tydzień na wycieczce szkolnej nad morzem, i wracając do domu, poza spodziewaną przez mnie informacją, że Gdańsk jest jeszcze bardziej prowincjonalny, niż był parę lat temu, przywiozła lokalną gazetę „Polska Dziennik Łódzki”, którą kupiła podczas postoju w Łodzi, a w niej wywiad z córką Andrzeja Kerna, Moniką, dziś już niemal czterdziestoletnią „członkinią zarządu łódzkiego MPO”. Wywiad w całości dotyczy zarówno tamtych wydarzeń, no i dzisiejszych refleksji, jakie ich bohaterka zachowuje po latach. Nie ma sposobu – no i też nie jest moją intencją – aby omawiać tu cały ów wywiad, niemniej kilka jego elementów musi zostać wspomnianych. Otóż pani Monika Kern dokładnie opowiada, jak to się stało, że ona wtedy uciekła z domu i jak była przez rodzinę Malisiewiczów metodycznie uwodzona i odciągana od rodziców. Opowiada o kłamstwach jakimi ją karmiono, opowiada o zaangażowaniu w całą sprawę ówczesnych polityków, przedstawicieli mediów, ale też, jak najbardziej, i prawa. Opowiada o tym, jak to ona była młodą dziewczyną i jak jej to imponowało, że tak fantastyczny, starszy od niej o pięć lat chłopak i jego równie fantastyczna rodzina i przyjaciele, tak bardzo ją lubią i tak wiele poświęcają, by dać jej szczęście i wolność jakich wcześniej nie znała. No i – warto to powtórzyć raz jeszcze – jak dziś wiadomo, że to za tym wszystkim stało najbardziej perfidne kłamstwo. To kłamstwo pojawia się właściwie co chwilę, co ciekawe jednak, nie ma już ani słowa – ani w pytaniach dziennikarki, ani w opowieści samej Moniki Kern – na temat tego, dlaczego to w ogóle się stało. Z tego co ona mówi, można zrozumieć, że wszystko poszło o to, że ów Maciek autentycznie się w niej zakochał, a jego rodzice i przyjaciele zwyczajnie chcieli tylko mu pomóc. Za wszelką cenę.
Nie ma więc jednej próby wyjaśnienia, dlaczego. Ale też nie ma słowa na temat tego, co dziś się dzieje z tymi Malesiewiczami, no i co słychać u samego Maćka. Nie ma śladu refleksji na temat ówczesnej reakcji mediów, polityków, na temat filmu Piwowskiego. Jest tylko sucha relacja, i skromne przyznanie Moniki Kern, że no tak, byłam młoda i głupia, ale już wystarczająco odpokutowałam tamten błąd, a rodzice (i pies) mi wybaczyli.
Chyba jednak muszę trochę jeszcze poopowiadać na temat samego zdarzenia. Proszę sobie to wszystko wyobrazić. Jest zwykła, porządna rodzina, jest szesnastoletnia dziewczynka, i oto któregoś dnia w jej życiu pojawia się jakiś kompletnie nieznany człowiek, a wraz z nim emocja tak intensywna, że to wszystko kończy się ucieczką z domu i ogólnopolską, relacjonowaną przez wszystkie media sensacją, z kulminacyjnym momentem ślubu w łódzkiej katedrze i z weselnym tańcem panny młodej z samym Jerzym Urbanem. I przez ten czas rodzice dziewczynki ani nie mają z nią kontaktu, ani przez całe półtora roku nie wiedzą nawet, gdzie ona przebywa. A wszystko to dzieje się wśród powszechnego medialnego zgiełku, wymierzonego w dobre imię zarówno rodziców jak i w ogóle tej rodziny.
Wróćmy do Moniki Kern, dziś już 36-letniej kobiety, członkini zarządu MPO w Łodzi i jej wspomnień, i refleksji. Ona wie, i to otwarcie przyznaje, że była głupia, bo się dała nabrać jakiemuś dupkowi i jego rodzinie, no i że z tego rodzice mieli przez to nieprzyjemności. Ale kiedy już dziennikarka używa określenia „pani mąż”, Monika Kern wybucha: „Jaki mąż? Nie miałam męża. [Taniec weselny z Urbanem?] Co z tego? Mieliśmy tylko ślub kościelny. Ojciec był katolikiem, związanym z Kościołem, a ja jestem na odmiennym biegunie światopoglądowym”.
A więc, tak naprawdę nie stało się nic. Błędy wieku szczeniackiego. Zaledwie. A czy można mówić o czyjejś winie? Jak idzie o nią, ona już swoje przeszła. Rodzice? No nie. Ojciec był najuczciwszym i najporządniejszym człowiekiem na ziemi. On nawet nie bardzo był politykiem. Cóż bowiem znaczy te parę miesięcy wobec tego, że on był przede wszystkim adwokatem, i zawsze tak o sobie mówił? Może jakieś nazwiska? No tak, nazwiska są – przede wszystkim Malisiewiczowie, a potem Baranowski, szef KLD w Częstochowie, człowiek, u którego Monika ukrywała się, uciekając przed rodzicami, Zbigniew Bujak, człowiek, który namawiał Malesiewiczową, by startowała na senatora, no i pani prokurator Cyrkiewicz, która prowadziła dochodzenie w sprawie zaginięcia. Jeszcze jakieś? No tak, dziennikarze, którzy pisali, ze ojciec to zły i nieuczciwy człowiek, podczas gdy to nieprawda. Jeszcze ktoś? Owszem, osoba najbardziej winna śmierci Andrzeja Kerna. Jak to określa Monika Kern, „panowie Kaczyńscy, a właściwie Jaroslaw”. To przez niego „ojcu pękło serce”. Dlaczego? Jak? A, to już jest dłuższa historia.
Otóż w roku 1993, po tym jak służby obróciły Polskę w pył, Andrzej Kern chciał kandydować do Sejmu z ramienia Porozumienia Centrum, ale Jarosław Kaczyński z jakichś, sobie znanych powodów, nie umieścił Kerna na liście. I to był dla niego bardzo silny cios. Najgorsze jednak przyszło w roku 2007, kiedy to Andrzej Kern, jako członek partii o nazwie Chrześcijański Ruch Społeczny, będący w nieformalnej, jak twierdzi Monika Kern, koalicji z Porozumieniem Centrum wystawił Kerna jako kandydata do Sejmu, a Kaczyński uznał, że Kern powinien kandydować do Senatu. No i to już był taki cios, że „Tata zmarł półtora miesiąca później. To go zabiło”.
A taki był silny. Przeżył ów niezwykły rok 1993 i wszystko to co potem posypało się na jego biedną głowę, jednak tego senatora już nie był w stanie przyjąć. A ja już się zastanawiam tylko nad jednym: co się takiego stało, że Monika Kern jednak po tych wszystkich miesiącach wróciła do domu? Ona tego już niestety nie wyjaśnia. No niby było tak, że chodziła na lekcje tańca i jej nauczyciel namówił ją, by się skontaktowała z rodzicami, ona ów kontakt nawiązała, no i wróciła. Nawet Nero się ucieszył: „Rzucił się na mnie z radością, jakby mnie znał od zawsze” – dziwne, prawda? A co na to Malisiewiczowie? Co na to Maciek? Tego nie wiadomo. Wróciła i już. I rodzice jej wybaczyli.
A co z tym Porozumieniem Centrum? Tego też nie wiadomo, poza tym, że „panowie Kaczyńscy, a właściwie Jarosław”, Kerna wykończyli, no i on musiał przejść z PC do ZChN-u, a potem już dalej.
A ja sobie myślę, że jak idzie o tę niezwykłą historię polskiej hańby, w którą daliśmy się zaangażować niemal wszyscy, nie wiadomo niemal nic, natomiast możemy sobie zawsze pozwolić na bardzo dużo refleksji. Ja z mojej strony mogę się przede wszystkim zastanawiać, co ja bym zrobił, gdyby to mi się coś takiego przydarzyło? Jak ja bym się zachował w momencie, gdybym się zorientował, że sprawa jest jak najbardziej poważna? Otóż w tej sytuacji powiem jedno: Ja bym zrobił wszystko, żeby oni wypuścili moje dziecko ze swoich rąk. A wstąpienie do Ruchu Palikota z nich wszystkich byłoby najmniej dla mnie bolesne. Żeby oni wypuścili moje dziecko ze swoich rąk, pójście na kolanach do Kancelarii Premiera Donalda Tuska i całowanie ich wszystkich w dupę, byłoby dla mnie gestem bez żadnego znaczenia. Jak to się stało, że Monika Kern wróciła, nie wiem. To co natomiast wiem, to to, że ona dziś mówi, że to wszystko przez „panów Kaczyńskich, a właściwie Jarosława”. No i że Monika Kern z tamtych czasów ma jedno ciepłe wspomnienie. Chodzi o piosenkę z filmu „Uprowadzenie Agaty”.
No i jest jeszcze coś. Z mojego punktu widzenia, dopóki tamta sprawa nie zostanie wyjaśniona, uważam, że nie ma o czym gadać. Dopóki to co się wówczas stało będzie ważne tylko z mojego punktu widzenia, to ja właściwie za wszystko dziękuję. Bo wiem, że dopóki nie załatwimy tamtej sprawy, moja obawa, zawarta w końcowych słowach wpisu na temat Marcina Dubieneckiego z mojego „Elementarza”, będzie w mojej głowie pulsowała jako groźba skierowana również pod moim adresem. I będzie się ona szyderczo manifestowała w – dziś naturalnie wciąż kompletnie absurdalnym i bezsensownym – obrazie Ewy Kaczyńskiej wypowiadającej za ileś tam lat te słowa: „To go zabiło”.

Poprzedni wpis wywołał, jak widzimy, zainteresowanie podobne do tego, jakie miałem okazję zaobserwować, gdy pewnego dnia, wtarłem szmatą podłogę w łazience. Zakładam, że to nic nie znaczy. W końcu, co mi pozostaje, prawda? Dlatego zachęcam do tego, i proszę, by tu pozostać, i w miarę możliwości wspierać to co tu powstaje. Dziękuję.

34 komentarze:

  1. Powiem szczerze, że bardzo mnie zdziwiło to co przeczytałam o głównej bohaterce wyreżyserowanej przez ludzi Urbana afery. Pamiętam, że kilka lat temu(jeszcze żył pan Kern) czytałam gdzieś o tym, że to rozsądna, mądra kobieta, która pomaga ojcu w pracy, skończyła studia i takie tam.Wspominała jak to została wyrolowana i jak posłużono się nią, by dokuczyć ojcu.
    Może to zależy która gazeta pisze? Ja oczywiście nie pamiętam tytułu, ale wiem, że na pewno nie była to ta, której nie czytam od 90 roku(ani jej przybudówek).
    A sprawa śp. pana Kerna też mi leży na sercu. Od początku.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Eliza
    Otóż chodzi o to, że z tego wywiadu wynika, że ona nie jest ani mądra, ani rozsądna. Wystarczyłby właściwie tylko ten tekst o tym, że nie bylo żadnego ślubu, bo ona jest niewierząca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mało powiedziane "nie jest mądra"...., choć, przyznam, trudno uwierzyć, zważywszy na to jakim człowiekiem był ojciec.

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie. I ja czytałem niedawno w Newsweeku artykuł, gdzie wpleciono jej wypowiedzi i tam o Kaczyńskim cisza. Jeszcze u Kropiwnickiego pracowała, więc zaskoczony jestem tym co tu czytam. Ale tak jak napisała Eliza- media wybierają co im wygodne, a i ona może mieć traumę i stąd te emocje. No i oczywiście nie wykluczam, że robota operacyjna jeszcze nie zakończona. Niemniej smutno się to czyta. I jeszcze teraz to MPO. Na Wschodzie, tym Dalekim, chyba karma no to mówią.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Eliza
    Ja Kerna bardzo lubiłem, tyle że, jak mówię, czemu on machnął ręką na PC - tego nie wiem. No i ciekawy jestem co on musiał zrobić, żeby mu to dziecko zwrócili.

    OdpowiedzUsuń
  6. @zawiślak
    Tu ona mówi jednoznacznie. Że to Kaczyński zabił jej ojca, nie wpuszczając go w 2007 na listy PiS-u.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah
    Na marginesie: w '93 lub w '94 gdy byłem u przyjaciół we Francji w tamtejszej tv, w ramach jakichś dni kultury polskiej wyemitowano ten film. Co więcej, został zaanonsowany jako film rzekomo już u nas kultowy.
    (Moi gospodarze uparli się go oglądać. Moje szczęście, że nie wytrzymali długo.)
    Zastanawiam się czy we Francji film wychynął przypadkiem, czy też straszył wówczas w kilku krajach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy i na ile można wierzyć tej lokalnej łódzkiej gazecie. Jeśli jednak faktycznie Monika Kern uważa, ze jej ojca wykonczyli "panowie Kaczyńscy" to mamy tu niezwykle case study działania systemu na ludzki umysł, na postrzeganie swiata.
    Pani Monika Kern w wieku 16 lat została użyta przez system jako narzędzie do zniszczenia własnego ojca. I jeśli po upływie 20 lat ona nie wie o co w tym wszystkim szło to, faktycznie, Leszek Miller, kłania się nisko dzisiejszym macherom medialnym. A przecież jej własny ojciec napisał po tym wszystkim książkę "Michnikourbanowy napad stulecia". Nie czytała? Bycie na "odmiennym biegunie światopoglądowym” usprawiedliwia jej ślepotę? A może tu właśnie tez dobrze sobie przypomnieć tej dziewczyny, co ją kilku zwyrodnialców przez kilka dni woziło pociągami po Polsce, maltretowali, upokarzali a ona, choć mogła, nawet nie zawołała o pomoc i potulnie szła na śmierć.

    Dzięki, Toyahu za przypomnienie tej historii.

    Uklony!

    OdpowiedzUsuń
  9. @2,718
    Na mnie pewne wrażenie zrobiła informacja, że on został nakręcony w kilkanaście dni.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Kozik
    To nie jest jakaś lokalna gazeta, ale łódzkie wydanie Polska the Times. I to jest regularny wywiad, że zdjęciem i wszystkim.
    I ja sądzę, że ona zwyczajnie nie chce wiedzieć o co tam poszło.

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah

    Ś.p. marszałek Kern jawi się tu jako postać podwójnie tragiczna. Nie dość, że został zniszczony przez System, to jeszcze jego córka po latach zmądrzała w takim, a nie innym kierunku. To zdanie o ślubie kościelnym jest po prostu porażające. Jeszcze bardziej niż zniszczenie jej ojca przez Kaczyńskich.
    To wszystko wskazuje na to, że ona jest wyjątkowo głupia i nie na darmo została wtedy wybrana przez System.

    OdpowiedzUsuń
  12. @toyah

    Właśnie na stronach internetowych tej gazety przeczytałem, że pani Monika była zaangażowana w kampanie wyborczą PO
    http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/378228,monika-kern-w-mpo-ja-tu-tylko-sprzatam,id,t.html
    A w wywiadzie, nie wiem czy to ten sam o którym piszesz, ona mówi, ze jej ucieczka scaliła ich rodzinę - taki jest tytuł.

    Czyli wszystko jasne: jest wdzięczna PO (wtedy KLD) czy po prostu systemowi za scalenie rodziny.

    Idę spać...

    OdpowiedzUsuń
  13. @Marion

    ona jest wyjątkowo głupia i nie na darmo została wtedy wybrana przez System

    Ale żeby po tym wszystkim i po dwudziestu latach być tak samo wyjątkowo głupią?
    To jest dopiero wstrząsające i to nam wiele mówi nie tylko o ludzkiej głupocie ale i o systemie który nam zapanował przed 23 laty (właśnie możemy zacząć świętować 23 rocznice wyborów kontraktowych)

    OdpowiedzUsuń
  14. @Kozik

    Ja też jestem wstrząśnięta, bo rozumiem, że szesnastolatka mogła się wyjątkowo niefortunnie zakochać i pozwolić się zmanipulować przeciwko rodzicom. Ale jeżeli ona po tych wszystkich doświadczeniach głównych winowajców zniszczenia jej ojca widzi w Kaczyńskich, to albo przeszła jakieś pranie mózgu, albo jest doszczętnie głupia, albo cyniczna. To ostatnie byłoby oczywiście najgorsze.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kozik

    Po przemyśleniu sprawy myślę, że ona plecie te androny jednak nie z głupoty, a z wyrachowania. Po prostu zgłasza gotowość służenia jedynie słusznej Partii i wykorzystuje do tego zmarłego ojca.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie sposób zrozumieć jakimi drogami chodzi ludzki mózg. Nigdy tego nie pojmę.
    Ta historia i to, co piszesz, co mówi ta Malisiewiczowa jest więcej niż przygnębiające.
    Wiesz, przeczytałem to co napisałeś i po wielu latach poczułem to, co czułem kiedyś za komuny - upokorzenie. Choć nie mam nić wspólnego z tą panią i jej historią, to ta jej obecna wypowiedź... nie wiem czemu, ale czuję się nią upokorzony.
    I bezsilny.
    Straszne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Marion
    Zgoda. Nawet sposób w jaki ona to oświadczenie wygłosiła, świadczy o niej: "Ojciec był katolikiem, związanym z Kościołem, a ja jestem na odmiennym biegunie światopoglądowym". Właściwie, brakuje tu tylko słowa "bynajmniej". Odmiennym bynajmniej.
    Inna sprawa, że to iż Kościół zgodził się wówczas firmować Swoim autorytetem ten ślub, świadczy o Nim równie mocno.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Kozik
    Nie. U "mnie" wprawdzie też mówi o tym "scaleniu", ale ten wywiad jest zupełnie świeży. Z 1 czerwca 2012. Poszukaj w Sieci. Może już tam jest.

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah

    Tak mnie to wczoraj wzburzyło, że nie mogłam zasnąć i myślałam sobie właśnie o roli kościoła w tym wszystkim. Ciekawe, czy wiadomo, który ksiądz udzielił wówczas tego ślubu? Przecież ona była nieletnia, a w Kościele też są chyba jakieś przepisy na ten temat.
    Inna sprawa, że można ten ślub unieważnić, ale jej chyba na tym nie zależy, bo ona i tak uważa, że nic wiążącego się wówczas nie stało.
    Najbardziej mi w tym wszystkim żal ś.p. marszałka Kerna, bo on z tą córką poniósł porażkę na całej linii. Ciekawe, co sobie myślał pod koniec życia? Nie ma pewności, czy jego rozgoryczenie nie znalazło ujścia gdzieś na zewnątrz tej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Jan
    Przykro mi z tego powodu bardzo, ale dla mnie upokorzenia komuny to przy tym zwykła zabawa. Taka sama jak, powiedzmy, upokorzenia Waldemara Świrgonia przy upokorzeniach Mieczysława Wachowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Marion
    Diabli wiedzą. Sęk w tym, że w ogóle nic nie wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah

    Fakt, że niewiele wiadomo, ale jedno wiadomo na pewno:
    Osoba wychowana w katolickim domu, żeby przypodobać się Systemowi i czerpać z niego synekury, atakuje ludzi, którzy z tym systemem walczyli, a dołącza do tych, którzy zniszczyli jej ojca i jeszcze tego ojca obłudnie wykorzystuje do ataku na przeciwników Systemu.
    To jest cały obraz naszych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Marion
    Właśnie przyszło mi do głowy, że kluczem do tego wszystkiego co się dzieje, dziś oczywiście, bo tamte wydarzenia to wciąż zagadka, jest to miasto - Łódź. Ja mam wrażenie, że tam od wielu lat istnieje bardzo silne porozumienie na poziomie biznesowym między wszystkimi grupami ideowymi. Od komunistów po najbardziej radykalnych patriotów. W ten sposób, taka Monika Kern może spokojnie być człowiekiem Kropiwnickiego, z legitymacją Ruchu Palikota, dziś na liście płac Platformy.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marion
    Ślub kościelny można wziąć w wieku lat 16 (dziewczyna) pod warunkiem że są nietypowe okoliczności np. ciąża no i chyba musi być zgoda rodziców.
    Tak naprawdę to wszystko można za odpowiednie "co łaska" czego przykładem jest np. pogrzeb niejakiego Nikosia.

    OdpowiedzUsuń
  25. @birofil
    To straszne co napisałeś.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah
    Poszukałem podstawy prawnej:

    Kan. 1071 -

    § 1. Poza wypadkiem konieczności, nie można bez zezwolenia ordynariusza miejsca asystować przy:

    6° małżeństwie małoletnich, bez wiedzy rodziców albo wobec ich uzasadnionego sprzeciwu;

    Kan. 1072 - Duszpasterze powinni odwodzić od zawierania małżeństwa młodzież przed osiągnięciem wieku, w którym zgodnie z miejscowymi zwyczajami zawiera się małżeństwo.

    Kan. 1083 -

    § 1. Nie może zawrzeć ważnego małżeństwa mężczyzna przed ukończeniem szesnastego roku życia i kobieta przed ukończeniem czternastego roku.

    § 2. Konferencja Episkopatu ma prawo ustalić wyższy wiek do godziwego zawarcia małżeństwa.


    15.11.1998 - Instrukcja dla księży dotycząca małżeństw konkordatowych

    8.Zgodnie z nr 50 Instrukcji Episkopatu Polski o przygotowaniu do zawarcia małżeństwa w Kościele katolickim z dnia 5 września 1986 r., stanowiącym, że wiekiem obowiązującym do godziwości zawarcia małżeństwa w Polsce (por. kan. 1083 § 2 KPK) jest granica wieku określona aktualnie obowiązującym ustawodawstwem państwowym, w związku z wejściem w życie zmiany polskiego Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, z dniem 15 listopada 1998 r. do godziwego zawarcia małżeństwa wymaga się ukończenia 18. roku życia zarówno przez mężczyznę, jak i kobietę.

    9.Zmiana ta odnosi się do wszystkich małżeństw, a nie tylko do małżeństwa konkordatowego.

    10.Prawo polskie przewiduje, że sąd opiekuńczy może zezwolić na zawarcie małżeństwa kobiecie niepełnoletniej, która ukończyła 16. rok życia. Chociaż w takim przypadku małżeństwo może być uznane lub zawarte według prawa państwowego, do jego zawarcia w Kościele wymaga się dyspensy Ordynariusza miejsca zgodnie z nr 50 Instrukcji z 1986 r.

    OdpowiedzUsuń
  27. @birofil
    Nasz Kościół też będzie musiał za wiele zapłacić. Już płaci.

    OdpowiedzUsuń
  28. @All
    Jeszcze raz off topic. Mamy czas konkursów. Moje dziecko potrzebuje na gwałt głosów. Wchodzimy na stronę http://offff.pl/?p=2326 i klikamy w dziurkę z napisem Antoni O.
    Bardzo proszę.
    Jeszcze tylko do północy.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Iza
    Dziękuję za dobre serce. Niestety na Facebooka nic nie poradzimy.

    OdpowiedzUsuń
  30. chyba za późno...Będzie musiał zadowolić się trzecim miejscem. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Eliza
    Sobota i niedziela też by nic nie dały. W weekend wszyscy są poza domem. Tylko Facebook.

    OdpowiedzUsuń
  32. @All
    Okazuje się, że jeszcze głosujemy dzisiaj. Do północy. Bardzo proszę: http://offff.pl/?p=2326 i klikamy w dziurkę z napisem Antoni O.

    OdpowiedzUsuń
  33. Poszło!
    Także do znajomych ;)

    Co do Kościoła i konsekwencji postępowania hierarchów to przestałem się nimi przejmować.
    Nie mam na to wpływu.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.